Soft Power

Chiny mogą sobie pozwolić na bardzo wiele, ale właśnie skończył się miesiąc miodowy

 Chiny wiedzą, że mogą sobie pozwolić na bardzo wiele w zakresie polityki zagranicznej, – co intensywnie testują. W zakresie polityki wewnętrznej mogą sobie pozwolić na wszystko, albo tak się im przynajmniej do tej pory wydawało. Zachód bezrefleksyjnie tuczył chińskiego smoka outsourcingiem, kapitałem, technologiami – wyhodował dla świata problem. To było niesamowite, że przez tyle lat wszystkim się wydawało, że demokratyzują Chiny, które stają się otwarte na świat, wiążą się ze światem – stopniowo podnosząc swój poziom życia itd.

O ile jeszcze świat przełknął zjednoczenie tybetu z Chinami, o ile Ujgurski Region Autonomiczny w Xinjiang praktycznie nikogo nie interesuje, to gazowana młodzież z pokolenia tabletów i gier wideo z Hong Kongu – to już jest istotny problem, zwłaszcza że bardzo wielu z tych młodych ludzi, którzy dzisiaj protestują jutro uda się na emigrację, głównie do USA i na Tajwan, gdzie będą bardzo aktywnie działać przeciwko państwu chińskiemu.

Dla nikogo nie jest tajemnicą, że Chiny mogą Hong Kong zmieść do morza i jeszcze tego samego dnia zapełnić go nowymi mieszkańcami. Póki, co władze w Pekinie zdają sobie sprawę, że najlepiej jest taką sprawę załatwić siłami lokalnej policji oraz lokalnych aktywistów z różnych środowisk. W Hong Kongu stacjonują, co prawda nieliczne, ale doborowe oddziały armii, dla nich przywrócenie porządku konstytucyjnego to raczej kwestia logistyczna. Tajna policja także nie śpi, jest oskarżana razem z mafią o wyłapywanie protestujących, niszczenie ich mieszkań, terroryzowanie rodzin itd. Na blogach demonstrantów można znaleźć wiele informacji o dziwnych zniknięciach. Jednakże to zbuntowała się młodzież od tabletów i konsol z grami, a nie od noży i pistoletów, nie byli w stanie jak dotąd się zorganizować. Byli w stanie wyjść na ulice, ponieważ skrzyknęli się przez media społecznościowe, mogą trwać w uporze, jednakże to są „baranki na rzeź”. Zwykłe dzieci w okularach w czarnych oprawkach, które filmują komórkami – niedbale szturmującą ich policję.

Tak naprawdę, to nie ma znaczenia jak się skończą wydarzenia w Hong Kongu. Już są grupy kontr demonstrantów, liczne grupy i środowiska żądają od władz, żeby przywróciły porządek itd. Bunt studentów się skończy, rozpoczną się represje – osobiste i systemowe, ponieważ w tym mieście realizowane są zbyt poważne interesy, żeby osoby na nich korzystające mogły pozwolić sobie na straty. W momencie powrotu Hong Kongu do Chin, jego gospodarka to było około 13% potencjału PKB Chin. Dzisiaj to tylko kilka procent, tak bardzo Chiny urosły, na czym zresztą także korzysta Hong Kong.

Pekin doskonale rozumie, co się właśnie dzieje. Nikt nie ma tam najmniejszej ochoty na jakąkolwiek kolorową rewolucję sterowaną mediami społecznościowymi. Przy czym trzeba przyznać, że cel został wybrany perfekcyjnie, grupa docelowa także. Studenci w Hong Kongu to chyba jedyna grupa społeczna w całych Chinach, która była gotowa do natychmiastowego buntu w imię idei, którą jest w stanie zrozumieć tak, jak się ją podaje. Ponieważ zachód i jego Azjatyccy sojusznicy nie mają zamiaru ani prowadzić z Chinami otwartej wojny, ani doprowadzić do utraty źródła produkcji – pozostaje właśnie sprawdzone oddziaływanie soft power. Idea wolności i demokracji fantastycznie się sprzedaje, nie trzeba wiele, zawsze można ją dostosować do lokalnych warunków, bez względu oczywiście na to, co wolność w rozumieniu zachodnim będzie w danym miejscu oznaczać.

Niestety młodzi Chińczycy z Hong Kongu nie myślą kategoriami Snowdena, nie myślą kategoriami dramatu z Ferguson. Buntują się przeciwko sile, której nie są w stanie się skutecznie przeciwstawić. Hong Kong to nie jest Syria, chociaż byłoby bardzo ciekawe, gdyby znalazła się tam grupa ludzi zdolna do ogłoszenia niepodległości od Chin. Co wówczas? USA uznałyby taką deklarację? Co z Tybetem? Co z mniejszościami narodowymi i kulturowymi w Chinach? Będą dostawać zrzuty? Zachód przyjmie dysydentów?

Wszystko można, tylko ile wtedy będzie kosztować popularny telefon komórkowy znanej amerykańskiej firmy, produkowany w Chinach?

Pekin rozumie, że skończył się jego miesiąc miodowy. Jeżeli Chińczycy będą chcieli dalej tak ostro grać w niektórych kwestiach międzynarodowych jak dotychczas, to może się okazać, że następnym razem w Hong Kongu zaczną wybuchać bomby.

2 komentarze

  1. Wydarzenia w Hongkongu to robota Amerykanów, kolejna odmiana arabskiej wiosny i kolorowych rewolucji.

    Po Majdanie i obaleniu Janukowycza żaden dyktator nie powtórzy jego błędu.

    Chiny zrobiły Tien An Men i w razie potrzeby go powtórzą w Hongkongu.

  2. Nowości Słowian.Nr66 – 02.10.2014r.Pan Nowikow, obok
    tematu ludobójstwa w Noworosji potrząsa wątkiem Hong-Kongu
    i sygnalizuje “odwieczny” problem – prawdziwie wolnego
    świata, który ma na imię “made in USA”…

    http://youtu.be/y-Xpf5IZkdo

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.