Społeczeństwo

Brakuje nam autorytetów

graf. red.

Brakuje nam autorytetów, więc kreujemy je na siłę. Etos styropianu popełnił wszystkie błędy sanacji, jeżeli chodzi o promowanie wizerunku. Odszkodowania od państwa już w ich retoryce wolnego, za represje w okresie “komunistycznej okupacji”, to przykład dominującego myślenia.
Pojawiło się wiele takich autorytetów, którzy w tej chwili czerpią z publicznej kasy. Jeżeli jednak uznajemy ciągłość odpowiedzialności państwowej, to trzeba mieć świadomość, że było więcej poszkodowanych w innych sub-epokach historycznych. W zasadzie należy się zastanowić, czy nie powinno się płacić odszkodowań za “represje” w epoce neoliberalnej? Jak również co z ludźmi, którzy siedzieli jeszcze nie dawno bez wyroku jak pan Mateusz Piskorski? Chociaż ten przynajmniej przeżył, bo jak wiadomo w polskim więzieniu nawet profesjonalny bokser może zginąć w niewyjaśnionych okolicznościach.
W tych realiach mamy do czynienia z kreowaniem zasług i rzekomych dokonań. One mają być determinantą do przyznawania wyróżnień i uprzywilejowanej pozycji w ogóle. Już sam fakt piastowania urzędu ma być argumentem przesądzającym o nasiąkaniu „autorytetem”. W tym znaczeniu, że autorytetu nabywa się w wyniku sprawowania funkcji. Jest to niesamowite, bo w ujęciu normalnym, to człowiek sam przez siebie jest autorytetem, urząd może powagi dodawać. Jeżeli jest to czynione odwrotnie, to niestety jest słabe.
Nie jest to zarzut tylko dla dobrej zmiany, chociaż to co jest robione np. na przykładzie części polityki historycznej po prostu umyka ocenie intelektualnej. Dowiadujemy się, że bohaterami są ludzie zabijający cywilów, kobiety i dzieci. Do tego stałe trwa promocja oficjalnych funkcjonariuszy pewnego z Kościołów, których przykładowo czyny heroiczne w obliczu represji rzeczywiście zasługują na pamięć, jednak nie tak, że na każdym rogu.
Jeżeli zaś “zagranica” przyzna komuś z nas nagrodę, jak niedawno pisarce przyznano nagrodę Nobla, to natychmiast próbuje się taki fakt rozbroić na wielu płaszczyznach. Metodami tymi samymi, co w przypadku pana Wałęsy przed laty.
Naturalnym inkubatorem liderów jest biznes. W naszym przypadku nie ma jednak mechanizmów przekładających transparentnie pieniądze na politykę. Co więcej, ci którzy z biznesu garną się do polityki, to z wyjątkiem kilku osób, kombinatorzy i załatwiacze. W naszym kraju – krajowe pieniądze, biorą się z polityki, a właściwie wzięły się z okresu transformacji lub jeszcze z licencjonowanej wymiany handlowej w końcówce PRL-u.
Świat nauki jest największym rozczarowaniem, jego zręby tworzą ludzie, którzy – z wyjątkiem nielicznych wyjątków, nie poszli po 1990 do biznesu lub polityki, bo byli za słabi. Tu po prostu nie ma autorytetów, nasza nauka ich nie wydaje. Poziom jest generalnie czeladniczy.
Kościół dominujący, swój autorytet utracił i tylko tyle warto w jego temacie powiedzieć. Są na szczęście jeszcze w nim ludzie, którzy są autorytetami, jednak są poddawani środowiskowemu ostracyzmowi i naciskom swoich przełożonych. To przerażające i porażające, albowiem mówimy o dorosłych i dojrzałych ludziach, którzy mogliby dużo dla naszego kraju zrobić. Tymczasem, po prostu marnują swój potencjał.
Z kulturą jest ten ciekawy „problem”, którego sobie nie uświadamiamy, ale on istnieje. Objawia się w kwestii tożsamości, bo tożsamość musi być podstawą legitymacji, do wejścia do elity. Zwrócił na niego uwagę autorowi pewien znajomy mieszkaniec jednego z krajów na Bliskim Wschodzie (i nie jest to Liban). Otóż w jego oczach nasza kultura, to głównie jego rodacy i rodaczki. To oczywiście żaden zarzut, jednak nie ma nic złego w tym żeby nazywać rzeczy po imieniu. Stwierdzać fakty. Trzeba bowiem pamiętać o tym, że skoro widzą to „rodacy”, to widzą to również inni, a to jak nas widzą, determinuje to jak nas odbierają.
Jeżeli już gdzieś mielibyśmy szukać rezerwuaru autorytetów, o wymiarze publicznym. To jest nim trochę armia, tutaj wielki szacunek dla tych dowódców, którzy zapłacili mundurem za mówienie prawdy. Jednak bardziej jest nim samorząd terytorialny. Chciałby być nim samorząd prawniczy, ale o nim ciężko powiedzieć cokolwiek.
Reasumując, nie mamy elit, które miałyby autorytet i które swoją propaństwową postawą, udowodniły by, że na to miano zasługują. Najśmieszniejsze jest to, że nie da się nic z tym zrobić…

