Byliśmy, jesteśmy i będziemy – przeciętnie – biedni… (cz.2)

fot. red.

Później, w wyniku presji ze strony państwa zakonnego z siedzibą Malborku, nasz kraj wszedł w sojusz z potężnym i bogatym w zasoby państwem litewsko-ruskim. Była to olbrzymia przestrzeń, mająca olbrzymie zasoby, jak również bardzo dużą siłę wojskową i istotną nowość – bajecznie, wręcz niewyobrażalnie jak na ówczesne standardy – bogatych oligarchów. Nasz kraj przyjął nowego władcę z zagranicy, Władysław Jagiełło był chyba najbardziej udanym władcą Polski w naszej historii. Zwycięstwo jakie odniósł, co prawda po części zmarnowano, jednak Zakon, nigdy już nie podniósł się w swojej potędze i chwale, ponieważ państwo polsko-litewsko-ruskie, było tak potężne, że dalsza ekspansja terytorialna Zakonu była niemożliwa. Negatywną stroną sojuszu i związku z Wielkim Księstwem Litewskim, była oligarchizacja naszej szlachty, której najwyższe warstwy bardzo szybko doskonale się odnalazły w nowym państwie, czerpiąc niemożliwe do pojęcia zyski z uprzywilejowanej pozycji w państwie i eksportu płodów rolnych na Zachód. Przez ponad 100 lat Polska, była głównym dostawcą żywności do Europy Zachodniej, jak zawsze przeludnionej, jak zawsze głodnej i jak zawsze potrzebującej wszystkiego.

Nasza gospodarka z epoki Jagiellonów, to była gospodarka państwa kolonialnego, utrzymującego się z tego, co udało mu się zagrabić i obronić, a którego latyfundia pozwalały na produkcję gigantycznej ilości żywności i innych dóbr podstawowych, bardzo łatwo znajdujących nabywców na Zachodzie. Niestety bogactwo tego okresu zostało zmarnowane, rozgrabione, przepite lub w dużej mierze na inne sposoby stracone. Jednak było tego tak dużo, że nawet pomimo tragedii jaką był Potop Szwedzki, nasz kraj był w stanie pozbierać się do kupy, chociaż upadek był szokujący. Było to widoczne zwłaszcza w bardzo bogatej i doskonale rozwiniętej Wielkopolsce.

Oczywiście oceniając ten okres, musimy mieć świadomość że bogactwo dotyczyło w istocie pojedynczych – niemożliwie – bogatych ludzi i ich rodzin, a zamożność kilku procent uprzywilejowanej szlachty i kleru. Przykładowo przepisy prawne, pozwalające magnatom na import bez cła, generalnie pozbawiły polskie miasta szans na rozwój wytwórczości. Ponieważ nasi kupcy, nasi rzemieślnicy, nie byli w stanie konkurować z dobrami importowanymi dla magnatów, ich klientów i ich dóbr. Mówimy o olbrzymiej skali importu, nie na potrzeby tylko bajecznie bogatych dworów magnackich, ale na potrzeby ich całych latyfundiów, ich miast, ich całych struktur z prywatnymi wojskami włącznie (łącznie były liczniejsze, niż królewskie).

Później było może patriotycznie, patetycznie, ale generalnie bez planu i tragicznie. Chociaż, nie można nie dostrzec wielkiego sukcesu ziem pod zaborem rosyjskim, dzięki zniesieniu ceł do Cesarstwa Rosyjskiego eksportowano olbrzymie ilości dóbr przemysłowych – głównie wyrobów przemysłu sukienniczego. To było prawdziwe eldorado, złoty czas rozwoju przemysłowego, opartego na prostej, powtarzalnej produkcji masowej. Nie gorzej było w zaborze pruskim, gdzie dokonał się największy postęp cywilizacyjny w stosunkowo krótkim czasie. Co więcej, ówczesny Śląsk był jednym z centrów globalnej rewolucji przemysłowej, nadawał jej kierunek. Tam były zlokalizowane największe i najnowocześniejsze huty na świecie, produkujące najbardziej zaawansowane wyroby.

Okres dwudziestolecia międzywojennego, to czas niestety zmarnowany przez okupację, jednak pewne ziarna zasiane wówczas, kiełkują do dzisiaj. Stalowa Wola jest wspaniałym dziedzictwem tego okresu. Zrobiono naprawdę wiele, głównie dzięki temu, że planowano jak mądrze i ekonomicznie alokować bardzo wątłe zasoby. Było to po części wymuszone sytuacją międzynarodową, otoczonego przez wrogów kraju, ale wynikało z wysokiego poziomu etosu pracy i solidności pokolenia wykształconego na doskonałych uczelniach państw zaborczych.

