Ceny nie rosną niestety przejściowo (cz.2)

Z punktu widzenia budżetu państwa, sytuacja jest jeszcze trudniejsza. Będzie potrzeba wydawać więcej na obsługę długu. To oznacza że zmniejsza się ilość pieniędzy do dyspozycji. Jak to będzie nominalnie, to dopiero zobaczymy. Na pewno zaś spadek wartości pieniądza, będzie stymulował jeszcze większe potrzeby w zakresie jego pozyskiwania. To rodzi znaną spiralę, pamiętamy na jakich zasadach to działa.

Można tylko mieć nadzieję, że pan premier i pan Prezydent oraz oczywiście pan Prezes także pamiętają! Banknoty z wieloma zerami, to nie było nic przyjemnego. Przegraliśmy na tym wszyscy. Nasza gospodarka została zresetowana w wyniku hiperinflacji, co prawda wówczas nie bardzo była inna opcja, ale to standardowe tłumaczenie się polityków.

Niestety nie mamy Euro i podstawy naszej egzystencji zależą – NIESTETY – od błędów (kaprysów) naszych polityków i woli „rynków”. To, nie znaczy że mając Euro bylibyśmy bezpieczniejsi, jednak przykład Grecji pokazuje, że można przeżyć bankructwo państwa, bez zubażania społeczeństwa na taką skalę jaką mieliśmy w Polsce w wyniku „reform” pewnego pana „profesora”. Właśnie lekcja Grecji powinna być dla nas nauczką, pokazującą co to znaczy być ekonomicznie częścią Zachodu. Zachód nie pozwolił na kłopoty Euro, Grecja trzymała się Euro i jest wypłacalnym krajem, sprzedającym dług po ujemnych wartościach, a jej społeczeństwo – brutalnie jak na dotychczasowe cieplarniane warunki, urealniło swoją ekonomię. Jednak nie doszło tam, do takiego wynędznienia ludzi i takiej eksploatacji przestrzeni gospodarczej jak u nas.

Na dzień dzisiejszy nie ma bezpiecznej przystani dla inwestycji. Ziemia jest bardzo droga, nieruchomości mieszkalne, to jedna wielka bańka i kupowanie na tym rynku jest szaleństwem. Złoto jest bardzo drogie, jest tutaj ryzyko związane z autentycznością, bo emisje NBP są niskie, na tyle że podaż jest prawie żadna, co więcej płynność w oficjalnym obiegu jest bardzo trudna jeżeli chodzi o akumulację wartości (różnica pomiędzy ceną zakupu a sprzedaży). Waluty to niestety ryzyko, aczkolwiek chyba mniejsze, niż rynek akcji, który okazał się najdelikatniej mówiąc – pewną spekulacją (z wyjątkiem wyjątków). Więc ciężko jest inwestować w sposób bezpieczny. Może tylko dywersyfikacja w alokacji aktywów jest czymś optymalnym? W tym znaczeniu, że można trzymać środki w różnych walutach, nieco np. w funduszach odpowiednio zabezpieczonych i tyle. Większe pieniądze zawsze na naszym rynku szły w ziemię i nieruchomości, ale ta bańka jest faktem. Odnośnie inwestowania w rzekomo bezpieczne państwowe papiery wartościowe, można powiedzieć tylko tyle, że są bezpieczne na tyle, a na ile ufamy państwu. Jeżeli ktoś ufa państwu, to powodzenia.

Społeczeństwo będzie boleśnie odczuwać wzrost cen wszelkich dóbr podstawowych i kosztów utrzymania się. To są koszty pompowania konsumpcji mas, jeżeli każdego stać na serek w dyskoncie, czy kiełbaskę na grilla – to nie należy oczekiwać, że producenci i łańcuch logistyki oraz sprzedaż, będą funkcjonować w oparciu o miłość bliźniego. Jeżeli można zarobić więcej, to się zarabia więcej, takie są prawa ekonomii, bo jak się nie zarabia więcej, to się traci.

Niesłychanie istotnym czynnikiem ze względu na zaniedbania systemowe będzie susza. Jeżeli znowu będziemy mieli problemy z wodą na podobną skalę, jak ostatnio. To rolnictwo to bardzo mocno odczuje. W konsekwencji koszty produkcji rolnej wzrosną, a w okresie dostosowawczym spadnie ilość i jakość plonów. Będzie mniej wszystkiego i czereśnie za 60-80 PLN, będą raczej czymś standardowym i nie tylko w szczycie sezonu.

Wnioski są ważne z punktu widzenia ekonomii. Standardowa jej szkoła mówiąca o popycie i podaży, kapitale nie mającym narodowości, czy też o niewidzialnej ręce – to już bujda na resorach. Neoliberalne kłamstwo powinno być ścigane, tak jak ściga się ustroje totalitarne. To jest właśnie to samo, totalitarne zniewolenie i zrobienie ludziom wody z mózgu do tego stopnia, że uwierzyli w prywatyzację swojego dziedzictwa bez jakiegokolwiek kapitału.