17 komentarzy

  1. Wielka Polska Katolicka

    Z kulturą jest ten ciekawy „problem”, którego sobie nie uświadamiamy, ale on istnieje. Objawia się w kwestii tożsamości, bo tożsamość musi być podstawą legitymacji, do wejścia do elity. Zwrócił na niego uwagę autorowi pewien znajomy mieszkaniec jednego z krajów na Bliskim Wschodzie (i nie jest to Liban). Otóż w jego oczach nasza kultura, to głównie jego rodacy i rodaczki. To oczywiście żaden zarzut, jednak nie ma nic złego w tym żeby nazywać rzeczy po imieniu. Stwierdzać fakty. Trzeba bowiem pamiętać o tym, że skoro widzą to „rodacy”, to widzą to również inni, a to jak nas widzą, determinuje to jak nas odbierają. Świetnie napisane naprawdę…

  2. Dla mnie i dla wielu tu osób pan jest autorytetem panie k.

  3. “Otóż w jego oczach nasza kultura, to głównie jego rodacy i rodaczki.”
    Uspokoję autora, albo nieco rozjątrzę…
    Z tym samym problemem borykają się Rosjanie.
    Ony już dawno temu, tam- “wszystko co nasze” powiązali w swój tobołek.
    Istnieje nawet portal rosyjskojęzyczny “z tamtąd” w którym zebrano wszystkich
    wykonawców, autorów, kompozytorów, “z pochodzeniem” (m.in. pieśni wojennych lat),
    (acz nie tylko) gdzie dają wyraźnie do zrozumienia że TO nie była twórczość
    radziecka – a przynależy wyłącznie do jednej(głównie) mniejszości etnicznej. Zapytam. Czy to nie jest przejaw ciągle żywego pośród tej wspólnoty – rasizmu w tym przypadku ( i nie tylko) kulturowego?

    “Reasumując, nie mamy elit, które miałyby autorytet i które swoją propaństwową postawą, udowodniły by, że na to miano zasługują.”
    To prawda i… nie cała prawda – na szczęście w kontekście 11.XI (cokolwiek
    znaczy ta data) JEST, przynależy- ‘nieco zamilczany” Roman Dmowski!

    https://bb-i.blog/2019/07/19/autorytety/

    https://bb-i.blog/2019/11/02/odpustowy-patriotyzm/

    Nie-podległość 11 listopada. Pan Nikt – Tomasz Gryguć
    https://www.youtube.com/watch?v=wzl2MxU0_xU&t=1s

    “Jeżeli zaś “zagranica” przyzna komuś z nas nagrodę, jak niedawno pisarce przyznano nagrodę Nobla, to natychmiast próbuje się taki fakt rozbroić na wielu płaszczyznach”
    Istnieją ku temu merytoryczne przesłanki….