Wojna kosztowała nas poważny reset państwa, gospodarki i ze względu na swój ludobójczy charakter, także i społeczeństwa. Polska była krajem, w którym tylko jedno duże trzy duże miasta – Kraków, Łódź i Poznań nie miały istotnych zniszczeń w swojej tkance urbanistycznej. Stolica państwa nie istniała po wojnie, była prawie doszczętnie zniszczona i rozkradziona. Do tego doszło jeszcze przesunięcie terytorium państwowego oraz niesłychanie istotne zmiany klasowe, które pozwoliły na wyrugowanie stosunków pańszczyźnianych (niewolniczych) z życia naszego społeczeństwa.

Zapraszamy na część 3-cią felietonu.

6 thoughts on “Byliśmy, jesteśmy i będziemy – przeciętnie – biedni… (cz.2)

  • 17 stycznia 2021 o 10:56
    Permalink

    …wręcz niewyobrażalnie jak na ówczesne standardy – bogatych oligarchów. “Polskie” – jaśniepaństwo (?)
    Ponownie na ziemiach okrainnych mamy renesans jaśniepaństwa, tyle że w wykonaniu wczorajszych
    arendarzy.
    “Przez ponad 100 lat Polska, była głównym dostawcą żywności do Europy Zachodniej, jak zawsze przeludnionej, jak zawsze głodnej i jak zawsze potrzebującej wszystkiego.” Doskonałe ujęcie. 🙂

    …chociaż upadek był szokujący. Był. BO, i skala zdrady była szokująca, zwłaszcza ze strony (mniejszości wyznaniowych) innowierców https://pl.wikipedia.org/wiki/Jan_%C3%81mos_Komensk%C3%BD i jemu podobni
    wcale nie mam na myśli Prawowiernych. A w tamtym czasie uwzględniając nawet “manipulacje brzeskie” Prawosławie było wyznaniem dominującym w Najjaśniejszej Rzeczypospolitej.

    Później było może patriotycznie, patetycznie, ale generalnie bez planu i tragicznie. NIESTETY. Ale “ktoś”
    jMMMMMł , kanalizował, programował Polaków wyłącznie w jedną stronę.

    …ale wynikało z wysokiego poziomu etosu pracy i solidności pokolenia wykształconego na doskonałych uczelniach państw zaborczych. Na tych “zasobach ” 🙂 jechała do przodu Polska
    Ludowa, gdyż TO pokolenie schodziło w cień z racji biologii w okolicach 1970 roku.

    Odpowiedz
  • 17 stycznia 2021 o 10:58
    Permalink

    Bardzo dobra kontynuacja cyklu historycznego, skupionego chyba na efektywności gospodarowania.

    Czekam na dalszą cześć.

    Odpowiedz
  • 17 stycznia 2021 o 20:52
    Permalink

    @krzyk58, 17 stycznia 2021 o 10:56

    Pomyśl zanim coś napiszesz i bądź obiektywny. Komeński popełnił błąd i mu się to wyrzuca, a Katolicy masowo popierali Szwedów i cisza? Jak to tak?

    “Później było może patriotycznie, patetycznie, ale generalnie bez planu i tragicznie. NIESTETY. Ale “ktoś”
    jMMMMMł , kanalizował, programował Polaków wyłącznie w jedną stronę.” – oczywiście masz rację i robił to Kościół dominujący ze swoją okupacją religijną realizującą interesy niemieckie, a nie polskie. Napisz to wreszcie wprost.

