Bronisław Komorowski już wygrał… z Platformą Obywatelską

Właściwie to bardzo dobrze się stało, że już nam elita, media i sondażownie wybrały jedynie słusznego prezydenta. Odpada problem, stres, komentowanie. Wiadomo, czego się spodziewać, nie będzie „szału”, ale już chyba i wszystkie wpadki były – trudno trzeba się pogodzić z wizją, że pan Komorowski będzie Prezydentem naszego kraju przez kolejną kadencję. W końcu to stanowisko ma o wiele mniejsze znaczenie niż to, kto ma 231 szabel w Sejmie i może skutecznie rządzić państwem. Przy trwałej przewadze koalicyjnej w naszym ustroju osobę Prezydenta można trzymać w bezpiecznym dystansie, nawet prowadząc konflikt.

Co prawda dziwi bezwarunkowa automatyka poparcia dla jak to powiedziała pani premier Kopacz „jedynego słusznego najlepszego”. Dziwi, dlatego ponieważ nawet w warunkach „jedności partii i kandydata”, można było się zabezpieczyć podpisaniem jakiejś deklaracji ideologicznej, która byłaby zabezpieczeniem dla partii, w przypadku, gdyby kandydatowi się udało, a jej się nie udało i wymagałaby nazwijmy to lekkiego nagięcia przepisów konstytucji przy desygnowaniu premiera – powierzeniu misji stworzenia rządu. Nie chodzi o samą panią Kopacz, to jest oczywiste, że ona zostanie poświęcona – chodzi o to, żeby się PO w wypadku „słabszej” wygranej nie rozpadło. Różnie może być, a deklaracja, co prawda nie zobowiązuje, ale stanowi istotny wyraz pokazania własnemu środowisku, że się panuje nad relacją. Tymczasem mieliśmy festiwal czołobitności i deklarowania w ciemne pełnego poparcia, tak jak gdyby to właśnie wieloletni szanowany lider partii otrzymywał dowody poparcia od wdzięcznych kolegów. Tymczasem w jedynie słusznej partii wewnątrz – wrze, co prawda wszyscy są zgodni, że popieranie jedynie słusznej kandydatury to jedyna alternatywa dla ich środowiska dzisiaj, jednakże właśnie o to się rozchodzi, że poprzednim razem, – o czym już chyba mało, kto pamięta, ale mieliśmy do czynienia z wewnętrznym głosowaniem. Było to zdaje się w marcu 2010 roku, działacze Platformy Obywatelskiej głosowali w wewnętrznym głosowaniu, mając wybór pomiędzy dwoma kandydatami – ówczesnym Marszałkiem Sejmu RP panem Komorowskim, a obecnym panem zajmującym tą samą funkcję. Pan Komorowski miał więcej niż 60% wewnętrznego poparcia, na tej podstawie został desygnowany, jako kandydat partii politycznej. Tymczasem postępowanie uproszczono i to ma prawo się wielu działaczom nie podobać.

Co można, więc sądzić o partii, która nie podtrzymuje już nawet pozorów demokracji na wewnętrzny użytek swoich własnych działaczy?

Czy partia, której myślą przewodnią jest hołubienie jedynie słusznego oblubieńca – jest w stanie przewodzić Narodowi, czy też będzie trwała w zamkniętym klinczu własnych fobii nie oglądając się na resztę społeczeństwa?

Czy partia, w której nie ma lidera – nie wyznacza sobie lidera, właśnie poprzez jednoznaczne, formalne poparcie osoby z zewnątrz? Kim bowiem dzisiaj jest pan Komorowski dla PO? Konkurencją ideologiczną? Starszym krewnym? Ojcem? Mężem opatrznościowym? W istocie wszystko jedno – widać, że pan Komorowski jest wyżej a PO jest niżej – partia sama sprowadziła się do tej serwilistycznej pozycji i to bez żadnych negocjacji, których „rąbek” można byłoby ujawnić, a zdaje się pójdą na tą kampanię realne pieniądze.

Może okazać się bardzo śmiesznie, jeżeli pan Komorowski w przypadku reelekcji – będzie chciał skłonić swoją partię do uległości w zakresie kierunków poszukiwań partnera koalicyjnego na po wyborach. Ponieważ wynik PO nie zachwyci, będzie wiadomym, że bez wsparcia Prezydenta nie będą w stanie efektywnie rządzić. W ten oto sposób pan Komorowski będzie w stanie bezpośrednio wpływać na kształt rządów, a realna władza rządu zostanie ograniczona, ze względu na przeniesienie realnego „kadrowego” autorytetu do Pałacu Prezydenckiego! To oczywiście, tylko prawdopodobieństwo, ale w naszych dzisiejszych realiach trzeba uznać za stosunkowo prawdopodobne. Przy czym uwaga – to wcale nie musiałoby być złe dla państwa, albowiem przy naszych narodowych cechach, objawiających się generalnie niską skłonnością do konsensusu – lepszy jest pewien niewielki autorytaryzm niż konieczność ciągłego uzgadniania i „handlowania”. W ostateczności w warunkach przewagi w Sejmie popieranego obozu, skonsolidowanego wokoło osoby pana Prezydenta, mogłoby się okazać, że byłby to w ogóle inny Prezydent niż ten, do jakiego nas przyzwyczaił w swojej pierwszej kadencji.

W powyższym kontekście, czeka nas bardzo ciekawy zakulisowy eksperyment. Zdecyduje to, czy to Prezydent zada pierwszy cios w panią Kopacz niczym Brutus. Jeżeli tak, to wygra wszystko, ponieważ w targanej niepewnością PO nikt mu się nie przeciwstawi. To naprawdę może być bardzo ciekawa kadencja, zwłaszcza że sam pan Komorowski zapowiedział, że chce być kandydatem obywatelskim.

Jedna myśl na temat “Bronisław Komorowski już wygrał… z Platformą Obywatelską

  • 8 lutego 2015 o 00:00
    Permalink

    Ulżyło mi.
    Tyle czasu w niepewności i w końcu usłyszałem, że Pan Bronisław Historyk Komorowski zdecydował się kandydować na urząd Prezydenta RP w dniu 10 maja 2015 r.

    No i już lepiej sypiam.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.