Bycie ofiarą nie jest dobrą strategią funkcjonowania w systemie międzynarodowym (cz.1)

graf. red.

Bycie ofiarą nie jest dobrą strategią funkcjonowania w systemie międzynarodowym, chyba że się ma na tyle siły, że można swoje racje obronić. Nasz kraj prowadzi politykę historyczną prowadzącą nas do przypominania bilansu krzywd z sąsiadami. Od Niemiec żądamy reparacji, od Ukrainy przeprosin za zbiorowy mord, od Żydów (Izraela?) uznania udziału w zbrodniach komunistycznych sprawców tej narodowości, od Litwinów szacunku dla wspólnego dziedzictwa, od Szwedów chociaż moralnego uznania krzywdy Potopu, a teraz jeszcze pojawiają się przebłyski chęci reparacji od Federacji Rosyjskiej.

Autentycznie mózg staje. Uwaga – proszę to zrozumieć – nie dlatego, bo nie było krzywd i historycznej zasadności, do powyższych wspomnień. Problem polega na tym, że dzisiaj to jest dzisiaj i liczy się jutro, a nie to co było wczoraj. To proste, ale rzeczywiste. Ponieważ historii nie zmienimy, co więcej nie przezwyciężymy jej negatywnych skutków nie mając siły. To, że nasze państwo w ogóle przetrwało II Wojnę Światową, w wymiarze rzeczywistym w ogóle nie było skutkiem naszych działań, – jedyne co mogliśmy to mniej lub bardziej sensownie ginąć! Przełożenie krwi na geopolitykę było ŻADNE! To niestety pochodna zdrady i kapitulacji elit z Września i całokształtu naszej polityki od czasów egzotycznych sojuszy i stałej wrogości wobec ZSRR. Jeżeli II Wojna powinna nas nauczyć czegokolwiek, to właśnie tego, że nie powinno się utrzymywać paradygmatu wrogości wobec jakiegokolwiek sąsiada i po drugie, że każdy Polak i Polska powinni mieć SWOBODNY dostęp do BRONI i szkolenie wojskowe i z zakresu Obrony Cywilnej.

Jeżeli bowiem już mamy być tak niesłychanie drobiazgowi, to powstaje pytanie – czemu nie dopisać do listy roszczeń Francji i Wielkiej Brytanii, za niedotrzymanie zobowiązań sojuszniczych w 1939 roku, a później jeszcze raz tych dwóch krajów i USA za Jałtę i Poczdam? Bądźmy konsekwentni, przecież nie może być tak, żebyśmy domagali się odszkodowania tylko od selektywnie wybranych krzywdzicieli. Naprawdę Jałta była wspólnym postanowieniem trzech wielkich mocarstw. To, że generalnie nie wyszliśmy na niej najgorzej, jest oczywistością, tylko nie można o tym otwarcie mówić. Zwłaszcza, że wyszłoby na jaw, że jako walczący wówczas sojusznik, nie byliśmy brani pod uwagę nawet jako podmiot z prawem do wyrażenia opinii.

Dzisiaj kreujemy się jako wieczna ofiara, największy pokrzywdzony, wiecznie gwałcony i prześladowany – z morzem przelanej krwi. Czcimy własne samobójstwo w Warszawie, a nie jesteśmy w stanie nawet w sposób uczciwy rozliczyć się z polityką międzywojenną i kampanią Wrześniową. Być może jakby to było ponownie dokonane, wówczas moglibyśmy się oczyścić z „Jedwabnych” i racjonalnie spojrzeć na „dorobek” tzw. polskiego państwa podziemnego i jego działań w okresie II Wojny Światowej, jak i późniejsze dokonania tzw. Żołnierzy przeklętych. Najpierw jednak trzeba sobie uświadomić, dlaczego przegraliśmy, bo przegraliśmy II Wojnę i to kilka krotnie. A to naprawdę sztuka przegrać w jednej wojnie kilka razy… Jednak, to jeszcze można zrozumieć – jak się nie ma elit, jednak nie da się zrozumieć, że nie potrafi się z tego wyciągnąć wniosków? To naprawdę absolutny fenomen.