    A więc odrobinę prawdy cytuję:
    “Król Stanisław August Poniatowski błagał o pomoc Kościół, który miał świetne układy ze wszystkimi sąsiadami Rzeczypospolitej. Nuncjusz Garampi odpowiedział mu: „Gdybym zaprotestował, rozgniewałbym i obraził dwór wiedeński”.
    Gdy cesarzowa Maria Teresa zwróciła się do papieża Klemensa XIV z wątpliwościami moralnymi co do rozbioru, „Ojciec Święty, któremu Polacy zawsze ślepo wierzyli, pospieszył jej odpowiedzieć, w imieniu nieba i ziemi, że inwazja i rozbiór były nie tylko właściwe politycznie, ale i w interesie religii; że w Polsce Moskale mnożą się niebywale; że wprowadzają tam po kryjomu religię schizmatycką; i że dla duchowego dobra Kościoła było konieczne, ażeby dwór wiedeński rozciągnął swe panowanie możliwie daleko” (wg Lelewela).
    Jeśli Kościół, potężna siła w Europie, moralny autorytet przynajmniej dla państw katolickich, nie zaprotestował, to kto miał zaprotestować? Po za Turkami — nikt w Europie…
    Nic więc dziwnego, że głównymi sprawcami ratyfikacji traktatów rozbiorowych przez polski sejm byli biskupi: Młodziejowski — jako kanclerz — był organizatorem sejmu, Ostrowski przewodniczył senatowi i delegacji podpisującej traktaty rozbiorowe, Massalski płomiennymi mowami za rozbiorem zyskał dla Kościoła miano „czwartej potencji rozbiorowej”. Za „zasługi dla Polski” biskupowi Ostrowskiemu papież na prośbę Rosji i Austrii zapłacił złotodajną godnością prymasa Polski i Litwy.
    Historia pokazała, jak obca była Polakom narzucona przez Kościół nietolerancja. Już w kilka lat po wymuszonym przez Rosję równouprawnieniu prawosławnych i ewangelików nikt ich w Polsce nie dyskryminował. Gdyby nie prawne ramy kontrreformacji — nietolerancji i prześladowań narzuconych Polakom przez kler — Polska pozostałaby potęgą, a z pewnością nie byłoby rozbiorów.
    Kolejny raz Kościół zasłużył się Polsce — i to po wielokroć — po I rozbiorze, kolaborując z zaborcami w zabranych prowincjach. Zaraz po rozbiorze biskupi złożyli przysięgę nowym władcom, podjęli z zaborcami aktywną współpracę i wezwali lud do posłuszeństwa: „Przysięgamy Jego Mości królowi Prus i jego prawnym następcom w rządach, jako nam najłaskawszemu królowi i władcy kraju być poddanym i wiernym, posłusznym i oddanym. Dbać o uczucia wierności dla króla, o miłość ojczyzny, posłuszeństwo wobec praw”. To fragment roty przysięgi biskupów polskich (?) królowi Prus po I rozbiorze.
    (…)
    Kler aktywnie popierał targowickich zdrajców, bo nie mógł się pogodzić z „bezbożnym, jakobińskim dziełem Konstytucji 3 maja”, postępowymi hasłami oraz utratą majątków, które Sejm Wielki przeznaczył na odbudowę wojska. Intrygował nuncjusz Saluzzo, który w listach do Rzymu przedstawiał Kołłątaja i Staszica jako jakobinów.
    To papież Pius VI dał Rosji zielone światło do wojny z Polską i jej rozbioru, kierując 24.02.1792 r. brewe dziękczynne do Katarzyny II, w którym nazwał ją heroiną stulecia i sławił jej podboje. Wśród nich wymienił I rozbiór Polski. Wszak było tuż po uchwaleniu Konstytucji 3 maja, którą Kościół zwalczał jako jakobińską. Papież dążył też do wciągnięcia Rosji do wojny z rewolucją francuską. Nikt nie idzie na wojnę bez nadziei zdobyczy, najlepiej terytorialnych. Papież dał carycy jasny sygnał, że zapłaty należy szukać w Polsce. Toteż za trzy miesiące Rosja, pewna swego, uderzyła na Polskę.
    To wróg Polski papież Pius VI pobłogosławił targowicę, „aby stworzenie konfederacji stało się początkiem spokojności i szczęścia Rzeczypospolitej”. Wspomniany nuncjusz Saluzzo namawiał króla do przystąpienia do targowicy. Nic dziwnego, że wielu biskupów aktywnie działało wśród targowickich zdrajców. Ich kapelanem był biskup Sierakowski; przywódcą na Litwie — Kossakowski; Skarszewski zwolnił Polaków z przysięgi na wierność Konstytucji 3 maja; biskup Okęcki listem pasterskim zarządził modły o powodzenie targowicy i został cenzorem wydawnictw; działali bp. Massalski i Adam Naruszewicz.
    Wdzięczna targowica przywróciła Kościołowi majątki, cenzurę wydawnictw i zwróciła oświatę. Tenże nuncjusz Saluzzo czynił starania o wysłanie polskiej kawalerii narodowej na wojnę z… rewolucyjną Francją!
    Kolejny raz pomocną dłoń Kościół katolicki podał Polsce na „sejmie hańby” w Grodnie w 1793 r., pomagając Rosji i Prusom zalegalizować II rozbiór.
    (…)
    Do doprowadzenia do rozbiorów walnie przyczynił się Kościół katolicki. Fałszerze historii w sutannach czynią wszystko, by wymazać z pamięci narodu rolę Kościoła w rozbiorach. Wymazać, że katolicki kler sterował polską polityką i podporządkowywał ją interesom obcego państwa — Państwa Kościelnego. Przecież kanclerzem lub podkanclerzym zawsze był duchowny, prymas przewodniczył senatowi i był interreksem, a kościelne awanse zależały od wysługiwania się interesom Kościoła i cesarzy niemieckich.
    Wychowawcami dzieci władców (także magnatów) byli prawie zawsze duchowni. Do tego Kościół dzierżył oświatę i jedyne wówczas masowe medium — ambonę. Kościół przez wieki miał monopol w edukacji Polaków, tylko na krótko przerwany epizodem wspaniałych szkół ewangelickich doby reformacji. „Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie” — proroczo napisał Jan Zamojski w akcie fundacyjnym swojej Akademii.
    (…)
    Najwięksi zdrajcy w naszej historii to http://m.in. kardynał Radziejowski, biskupi: św. Stanisław, Kossakowski, Massalski, Młodziejowski, Ostrowski, Trzebicki. Cywilni zdrajcy: Hieronim Radziejowski, Adam Poniński, Ksawery Branicki, Szczęsny Potocki i inni byli wychowankami szkół katolickich, w ogromnej większości jezuickich. To Kościół siał nietolerancję, pogardę. Efekt tego katolickiego ogłupiania był taki, że Polska od połowy XVII wieku nie wniosła do kultury europejskiej NIC! Nie mówiąc o nauce, zlikwidowanej zupełnie, wyciętej równo z trawą.
    Wydarto Kościołowi edukację właściwie przypadkiem: papież w 1773 roku skasował zakon jezuitów. Z dnia na dzień w polskiej oświacie powstała pustka. Wykorzystał to król Stanisław August i doprowadził do powołania przez sejm Komisji Edukacji Narodowej. Dzieło KEN cofnęła targowica, która w 1792 roku zwróciła edukację Kościołowi. Trochę tego ziarna jednak wykiełkowało, mimo wysiłków kleru, by wszelką wolną myśl wytępić.
    Odrębna kwestia to oświata ludu. Nawet KEN nie zrobiła tu wiele, bo nie zajmowali się nią jezuici, ale proboszczowie, a w praktyce organiści, często niepiśmienni.
    Katolicki program nauczania dla ludu to wkuwanie na pamięć katechizmu i śpiew kościelny. Jedynym awansem społecznym dla przywiązanego do ziemi pańszczyźnianego chłopa była ministrantura, potem stanowisko kościelnego lub organisty. Polski robotnik potrafił wykonać tylko prace proste, a na stanowiska techniczne sprowadzano Niemców, Czechów, nawet Holendrów, niemal zawsze ewangelików. Zaś o edukacji dziewcząt nie było w ogóle mowy! Trudno się dziwić, że polscy emigranci do USA w XIX w., ogłupieni przez Kościół analfabeci, zapracowali na słynne „Polish jokes”.”
    http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2017/08/jak-watykan-zniszczyl-polske/

