Bum! Bum!! Bum!!!

fot. AGGBlizny

Poznań podczas II wojny światowej był terenem ciężkich walk. Ślady powojenne odczytywać można na mapie miasta po dziś dzień. I to na rozmaite sposoby. Wystarczy po prostu przespacerować się pomiędzy starszymi budynkami w wielu miejscach miasta. Wszędzie tam, gdzie jeszcze nie ocieplono dawnych elewacji ani też jej nie naprawiano, unowocześniano, nie tynkowano, budynki noszą liczne ślady wojennych ostrzałów. Na pierwszy rzut oka ów ślad historii wygląda dość niepozornie. Ot liczne wykruszyny na ścianie. Sam też początkowo nie odczytywałem ich w wojennym kontekście. Dopiero ktoś mi na to zwrócił uwagę. A wtedy niejako przejrzałem na oczy i ukazał mi się całkowicie odmienny obraz okolicy.

Dziesięciolecia oddziaływań atmosferycznych zrobiło swoje. Deszcz, słońce i mróz zatarły krawędzie, postarzyły ściany, poodparzały całe płaty tynku tu i ówdzie. Niemniej wystarczy przespacerować się uliczkami i przyjrzeć domom stojącym tam jeszcze od minionej wojny. Nie sposób orzec jakim jeszcze zniszczeniom owe domy wówczas ulegały. Bywało zapewne różnie. Jedne zostały jedynie ostrzelane. Ich ściany po dziś dzień wyglądają niczym sito. Każdy pocisk trafiający w mur pozostawił w tynku niewielki krater. Niektórym domom upiekło się mniej. Możliwe, że oberwały od moździerzy, ucierpiały od pożarów albo stały się obiektem ostrzału artyleryjskiego.

Są ulice, gdzie owe ostrzelane z broni maszynowej domy zachowały swe blizny po dziś dzień. Na jednych to tylko kilka dziur. Inne mają ich setki. Stoją te domy jeden obok drugiego. Tutaj walka toczyła się o każdy metr. O każdy dom. O każde skrzyżowanie. A potem wszystko się skończyło. Odszedł jeden okupant, nastał drugi. Wojna stała się przeszłością. Pozostały jedynie te nieme ślady po niej, po przejściu morderczej nawałnicy. Życie z grubsza powróciło do normy. Z różnych przyczyn wszystkich tych śladów ostrzelania nigdy z tych domów nie usunięto. Nie zatarto świeżymi porcjami tynku. Nie naprawiono. Przynajmniej po dziś dzień. Obecnie bowiem coraz już częściej znikają pod świeżo nakładanym ociepleniem. Z czasem wszystko to odejdzie w niepamięć. Zniknie.

W morzu zagubienia

2005-05-20
Poznań

poszukuję deski ratunku
przysłowiową brzytwą tonącego
garść poezji…

na bezdrożach duszy cierpienia
zagubiłem cel kierunek i sens
nic nie ma już znaczenia
bez znaczenia jest co wokoło jest

dokąd prowadzi
ta chwila zatracenia
ku czemu zmierza
ów wewnętrzny bezsensu lodowaty prąd…

na horyzoncie poezji
znalazłszy wiersz
stawiam boję osamotnienia
rozpoznawalny znak
ulotności cierpienia…

Adam Gabriel Grzelązka

Forty

Innym śladem po minionej wojnie są poniemieckie fortyfikacje. I nie tyle w kontekście niniejszego tekstu chodzi mi o ich istnienie, co dokonane w nich zniszczenia wojenne. Poza fortami Poznań usiany jest jeszcze licznymi bunkrami o rozmaitym przeznaczeniu. Wiele z nich uległo mniejszemu lub większemu zniszczeniu na skutek działań wojennych.

Niektóre ze wspomnianych bunkrów zachowały się w dość dobrym stanie. Po innych zostały mniej lub bardziej zaniedbane ruiny. Niekiedy zamieszkałe przez bezdomnych. Najczęściej zaśmiecone niemiłosiernie. Inne są użytkowane jako magazyny czy np. kawiarnia albo siedziba jakiejś firmy.