    “Kościół dominujący…” Tak, to wszystko prawda… “dokąd idziesz”, KK…?

  4. To jednak nie jest najśmieszniejsze, tylko najsmutniejsze. Niestety.:-(

    Faktycznie nie widać autorytetów, a w wojsku ja bym takich nadziei nie pokładał. Widzę tam tylko bezwzględne podporządkowanie pewnej instytucji religijnej i jej funkcjonariuszom na stanowiskach kapelanów, a to powoduje, że żaden myślący żołnierz nie ma szansy na awans. Modlący się i ślepo wykonujący polecenia “jaśnie panów”, jak najbardziej. Tylko lokaje polityków i jedynie słusznej instytucji religijnej za “zasługi” przejściowo doznają autorytetu piastowania stanowiska, czy urzędu. Podobnie jest w Policji i innych służbach. To przypomina już końcówkę I RP przed rozbiorami. A drugiego Tadeusza Kościuszki na horyzoncie nie widać.

    Nauka została rozłożona przez styropian już od połowy lat 70-tych XX wieku, lata 80-te to początek zjazdu po równi pochyłej, aż do obecnego stanu. Na tym poziomie nakładów na naukę nie ma szans na rozwój i budowanie autorytetów, jeżeli do tego dorzucić selekcję negatywną w doborze kadr naukowych to najbliższe 100 lat jesteśmy zdani na trwanie w poziomie zawodowym użytecznym w zupełności dla okupantów religijnych i ekonomicznych.

    Biznes w Polsce założony przez najbardziej cynicznych ludzi ustawiających się na majątku po PRL i krzywdzie milionów Polaków genetycznie nie jest w stanie wydać z siebie autorytetów również przez najbliższe 100 lat.
    Takie są smutne fakty.

  5. Skąd mają się wziąć autorytety, gdy w nie wymienianej tutaj gazecie, jej redaktor tak charakteryzuje stan państwa od 30 lat żyjącego w erze wolności.
    „Żyjemy /w wolnej Polsce/ w czasach powszechnego niszczenia. Niszczenia ludzi, ich dorobku, autorytetu, niszczenia prawdy historycznej, wprowadzaniu do obiegu kłamstw. Niszczona jest swoboda myśli, niszczone i usuwane są poglądy, dzieła sztuki i ich autorzy. Nie ma dziś w Polsce postaci nietkniętej, grupy społecznej niesponiewieranej.”

  6. Musisz to wiedzieć! (616) “Przyjaciel Polski” zatrzymany na granicy
    https://www.youtube.com/watch?v=ASYpUqLfCWk&t=959s

    Ps. “Bohater na Ukrainie znaczy tyle samo co morderca-coś wiemy na ten temat. “

  7. @Miecław.
    @Wojciech.
    Jakże mi trochę nieswojo z powodu waszej zabetonowanej percepcji poznawczej. Naprawdę!
    I to na kogo zwykle powołujecie się, (“ałtorytety”) pomijam już lewacko-trockistowski L.M.-D. Przykra sprawa, jednak to wasz świadomy wybór….
    🙁

    @Wielka Polska Katolicka. Pozdrawiam…(tym razem).

    • Niestety kapitanie. Po 1989 roku padłeś na kolana i pozbawiłeś się wolności. Zapewne podkopywałeś ją już w czasach LWP, więc nigdy mnie i @Wojciecha nie zrozumiesz.
      Zachowujesz się podobnie jak inteligencja przed i po 1989 roku, służąc złej sprawie bezrefleksyjnie, aczkolwiek czasami masz dobre diagnozy i prognozy.