    Oczywiście oprócz Kościoła Polskę zdradzali też monarchowie oraz zwykła przekupna i ciemna szlachta, bo wykształcona i kształtowana na kołtunów przez Jezuitów.

    „Dzieje Polski, według Lelewela, to walka cywilizacji germańskiej (monarchistycznej, feudalnej i chrześcijańskiej) z cywilizacją słowiańską (republikańską, demokratyczną, pogańską). Na przestrzeni wieków zwycięstwo zasady słowiańskiej, wierność duchowi narodowemu oznaczały pomyślny rozwój Polski. Upadek natomiast szedł zawsze w parze ze zwycięstwem obcych pojęć, reprezentowanych przez cudzoziemskich monarchów, kosmopolityczną arystokrację, rzymski kościół, a w szczególności jezuitów. Wchłonięcie „importowanych”, obcych narodowi polskiemu zasad arystokracji i Kościoła katolickiego doprowadziło do ucisku społecznego, nietolerancji religijnej i zaniku dawnych cnót republikańskich. Arystokratyzm, monarchizm i fanatyzm religijny spowodowały osłabienie Polski i jej upadek”. Źródło: A. Cecuła, Za wolność naszą i waszą, Fakty i Mity nr 28/2018, s. 24.

    Czy coś się w tym temacie zmieniło? Ta walka cywilizacji germańskiej z cywilizacją słowiańską trwa nadal, a ty @krzyku58 patrioto z bożej łaski stoisz po złej stronie mocy.

    Odpowiedz
  • 17 stycznia 2021 o 21:24
    Permalink

    Sz. Krakauer powinien napisać wprost komu Polska zawdzięcza historyczny upadek przede wszystkim. Bo fakty są takie, że pod okupacją religijną Kościoła realizującego interesy Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego nie byliśmy w stanie uzyskać pełnej suwerenności i niezależności nawet za Jagiellonów po Bitwie pod Grunwaldem.

    Pełne rozgromienie zakonu nie było możliwe bo nie zgodził się na to papież.
    “Po bitwie Rzym zagroził królowi polskiemu zorganizowaniem przeciw Polsce wyprawy krzyżowej, jeśli zakon krzyżacki zostanie zlikwidowany i wypędzony (z żydowskich podręczników historii uczyliśmy się, że Władysław Jagiełło nie potrafił wykorzystać zwycięstwa pod Grunwaldem).
    Siedem, czy osiem lat po bitwie pod Grunwaldem papież Marcin V obłożył klątwą króla polskiego i wszystkich Polaków do ENTEGO POKOLENIA.
    Żydo-katolicy pewnie nie wiedzą, że wielkie zaangażowanie książąt polskich – Konrada Mazowieckiego i Henryka Brodatego -, w chrystianizację Prus inspirowane było przez papieża, który chciał założyć w Prusach państwo kościelne. Cel ten chciał osiągnąć z pomocą cystersów i księcia gdańskiego Świętopełka, popierając go w jego dążeniach uniezależnienia się od Polski. Zakon uzyskał także wsparcie papieża dla wypraw przeciw Prusom, a wyprawy zyskały rangę krucjat – Prusów wycięto w pień.”
    https://wiernipolsce1.wordpress.com/2017/07/15/607-rocznica-zwyciestwa-slowian-pod-grunwaldem/#more-11385