Najwięcej oberwało się samym fortom. To o nie toczono najkrwawsze boje. Z jednej strony broniący się zaciekle Niemcy. Z drugiej atakujący Rosjanie. Pomiędzy jednymi i drugimi tysiącami ginący Polacy pchani do walki niekiedy przymusem. Ci ostatni ginęli tu także podczas okupacji. Ot chociażby Poznańska Cytadela, gdzie znaleźć można pomnik ofiar niemieckich eksperymentów medycznych. Ginęli Polacy również w czasach zaborów, gdzie jako przymusowi robotnicy-więźniowie owe forty dla Prusaków wznosili.

Niebezpieczne pozostałości

Woja minęła wiele dziesiątków lat temu. Wydawałoby się, że nic nam już od niej nie grozi. A jednak jest inaczej. Wciąż zbiera swe krwawe żniwo. A to za sprawą nadal odnajdywanych niewybuchów. Wszędzie tam, gdzie toczono walki, jakaś część padających bomb i pocisków oraz granatów nie uległa naturalnej eksplozji. Czasem skutkiem wady konstrukcyjnej. Czasem zwyczajnie je zagubiono w ferworze walki. Czasem zasypane zostały przez ziemię wyrzucaną z kraterów po innych wybuchach.

Tak czy siak, walki były zaciekłe i długotrwałe. Użyto przeogromnych ilości materiałów wybuchowych po obu stronach. Zarówno broniący się niemieccy okupanci, jak i atakujący Rosjanie pozostawiły po sobie na terenie miasta i jego okolic dość pocisków, aby nie dało się ich wszystkich odnaleźć po dziś dzień. Oczywiście co się dało, po wojnie uprzątnięto. Ale zawsze coś zapomniano, czegoś nie znaleziono, coś się schowało. Niestety, leży sobie tam pod ziemią po dziś dzień.

Ot niedawny przykład, wspominany już zresztą przeze mnie w jednym z tekstów wcześniejszych. Park Tysiąclecia. Prowadzono tam jakieś prace telekomunikacyjne. Ułożono kilometry kabla w długim, wąskim niezbyt głębokim rowie. I oto pewnego dnia wracając do domu napotkałem wojskową ciężarówkę stojącą na poboczu. Saperzy ładowali do niej poniemieckie granaty ręczne. Najwyraźniej robotnicy natknęli się na nie podczas wykonywania potrzebnego im wykopu. Ile takich granatów, bomb, pocisków i czego tam jeszcze na terenie całego tego parku znaleźć by można, trudno przewidzieć. Pozornie wszystko wygląda niewinnie. Ale metr, pół metra pod obecną darnią kryć mogą się nadal te śmiertelnie niebezpieczne niespodzianki.

Za drzewem

Albo inny, najświeższy przykład. Szedłem przez rzadki las wzdłuż płynącego strumienia. Gdzieś w pobliżu odezwało się bębnienie dzięcioła. Z gotowym do strzału aparatem fotograficznym skradałem się ostrożnie, aby podszedłszy jak najbliżej spróbować dokonać kilku zdjęć. Jakaś niezauważona przy tym wszystkim sucha gałązka trzasła pod moim butem. Dzięcioł obejrzał się, dostrzegł mnie i zerwawszy się odleciał w nieznane. To tyle, jeśli chodzi o podchody i zdjęcie.

Mój wzrok powrócił z konarów drzew ku ziemi. Zacząłem teraz ją przepatrywać w poszukiwaniu czegoś interesującego, co warto by na fotce sobie uwiecznić. W lesie zawsze można coś interesującego napotkać jeśli człowiek przypatruje mu się wystarczająco uważnie. Wcześniej czy później da się na coś napotkać. Tak też było i tym razem. Kilka kroków i rozglądam się dookoła. Kilka kroków i rzucam okiem to w tę, to w drugą stronę. Kilka kroków i szukam, co też ciekawego tu znajduję. I znalazłem…

Minąłem kolejną dużą olchę rosnącą niedaleko strumienia. Spojrzałem za siebie… i zdziwiłem się. Oto oparte o pień dopiero co minionego drzewa stały sobie w najlepsze dwa pociski moździerzowe. Przyjrzałem się im bliżej. Wyglądały na niewybuchy. Na pełne. Na dodatek mocno skorodowane. Jeden z nich miał przeżartą już głowicę i zapewne wewnętrzny ładunek zdołał już ulec degradacji. Ale kto tam wie, co może się wydarzyć. Licho nie śpi. Drugi z pocisków zdawał się być pomimo solidnie zerodowanej powłoki nadal nafaszerowaną wybuchową mieszanką morderczą puszką. Lepiej nie ruszać. Takie coś może nigdy już nie wybuchnąć. Ale może ot tak się przebudzić.