      Polecam łopatologicznie dobrą opinię Kurowickiego:
      “Inteligencja jako klasa sług”
      “Ideologowie po recyklingu
      Wiadomo, że antykomunizm i wykluczenie marksizmu stanowią u nas podstawowe idee dla legitymizacji kształtowanego po 1989 roku ustroju. I mimo, że opozycja, która przejęła wtedy władzę, nie była ani liczna, ani zbyt tęga umysłowo, ich upowszechnienie dokonało się pomyślnie i w miarę szybko. Bynajmniej jednak nie dlatego, że spłynął na polską ziemię Duch Święty, a rządzących wspomogły zastępy anielskie. Stało się to głównie za sprawą tych inteligentów, którzy jeszcze przed czerwcowymi wyborami deklarowali przywiązanie do socjalistycznej ojczyzny i marksistowski światopogląd. A był ich, doprawdy, legion.

      To oni (poza wąską grupą) po politycznym recyklingu nawrócili się na “prawdziwą” dla Polaków wiarę. Szybko stali się niezastąpieni na uczelniach, w “odnowionych” albo nowych gazetach; w telewizji, radiu i w wydawnictwach. Zasilili też kierownicze kadry wszystkich powstających partii, łącznie ze skrajnie prawicowymi. Chwalą ich więc proboszczowie, jako prawych katolików. Trzymający zaś władze – cenią jako fachowców. I już zapomniano, że wielu z nich (także bezpartyjnych) niemal każdy dzień przed transformacją zaczynało od uniżonego telefonu do właściwego sobie komitetu PZPR, jak po niej – od modlitwy.
      Aż się wierzyć nie chce, że wszystko to poszło tak prosto. Niejako z dnia na dzień.

      Prawdziwy etos inteligencji
      Nie należy wszakże temu się dziwić i moralizować. Wietrzyć w ich postawach wiarołomstwo, obłudę czy cynizm. Przeciwnie: takie ich postawy stanowiły (i stanowią) normalny sposób zachowania się inteligencji. I nie pierwszy raz w historii. To na pozór tylko kierują nimi “wartości”: uczciwość intelektualna, poszukiwanie (nawet niewygodnej) prawdy, bezkompromisowość w jej głoszeniu, odwaga oraz walka o właściwe warunki jej społecznej obecności. Faktycznie przyświeca im tylko to, co wypływa z ich statusu społecznego.
      Klucza zaś do jego zrozumienia już dawno temu dostarczył Marks w swych “Teoriach wartości dodatkowej”. Pokazał tam, iż jest ona tylko klasą sług. Służba jej natomiast polega m.in. na tym, że wytwarza intelektualne środki i zasady legitymizacji każdego aktualnie istniejącego ustroju politycznego i ekonomicznego. Ale już za to, czy panuje taki lub inny system, nie czuje się odpowiedzialna. Słudzy bowiem nie powołują swych panów. Oni się tylko u nich najmują. Wszystkie zaś ustroje są z perspektywy tej klasy tylko nieprzewidywalnymi wytworami społecznych żywiołów, które powołują jednych i degradują innych panów.

      Owa klasa sług czuje się wszakże odpowiedzialna za to, czy używane przez nią środki legitymizacji są skuteczne, czy nie. W ich przecież tworzeniu i stosowaniu wyraża się jej rzeczywisty etos i fachowość. Od tego też zależy prestiż jej członków, ich pozycja społeczna, standard życia. Prawda natomiast, i inne aksjologiczne cymelia, jeżeli okazują się w tej służbie pożyteczne, zostaną użyte tylko w myśl zasady: “Po co kłamać, skoro prawda się bardziej opłaca”. Jeśli jednak mogłaby ona zaszkodzić w legitymizacji panującego ustroju, bo odbiega od norm panującej poprawności politycznej, stworzy ona mniej lub bardziej ponętne intelektualnie sposoby obniżenia jej rangi lub całkowitego zdezawuowania.

