Społeczeństwo

Bunt kobiet

 Poświętowały sobie kobiety. W różny sposób, jedne na wszelkiego rodzaju konferencjach lub spotkaniach, gdzie dyskutowały na temat „Kobiety wobec kryzysu”, inne maszerując na manifie, gdzie wygłaszały buńczuczne hasła, wyrażając sprzeciw wobec polityki i wszelkiej dyskryminacji, w tym płacowej. Towarzyszyły tym wydarzeniom różne wystawy, pokazy filmowe i dyskusje. Czy wypracowane wnioski i postulaty będą brane przez rządzących pod uwagę – zobaczymy, ale nic nie wskazuje na to, by cokolwiek miało się zmienić. Kwestia równouprawnienia nie funkcjonuje w przestrzeni publicznej tak, jak by sobie życzyły kobiety, które stanowią ponad 50% społeczeństwa.

Kiedyś sufrażystki, dzisiaj feministki są postrzegane przez męską część społeczeństwa w sposób żartobliwy, czy seksistowski, dopóki są w sferze zainteresowań mężczyzn, lub też jako grupa seniorek nazwana „przeźroczystą”, która swoją aktywność może przejawiać tylko w kościele lub na łonie rodziny. Nie zaspokaja to ich potrzeb, o czym wprost mówią i wyłamują się z tego schematu, na różny sposób, w zależności od swoich pragnień, postrzegania świata, czy możliwości. Dostrzegają nierówność traktowania w każdym obszarze życia społecznego czy politycznego, i na razie we własnym gronie, diagnozują tę sytuację i swoją pozycję. Nie jest to w zasadzie nic innego i nic nowego, bo dzieje się to od wielu lat, ale zauważalny jest wyraźny sprzeciw wobec dostrzegalnej „gołym okiem” strasznej biedy i nędzy, która dotyka nie tylko je, ale ich dzieci. Wszystkie mówią o alienacji, samotności, braku perspektyw, braku życzliwości, utrudnieniu w dostępie do służby zdrowia, marazmie, za niskiej płacy i za niskiej emeryturze, i tęsknocie za lepszym życiem. Nie godzą się na powolne umieranie, bo jak mówią „w imię, czego”? Dostrzegają związek polityki ze swoim własnym życiem, i powoli zaczynają wyrażać bunt wobec tych, którzy doprowadzili do sytuacji, w której się znalazły, nie tylko one, ale znaczna część społeczeństwa.

Te wszystkie podejmowane przez kobiety działania, lekceważone przez elity i autorytety, polityczne i moralne, pokazują, że ich troską jest nie tylko własna grupa, ale państwo, którego są świadomymi obywatelkami, i wyrażają nadzieję na zmianę w różnych płaszczyznach życia politycznego, społecznego, religijnego, kulturowego, obyczajowego, czy językowego.

Kobiety mają dosyć ich traktowania w sposób instrumentalny, przedmiotowy, wyraźnie mówią o partnerstwie, i wykazują tym elitom błędy w rządzeniu państwem. Chcą również uwolnić się z politycznego kościoła, bo zauważyły, że kościół i wiara to też polityka, mająca na celu utrzymanie nie tylko ich w posłuszeństwie, i nie życzą sobie wyraźnej dominacji i dyskryminacji ich samych, i ich dzieci. One nie wypierają się własnych dzieci, które mają inna tożsamość płciową, wręcz odwrotnie, akceptują to i nie widzą w tym nic zdrożnego, czy gorszącego. Chcą by ich dzieci były szczęśliwe. Fobie kościoła i polityków, wyrażane publicznie, w sprawie homoseksualnej uważają za anachronizm, i za sprzeniewierzenie się ideałom humanistycznym, i wyrażają obawę przed skutkami takich działań.

Są gotowe do wzięcia odpowiedzialności za los, nie tylko swojej rodziny, ale i państwa, i choć stawiają na inne priorytety niż politycy, to nie uchylają się od rozwiązywania spraw trudnych. Dlatego domagają się istnienia w przestrzeni publicznej i rozmów o sprawach wspólnych.

Wyraźnie widać, że duszą się w dotychczasowym gorsecie, zabetonowanym przez partie polityczne, i prowadzonej w ten sposób polityki, duszą się w narzuconym światopoglądzie i wpływie, szczególnie kościoła katolickiego, nie tylko na politykę, ale i na ich osobiste życie, duszą się w nietolerancji i ksenofobii, wyrażanej przez elity, i stanowczo przeciwstawiają się zaściankowości i cofnięciu cywilizacyjnemu społeczeństwa i państwa.

Zauważyły, że podsycanie, manipulowanie i wywoływanie negatywnych emocji, ma wpływ na atmosferę polityczną i społeczną, przez co jakość życia ulega pogorszeniu.

Nie chcą żyć w stałym zagrożeniu, destabilizacji, zbędnym cierpieniu i biedzie, albowiem nikt na to nie zasługuje, tym bardziej, że nie dotknęła nas, jako państwo, żadna wojna ani żaden inny kataklizm, wymagający poświęcenia i ogromnych wyrzeczeń.

Żądają od polityków odpowiedzialności za państwo i społeczeństwo, żądają miejsc pracy i takiej płacy, która pozwala na godne życie. Żądają rozwiązania problemu żłobków, przedszkoli, szkół, na czele z reformą edukacji, a także wyprowadzenia religii poza szkołę.

