Jak budowano piramidy?

Zacznę jak zwykle od przypomnienia rozmowy Docenta z Majstrem. Na pytanie Majstra o piramidy, Docent odpowiedział, że to tylko prowizorka!

Docent! Jaka PROWIZORKA?

Ano, panie Majster – oni mieli dalekosiężne plany i przygotowali materiały na tę budowę. Ale z planami tak bywa, że coś nie wyszło. A „kamyki” prowizorycznie ułożyli na kupki – i tak już to sobie leży 4 tysiące lat!

Jak wiadomo, bo zostało to udowodnione, piramidy budowały „zawodowe” brygady wraz z zasilającymi je okresowo masami ochotników, dla których był to i dodatkowy zarobek i religijna powinność…

Budowano używając prostych maszyn, używając częściej pomysłowości niż mięśni – czego zwykle nie pojmujemy lub nie dostrzegamy. Tak jak często nie pojmujemy, że małe, ledwo chodzące dziecko już jest CZŁOWIEKIEM z w pełni ukształtowanym aparatem myślowym, skojarzeniowym i pamięciowym. Fakt że nie możemy się z nim „dogadać” z uwagi na jeszcze nie ukształtowaną krtań młodego człowieka, często przesłania nam tę oczywistą oczywistość. Czytałem kiedyś taki artykuł, w którym autorzy, na podstawie wielu badań stwierdzali że niemowlak uczony „od zaraz” języka migowego w sposób logiczny i zrozumiały mógł się komunikować z rodzicami czy opiekunami wiele miesięcy wcześniej niż mógł zacząć mówić…

Ale wracajmy do piramid…

Mając wolne kilka dni w Kairze, poświęciłem je na zwiedzanie zabytków, z uwzględnieniem mojego ulubionego pieszego włóczenia się po mieście. Zupełnie jak w licealnych czy szkolnych moich latach, gdy bywałem u rodziny w stolicy to często odbywałem piesze wycieczki różnymi trasami – na ogół z Mokotowa na Żoliborz, Muranów czy Bemowo… Kiedyś postanowiłem „zdobyć” piechotą wszystkie mosty warszawskie w jednym dniu. I udało się, choć było to męczące doświadczenie, dziś już chyba niemożliwe do realizacji…

I tak włócząc się po tym Kairze, zafascynowały mnie tamtejsze budowy czy też remonty domów, całkiem zresztą wysokich, 6-ścio czy 12-pietrowych. Co ciekawe, nie było tam żadnych dźwigów, tylko rusztowania z uwijającymi się robotnikami, często półnagimi i wyglądającymi zupełnie jak fellachowie budujący piramidy. Zaciekawiły mnie też same rusztowania. Drewniane, czasem bambusowe, a wszystko łączone za pomocą lin tylko!

I po tych łączonych „powrozami” rusztowaniach uwijali się ludzie, mrowiąc się w górę, w dół i w poprzek, bez kasków, zabezpieczeń, rękawic, nosząc i wciągając linami ciężkie elementy budowlane, zupełnie jakby czas cofnął się w tym miejscu dobrych kilka tysiącleci…

Innym razem, w innej krainie, przez prawie dwa miesiące obserwowałem codziennie postępy prac nad przesuwaniem sporej, niczym mała lokomotywa maszyny w podziemiach jednej elektrowni. Urządzenie było duże, ledwo mieściło się pomiędzy słupami hali i niskim w tym miejscu stropem. Niewątpliwie japońscy budowniczowie elektrowni przewidzieli możliwość remontu tego urządzenia a więc i „wyprowadzenia” go jakoś na zewnątrz. Może był do tego przewidziany jakiś specjalny wózek czy pojazd mechaniczny? Musiało tak być, ale po kilku latach słuch zaginął o tym „przyrządzie”, więc dwóch robotników od rana do końca zmiany machało rączką wyciągarki łańcuchowej, zwanej u nas „kiforem”. I powoli centymetr po centymetrze przesuwali ułożoną na podstawianych rurkach maszynę, niczym wielki blok granitu na piramidę. A że urządzenie „ruszyło” spod ostatniego bloku elektrowni, do pokonania pozostawało jeszcze siedem kolejnych bloków, bo wyjazd z korytarza był aż tak daleko. Trwało to bardzo długo i powoli, czasem tylko następowało jakieś ożywienie w ich pracy, gdy trzeba było zaczepić łańcuch o kolejny element konstrukcji hali lub gdy należało podłożyć kolejną rurę, po których się to „koromysło” z wolna toczyło…

Co dzień przechodząc koło ich „warsztatu pracy”, przystawałem na krótką chwilę, zafascynowany tą mozolną, jednostajną pracą i w wyobraźni widziałem tę scenę z wielkim blokiem kamiennym zamiast „maszyny”, tuż obok niedokończonej piramidy…

Czyli mając proste niezwykle narzędzia i dysponując odpowiednio długim czasem można zrobić wszystko!

Nawet piramidę!

Jedno mnie tylko zastanawia, a propos budowy piramid. Jak ktoś przytomnie wyliczył ilość kamiennych, prawie dwutonowych bloków z jakich składa się piramida i podzielił to przez dwudziestoletni okres czasu w jakim ją „składano”, wyszło że jeden „elemencik” musiał być układany co kilka sekund!

Więc tajemnica piramid nie tkwi w „technologii” jej budowy a w organizacji pracy na jej budowie!

One thought on “Jak budowano piramidy?

  • 1 października 2014 o 16:37
    Permalink

    Bardzo dobry artykuł, dziękuję, ja przy okazji się dokształcam. Trochę czytałam, na temat budowy piramid, artykuły na ogół były odmienne. Autor słusznie zwraca uwagę, że wykonanie czegoś zależy od organizacji pracy.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.