    Ale już wtedy mieliśmy też sukcesy i wielkich patriotów, z konieczności duchownych, bo nikt inny nie mógł pobierać nauk i kształcić się. To z tego okresu pochodzi POLSKA TEORIA PRAWA NARODÓW Pawła Włodkowica, która mogła zmienić świat na lepsze, gdyby zachód nie traktował Słowian jak podludzi. Ich prymitywna kultura oparta na personalizmie katolickim doprowadziła następnie do zniszczenia większości kultura na świecie.

    Cytuję wybrane światłe tezy:
    “Tezy Pawła Włodkowica stanowiące wykładnię pod tzw. polską teorię prawa narodów zdały wówczas swoje dziejowe zadanie. Do tej pory herezja i odstępstwo od wiary prowadziło prostą drogą do spalenia ksiąg, synodalnego napiętnowania lub separacji od świata – poprzez zamknięcie w celi lub dosłownie ze świata tego wyproszenie za pośrednictwem kary śmierci. Pozostawanie poza polityczno-religijnym kręgiem Europy Łacińskiej narażało ludzi jak i całe społeczności, plemiona i narody znajdujące się poza tak rozumianą wspólnotą, na potępienie, podbój, na wariant twardej asymilacji i ludobójstwo kulturowe, a nawet fizyczne zatarcie i rozproszenie. Bolesnym tego świadectwem w dziejach Europy pozostaje los ludów zamieszkujących w średniowieczu obszary między Wisłą a Niemnem, jak również dzieje Słowian Połabskich. Polscy filozofowie i prawnicy dając na początku XV wieku skuteczny odpór kampanii propagandowej odwołującej się do starego modelu piętnowania, z jednej strony obronili fizyczne zwycięstwo spod Grunwaldu i uprawomocnili politykę Polski wobec jej wschodnich sąsiadów w ówczesnej Europie. Z drugiej zaś strony oddalając cień wypraw krzyżowych wobec Żmudzinów i Litwinów zapewnili im prawną protekcję, której tak bardzo zabrakło wcześniej ich pruskim i jaćwieskim sąsiadom. Ludzie tacy jak Paweł Włodkowic i Stanisław ze Skarbimierza zrywając z dominującą propagandą towarzyszącą wyprawom krzyżowym przekonali sobie współczesne klerykalno-świeckie gremium, że partnerstwo z grupami zaliczanymi do schizmatyków i pogan na łonie Europy jest możliwe; jeśli zaś koegzystencja z nimi nie jest z jakiś powodów pożądana, jeszcze bardziej karygodne pozostaje stosowanie wobec nich represji, prowadzenie wojen podjazdowych i odmawianie podstawowych praw ludzkich wynikających z samej idei stworzenia. Natomiast gdy z jakiś powodów dochodzi do konfliktu zbrojnego, to musi być on sprzężony z zasadami wojny sprawiedliwej i wojny obronnej.