      Celują w tym zwłaszcza dziennikarze i nauczyciele. Jednakże politologowie, socjologowie, filozofowie, ekonomiści itp. też nie są od nich gorsi. Zdarzało mi się nie raz spotykać jeszcze niedawnych, żarliwych towarzyszy, którzy po politycznych przemianach cieszyli się jak dzieci, że wiele z tego, co dotąd pisali, łatwo daje się uzgodnić np. z tzw. “społeczną nauką” Kościoła lub wprost z filozofią Jana Pawła II. Narzekali też głośno na “komunę”.

      Dopełnieniem zaś tego były po 1989 r. specyficzne praktyki akademickie (zwłaszcza w obrębie dydaktyki). Polegały one na prymitywnym podmienianiu tego, co w minionym ustroju uchodziło za ideologicznie pozytywne na to, co poprzednio było negatywne, a teraz pachnie jak Adam Michnik: perfumami antykomunizmu. Na przykład: marksistowskiej filozofii na analityczną, czy ekonomii politycznej socjalizmu na ekonomią neoliberalną.

      Nie zapomnę też rozmowy z 1996 roku z pewnym znanym profesorem filozofii, ongiś głośnym marksistą, który mi w pewnym momencie przy piwie powiedział: “Co za pech, Janku, cała nasza wiedza, która zdawała się tak głęboka i prawdziwa, unieważniona została przez kartki wyborcze z czerwca 1989 roku. Cóż, trzeba teraz szukać prawdy gdzie indziej i nauczyć się myśleć inaczej. Pech, prawdziwy pech”.”
      Reszta pod tym linkiem: http://www.socjalizmteraz.pl/pl/Marksizm/?id=603/Inteligencja_jako_klasa_slug

      Powyższa opinia jest w zasadzie po części zgodna z tym co piszesz o postkomunistach, tylko że to nie podważa idei komunizmu-socjalizmu, a wskazuje na poziom ludzi wykorzystujących idee do własnych celów, ludzi bez charakteru, cynicznych i pozbawionych inteligencji społecznej. Takich jest cała masa podpinających się choćby w dzisiejszych czasach pod partie polityczne dla własnych egoistycznych celów. Podobnie było w czasach PZPR.

      Z wojskiem jest podobnie, jak inteligencją, więc się nie obrażaj emerycie, tylko przypomnij sobie swoją przysięgę z LWP. Możemy więc gdybać? Gdyby oficerowie LWP jej dotrzymali, dziś być może Polska Ludowa nadal by istniała. Największym problemem Polski i Polaków jest brak ustabilizowanych wartości i charakteru narodowego, co pozwala wrogom rozgrywać nas wg sprawdzonych schematów bazując na religijnym zniewoleniu.
      „Polacy w 1989 r. wcale nie chcieli wilczego kapitalizmu. Umawiali się na socjalizm z ludzką twarzą”. – Jacek Dehnel. Źródło: Przegląd nr 45/2019, s. 63.
      Ktoś ich zawiódł? Na pewno zawiodła inteligencja i wojsko, służby bezpieczeństwa chyba też, bo dali się zweryfikować. Ale czy oni nie zawiedli się na narodzie, który zamiast współdziałać w tworzeniu systemu sprawiedliwości społecznej wolał się modlić zaczadzony kadzidłem? Nie ma prostych odpowiedzi! A mleko się rozlało.

      • Problem liberalnej inteligencji
        Dawna polska inteligencja

        Polska inteligencja, od czasu jak powstała, parła do przodu, służąc na wszelkie sposoby Polsce i swoim współrodakom. Rozwijała myśl społeczną i niepodległościową, rozwijała polską oświatę, naukę i przemysł. Po powstaniu listopadowym rozwinęła wspaniałą polską filozofię narodową (polską filozofię czynu). Potem rozwijała dodatkowo spółdzielczość i pojawił się pozytywizm. To wszystko było kontynuowane w okresie międzywojennym.

