Ekonomia

Ceny żywności

 Rząd, a w szczególności ministrowie rolnictwa i finansów już powinni się zastanawiać, w jaki sposób antycypować wzrost cen żywności, jaki prawie na pewno wystąpi w Polsce na wiosnę, – jeżeli ta w końcu nadejdzie. Zima jest ostra i długa w tym roku, spowoduje ona zaburzenie okresu wegetacji roślin oraz niechybną powódź albo przynajmniej podtopienia w niektórych rejonach kraju, która są bardzo trudne w obyciu, chociaż nie są tak medialne jak „wielka woda”.

Pomimo błędów Rady Polityki Pieniężnej, o których wie już chyba każde dziecko w polskich przedszkolach – inflacja spada do niebezpiecznej granicy, po której przekroczeniu może dojść w Polsce do trwałej deflacji. Nic tak bardzo nie pomoże rządowi w nabiciu inflacji jak wzrosty cen żywności i paliw, wzrost cen żywności jest generalnie gwarantowany. Ponieważ podobna pogoda była także w innych rejonach Europy, na pewno przegramy z Niemcami, Belgami i Holendrami wyścig cen o nasze maliny, poziomki, agrest i inne uprawy łatwo sprzedające się. Ceny warzyw i owoców w Polsce mogą sięgnąć w tym sezonie historycznych maksimów – wydatnie przyczyniając się do wzrostu inflacji oraz co tu dużo ukrywać – także pogorszenia się bilansu handlowego, ponieważ jeżeli będziemy mieli małą podaż to spowoduje taki wzrost cen, że będzie się opłacał import. Będzie się opłacał nawet bardziej niż teraz.

Rząd zarobi swoje dzięki inflacji, natomiast polskie dzieci z ubogich domów rzeczywiście będą dostawać chyba tylko szczaw, bo nawet coś takiego jak pomidor będzie dla prawie wszystkich towarem luksusowym, kosztującym więcej od mitycznych „bananów”. Może to doprowadzić do niekontrolowanego wybuchu społecznego gniewu, ponieważ ceny pomidorów około 20 zł za kg lub zbliżone do tego poziomu to będzie cenowy horror nawet dla przeciętnie dobrze zarabiających mieszkańców Warszawy. Wzrost płac oczywiście nie nadąży za nowymi cenami żywności, co będzie odbierane, jako szkoda i krzywda przez większość społeczeństwa miejskiego. Zrodzi to znaki zapytania i ciśnienie społeczno-polityczne na włączenie mieszkańców wsi w partycypację w kosztach finansowania państwa na realnym poziomie otrzymywanych świadczeń. Może to mieć duże znaczenie dla rządzącej koalicji, która wiadomo, na kim się trzyma i jak bardzo koalicjant jest wewnętrznie podzielony.

Rząd powinien nie tylko zadbać o stworzenie odpowiednich zapasów żywności z roku na rok, w tym zwłaszcza takiej, którą da się przechowywać, ale mieć możliwość realnego ingerowania w rynek np. zwiększeniem podaży lub regulowaniem cen skupu na komercyjnych zasadach – głównie zbóż, które są podstawą gospodarki rolno-zwierzęcej. Bez odpowiednio dużych zapasów w ogóle nie mamy możliwości stabilizować ceny żywności w czasie, które co nie jest tajemnicą generalnie rosną i to znacznie rosną z roku na rok wraz ze zwiększaniem zgłaszanego popytu przez bogacące się społeczeństwa Dalekiej Azji.

Nie osiągnie się nadwyżki produkcyjnej bez zwiększania mocy produkcyjnych na wsi – wniosek, trzeba produkować więcej żywności, która w swojej ilości będzie gwarantowała względnie stabilne ceny w kraju oraz umożliwiała eksport nadwyżek żywności lub przerabianie jej na biogaz/biopaliwo. Wymaga to jednak odpowiednich decyzji politycznych, których nie sposób podjąć w tej konfiguracji politycznej z partią interesu klasowego zapatrzoną w swój elektorat pod kątem czynienia mu szkody pokoleniowej a nie rozwoju rolnictwa, jako silnej i nowoczesnej gałęzi krajowej gospodarki.

Jeżeli dochodzi do takich wydarzeń jak zakupy ziemi rolnej przez zagraniczne przedsiębiorstwa wyspecjalizowane w eksporcie płodów rolnych dla potrzeb wyżywienia ludności Arabii Saudyjskiej, to znaczy, że nasza polityka rolna, w tym eksportu żywności praktycznie nie istnieje, ponieważ nie jesteśmy w stanie sami nie tylko sprzedać owoców własnej ziemi, ale także ich należycie wyprodukować. Nie można się, zatem dziwić, że za kilka lat dojdziemy do sytuacji, że ziemia w Polsce będzie bardzo droga, czym będą stymulowane ceny żywności, na co już nic nie będzie można poradzić, ponieważ skończą się darmowe pieniądze z Unii Europejskiej, jako granty dla rolników – dotychczas rozkosznie przejadane a nieprzekładające się na więcej – lepszej jakościowo produkcji żywności.

W naszym kraju, gdzie żywność jest jednym z głównych pozycji zakupowych większości przeciętnych rodzin – rząd nie może pozostawiać kwestii cen żywności samym sobie. Ponieważ zrodzi to niepotrzebne napięcia społeczne związane z kłopotami, jakie spowoduje dla ludności miejskiej wzrost cen. Uwolniona w ten sposób inflacja uderzy we wszystkich.

One Comment

  1. Nie ma mądrej odpowiedzi na rozwiązanie problemu.
    Jest coraz mniej ludzi zdolnych przeżyć z tego, co sami wyprodukują w swoich gospodarstwach lub nawet przydomowych ogródkach i to z wielu powodów.
    Idą głodne czasy.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.