    Teorie Włodkowica stanowiły wyjątkowy postęp wobec ideologii personalizowanej symbolicznie przez Enrico Segusio. Różnica o której mówimy przypomina dystans jaki dzielił w Starożytnej Grecji zapatrywania Hippiasza i Arystotelesa na temat miejsca i natury niewolnictwa. Gdyby casus polsko-krzyżacki i zwycięskie wnioski uosabiane przez Włodkowica weszły by do stałego kanonu prawa europejskiego i stałyby się cezurą postępowania wobec krajów i ziem zamorskich z dużym prawdopodobieństwem europejskie podboje w obu Amerykach, sto lat później, potoczyłyby się mniej paternalistycznymi drogami, z większą oszczędnością życia i większym respektem wobec miejscowych instytucji. Podobnie jednak jak tezy Hippiasza przed tysiącleciami na łonie społeczeństw greckich wydawały się głosem wołającego na puszczy, tak i morały Włodkowica nie wpłynęły w następnych dziesięcioleciach na prawo europejskie i stosowaną moralistykę; kilka wieków później hiszpańscy prawnicy i łacińscy kanoniści wciąż zastanawiali się czy odmienny nieco morfologicznie człowiek z „mglistą świadomością co do istoty boga” rzeczywiście zasługuje na miano człowieka, a jeśli już, to „czy można nazwać go człowiekiem dojrzałym równym i bliskim nam” ze wszystkimi tego konsekwencjami. Kolejne europejskie monarchie angażujące się w kolonizacje Ameryki naruszały więc przyrodzoną godność tamtejszych populacji, podważały ich prawo do posiadania ziemi, legitymizowały siłowe nawracanie, na wszelki opór i brak uległości odpowiadając brutalną przemocą.
    (…)
    Otóż zarówno na początku XV i XVI wieku hasła zawarte w teorii Włodkowica nie były kodem kulturowym Zachodu, który wytyczałby średnią linię postępowania poszczególnych klas jego mieszkańców. Aby argumentacja krakowskich jurystów mogła zwyciężyć na Soborze, musiał się za nią ująć równorzędny podmiot uznawany za stronę w sporze. Takim podmiotem było Królestwo Polskie. Tylko taki dostrzegalny i silny podmiot mógł na forum soborowym firmować określone rozwiązania i skutecznie je przeforsowywać. Bez tego parawanu Litwini odmalowywani przez prokrzyżackich skrybów jako „saraceni” mogliby zostać łatwiej ukazani za równie mało wiarygodnych jak wcześniej ich pruscy sąsiedzi. Przez cały okres kolonizacji Ameryki trudno doszukiwać się tak trwałych i jednoznacznych sojuszy między europejskimi i tubylczymi państwami, w których te pierwsze broniły by dobrostanu i instytucji Pierwszych Amerykanów. Sojusze, czasami nawet długotrwałe, zawierano, ale były one podyktowane długookresowymi interesami korony lub podlegających im faktorii. Trudno natomiast znaleźć równie klarowne przykłady, w których europejskie państwo stawałoby się bezprzykładnym obrońcą swego amerykańskiego odpowiednika przed zakusami innego europejskiego podmiotu. Takie hamulce praktycznie nie istniały, a europejscy monarchowie wkładali o wiele więcej wysiłków w wykrojenie dla siebie jak największego tortu w Nowym Świecie, niż w jurydyczną refleksję nad prawomocnością europejskiej hegemonii w obu Amerykach. Kolonizacja Ameryki zna postacie, które podnosiły humanizujące hasła wobec dokonujących się podbojów i okrucieństw. Ludzie pokroju Bartolomeo Las Casasa nie posiadali jednak wystarczającej protekcji swoich monarchów – walczyli z powszechną ignorancją by po latach doczekać się ograniczonych reform, a za ich działaniami kryło się nikłe poparcie decydentów. Nie osiągali więc nigdy tej samej skuteczności, którą cieszył się Włodkowic działający w zupełnie innych warunkach oraz na innym gruncie [3].

    Istniało więc szereg przeszkód natury prawnej i mentalnej, które uniemożliwiały skuteczne promieniowanie teorii krakowskich jurystów, uznanej na Soborze Konstancji, w przyszłych dekadach. Gdy więc w 1494 roku Hiszpanie i Portugalczycy podpisują Traktat w Tordesilas i w następnych latach kolonizacja europejska w Ameryce nabiera rumieńców, nad spektaklem tym nie unosi się już duch Włodkowica. Europejczycy w imię zdobyczy terytorialnych i surowcowych, często z imieniem bożym na ustach w latach podboju Ameryki realizowali tam dzieła bliższe zdecydowanie programowi Falkenberga i tezom de Segusio. „Sądzimy, że Hiszpanie postępują w ten sposób, żebyśmy przepadli, sczeźli i żeby żadne wspomnienie po nas nie pozostało na tej ziemi” – mówili odchodzący przedstawiciele azteckiego rządu. W czasie Drugiego Powstania Pruskiego, Herkus Monte, wódz Natangów, zostaje pochwycony i powieszony na drzewie. Oprawcy pierś jego przebili mieczem, co miało okryć go nie sławą. Także on miał być skazany na zapomnienie.
    http://wolnemedia.net/czy-tezy-pawla-wlodkowica-mogly-uratowac-nowy-swiat/

    A kto wtedy na Soborze w Konstancji (1414–1418) zdradził Polskę, Króla i tezy Pawła Włodkowica, jak nie przewodniczący polskiej delegacji Mikołaj Trąba, który w nagrodę potem został pierwszym Prymasem.
    “Jan Falkenberg, krakowski dominikanin, działający w interesie Krzyżaków wykładowca Akademii Krakowskiej Oskarżał Polskę o „nikczemne przestępstwo” korzystania ze wsparcia wojskowego pogan w wojnie prowadzonej z Zakonem. Według Falkenberga Polacy powinni być eksterminowani, pozbawieni suwerenności i sprowadzeni do roli niewolników. Polskiej sprawy bronił skutecznie Paweł Włodkowic, ówczesny rektor krakowskiej akademii. Zaprezentował pogląd, że wszystkie narodowości, nie wyłączając pogańskich, mają prawo do samorządności i życia w pokoju na ziemiach, które są ich własnością. Postulaty Pawła Włodkowica dotyczyły z najwcześniejszych fundamentalnych myśli prawa międzynarodowego.

