Paradygmat rozwoju

Brak wizji?

 Obserwując działania polityczne rządzących oraz dyskurs polityczny, jaki się w kraju toczy, trudno jest doszukiwać się jakiejkolwiek szerszej wizji rozwoju kraju, czy też, jak kto woli jego przekształceń w kierunku bardziej znośnym dla obywateli i efektywnym w rozumieniu wyniku funkcjonowania całości wspólnoty. Opcja rządząca przyznaje się, co najwyżej do prób stopniowego zmieniania istniejącej rzeczywistości w drodze ewolucyjnych propozycji, nie inwazyjnie oddziałujących na zwyczaje i codzienność życia Polaków. Prawicowa opcja opozycyjna ma wypisane na sztandarach hasło przemiany państwowości, budowę kolejnej numerowanej Rzeczpospolitej, jednakże jest to w znacznej mierze utopia, a jeszcze większej rozwiązania będące w opozycji do istniejących. Jak wiadomo, budowanie przez negację oznacza najpierw burzenie, a na to jesteśmy po prostu za biedni i nikt nie może sobie na to pozwolić. Opozycja lewicowa, w rozumieniu partii tradycyjnie odwołującej się do wartości socjaldemokratycznych nie ma nic do zaproponowania, co szczególnie boli, bo w systemie, w którym ludzie po 22 latach transformacji otrzymują kilka złotych za godzinę pracy to wynik działania między innymi tej formacji. Inne partie jak nowa partia protestu przeciwko rzeczywistości w ogóle czy też partia interesu klasowego ludności wiejskiej, nie mają zupełnie i wcale nic do zaoferowania. Ich wizje Polski to porażające próby podniesienia problemów piątego rzędu do wyzwań racji stanu.

Podobnie niestety najwyżsi urzędnicy państwowi nie grzeszą wizjonerstwem. Szereg strategii, opracowań i innych dokumentów rządowych – pomimo podjętych przez ten rząd trudów scaleniowych w zakresie planistycznym nie grzeszy wizjonerstwem. Jeżeli w przypadku przeciętnego dokumentu rządowego mamy do czynienia z opisem stanu, analizą SWOT i jakimś najprostszym wnioskowaniem – to i tak bardzo dobrze. Szczególnie porażają upubliczniane dokumentu odnoszące się do rozwoju sił zbrojnych, ale tak naprawdę najgroźniejsze są te, które odnoszą się do konserwowania złych rozwiązań ustrojowych w naszym państwie. Często podejmuje się działania reformatorskie, tylko po to żeby ukryć w istocie status quo, lub zamaskować prawdziwe intencje rządzących. Afera wokół ACTA jest tego chyba najlepszym przykładem, jednakże o wiele groźniejsze są dokumenty produkowane przez Ministerstwo Rozwoju Regionalnego, w których nawet, jeżeli diagnoza i postulaty są doskonałe, to nie mają one przełożenia na realne decyzje polityczne, często bez powodu.

Mija półmetek rządów Prezydenta RP, na którego przykładzie doskonale widać, że jest to jeden z urzędów, które można po prostu zlikwidować i nikt, ale naprawdę nikt – nie upomni się o jego brak, albowiem urząd Prezydenta RP jest nam zupełnie do niczego nie potrzebny, podobnie jak druga izba parlamentu i kilkanaście urzędów (instytucji) centralnych. Fasadowość pewnego rzecznika zauważył niedawno nawet jeden z wielkich pro systemowych działaczy trzeciego sektora, który stanowi dla wielu Polaków autorytet moralny sam w sobie. Podobnie jest na wszystkich poziomach władzy w naszym państwie, przykładowo dogmat rozwoju regionalnego kosztuje nas utrzymanie 16 książąt dzielnicowych i ich dworów bizantyjskich, spożywających olbrzymie ilości cateringu i generujących pomysły o takiej randze jak dofinansowanie do krypty, jako inwestycji strategicznej! Przykładów irracjonalności jest więcej, najciekawszym, bo mającym znaczenie systemowe jest to, dlaczego w wyniku narodowego programu budowy infrastruktury upadnie krajowy sektor budowlany? Tego nikt nie wie, co więcej nikt tego nie przewidział i nie wiadomo, kto będzie płacił długi. W mediach brak refleksji, dlaczego tak się stało, czy nie dało się tego przewidzieć, czy przyjęliśmy dobrą metodę? To nie ma znaczenia, ważne jest, że są drogi, co prawda płatne, na których bramkach klinują się karetki i muszą wyłamywać szlabany, żeby zdążyć do wypadku. Paranoja, idiotyzm, głupota – powinny być w tym kraju karane śmiercią.

