Czy były prezydent stanie się nowym „systemowym” tematem zastępczym?

rgbstock.com Autor: Sanja GjeneroPo wystąpieniu w Sejmie pewnego pana, który obronił swój immunitet poprzez ujawnienie posłom rzekomo wstrząsających faktów, jak wynika z komunikatów niektórych posłów – dotyczących także rzekomo w jakiejś mierze osławionej prowokacji policji antykorupcyjnej przeciwko byłemu prezydentowi i jego rodzinie jesteśmy w nowej rzeczywistości. W prosty sposób kotlet odgrzewany przez tyle lat – został wrzucony nagle na ruszt w sam największy ogień. Strasznie musiał zawinić komuś były prezydent, – jeżeli nie daje mu się spokoju pomimo pełnej porażki jego koncepcji politycznej w niedawnych wyborach.

Prawdopodobnie jesteśmy świadkami kreowania nowego „systemowego” tematu zastępczego, który kreuje człowiek godzący się pełnić rolę użytecznego narzędzia w kleszczach mainstreamu. W sumie nie ma, co się dziwić – ktoś broniący swojej niewinności ma prawo się bronić, jednakże czy w tym kontekście można wykorzystywać posiadaną wiedzę z zakresu tajemnicy służbowej i być może także państwowej?

Sprawa pachnie prowokacją na kilometr, a po lekturze pewnego prawicowego portalu internetowego lepiej się nawet nie wypowiadać, – dlatego wstrzymamy się z powielaniem tych pomówień i kłamstw z głębokiego szacunku dla byłego prezydenta i jego szanownej małżonki.

Jednakże to trzeba przyznać – mainstream medialny nie mógł dostać lepszej pożywki. Jeżeli do tego doszłoby do powołania specjalnej komisji sejmowej poświęconej zbadaniu „sprawy”, to mielibyśmy cudowne powtórzenie sytuacji z okresu, kiedy prawica i jej siepacze zrobili winnym – do końca nie stwierdzono, czego – pewnego producenta filmowego. Déjà vu? W pewnej mierze na pewno, – ponieważ schemat parszywego nagrywania jest tak oklepany, że musi być skuteczny, albowiem to sięganie do najbanalniejszych skojarzeń i instynktów. Nagrania można zmanipulować, a zwłaszcza nagrania słów sprzed lat! Kto będzie pamiętał to, co mówił – prawdopodobnie w ekscytacji przed laty, – jeżeli akurat miał sprawy życiowe na głowie?

Być może „grillowanie” byłego prezydenta to rzeczywiście doskonały pomysł dla upadającego obozu rządzącego? Świetna odskocznia do przepełnionych klinik, niskich emerytur i rent, deflacji o której się nie mówi, problemu przyjęcia Euro, w ogóle od stosunku do Unii i bycia w niej, jakichś strategii gospodarczych, czy też tego wszystkiego co się popsuło w polityce międzynarodowej – zwłaszcza na wschodzie. Rzeczywiście na tym tle, a przecież to nie są wszystkie przewinienia rządu – odgrzanie starego kotleta będzie czymś genialnym? Prawica z wściekłością rzuci się na logotypową lewicę, ta się odetnie jeszcze bardziej, chociaż to chyba już nie jest możliwe, a były prezydent – zostanie uwikłany w wyjaśnianie, co robił siedem lub dziesięć lat temu, co uzgadniał z żoną, a czego nie – fantastyczny spektakl. Zapewne już szumią archiwa wideo – taśmy są przewijane, zbiera się materiały do montażu, przegląda się prasę, wszelkie możliwe stenogramy, – bo 10 lat temu, ktoś powiedział „tak” w sprawie „takiej”.

Jeżeli do tego dodamy jeszcze problem domniemanych więzień CIA w Polsce, w których rzekomo dopuszczono się złamania Konwencji Genewskiej – to mamy klops, albowiem jednak lewica logotypowa może stracić lidera. W takiej sytuacji cały manewr ze startym kotletem jest genialny, ponieważ spowoduje, że panowie, którzy mogliby sobie pomóc w tej drugiej sprawie – po prostu milcząc, najpierw obrzucą się wszystkim, czym będzie się dało z okazji wielkiego grilla. Potem, no cóż… wiadomo „od słowa do słowa” – czy dużo potrzeba, zwłaszcza, jeżeli chodzi o małżonkę?