W ostatnich tygodniach obserwowaliśmy różne komunikaty naszych władz, będące następstwem wypowiedzi ważnych polityków rosyjskich, niemieckich i izraelskich, jak również ważnych liderów międzynarodowej społeczności żydowskiej. Chodziło o nasz stosunek do Holokaustu. Nikt tego nie zauważył, ale doszło do sytuacji, w której politycy niemieccy „bronili” naszego wizerunku w obliczu pytań ze strony przedstawicieli międzynarodowej wspólnoty żydowskiej i naszych rosyjskich sąsiadów. Jest to samo w sobie, w kontekście sytuacji czymś niesamowitym, wręcz absurdalnym.

Kreowanie się na ofiarę jest ekstremalnie niebezpieczne i trudne, ponieważ trzeba pamiętać, że przy użyciu zrozumiałych w zasadzie tylko na własny użytek pojęć, próbuje się kreować retorykę na rzecz aktualnej polityki międzynarodowej. Inni mają prawo do prezentowania własnych racji i własnego punktu widzenia, jak to działa – mieliśmy pokazane po sławetnej noweli ustawy o IPN, wielkie zadęcie skończyło się totalną kompromitacją państwa i zdruzgotaniem naszego wizerunku. Czy wyciągnięto z tego jakiekolwiek wnioski?

Zapraszamy w najbliższych dniach na drugą część felietonu.

9 myśli na temat “Bycie ofiarą nie jest dobrą strategią funkcjonowania w systemie międzynarodowym (cz.1)

  • 27 stycznia 2020 o 05:33
    Permalink

    Mocno napisane, prawdziwie.

    Odpowiedz
  • 27 stycznia 2020 o 05:49
    Permalink

    Co do Jałty, to Autor omyłkowo podał Francję.

    Reszta w porządku.

    Z tą Francją to trzeba ostrożnie, bo to jest ewentualny dostawca elektrowni jądrowych dla Nadwiślańskiego Macondo, ale podobno już zdecydowano się na Amerykańskie firmy …

    Co do tej płaczliwej polityki wiecznie skrzywdzonej ofiary: co to kogo obchodzi po 75-ciu lub 150 latach?

    Liczy się spalanie węgla w polskich elektrowniach, kanał w Mierzei Wiślanej oraz 500 plus …

    No ale jak się nie produkuje zadeklarowanego miliona elektrycznych samochodów, to politycy muszą o czymś mówić.

    Wychodzi nam najlepiej narracja skrzywdzonych przez Cały Świat – ofiar.

    Amen.

    Odpowiedz
  • 27 stycznia 2020 o 06:25
    Permalink

    Zwrócę państwa uwagę na ten fragment: “Czcimy własne samobójstwo w Warszawie, a nie jesteśmy w stanie nawet w sposób uczciwy rozliczyć się z polityką międzywojenną i kampanią Wrześniową. Być może jakby to było ponownie dokonane, wówczas moglibyśmy się oczyścić z „Jedwabnych” i racjonalnie spojrzeć na „dorobek” tzw. polskiego państwa podziemnego i jego działań w okresie II Wojny Światowej, jak i późniejsze dokonania tzw. Żołnierzy przeklętych. Najpierw jednak trzeba sobie uświadomić, dlaczego przegraliśmy, bo przegraliśmy II Wojnę i to kilka krotnie. A to naprawdę sztuka przegrać w jednej wojnie kilka razy…”
    – uważam, że każdy powinien go przeczytać, przyswoić i zrozumieć.
    Wernyhora