    Paweł Włodkowic i cała delegacja polska (poza Mikołajem Trąbą) publicznie wystąpiła w obronie Jana Husa. Mikołaj Trąba wstąpił do antypolskiej koalicji w nadziei uzyskania godności papieskiej. Jego kandydatura została oficjalnie zgłoszona, jednak papieżem wybrano kandydata Francuzów, Włocha Oddona Colonnę (Marcin V). Marcin V unieważnił korzystne dla Polski bulle Jana XXIII i potwierdził zakonowi krzyżackiemu wszystkie poprzednio uzyskane przywileje (również te fałszywe). 4 maja 1418 nie wpuszczeni do pałacu papieskiego Polacy dostali się do niego siłą, wyłamując bramę. 9 maja Zawisza Czarny z Garbowa i Janusz z Tuliszkowa w obecności papieża oświadczyli, że czci króla polskiego będą bronić „gębą i ręką” i uzyskali od Marcina V potępienie traktatu Falkenberga. Na oficjalną bullę papieską trzeba było jednak czekać do 10 stycznia 1424. Mikołaj Trąba został nominowany przez papieża na pierwszego prymasa Polski. http://wiara-rozumna.blog.onet.pl/2015/04/25/sobor-w-konstancji/
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Jan_Falkenberg
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Miko%C5%82aj_Tr%C4%85ba
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Sob%C3%B3r_w_Konstancji

    „Kościół dowiódł całą swoją historią, że jest symbolem, ucieleśnieniem i absolutnym mistrzem zbrodni dziejowej! (…) Teoretycznie chrześcijaństwo jest najbardziej pokojową, ale w praktyce najkrwawszą religią w dziejach świata. Uczciwi badacze podkreślali to niejednokrotnie. Angielski historyk Wiliam E.H.Lecky: (…) „Kościół zadał ludziom więcej niezasłużonych cierpień, niż jakakolwiek inna religia”. A niemiecki teolog Bruno Bauer przyznaje: „Żadna religia nie pochłonęła tylu ofiar w ludziach, i tak haniebnie ich wymordowując, jak ta, która szczyci się przezwyciężeniem śmierci na zawsze”.
    Źródło: http://wolnemedia.net/wierzenia/upiory-religii/

    „Prawo do Nawracania nie Oznacza Prawa do Zabijania” – Paweł Włodkowic z Brudzenia w 1415 roku na Soborze w Konstancji

    Odpowiedz
  • 17 stycznia 2021 o 21:36
    Permalink

    Na chwałę Pawła Włodkowica warto jeszcze wrzucić jeden cytat, aby każdy Polak był dumny z dokonań przodków wbrew okupantowi religijnemu i niemieckiej V Kolumnie.

    „Polskie mocarstwo Jagiełły i Włodkowica – bez świętych wojen”
    “Wiek XVI jest nazywany złotym wiekiem dziejów Polski. W połowie tego stulecia Rzeczpospolita obejmowała prawie 1 mln km² powierzchni i liczyła około 11 milionów mieszkańców. Na Europę naciskały co prawda Rosja i Turcja, ale obie były skutecznie powstrzymywane na obrzeżach kontynentu właśnie przez Rzeczpospolitą. Jednak jej potęga była starsza o wiek, a trwała jeszcze prawie kolejne stulecie. Zaczęła się od zwycięstwa dyplomatycznego po tryumfie zbrojnym różnowierczych narodów nad łacińskimi zaborcami pod wieloma sztandarami.
    (…)
    Początek wielkiej gry
    Bitwa pod Grunwaldem 15 lipca 1410 r. wprowadziła nową potęgę do grona najważniejszych rozgrywających na europejskiej szachownicy. Jednak zwycięstwo na polu bitwy szybko obróciłoby się w klęskę, gdyby nie ks. Paweł Włodkowic, który bronił Polski przed krzyżacką akcją dyplomatyczną. Postanowił udowodnić chrześcijańskiej Europie, że Polska prowadziła wojnę sprawiedliwą, a zakon był działającym w złej wierze agresorem. Dokonał tego podczas soboru w Konstancji w latach 1414-1418, na którym hierarchowie Kościoła i władcy świeccy debatowali nad najważniejszymi sprawami ówczesnej Europy.

    Król Polski Władysław Jagiełło nie szczędził pieniędzy na opłacenie kosztów działania wielkiej reprezentacji ekspertów, która liczyła około 200 osób! Byli to prawnicy, teologowie i politycy, którzy wielokrotnie w trakcie obrad (trwały aż 4 lata) wracali do kraju, by konsultować się z królem.
    Robili wszystko, by zbić argumenty propagandy krzyżackiej, która zarzucała Polsce sprzymierzenie się z poganami. Dla średniowiecznej Europy problem był poważny, bo pod Grunwaldem istotnie walczyli po naszej stronie poganie (żmudzcy rodzimowiercy), prawosławni (Rusini), husyci (Czesi), a nawet muzułmanie (Tatarzy). Włodkowic odwołał się do poglądów papieża Innocentego IV, według których poganom przysługiwały te same prawa co chrześcijanom, gdyż Bóg stworzył świat dla wszystkich ludzi, a Chrystus ofiarował swoje życie nie tylko za chrześcijan. Argumentację ks. Włodkowica w sporze z Krzyżakami sprowadzić można do obrony praw narodów niezależnie od ich religii oraz podnoszenia pojęcia wojny sprawiedliwej. Zabiegi Włodkowica ukoronowane zostały sukcesem. 9 marca 1422 r. trybunał papieski ogłosił korzystny dla Polski werdykt. Państwo Jagiellonów uniknęło w ten sposób wykluczenia ze wspólnoty chrześcijańskiej Europy. Osiągnęło to dzięki nie tylko sile zbrojnej, ale także intelektu.

