Ceny owoców i warzyw powalają na kolana

Jakieś żarty handlowców? Cicha zemsta rolników? Czereśnie po 20 zł, jabłka po około 10, pomidory po 13-18 zł, pomarańcze 4 zł 50 gr (i prawie nikt ich nie kupuje), banany 5 zł, marchewka 3 zł (ale jakaś dziwna) przy czym większość sprzedawanych obecnie owoców i warzyw jest z zeszłego sezonu (warzywa) lub przywożona z południa Europy (albo z Chile lub Argentyny). Czy to jest normalne?

Ministerstwo rolnictwa publikuje na bieżąco aktualne notowania cen na giełdach hurtowych większości najpopularniejszych towarów rolno-spożywczych – warto się zapoznać [tutaj].

Dlaczego jest tak porażająco drogo? Przecież ceny na straganach, supermarketach i nawet dyskontach wypełnionych wszystkim po sufity po prostu przerażają. Taniej jest się odżywiać drogim do niedawna masłem orzechowym lub dobrej jakości czekoladą niż marchwią i ziemniakami, a o takich luksusach jak winogrona lub wspomniane czereśnie można pomarzyć. Agrestu prawie nie ma do kupienia, a nawet jak jest to bije cenami na głowę wszystkie importowane owoce. Podobnie porzeczki i inne – trudne do zbierania owoce i warzywa. Teraz zbliża się sezon na truskawki, ale ich nie widać. To znaczy są hiszpańskie lub chilijskie – piękne, wielkości jabłek pakowane w osobne folie i wanienki z PCV – człowiek je zjada wzrokiem, ale po ugryzieniu nie czuć słodyczy. Nasze są lepsze – wie to każdy hurtownik, sprzedawca i rolnik.

Powstaje zatem pytanie – gdzie są nasze owoce i warzywa? O ile jeszcze w przypadku warzyw można oskarżać rolników o windowanie cen, bo wszystko jakoś się zawsze ustala na lokalnych giełdach pełnych wszystkiego w nieograniczonych ilościach, to z owocami jest problem. Wiadomo że bardzo dużo z nich eksportujemy, jednakże Polaków nie satysfakcjonują tańsze od naszych własnych gruszki z Hiszpanii – nawet jeżeli są smakowo dobre, ponieważ to jest zupełnie bez sensu – eksportować wszystkie nasze owoce drogo do Niemiec, Holandii i Belgii, a potem przywozić dla nas z Hiszpanii, Włoch i Grecji tańsze? Jeżeli tak ma wyglądać model europejskiego handlu – to ok, na pewno na tym nie tracimy ponieważ przykładowo w popularnej sieci dyskontów w odpowiedniej promocji można kupić pyszne greckie oliwki wielkości śliwek w cenie tak żenująco śmiesznej, że możemy się nimi rzucać dla zabawy i zjadać co piątą – jednakże to nie oto chodzi! Skala marnotrawstwa żywności to osobny problem – tego już tak dobrze nie widać jak kiedyś, bo to co się nie sprzedaje sklepy muszą albo oddać do hurtowni (tu działa logistyka) albo przetworzyć wstępnie w zautomatyzowanym pojemniku, który miażdży, niszczy i dokonuje cudów z odpadami zmniejszając ich objętość wielokrotnie zgodnie z normami unijnymi. Ma to praktycznie każdy większy sklep, w tym dyskonty, a mówimy o tonach owoców i warzyw miesięcznie! Kto pracował w sklepach dyskontowych lub marketach ten wie!

Jeżeli bowiem europejskie rolnictwo cierpi na kryzys urodzajów (przecież jeszcze trzy lata temu spalaliśmy zboże bo było go za dużo i groziły jakieś komplikacje unijne) to nawet coś takiego jak wyjątkowo zła pogoda w Polsce tego roku nie powinna być powodem do sprzedawania nam czereśni z Argentyny po 20 zł za kilogram! Zostaje tylko żreć szczaw! Oczywiście gdyby był dostępny, bo znając życie taniej będzie go sprowadzić ze Słowacji niż wyprodukować u nas! To się w głowie nie mieści! To nie są ceny na nasze zarobki! Taniej wychodzą brzoskwinie przetworzone i w puszkach (z Grecji) w syropie – 3,99 zł w popularnej sieci dyskontów za prawie kilogramową puszkę brzoskwiń wielkości piłki! Podobnie w trakcie wizyty w lokalnym dyskoncie (dodajmy popularnej niemieckiej sieci) zauważyłem mandarynki w puszce, które można zjeść i wypić smaczny sok – tańsze niż świeże! Puszka z zawartością 0,42 kG mandarynek netto o trwałości do 2016 roku kosztowała 3,99 zł a świeże mandarynki 6,50 zł za kilogram!