    Odpowiedz
  • 27 stycznia 2020 o 09:32
    Permalink

    Prawda, ale prawica rządząca tego nigdy nie zrozumie.
    Tak to jest niestety, gdy “jaśnie państwo” post-sanacyjne i cała ta prawica pozbawione inteligencji społecznej, jeszcze nie wyszły z traumy po wrześniu 1939 roku, a teraz ma nową traumę po 1989 roku, bo wie, jak zniszczyło potencjał pozostały po Polsce Ludowej. Że padli ofiarą doskonałego zachodniego oszustwa i zostali wykorzystani jako PI. Oni mając dostęp do informacji i analiz gospodarczych wiedzą doskonale jaki jest prawdziwy stan państwa, że ich zachodni mocodawcy udzielający kiedyś wydatnej pomocy na rozwalenie PRL mają naszą gospodarkę w posiadaniu i w zasadzie jednym pociągnięciem sznurka mogą ją zwinąć. Dlatego upatrują jakiegoś ratunku w uzyskaniu reparacji, co wzmocniłoby ich władzę i może dało szansę na odzyskanie suwerenności. Rola ofiary nadaje się do tego idealnie. Poza tym ta rola ofiary służy im przede wszystkim w polityce wewnętrznej do trzymania władzy na prawicowymi umysłami, które nie potrafią racjonalnie myśleć.

    Oni nie mają innych świąt, tylko własne “samobójstwa polityczne”. Przecież nie będą świętować 22 lipca 1944 roku, ani 9 maja 1945 roku, bo przecież oni przegrali swoje interesy z interesami własnego prawdziwego narodu. Teraz występują w roli ofiar wmawiając to także własnemu narodowi, który został ofiarą także ich polityki, ale dla odwrócenia uwagi od swoich win, wszelką odpowiedzialność zrzucają na system PRL, bo nie powiedzą tego wprost, że to także przez lud, który poszedł na układ z radykalną lewicą po wojnie, oni nie odzyskali władzy i utracili majątki.

    Odpowiedz
  • 27 stycznia 2020 o 10:51
    Permalink

    Zostawcie umarłych ich umarłym. Mt. 8.22

    Odpowiedz
  • 27 stycznia 2020 o 11:50
    Permalink

    Bo tu o kasę się rozchodzi. Komuś się przyśniło, że coś się nam należy… W d…e. szkoda słów po co to wszystko? Po co?

    Odpowiedz
  • 27 stycznia 2020 o 14:13
    Permalink

    Bycie ofiarą jest bardzo korzystne.
    Przynajmniej, dla jednej nacji.
    W ramach zadośćuczynienia za bezczynność, bądź rekompensaty za działania, otrzymała:
    -380 miliardów $ od USA
    -65 miliardów od Niemiec
    -5 miliardów od Szwajcarii
    -technologie nuklearne i uran, plany myśliwców od Francji
    -korzystne ceny na produkty belgijskie, holenderskie
    -stałe poparcie od Wielkiej Brytanii

    Mało?
    Tyle że aby takie efekty uzyskać, trzeba kontrolować media światowe i rzady.
    Polska może się ustawić w kolejce “darczyńców”…….

    Jakoś tak dziwnie wyszło, że w Yad Vashem zjawili się głównie kolaboranci Hitlera, państwa dające schronienie po wojnie SS manom, blokujące szanse ucieczki Żydom poprzez zamknięcie dla nich portów.
    Przebywanie w takim towarzystwie, to byłby dyshonor.

    Na wysokości zadania stanął Putin.
    Stwierdzając, że oprócz Żydów, największe koszty wojny poniosły narody SŁOWIAŃSKIE.
    I taka platforma dyskusji, byłaby doskonałym poczatkiem dialogu.

    Ps.
    Dla ciekawych, krótki rys historyczny poczatków bogactwa Zachodu, rasizmu, anglosaskiej dominacji.
    Dla nich, zawsze będziemy istotami niższymi……Słowianie w szczególności.
    https://monde-diplomatique.pl/kolonializm-osadniczy-apokalipsa/

    Inna ciekawostka:
    ”https://www.unz.com/pgiraldi/americas-jews-are-driving-americas-wars/

    Odpowiedz
  • 27 stycznia 2020 o 17:57
    Permalink

    W naszym przypadku jest to adekwatna polityka, bo będziemy ofiarami własnych błędów po raz kolejny, więc chociaż jestem ciekaw drugiej cześci tekstu – to proszę zrozumieć, Rzeczpospolita znowu się nie uda jak zwykle…

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.