Chcą państwa przyjaznego, a nie opresyjnego, w którym się żyje swobodnie i bezpiecznie.

Doskwiera im szerokie rozwarstwienie finansowe i społeczne, i działania tylko na rzecz globalnych instytucji finansowych czy gospodarczych. Dlatego politykom i przedstawicielom kościoła mówią NIE.

Szkoda, że w tych debatach nie uczestniczyli panowie, wiele by się dowiedzieli, i nie powtarzaliby sloganów, wyartykułowanych przez elity polityczne czy religijne, na temat kobiet. Bunt kobiet?

Ewa Gąsowska, Wrocław

5 komentarzy

  1. Stach Głąbiński

    Poprawę sytuacji utrudnia fakt, że – przynajmniej w moim otoczeniu – w jakichkolwiek wyborach kobiety popierają mężczyzn i to przede wszystkim tych, którzy wyróżniają się arogancją i pewnością siebie.

  2. Ciekawy tekst. Manifest wręcz. Jedno mnie zainteresowało – co Szanowna Autorka ma na myśli wspominając o fobiach kościoła? Czyżby nie zgadzała się nauczaniem JP II o kobiecie? Jeśli tak to tak jakby nieco kobietami jednak być nie chciały. Swoją drogą zgadzam się, że żyjemy w państwie wrogim obywatelom, wrogim kobietom również. Także wrogim mężczyznom. Kłopot polega na tym, że my obywatele łatwo dajemy się od lat manipulować i na skutek własnej łatwowierności takich, a nie innych oszołomów do parlamentu żeśmy sobie wybrali. Albo żeśmy nie wybierali nikogo i niczego, więc wybrano za nas. A teraz do następnych wyborów maja nas gdzieś. My i tylko my możemy to zmienić. I kobiety i mężczyźni. Pytanie, komu następnym razem damy się omamić i w jakie bagno polityczne się wpakujemy? A że jakichś nowych (starych też) iluzjonistów słowa sobie wybierzemy – to pewnik. Chyba, ze przestaniemy być bierni i weźmiemy własny los we własne ręce. Potrzebna nam ewolucja, zmiana, a nie rewolucja – ta więcej niszczy niż niesie dobrego. Ale na uczenie się z historii też za bardzo bym nie liczył. Zatem zmieni się niewiele, będzie po prostu tylko gorzej. Kobietom też…

    • Ewa Gąsowska

      Panie Adamie, traktuję religię nie jak prawdę historyczną ale jako zbiór baśni, podań czy legend, niejednokrotnie bardzo potrzebnych wierzącym i rozumiem ich zachowania, które toleruję pod warunkiem, że nie próbują mnie nawracać. Wtedy od tych ludzi odchodzę. W swoim życiu, z różnymi kościołami współpracowałam i wiem, że każdy z nich ma swoje interesy, różnie nazwane. Ale zadał Pan bardzo ciekawe pytanie na temat manipulacji i wolności, i sądzę, że ta kwestia powinna być przedmiotem przedmiotem osobnych rozważań i pewnie będę się musiała z tym zmierzyć. Na razie jest to niemożliwe, bo zmogła mnie grypa i czekam aż przejdzie, i dlatego nie jestem aktywna. Serdecznie pozdrawiam i życzę radosnych Świąt.

  3. Szanowna @Autorka uzurpuje sobie prawo do wypowiadania się w imieniu KOBIET.
    Akurat znam inne poglądy kobiet na wiele przedstawianych wyżej spraw.
    Skąd takie przekonanie, że kobiety “Chcą państwa przyjaznego, a nie opresyjnego, w którym się żyje swobodnie i bezpiecznie.”
    Może akurat lubią bywać w opresji i lubią niebezpieczeństwa?
    Mimo wszystko – Wesołych Świąt!
    Chrystus zmartwychwstanie! Alleluja!

    • Ewa Gąsowska

      @zdziwiony, nie uzurpuję sobie prawa do wypowiadania się w imieniu kobiet “domowych”, czy też będących blisko kościoła, choć im w rózny sposób pomagam lub współpracuję. Każdy z nas obraca się w takim środowisku, które jemu odpowiada i ma taki ogląd rzeczywistości, z którym on sam się zgadza, co wcale nie przekłada sie na krytyczne widzenie świata. Mnie udało się spotkać w życiu wiele ciekawych osób, które wywarły na mnie wrażenie a sądzę,że odwrotnie również, czego mam dowody. Ale jest bardzo ciekawa kwestia w Pana wypowiedzi odnosząca się do kobiet. Wyraził Pan przypuszczenie, że “może akurat lubią bywać w opresji i lubią niebezpieczeństwa”, to proszę sobie odpowiedzieć na pytanie, czy lubi być Pan poniżany, bity, poniewierany czy gwałcony? Jeżeli tak, to w porządku, jeżeli nie to sądzę, że jest to społeczny problem, który winien być rozwiązany. I jeszcze jedno, po prostu nie wypada, by współczesny, nowoczesny i wykształcony mężczyzna miał takie poglądy? Wyrażam nadzieję, że to tylko metafora. Mimo wszystko Wesołych…

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.