        Polska inteligencja była zróżnicowana światopoglądowo – od doktrynalnych katolików, poprzez katolików mniej doktrynalnych, po ateistów. Dodać do tego trzeba przedstawicieli innych wyznań. Pod jednym jednak względem polska inteligencja była jednolita – była głęboko patriotyczna i samosterowalna.
        Zewnętrzna „siła wiodąca” dzisiejszej liberalnej inteligencji

        Te dobre czasy skończyły się w okresie zaprowadzania komunizmu w Polsce, gdy część inteligencji przestała być samosterowalna i zaczęła działać wbrew polskiemu interesowi. Paradoksalnie zjawisko to nasiliło się po upadku komunizmu i dotyczy głównie dużej części inteligenci wielkomiejskiej, która idzie obecnie na pasku Sorosa. Jaka jest geneza tego fenomenu? Trzonem obecnej formacji antypolskiej są aktywiści wywodzący się zarówno z Natolińczyków jak i Puławian z tym, że ci ostatni stali się jej „siłą wiodącą”.

        Dzisiejszy dominujący związek grupy antypolskiej z post-puławianami i z czytelnictwem Gazety Wyborczej jest oczywisty. Początki tego sięgają polskiego Października (1956) i opisane zostały precyzyjnie przez wspomnianego Witolda Jedlickiego.

        W latach 50. ub. wieku, Puławianie w porę zrozumieli nowatorskie podejście do marksizmu Antonio Gramsciego. Ten włoski komunista przestawił marksistowski schemat zależności między świadomością a światem realnym z głowy na nogi, tworząc podstawy neomarksizmu, czy też inaczej „marksizmu kulturowego”. Gramsci zrozumiał, zgodnie ze stanem faktycznym, że świadomość jest najważniejsza. O ile więc Natolińczycy dalej uważali się za siłę przewodnią polskiej „klasy robotniczej” (według Puławian i to „chamy” i to „chamy”) o tyle Puławianie starali się zostać siłą przewodnią polskiej inteligencji. Neomarksistowską metodą zmiany rzeczywistości jest tzw. „marsz przez instytucje” (media, różne organizacje społeczno-polityczne i kulturalne). Dla Puławian pierwszymi takimi instytucjami były stoliki kawiarniane miasta stołecznego Warszawy, a ich pierwszymi odbiorcami ludzie kultury w tym mieście .

        Po latach możemy podziwiać skuteczność tej metody. Dzisiejsi post-Puławianie, na spółkę zresztą z dzisiejszymi post-natolińczykami, wodzą za nos większą część liberalnej inteligencji, co uwidoczniły wyniki ostatnich wyborów samorządowych. Oczywiście ich klientelą jest głównie inteligencja antyklerykalna czy wręcz ateistyczna.

        Jak już wspominałem, przed wojną i jeszcze wcześniej, inteligencja taka była patriotyczna i miała swoje patriotyczne organizacje. Nieszczęściem dzisiejszej Polski jest to, że takich organizacji nie ma i potomkowie Puławian wyprowadzili liberalną polską inteligencję na pozycje antypolskie. I tak się stać musiało. Trudno się bowiem spodziewać by Redaktor Naczelny Gazety Wyborczej czy założyciele i właściciele TVN kochali Polskę bardziej niż George Soros.

        Ta niepolskość i zewnętrzność siły wiodącej polskiej liberalnej inteligencji powoduje podwójną patologię tej ostatniej. Raz, to sama antypolska postawa a dwa, to rasistowskie wręcz, nienawistne i pogardliwe poczucie wyższości w stosunku do reszty społeczeństwa. Ten stan rzeczy oczywiście musi ulec zmianie.
        Za:KIP

        • “Pod jednym jednak względem polska inteligencja była jednolita – była głęboko patriotyczna i samosterowalna.” – to tylko częściowa prawda i dotyczy wybranych jednostek niezależnych od religii okupacyjnej oraz kapitału. Będzie tego niewielki procent.