To nie jest normalne! Może niech puszkują i przetworzą te czereśnie – wówczas zgodnie z unijną logiką będą tańsze pięć razy od świeżych! No i nie zapomnijmy o przewiezieniu ich na drugi koniec Europy, bo przecież Belgowie muszą jeść polskie maliny a Polacy hiszpańskie śliwki! No nie może być normalnie! Ale trzeba przyznać, że te przywożone owoce są bardzo dobre, a ich wybór, standaryzowana jakość i ilość (promocje) zachęcają. Takiego wyboru i dostępu do różnych dziwnych owoców w sklepach, których nazw nawet się nie zna i nie wiadomo jak je zjeść to jeszcze nie mieliśmy. jest to w sumie stresujące, no bo jak kupić coś, co nie wiadomo jak się zjada? Kierując się kolorami? Bez sensu… Handlowcy wcisną nam wszystko, jednakże żeby po kupieniu owocu sprawdzać w internecie jak się go zjada… Ta moda to chyba jest pozytywny efekt wspierania tzw. terytoriów zamorskich czyli byłych kolonii krajów UE i krajów z którymi Unia podpisała umowy o wolnym handlu, które w związku z tym mają przywileje handlowe i sprzedają w Unii swoje owoce korzystając ze swobody handlu. Mamy zatem kolorowe owoce z całego świata, ale nie mamy własnych gruszek, jabłek i śliwek, ponieważ te doskonale sprzedają się w bogatszych krajach Unii! Super!

Coś tutaj wyraźnie nie działa, kilogram jabłek za godzinę pracy? Kogoś opuścił zdrowy rozsądek? Powtórzmy – nawet w przypadku wyjątkowo złej pogody jak w tym roku, zimna i deszczów – to jeszcze nie jest powód, żeby wszystko było takie drogie. Jeżeli bowiem sytuacja taka – już nie pierwszy rok miałaby powtarzać się co roku – to trzeba zainwestować środki unijne przeznaczone na rolnictwo w olbrzymie szklarnie gwarantujące dostawy adekwatnych do potrzeb owoców i warzyw, przynajmniej z podstawowego zakresu – jak pomidory, marchew, cebula i inne rzeczy, na które z zasady nie zwracamy uwagi, bo one po prostu są dostępne w nieograniczonych ilościach i kupuje się je workami z dostawą do domu.

Ceny świeżej żywności muszą być adekwatne do przeciętnych zarobków, nie może być politycznego przyzwolenia na to, żeby ludzie zostawiali swoje pensje w warzywnikach! Przecież muszą jeść! A jak wytłumaczyć dziecku, że jabłka są zbyt drogie? Kupić mu masło orzechowe – dostępne w 12 smakach (policzyłem na półce własnego dyskonta)? Przecież to jest chore! Czymś takim nie można się stale odżywiać! Poszliśmy w rozwoju zbyt daleko!

10 thoughts on “Ceny owoców i warzyw powalają na kolana

  • 5 czerwca 2013 o 08:36
    Permalink

    Przyczyny są/w mojej opini 3 pierwszy to pogoda- mamy na to zerowy wplyw, drugi to/błogosławieństwo i przekleństwo globalizacji… aostatnim jest fakt , że duża cześć polskich rolników nadal działa emocjonalnie i nie potrafi podejść pragmatycznie do produkcji rolnej….

    Odpowiedz
  • 5 czerwca 2013 o 09:57
    Permalink

    kalafior po 5 zł !!! za główkę czy jak się to coś nazywa !! 5 zł !!! coś strasznego

    Odpowiedz
  • 5 czerwca 2013 o 11:12
    Permalink

    Nie wiem ile polskich rodzin stać na zakup swoim dzieciom podstawowych produktów potrzebnych w codziennej diecie żywieniowej. to przerażające… i upokarzające…

    Odpowiedz
  • 5 czerwca 2013 o 22:26
    Permalink

    dodam ze w warszawie jest drożej. Ogorki swieże 12 zł i wogóle bez smaku

    Odpowiedz
  • 8 czerwca 2013 o 21:26
    Permalink

    W tamtym roku drzewa uginały się pod owocami. Takiego urodzaju nie miałem od kilku lat. Co się dzieje w sklepach, to woła o pomstę do nieba.

    Odpowiedz
    • 8 czerwca 2013 o 21:55
      Permalink

      Przede wszystkim dlaczego nie ma polskich jabłek i dlaczego te co są są w cenach pomarańczy lub droższe? (w Krakowie w dyskoncie 4,5 zł za kilogram)

      Odpowiedz
    • 15 lipca 2013 o 15:25
      Permalink

      po co ma polski rolus sprzedawac w polsce po 2zł, jak niemcy kupią po 4zł z pocałowaniem w rączkę i to w promocji!
      w sklepach w niemczech jabłka kosztują 3euro/kg
      ziemniaki 2e/kg – wymieniać dalej?

      Odpowiedz
  • 25 maja 2015 o 10:07
    Permalink

    marchew 3,99 zł/kg w takim razie poproszę ośmiorniczkę,

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.