Paradygmat rozwoju

Brak i niemożliwość a kryzys państwa

 Standardem w naszym państwie jest to, że czegoś brakuje albo, że nie ma możliwości wykonania jakichś – dowolnych nawet najprostszych czynności. Często sprawy po prostu się nie udają – zupełnie z niewiadomych przyczyn i powodów. Jest to typowe w szczególności dla spraw publicznych. Inwestycje, przedsięwzięcia, głosowania, cokolwiek, co wymaga współdziałania z innymi ludźmi – Polaków z Polakami – po prostu się sypie, staje okoniem, przestaje działać. Niestety podobnie bywa także w sferze prywatnej, ludzie wykazują zerową lub wręcz ujemną empatię. Niewiele można na to poradzić, albowiem w starciu z czyjąś złą wolą można oddziaływać jedynie siłą – stosując przymus bezpośredni lub formalny.

Najczęściej przyczyną niemożliwości jest szklany sufit. Sprawy dobiegają do pewnego momentu, po przekroczeniu, którego kończą się możliwości współdziałania, interakcji – a nawet logicznej współpracy, jeżeli takowa jest w interesie zobowiązanych. Dotyczy to tak samo sfery publicznej, komercyjnej jak i prywatnej. Przyczyny, dla których powyżej pewnego poziomu nie da się niczego osiągnąć najczęściej są związane z relacjami interpersonalnymi uczestników wydarzeń. Innymi słowy – konflikt będący przyczyną bariery zawsze ma podłoże psychologiczne, najczęściej czerpiące swoje źródło w nad wyraz rozbudowanych oczekiwaniach jednej strony, niemających pokrycia w faktach i odbiorze ich po drugiej stronie. Sprawy oczywiście się komplikują, jeżeli dochodzi do sytuacji, w której jest wiele stron i wiele stron nie ufa sobie nawzajem, a nawet samemu sobie.

Właśnie z taką sytuacją – pełnego braku zaufania, ignorancji i lekceważenia mamy do czynienia w przypadku naszej polityki. Wiele stron konfliktu politycznego ma stałe – generalne i subsydiarne pretensje do innych, niektórych wybranych oraz generalnie do całości. Przejawia się to głównie w tym, że ludzie nie są w stanie już ze sobą rozmawiać, nie ma czegoś takiego jak konsultacje – wymiana oczekiwań, rejestracja niespójności celem eliminacji konfliktów, punktów zapalnych itp. To nie występuje już na naszej scenie politycznej. Możliwe są tylko i wyłącznie sojusze mające na celu obopólne korzyści – jak przy wystawianiu list wyborczych przez partię chłopskiego interesu klasowego i przez partię miejską, nic poza tym. Partie nie mogą się porozumieć nawet w sprawach najdrobniejszych, co więcej ludzie, którzy znają się od lat – codziennie mijają się na korytarzach sejmowych, a bardzo często mają biura – dosłownie drzwi w drzwi nie mówią sobie dzień dobry – ignorując się we wspólnej przestrzeni.

Właśnie w ten sposób wyglądają realia świata naszej polityki. Na braku relacji – cierpią decyzje jak również ich wdrażanie i wykonywanie. Nie ma uzgodnień, a jak nie ma uzgodnień to zawsze następuje rozjechanie się oczekiwań. Co najmniej jedna ze stron będzie zawsze przeciw lub będzie na tyle niezadowolona, że będzie kontestować daną decyzję. W konsekwencji – każda sprawa w jakiejś mierze zawsze jest źle widziana, źle prowadzona i źle rozliczana. Powoduje to kolejne konflikty, najczęściej prestiżowe, ale także, co jest szczególnie groźne i niebezpieczne – wywołuje skutki w sferze realnej, zwłaszcza wtedy jak zmienia się decydent, który za swoją polityczną ideę fix upatrywał naprawianie rzekomych błędów swojego poprzednika.

Jesteśmy w sytuacji, w której tego typu sytuacja grozi całemu krajowi. W momencie gdyby doszło do zmiany władzy – poprzez zamienienie się dwóch prawicowych obozów – rządzącego z opozycyjnym, należy się spodziewać, że nastąpi reorganizacja państwa. Przegląd całości i wywracanie spraw do góry nogami, – czego mieliśmy już małą próbkę podczas poprzednich rządów prawicowej prawicy, – gdy wybebeszono na widok publiczny nasze służby specjalne.

Jeżeli dochodzimy do przekonania, że wymiana rządzących elit może spowodować kryzys państwa, to znaczy, że nasza demokracja działa źle. I to nie, dlatego bo jedna lub druga partia jest zła, nieudolna a druga na pewno anty systemowa (ma to na sztandarach). Liczy się zawsze wynik – polityka oddziałuje na sferę realną i właśnie, dlatego zawsze ma znaczenie konkretny wynik działania, zmiany, przedsięwzięcia. Jeżeli w przypadku zmiany władzy nie możemy być pewni sytuacji, co do kryzysu państwa – to znaczy, że pora pomyśleć o innych rozwiązaniach, w tym innych niż demokratyczne w dotychczasowym rozumieniu mechanizmów demokracji. Być może sytuacja dojrzała już do tego stopnia, że warto przemyśleć na nowo ustrój państwa – w stronę rozwiązań ustrojowych, które zagwarantowałyby przerwanie klinczu i zlikwidowałyby ryzyko zagrożenia dla państwa.

4 komentarze

  1. Świetne zdjęcie.
    Tekst też.

    • Stach Głąbiński

      Post oświeconego zawiera niedopowiedzenie charakterystyczne dla wypowiedzi w polskiej prasie: Autor nawet nie próbuje zracjonalizować swojej opinii przez wyjaśnienie: co i dlaczego mu się na zdjęciu i w tekście podobało. Być może, iż ta powierzchowność polegająca na opisie własnej emocji czy swoich wrażeń bez zastanowienia się nad intelektualnym podkładem opisywanych odczuć, jest jedną z przyczyn naszych niepowodzeń. Hasło: myślenie ma przyszłość, pojmowane jako nawoływanie do racjonalizacji naszych wypowiedzi, uważam za bardzo ważny postulat.

      • Jakie myślenie? O czym Pan pisze!
        Myślenie to my mamy od dawna juz za granicą Polski.
        Tam się projektuje i wytwarza to, co my mamy pokornie kupić i z zachwytem skonsumować!
        Do tego nie ma żadnej KOOPERACJI.
        W szkołach tego nie uczą, naród mamy pełen indywidualistów, co mają umieć tylko rozwiązywać testy.
        Przyda się to im, jak na bezrobociu będą rozwiązywać krzyżówki.
        A fotografia jest ładna i słuszna.
        Chociaż przedstawia Litwina.

      • Ale koń jest Polski!
        To Polski koń.
        To widać, słychać i czuć …

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.