Polityka

Chińska podróż marszałek Ewy Kopacz w cieniu Tiananmen

 Protesty na placu Tienanmen między 15 kwietnia a 4 czerwca 1989 roku to już historia. Czas jaki minął od tych wydarzeń być może nie zaleczył wszystkich ran, jednakże trzeba pamiętać, że jest to pamięć samych chińczyków i oni muszą się z nią zmierzyć. Od nich samych zależy czy zrobią to teraz czy za 50 lub 350 lat. Trzeba pamiętać, że w tamtym niespokojnym okresie wiele się działo, zachód był bardzo zaskoczony głębokością przemian w Polsce, zjednoczeniem NRD, przerażony niestabilnością w ZSRR a do tego wszystkiego doszły jeszcze Chiny. Tam system okazał się najbardziej odporny na zarazę zachodniej propagandy „wolności od”, opanował kryzys – płacąc straszną cenę – następnie przeprowadził reformy, które w ostatnich latach w połączeniu z pracowitością i pomysłowością chińczyków – wydały tak wspaniały efekt.

Trudno jest obronić tezę, że to Tienanmen umożliwiło chińskie otwarcie na świat i gwałtowny wzrost gospodarczy. Jednakże nie podlega wątpliwości, że zmiany zapoczątkowane po tych dramatycznych wydarzeniach pchnęły Chiny do przodu. Niektórzy twierdzą, że w ucieczkę do przodu jednakże inni – raczej będący w większości docenią spójność ich kierownictwa państwowego, która zadecydowała o tym, że pomimo wszelkich problemów związanych z transformacją – Chiny odniosły sukces i Chińczycy są dzisiaj sami sobie panami. Czego nie da się powiedzieć na pewno o Polakach i innych mieszkańcach Europy Środkowej i Wschodniej z wyjątkiem mieszkańców Federacji Rosyjskiej i państw korzystających z mniejszej lub większej formy jej protekcji.

Sukces chińskiej transformacji polega na uwolnieniu ludzkiej przedsiębiorczości – jednakże na zachowaniu omnipotencji państwa, której gwarancją jest najpotężniejsza świecka organizacja zrzeszająca formalnie ludzi na świecie – Komunistyczna Partia Chin. Tu nie ma dyskusji, czy Chińczycy żyją w niedoinformowaniu, czy są ofiarami propagandy, czy też sami sobie wybrali taki los. Z jednego prostego powodu – w ogóle nie można na ten temat dywagować – bo to nie nasza sprawa. To ich kraj ich system i ich problemy, czy też raczej sukcesy. Proszę się samemu zastanowić, czy dzisiaj będąc Chińczykiem żyjącym w Chinach złorzeczylibyście państwo na system, że wam nie pozwala czytać niektórych książek w oryginale lub blokuje wam internetowy szlam (oraz różne inne treści) w internetowej wyszukiwarce (we współpracy z korporacjami z demokratycznego świata) – czy też bylibyście dumni z osiągnięć i rosnącej pozycji swojej ojczyzny? Ewentualnie po cichu narzekającymi na głupotę „reżimu” i brak „wolności do”, przy całej „wolności od” np. głodu, bałaganu, wojny, chorób, zamieszek, analfabetyzmu i innych nieszczęść jakie spotykają kraje w trakcie transformacji nie wiadomo dokąd prowadzącej.

Jeżeli oskarżamy Chiny o nieprzestrzeganie praw człowieka jak również cenzurę czy też okrucieństwa wobec mniejszości narodowych i etnicznych, musimy pamiętać o Guantanamo, napaści na podstawie amerykańskich kłamstw państwowych na wolny i niepodległy Irak, czy innych licznych okrucieństwach zachodu nazywanych eufemistycznie walką o demokracje i prawa człowieka. Coś co nasze media nazywają złem w rzeczywistości nim być nie musi, nawet jeżeli jest okrutne i brutalne – należy do innego świata i innej cywilizacji. Nic nam do tego, albowiem jeżeli już chcemy być rzeczywistymi obrońcami praw człowieka w Chinach to nie kupujmy owoców pracy niewolniczej – nie bądźmy beneficjentami tego „okrutnego” systemu. Wniosek jest jeden – jesteśmy nadzwyczajnymi hipokrytami z równolegle krytykując „reżim” o nieprzestrzeganie praw człowieka a zarazem kupując efekty pracy tych skrwawionych małych dziecięcych rączek! Jeżeli kogoś to oburza to niech wyrzuci ze swojego komputera części „Made in China” – zobaczymy czy będzie dalej działał, w zasadzie chyba prościej byłoby wyrzucić cały komputer.

Na zarysowanym powyżej – przyznajmy – kontrowersyjnie tle, wyprawa pani Ewy Kopacz – Marszałka Sejmu Rzeczpospolitej Polskiej do Chin w tak trudną rocznicę to nie tylko dowód na szczyty pragmatyzmu polskiej delegacji, ale przede wszystkim wielka szansa na zbliżenie państwowe polsko-chińskie. Powiedzmy to sobie bowiem otwarcie – my do Chin nie będziemy eksportować rewolucji Solidarności! Jeżeli dzięki wizycie pani Kopacz uda się nam zaistnieć w Chińskich mediach to naprawdę będzie sukces, albowiem dzisiaj nikt nie może sobie pozwolić na zlekceważenie swojej pozycji w Chinach.

Należy pogratulować pani Ewie Kopacz odwagi za podjęcia tak niesłychanie ważnej wizyty w tak trudnym i symbolicznym terminie. Niech zwycięży pragmatyzm – nie jesteśmy już „Chrystusem Narodów”, a raczej nigdy nim nie byliśmy i nie będziemy się narażać w imię tak naprawdę nie wiadomo czego i kogo bo co to nas właściwie obchodzi. Zamiast roznosić rewolucję w imię subiektywnie rozumianej „wolności” – po prostu róbmy interesy i szanujmy Chińczyków, gdyż wiele naprawdę bardzo wiele możemy się od nich nauczyć.

A tak już zupełnie na marginesie – kiedy ktoś z Chin ubiegał się u nas o azyl? Jeżeli nie wystarczy dla nikogo argumentów to odpowiedź na to pytanie powinna mieć charakter rozstrzygający.

2 komentarze

  1. Wierny_czytelnik

    Mnie się widzi, że tam nie było pragmatyzmu tylko brak wiedzy. Ktoś nie dopatrzył i wyszło jak im wyszło a dziennikarzyny w swoich gazetkach się pastwią nie wiadomo czemu. Ot błąd jakich wiele.

  2. Pojedzie to i wróci.
    Chyba nie poprosi o azyl polityczny w ChRL?

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.