Soft Power

Chcemy silnej władzy, ale nie zgodzimy się na autorytaryzm! Potrzebujemy marchewek!

 Łatwo godzimy się z rzeczywistością, wedle której nasza władza jest najdelikatniej mówiąc słaba, byle jaka, mizerna, pozorna i nie na miarę wyzwań. Jednakże ta władza nam nie przeszkadza, dlatego bo nic nie robi, gdyż taką władzę jesteśmy gotowi akceptować, za cenę własnego świętego spokoju, prawo do narzekania, bezpodstawnego twierdzenia, że sami zrobilibyśmy coś lepiej.

Mamy zatem władzę słabą, która co najwyżej próbuje zarządzać, głównie zachęcając do proponowanych rozwiązań, albo z wdziękiem małpy z brzytwą tnie umowę społeczną w drobne paseczki. To akceptujemy, ponieważ władza słaba wydaje się władzą nie groźną, władzą którą można wyśmiać, zlekceważyć, a przynajmniej na poważnie traktować w minimalnym zakresie karno-skarbowym.

Czy zgodzilibyśmy się zaakceptować władzę, która zaczęłaby częściej mówić nam jak mamy żyć i zmieniać naszą sytuację, na wzór słynnego już „67”? Przecież znając nasze społeczeństwo – władza narzucająca rozwiązania natychmiast spotkałaby się ze sprzeciwem, buntem a nawet udałoby się jej zjednoczyć opozycję. Ponieważ nic tak bardzo jak działania nakierunkowane na negowanie nas nie jednoczy, jeżeli tylko można, to po prostu trzeba się przeciwstawić – zwłaszcza jak mamy subiektywne odczucie możliwości pogorszenia swojego losu, czy nawet hipotetycznej straty.

Jeżeli więc silna władza w Polsce nie może być władzą autorytarną, bo skończy się to mniej więcej tak żałośnie jak próbował pan Kaczyński – to jaka władza może być u nas i w naszych realiach władzą na tyle silną, żeby nas zmusić do przyjęcia nowego ładu bez narzekania i zupełnego zbuntowania się?

No właśnie to jest problem, którego nie da się w sposób byle jaki rozwiązać, nie da się niczego udawać, ani nie ma szans na tworzenie rzeczywistości alternatywnej. Władza, żeby była skuteczna, musi być silna, a silna władza musi czerpać z autorytetu, jednakże musi być to autorytet własny, a nie np. brak innych autorytetów. Ten błąd popełnia obecny premier pan Donald Tusk, któremu się wydaje (albo raczej jego doradcom się wydaje), że jak pozbędzie się konkurencji ze swojego otoczenia, to będzie jedynym autorytetem, czerpiącym z naturalnego autorytetu władzy. Nic bardziej mylnego, w realiach demokracji, a na pewno już u nas – ludzie z natury rzeczy nie ufają władzy i są wobec niej podejrzliwi. Innymi słowy, już na starcie władza ma ujemny kapitał i musi sobie zasłużyć, jeżeli chce móc powoływać się na swój autorytet.

W naszych realiach chyba najbardziej prawdopodobnym sposobem na budowę autorytetu przez władzę, byłoby stosowanie polityki, którą możemy nazwać polityką „kolejnych marchewek”, to próbował robić np. rząd pana Leszka Millera, rozmontowując niektóre reformy rządu Buzka, cofając utraty przywilejów, czy też potwierdzając przywileje najbardziej uprzywilejowanej grupy społecznej – rolników, ze względu na koalicjanta PSL. Dzisiaj rząd pana Tuska próbuje to powielać, ale jedynie w warstwie PR-u, poprzez otwieranie kolejnych kawałków autostrad, czy innych efektów pompowania pieniędzy unijnych. To raczej polityka „marcheweczek”, albo nawet „zgniłych marchewek”, ponieważ duża część oddawanych inwestycji wymaga poprawek zaraz po otwarciu. Premier nie umie skupić inwestycji na wybranych sektorach problemowych – np. na publicznej służbie zdrowia, tak żeby skutecznie poprawić jakość chociaż części przestrzeni w jakiej funkcjonujemy. Gdyby tak postępował – dając społeczeństwu „duże marchewki”, to wszyscy by go chwalili, na czym budowałby swój autorytet jako skutecznego człowieka, którego słowo zamienia się w sukces. No ale to jego wybór jak wydaje – inwestuje pieniądze, przyjęty paradygmat polityki zrównoważonego rozwoju jak najbardziej podnosi jakość życia w całym kraju, ALE NIE STWARZA WARTOŚCI DODANEJ – dalej biedna ludność wiejska jeździ z punktu A do B – dzięki inwestycjom nowym mostem, ale niestety nadal punktem B jest lokalny Kościół, a nie nowy zakład pracy! W efekcie nie będzie pieniędzy na utrzymanie budowanej infrastruktury. Czy jeszcze inaczej, nie będzie chętnych żeby płacić za jej utrzymanie!

Więc przede wszystkim potrzebujemy władzy mądrej, przynajmniej na tyle żeby sama się nie kompromitowała, to już będzie duży postęp. Ciężko jest Polakami rządzić!

Rosyjskie tłumaczenie tekstu [tutaj]

2 komentarze

  1. A niby to dlaczego mamy nie z/godzic sie na rządy “silnej ręki”??O ile ta władza będzie myślała i decydowała “po polsku, i dla Polaków’. pytanie – a co na to komisary z Jewropy? Wot.

  2. W zasadzie w tle tej całej politycznej hecy odbywa się chwalenie PRL-u …
    Nie zapominajmy, że teraz rządy silnej ręki byłyby w interesie globalnych korporacji.
    Bo to one NAKAZUJĄ rządom co mają robić.
    Czy @Autor to sobie przemyślał?

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.