Z takimi niewybuchami nigdy nic nie wiadomo. Absolutnie nic może się nie wydarzyć. Mogą pozostać nieaktywne, a wybuchowy wsad okazać się niezdolny do absolutnie niczego. Albo bum! I po sprawie. W najlepszym wypadku ręka, noga. W najgorszym mózg na ścianie. W tym przypadku raczej na okolicznych drzewach. Ale nogi przecież też mi szkoda. Albo ręki. Albo palców.

Pociski bez wątpienia pozostawiono tutaj celowo. Nieopodal jest maleńki staw, była glinianka. Stał tu ponoć młyn. Gdzieś ponoć są pozostałości fundamentów po nim. Gdzie, tego jeszcze nie wiem, nie znalazłem na razie. Przychodzą tutaj różni na ryby. W tym dzieciaki. Ktoś znalazł te pociski gdzieś w okolicy, raczej niedaleko. W stawie, strumieniu albo pobliskich aktualnie póki co podeschniętych bagnach. Znalazł i je tu przyniósł. Pozostawił. Pewnie zamierzał zabrać ze sobą do domu. Może to dorośli. Może dzieciaki.

Pociski stały wsparte o drzewo. Dziś znalazłem je ja. Juto znaleźć mógł je ktoś inny. I mógł je sobie zabrać. I mógł chcieć coś z nimi zrobić. Dla zabawy, z głupoty, z niewiedzy… I może by nic się nie wydarzyło. Ale gdyby nagle odezwał się wewnętrzy ogień skumulowany w tych moździerzach, wtedy strach pomyśleć o konsekwencjach. Żal nawet pijanego idioty, któremu taka zabawka oderwałaby dajmy na to stopę.

Nie ma rady. Trzeba przedsięwziąć stosowne kroki. Przyjrzałem się uważnie miejscu. Aby zapamiętać i móc tutaj ponownie wrócić. Następnie oddaliłem się w stronę najbliższej drogi. Kurczę, gdzie właściwie jestem? Jak nazywa się ta ulica? Wybrałem numer alarmowy. Po krótkim wyjaśnieniu przekierowano mnie na policję. Dyżurny odebrał zgłoszenie i umówiliśmy się, że ja czekam, a on wysyła patrol. Jako że niedziela, pojawili się dość szybko.

Wróciliśmy w las. Ta, łatwo powiedzieć, że gdzieś tutaj stoją sobie dwa pociski wsparte o pień olszyny. Tylko o które drzewo? Każde podobne do drugiego. Jest w czym przebierać. W końcu odnaleźliśmy. Jeden z policjantów uważnie przyjrzał się znalezisku. Potwierdził moje spostrzeżenia co do ich stanu i możliwości, jakie nadal w nich drzemią mimo wyraźnego uszczerbku dokonanego zębem czasu. Zapadła decyzja o wezwaniu saperów. Trochę to potrwa, nim się tutaj pojawią. Nie ma sensu czekać. Pozostawiwszy sprawę w rękach policji, oddaliłem się w swoją stronę.

Poznań, 2015.03.09
Autor: Adam Gabriel Grzelązka

3 myśli na temat “Bum! Bum!! Bum!!!

  • 11 marca 2015 o 18:14
    Permalink

    Bardzo ciekawy tekst. Okazuje się, że nie tylko w Warszawie są ślady kul na budynkach z II wojny.

    Odpowiedz
  • 11 marca 2015 o 19:12
    Permalink

    Autor: “Odszedł jeden okupant, nastał drugi”
    Moje pytanie: kto był tym drugim okupantem?.

    Urodziłam się w czasach PRL i nic nie wiem na temat “tej drugiej okupacji”, moi rodzice i sąsiedzi cieszyli się, że Polska odzyskała wolność, budowali Polskę i pracowali dla Polski. Nie bójmy się też pisać, że o każdy metr dla Polski walczyła Armia Czerwona jak również Wojsko Polskie bez względu na to pod jakim było dowództwem WSZYSCY pragnęli wolnej Polski.

    Odpowiedz
    • 12 marca 2015 o 04:39
      Permalink

      Identyfikuje sie z “wieczorynka”
      “Jestem “wieczorynka””

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.