Wnioski tych domniemań są dwa. Po pierwsze osoba na stanowisku prezydenta RP powinna zarabiać rocznie, co najmniej 5 mln złotych, tak żeby móc sobie pozwolić na standard życia adekwatny do kosztów reprezentacji wśród elit współczesnego świata. Przy czym mówimy o kosztach osobistych, bo wiadomo, że państwo płaci za całą resztę. Po drugie – osoba, która przestaje być prezydentem – za każdą kadencję, którą rozpoczęła – powinna mieć dożywotnie świadczenie równe w pierwszych pięciu latach od ukończenia kadencji – poborom swojego następcy. Potem w latach kolejnych można zastosować jakiś współczynnik – dzielący kwotę przez pół, jednakże – wszystko pod warunkiem, że taka osoba w życiu zawodowym pozostanie w dyspozycji państwa. Najprościej, jako doradca aktualnego prezydenta, z którym może się nienawidzić, ale konsultować sprawy wypada. Można też wrócić do koncepcji dożywotniego mandatu senatorskiego dla byłych prezydentów. To miałoby tą ważną rolę, że prezydent byłby chroniony immunitetem parlamentarnym – wystarczającym do ochrony jego autorytetu. Naprawdę, jeżeli nie nauczymy się sami szanować swojego państwa – nikt nie będzie miał do nas szacunku. Jeżeli w najbliższym okresie na światło dzienne zostaną wyciągnięte stare brudy – lepiej interesować się piłką nożną, ważne wydarzenia się będą zaczynać.

5 myśli na temat “Czy były prezydent stanie się nowym „systemowym” tematem zastępczym?

  • 11 czerwca 2014 o 16:55
    Permalink

    Mam inną propozycję, zmiana Konstytucji i kasata urzędu prezydenta, naprawdę będzie taniej.

    Odpowiedz
  • 11 czerwca 2014 o 22:44
    Permalink

    Jakoś tak obserwując z pozycji kibica, naszą scenę
    (polityczną), pod lupę biorę czasy Polski(nie ,nie
    Ludowej), Solidarnościowej, co raz mniej się chce
    “wypacać się”(no bo ile i po co ciągle krytykować),
    ONI to mają w du..ie, – głos narodu. Oni żyją
    w innym wyimaginowanym świecie, gdzie obowiązują
    inne priorytety . Nożyce mocno rozwarły się…
    konkursy na “najlepszego prezyDĘTA”…co to w ogóle
    znaczy, czy urząd prezydenta RP , to konkurs
    na ‘najmilszą pensjonarkę”?
    Prezydent (RP) ma być skutecznym reprezentantem…
    (nie interesów jakiejś UE, USA, Izraela), zapewniam
    Państwa byli/są tacy.
    Spojrzenie na 25(na szczęście minione, a podobne ,jeśli nie tragiczniejsze – przed nami) – lecie poprzez pryzmat
    “wielkiej księgi”(i tutaj też fetowanego), G.Kołodki…

    http://www.konserwatyzm.pl/artykul/12223/wielka-ksiega

    Gdzieś jest lepiej,normalniej(bliska zagranica),ale, ale jak
    można to publicznie wyrazić, wszak “konie wiozą
    w przeciwną stronę” Niestety, ze szkoda dla Państwa
    (którego tak naprawdę, nie ma), i skrzywdzonego
    Narodu(no może nie całego, jakieś tam głupie
    dosłownie i w przenośni,około60 – 65%??? Zaniżyłem?
    Zawyżyłem cyfry?

    http://www.konserwatyzm.pl/artykul/12222/dwa-minski

    A swoją drogą to chyba ‘znaki czasu”, albo
    “chichot historii”w temacie poważnej publicystyki
    ludzie mający “lekki skręt w lewo”, korzystają
    ze zródeł, nie mających z wymieniona opcją mało a może
    nic wspólnego(może poza wspólnym alfabetem)…
    Gdy czytam /słucham panów z lewicy(już od kilkunastu
    lat), odnoszę wrażenie, iż są nędzną imitacją
    nieudolnie naśladującą zwycięzców z 89’
    Taka to “nasza” lewica, i ta gorliwość neofity
    mająca na celu…dopowiedzmy sobie.

    Odpowiedz
    • 12 czerwca 2014 o 18:57
      Permalink

      Szanuję prof. Łagowskiego, czytam regularnie artykuły profesora w papierowych, właśnie podrzucony link dotyczy jednego z artykułów, który czytałam. To wcale nie znaczy, że za każdym razem zgadzam się z prof. Łagowskim. Zresztą po 25-latach znacznie łatwiej jest wypowiadać się na różne tematy i mówić co należało.

      Odpowiedz
  • 12 czerwca 2014 o 18:15
    Permalink

    Nic się nie stało, Polacy nic się nie stało …

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.