W obecnych warunkach ekonomicznych, trzeba mieć baczenie na to, co się dzieje i jaka jest natura prezentowanych nam rozwiązań. To bardzo trudne bez elit i bez mediów, no chyba że ktoś uważa za reprezentatywną elitę przedstawicieli pewnego Kościoła, no ale niestety ma rację.

11 thoughts on “Ceny nie rosną niestety przejściowo (cz.2)

  • 23 lutego 2020 o 05:17
    Permalink

    Także obawiam się cen żywności. Mam nadzieję, że nie będzie takiego horroru jak ostatnio.

    Odpowiedz
  • 23 lutego 2020 o 08:19
    Permalink

    Nie ma bezpiecznych przystani dla kapitału, a zwróćcie uwagę na to że koronawirus rozłożył wszystko na łopatki.

    Odpowiedz
  • 23 lutego 2020 o 08:40
    Permalink

    Wnioski:

    1. Nie jadać czereśni tego lata.

    2. Inflacja pozwoli Nadwiślańskiemu i Banasiowemu Macondo – zlekceważyć budżetowe dziury i wszelkie zadłużenia.

    3. 900 mld złotych po roku-dwóch, przy inflacji 30-50% – to będzie Pikuś.

    4. Po kolejnych 4-6 latach rządów “dobrej zmiany” przy inflacji 80% – pozwoli spłacić zadłużenie rządzącym – w sposób łatwy i przyjemny.

    5. 500 zł będzie wówczas kosztowała paczka papierosów, a wiadomo że dzieci nie palą papierosów, więc nie będzie żadnej szkody społecznej.

    6. I tak oto “geniusze” naszej ekonomii zlikwidują kryzys finansów publicznych.

    7. Ludzie jakoś przetrwają, żywiąc się szczawiem.

    Amen.

    P.S.
    ten nowy format Obserwatora jest do niczego.

    Odpowiedz
  • 23 lutego 2020 o 16:58
    Permalink

    realnie bardzo jestem zaskoczony tym, co stało się w Grecji, kraj zbankrutował i stracił suwerenność, dostał wielką kasę żeby spłacić wierzycieli z Zachodu – od Zachodu, w sumie jego dług urósł a wszystko jest w porządku. dzisiaj sprzedają obligacje za darmo… za ujemne odsetki!

    Odpowiedz
  • 23 lutego 2020 o 20:48
    Permalink

    Nie ma kasy i nie będzie, a trzeba będzie oddawać tę już pożyczoną.

    Odpowiedz
  • 23 lutego 2020 o 21:06
    Permalink

    “Niestety nie mamy Euro…” Za to ma Pribałtyka i Słowacja, pragmatyczni Czesi czy
    choćby Węgrzy nie mają takich ciągot, a i ci co mają (np. IV Rzesza Niemiecka – kierownik
    eurokołchozu) z tęsknotą wspominają czasy dobrej starej marki, oczywiście nie tej
    demokratycznej, “na kila” z przed Hitlera…. 😀

    Odpowiedz
  • 23 lutego 2020 o 22:05
    Permalink

    Żadne euro, niet “zapisu”, jeno żywa, Narodowa waluta w kieszeni, tzn w portfelu.
    W każdym innym przypadku czeka nas Bolszewia 2.0 (bis) – koncłagier- “666”,
    zapowiedziany w Apokalipsie wg. św. Jana
    Amen

    “I sprawia, ze wszyscy: mali i wielcy, bogaci i biedni, wolni i niewolnicy otrzymuja
    znamię na prawa rękę lub na czoło
    i ze nikt nie może kupić ni sprzedać, kto nie ma znamienia – imienia Bestii
    lub liczby jej imienia.
    Tu jest [potrzebna] mądrość. Kto ma rozum, niech liczbę Bestii przeliczy:
    liczba to bowiem człowieka. A liczba jego: sześćset sześćdziesiąt sześć. [Ap 13,16-13,18]

    “Bio-chip jest ładowany dzięki zmianą temperatury ciała, co wyklucza częste zmiany baterii zasilającej. Wydano ponad 1,5 milionów dolarów na badania dotyczące znalezienia dwóch miejsc na ludzkim ciele, gdzie zmiany temperatury występują najgwałtowniej, pierwszym miejscem jest czoło w okolicach linii włosów, a drugim zewnętrzna część dłoni”
    ————-

    Детектор лжи нового поколения: Большой брат уже знает, когда вы врете
    https://www.youtube.com/watch?v=hq7vYEhfJ5E

    Odpowiedz
  • 23 lutego 2020 o 22:13
    Permalink

    świadomość ekonomiczna społeczeństwa jest ujemna, ludzie myślą że pieniądze biorą się od rządu 🙂

    Odpowiedz
    • 24 lutego 2020 o 07:53
      Permalink

      A to zależy od wielu czynników, bywa że “w miarę potrzeb” pieniądze (do)drukowane są
      niczym ulotki reklamowe…. zgodnie z zasadą “duży może więcej”! 🙂

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.