    Wyprzedziliśmy Zachód o stulecia
    Jak ocenił Michał Bizoń w artykule „Wojna sprawiedliwa w myśli Pawła Włodkowica”: „Dzieło Włodkowica, zwłaszcza zaś jego prace związane z procesem przeciwko Falkenbergowi na soborze w Konstancji, można bez wątpienia uznać za fundament współczesnego prawa międzynarodowego. Choć zajmowała go głównie kwestia praw wojny, norm nią kierujących i jej wykorzystania w celach misyjnych, przecież w pismach jego występują również kluczowe dla filozofii polityki pojęcia narodu, praw jednostki ludzkiej i stosunki międzypaństwowe”. Filozofia prawa narodów Włodkowica wyprzedziła o ponad 200 lat dzieło Grocjusza, uważanego za ojca prawa narodów, a także o ponad 100 lat prace uczonych, których uważa się za prekursorów tego prawa, takich jak Mikołaj Machiavelli, Bartłomiej de Las Casas, Jan Bodin, Franciszek Suárez czy Alberic Gentili.

    Głównym przeciwnikiem Włodkowica, wspieranym finansowo przez Krzyżaków był dominikanin Jan Falkenberg. Po bitwie grunwaldzkiej napisał tekst („Liber de doctrina”) wzywający do walki przeciwko Polsce, w którym przedstawia kraj Słowian jako świątynię pogaństwa, a jego mieszkańców jako niewiernych wysługujących się bożkom – przeciw Polakom należy podjąć krucjatę.
    Królestwo światłej tolerancji
    W tamtych wiekach polska elita była najlepiej wykształcona w Europie. Paweł Jasienica w „Rzeczypospolitej Obojga Narodów” opisał poselstwo do Paryża w 1573r. – Polacy musieli porozumiewać się z Francuzami przeważnie na migi, bo „wśród Polaków wszyscy co do jednego biegle władali łaciną, wielu mówiło ponadto po niemiecku, włosku bądź francusku. Dworzanie paryscy i szlachta hołdowała podówczas zasadzie głoszącej, że wojownik nie potrzebuje nic umieć, z wyjątkiem własnego podpisu”. To co polskie poselstwo zobaczyło w ogarniętej wojnami religijnymi Francji, spowodowało wymuszenie na pochodzącym znad Sekwany królu Henryku Walezym podpisania praw obywatelskich. Było to warunkiem objęcia tronu na Wawelu. Wśród tych dokumentów znalazła się słynna konfederacja warszawska, która jako pierwsza w Europie wprowadziła tolerancję religijną, czyniąc z Rzeczpospolitej „kraj bez stosów”.
    (…)
    Oby historia była nauczycielką Polaków
    Jednak XVII wiek był już ostatnim stuleciem polskiego mocarstwa. Nastąpiły: jezuicka kontrreformacja, szwedzki potop i powstanie kozackie oraz wewnętrzne waśnie stronnictw kierowanych przez magnatów i odwoływanie się przez nich do protekcji i pieniędzy obcych dworów. Państwo traciło siły, aż padło łupem dawniej słabszych sąsiadów.

    Oby opowieść o misji Jagiełły i Włodkowica oraz ich przemyślnej obronie wolności narodów była odtrutką dla współczesnych Polaków przed powtórzeniem czasów narodowego zaprzaństwa. Po drugie – wielkość tkwi w różnorodności – żadnych „prawaków” i „lewaków” u władzy. Żyjmy zgodnie pod opieką władzy bezreligijnej.
    http://rudaweb.pl/index.php/2017/03/16/polskie-mocarstwo-jagielly-i-wlodkowica-bez-swietych-wojen/

    Po Grunwaldem przecięto tylko niemiecko-katolicki wrzód na doopie słowiańszczyzny, ale go nie wyciśnięto. Babrał się więc aż do 1945 roku, gdzie został oczyszczony, ale nie całkowicie, więc po 1989 roku ten niemiecko-katolicki wrzód na nowo podbiera ropą.
    Kiedy zostanie on wreszcie przecięty i usunięty z ciała słowiańskiej kultury na zawsze? To już ponad tysiąc lat, chyba wystarczy?

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.