          Większość inteligencji jednak zawsze w historii służyła określonym interesom, najpierw szlachcie i magnatom, królom. Potem burżuazji i kapitalistom. Następnie miała szansę tworzyć Polskę Ludową i służyć narodowi, ale większa część z tego nie skorzystała podważając nowy system PRL, idąc na pasku Kościoła i zachodnich mocodawców. Puławianie to tylko część może najbardziej zaangażowana, ale nie ma to znaczenia, bo inteligencja polskiej narodowości powinna była myśleć, zamiast się modlić i chodzić na pasku Kościoła oraz Puławian. Lwia część z tej polskiej inteligencji miała “jaśnie pańskie” korzenie i nie potrafiła się wyzbyć dawnych przekonań, dlatego robiła wszystko, aby naród zniechęcić do socjalizmu i Polski Ludowej, mimo że wiedziała, jak na zachodzie po wojnie potraktowano ich ziomków żołnierzy, gdy generałowie WP musieli parać się fizyczną pracą.

          Wielu wybrało szmacenie się na zachodzie i pracę za judaszowe srebrniki p-ko ojczyźnie, niż pracę dla własnego państwa i ludu, jakim by ono nie było. Jest to godne tylko pogardy.

  8. Przypomnę częściowo słowa piosenki braci Golców, która ostatnio została zaśpiewana przez amerykańskich żołnierzy polskim wojskowym ….”tam gdzie teraz jest ściernisko ale będzie San Francisco a tam gdzie to kretowisko będzie stał mój bank …..”. Polską muszą rządzić Polacy, którym zależy aby nasz kraj istniał. To pojawią się również autorytety.

  9. Ciekawy artykuł i interesująca dyskusja pod nim.

    Nadwiślańskie Macondo ma się dobrze, trwa i się umacnia.

    Doktor nauk prawnych Andrzej Duda nie ma godnego przeciwnika i wygra wiosną wybory na kolejną kadencję.

    Opozycja jest miałka i prawie jej nie ma.

    Nie ma nic do powiedzenia Narodowi.

    Tylko takie miałczenie.

    A do miałczenia kota to Prezes jest doskonale przyzwyczajony.

    Należy to wszystko przetrwać, czyli przeczekać – najlepiej mając stale powiększany rachunek w Dolarach, bo nie w niepewnym Euro …

    A autorytetów rzeczywiście brak.

    Chyba że wyłoni je kolejny TANIEC Z GWIAZDAMI, Big Brother lub transmisja Sylwestra z Zakopanego …

    Amen.

  10. Autorytety kreują media.
    Ewentualnie, je niszczą- na zamówienie…..
    Wszystko zależy od celów sponsorów, i właścicieli tychże.

    Elita intelektualna PRL, niszczona nie była.
    Mogli sobie wygłaszać krytyczne uwagi, podpisywać listy protestacyjne z którymi liczyli się decydenci, pisać do szuflady, wybierać emigrację zewnętrzną lub wewnętrzną.
    Ale, po uznaniu ich za WYBITNYCH przedstawicieli POLAKÓW, byli nietykalni.

    Wałęsa sponiewierał kiedyś słownie Turowicza.
    A potem, degrengolada postępowała wykładniczo.

    Myslę, że nie ma już w kraju autorytetów.
    Zbyt dużo granatów wrzucono do wielu szamb.
    I była to akcja planowa, długofalowa, skuteczna.
    Jestem pesymistą, co do stworzenia na tej gównianej opoce nowych.
    Zbyt sliskie podłoże.

    Choć wierzę, że taki samorodek już się urodził, dorasta.
    Inaczej będzie kiepściutko, skoro wszyscy są wyznawcami jednej idei.
    KASA TU I TERAZ…….

  11. W ogóle nie mamy autorytetów, nie mamy dyskusji publicznej, nie mamy w ogóle wspólnoty. To problem w zasadzie całego Zachodu.

  12. ,, Brakuje nam autorytetów, więc kreujemy je na siłę.”
    AUTORZE KREUJEMY CZY KREUJĄ ???!!!
    CZAS ZACZĄC WRESZCIE NAZYWAĆ TO PO IMIENIU …

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.