Jednakże czy można mieć pretensje do rządzących, że nie rządzą – nie wypracowują jakiejś ogólnej wizji rozwoju całokształtu? Czy ktokolwiek tego od nich oczekuje? Czy w narodzie wyjałowionym umowami śmieciowymi, idiotele i telenowelami, w których oficjalni przedstawiciele Kościoła Katolickiego upodabniają się do bohaterów amerykańskiej popkultury – ktokolwiek oczekuje generalnego masterplanu zmieniającego naszą rzeczywistość? Przecież POLSKA 2030, jedyny taki komplementarny dokument tego rządu, nad którym nawet jego najwięksi wrogowie muszą się pochylić – to wiedza dostępna dla elit lub studentów piszących prace licencjackie! Naprawdę Polacy nie interesują się tym jak działają poszczególne mechanizmy władzy i jak “robi się politykę”! Scedowanie prawa do decydowania o losach kraju na barki wybieralnych przedstawicieli powoduje błogie samopoczucie samozadowolenia i przeważnie koncentrowanie się na wyszydzaniu przeciwnych obozów politycznych. Niezwykle mało jest w naszym życiu myślenia “pro-“, kreatywnego, twórczego, służącego jakimś konkretnym działaniom. Dlaczego tak jest? Czy to wina społeczeństwa zatroskanego o przeżycie kolejnego miesiąca? Czy też elit, które stworzyły system oderwania szerokich mas społecznych od procesów decydowania o swoim życiu i kształcie państwa? Na to pytanie nie można dać jednoznacznej odpowiedzi. Z pewnością populizm jest odpowiedzią częściową, jednakże to już temat do zupełnie innych rozważań.

Jeżeli dołożymy do rozważań o rozwoju kraju, kwestie unijne, a zwłaszcza możliwe na skutek kryzysu perturbacje i zmiany paradygmatu funkcjonowania Unii europejskiej, o ile nie jej rozpad w ogóle, to król staje się jeszcze bardziej nagi. Nie mamy wizji na samych siebie i właściwie nie wiadomo, czego od Unii Europejskiej chcemy, poza jałmużną w postaci funduszy pomocowych.  W przypadku wyczerpania się jej dotychczasowej formuły, w ogóle nie wiedzielibyśmy, co począć, w jaki sposób określić się geopolitycznie. Zupełnie nie ma o tym dyskusji, nie ma żadnych planów. Całe gwarancje bezpieczeństwa gospodarczego opieramy na wolnym rynku w Unii a militarnego na papierowych gwarancjach sojuszu północnoatlantyckiego.

W naszym interesie jest wypracowanie narodowej wizji rozwoju gospodarczego i społecznego, w której możliwości i zobowiązania, jakie stwarza Unia Europejska będą traktowane, jako środki do celu, a nie cele same w sobie. Im szybciej obudzimy się z głębokiego snu w tym zakresie tym lepiej. Trudno określić czy już jesteśmy na zakręcie historii, tak jak w 1989 roku, czy też nasz błogostan bezpieczeństwa i ciągłego rozwoju jeszcze potrwa. Jedno jest pewne 22 lat transformacji nie zmarnowaliśmy w pełni, jednakże trzeba kiedyś powiedzieć stop! Dość transformacji! Teraz czas na rozwój.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.