Caedite eos. Novit enim Dominus qui sunt eius

Zabijcie wszystkich. Bóg rozpozna swoich” – te słowa Arnalda Amarlyka, legata papieskiego i biskupa Narbony wypowiedziane w trakcie krucjaty przeciwko katarom powinny przyświecać wszystkim Chrześcijanom, a zwłaszcza Katolikom. Nie można bać się śmierci, zwłaszcza nie można – zniewieściale – bać się śmierci w boju za Wiarę i Ojczyznę, co więcej nie można bać się także niewinnych ofiar, albowiem jak wynika z przesłania – lepiej jest poświęcić więcej istnień niż te, które szkodzą miałyby przetrwać niczym chwasty.

Były czasy, kiedy powyższe zdanie nikogo by nie dziwiło, co więcej recytujący łacinę student-uczeń, natychmiast odpowiedziałby innymi cytatami z wychowania patriotyczno-religijnego, którymi przez wieki karmiono polską młodzież – głównie szlachecką, towarzyszy pancernych i innych, którzy byli gotowi oddać życie dla Króla i za kraj.

Dzisiaj? Dzisiaj tego typu sformułowania po pierwsze są niezrozumiałe, albowiem nawet na uczelniach (wydziałach) medycznych przestaje się wykładać łacinę, a po przetłumaczeniu ten cytat nie jest poprawny politycznie, no bo jak biskup katolicki – osoba duchowna, może nakazywać mordować wszystkich?

Dzisiejsza Europa, która staje się nie tylko laicka, ale po prostu ateistyczna – ukształtowała się właśnie dzięki takim czynom jak rzeź katarów, czyli innowierców których Kościół zwalczył tak jak umiał najlepiej, wtedy jeszcze kiedy był w stanie zrobić to pod płaszczykiem konieczności religijnej (początek XIII wieku). To nas ukształtowało, dawne zwycięstwa w imię Wiary i Króla, tożsamego z Ojczyzną, ten model zdecydował o odróżnieniu europejskiej tożsamości od innych tożsamości np. od bizantyjskiej, nie mówiąc już o islamskiej. Dzięki takim czynom i ich propagowaniu – rozumieniu jako coś naturalnego (eliminacja konkurencji, usuwanie zagrożenia), ukształtowano Europę. Można się na to oburzać, można mówić jakie to okrutne, ale trzeba mieć świadomość, że właśnie tym czasom kiedy miecz i krzyż były używane naprzemiennie i to z reguły walczono mieczem pod znakiem krzyża – zawdzięczamy nasz dzisiejszy kształt i w ogóle samo istnienie. Gdyby nie Wiedeń, nie Jan III Sobieski, to prawdopodobnie dzisiejsza Bawaria byłaby czymś na kształt Bośni i Hercegowiny. Trzeba to sobie uzmysłowić i traktować jako bardzo istotny element ogólnego europejskiego dziedzictwa, od którego nie można dać się odciąć, nie można o nim zapomnieć i nie można pozwolić na to, żeby ktoś je potępiał patrząc na nie z dzisiejszej perspektywy.

Nie ma bowiem chyba większej zbrodni na dziejach niż właśnie oglądanie minionych okresów w świetle dzisiejszych norm i ich ahistoryczne ocenianie. Jest to błąd dyskwalifikujący badanie historyczne, w ogóle sam proces przedstawiania faktów, którym chcemy przyłożyć dzisiejsze znaczenie i przedstawić jako całość pasującą do dzisiejszych tez. Jednym z najistotniejszych przykładów jest to w jaki sposób kwestie „ekspansji na wschód” traktuje historiografia Niemiecka, Polska i Ukraińska. Są to dwa różne sposoby patrzenia na sprawy dziejowe, nie mające w przypadku ukraińskim nic wspólnego z naukowością, gdyż cały proces dedukcyjno-badawczy jest tam podporządkowany pod dzisiejsze, szowinistyczne rozumienie interesu narodowego. Różnica polega na tym, że zarówno Niemcy jak i Polacy patrzą na rozszerzanie się prawodawstwa magdeburskiego (i lubeckiego) na wschód, wraz z akcją osiedleńczą – jako na naturalny proces, sterowany i pożądany przez polskich możnowładców. Całość trwała przez wieki i przyniosła obszarowi Europy Środkowej olbrzymie korzyści demograficzno-cywilizacyjne. Natomiast Ukraińcy traktują osadnictwo na etnicznie ruskich ziemiach za okupację, jednoznaczną w całym okresie ponad 600 lat trwania, w różnych rozdziałach.

Fakty historyczne trzeba badać w ich historycznym kontekście, odnosić je do ówczesnych realiów. Continuum jest oczywiście czymś pożądanym, jednakże żeby to continuum faktów i zdarzeń wykazać trzeba najpierw bardzo umiejętnie przedstawić fakty, właśnie w świetle specyfiki konkretnej epoki. No czymże był podbój Ameryki Środkowej i Południowej? W świetle dzisiejszych standardów – okrutnym ludobójstwem. W świetle standardów wieków średnich i renesansu – propagowaniem wiary i walką z szatanem, którego działania dopatrywano się w bóstwach Inków, Azteków i Majów.

Dzisiaj istnieje jedno niebezpieczeństwo – mianowicie przerzucenia tradycyjnej retoryki wojennej na stosunki z Islamem. Nie można pozwolić na to, żeby traktować Islam jako zagrożenie, jako napastliwą inną cywilizację, która chce założyć naszym kobietom Burki i zakazać sprzedaży w sklepach wieprzowiny. Czym innym jest bowiem wielki i głęboki szacunek dla Islamu, jako religii objawionej a czym innym jest idiotyczna polityka migracyjna niektórych krajów zachodu, pozwalająca na mieszanie się kultur. Z tego nie będzie nic dobrego, tylko wrogość i nienawiść, albowiem bardzo trudno jest pogodzić świadomie żyjące społeczności – chrześcijańskie, ateistyczne (post chrześcijańskie) ze społecznościami islamskimi, które dążą w tej fazie swojego istnienia do dominacji, albowiem taka jest ich natura. Dlatego odróżnijmy złą politykę pozwalającą na mieszanie się społeczeństw od szacunku i nawet podziwu dla Islamu i jego wielkiej tradycji. Nie można tutaj niczego upraszczać i traktować konfliktów dzisiejszych wedle miar niegdysiejszych. To naprawdę się dobrze nie skończy.

Pozostaje nam jedynie wierzyć, że słowa „Caedite eos. Novit enim Dominus qui sunt eius”, jeszcze kiedyś będą rozumiane w Europie od Lizbony po Helsinki.

2 myśli na temat “Caedite eos. Novit enim Dominus qui sunt eius

  • 28 grudnia 2013 o 10:11
    Permalink

    Zgadzam się z myśleniem autora, tylko że KATARZY nie byli innowiercami. To byli nadal chrześcijanie, ale o odmiennych poglądach na niektóre dogmaty i nadużycia kościoła hierarchicznego.

    Odpowiedz
  • 29 listopada 2019 o 23:23
    Permalink

    Autora cechuje wyjątkowa sperdolina umysłowa.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.