Jeden błąd premiera Tuska w rozegraniu sprawy nagrań

Pan premier Donald Tusk w swojej mistrzowskiej retoryce cynizmu popełnił jeden błąd, który pozbawia jego działania wiarygodności. Mógł przyjąć dymisję pana ministra bezpośrednio mu podległego, którego głos jest uwieczniony na tych nieszczęsnych nagraniach. Po prostu pan minister powinien był pierwsze co zrobić rano, to złożyć dymisję, premier ją przyjąć i byłoby po zabawie. To nie jest tak, że akurat ten minister jest niezastępowalny – nie ma takich ludzi.

Tak się akurat składa, że pan premier ma bardzo długą tradycję w spuszczaniu swoich własnych pracowników z powodu przewin, często medialnych. Tutaj – bez względu na charakter prywatnych rozmów obu panów, bo przecież pan minister siłowy nie jest NAPRAWDĘ NICZEMU WINIEN (póki nie udowodni się zarzutów), nie chodzi o ukaranie personalne. Absolutnie nie – po prostu polityka na tym polega, jeżeli przeszkadzam – odchodzę, a łódź płynie dalej. Przecież to nie ma znaczenia kto jest ministrem – nawet tak wpływowym jak ten pan. Liczą się… słupki poparcia. W momencie, gdyby panowie przeprowadzili prosty manewr – odejścia w milczeniu, być może nawet słupki poszłyby w górę, a tak to będziemy mieli obniżkę sondaży, ponieważ większość Polaków – nawet jeżeli nie zna tła i istoty tej już tak zwanej afery – jest przeświadczona z założenia, że politycy kłamią (no a premier to wiadomo). Niestety ten polityk ma chyba najwięcej niesprawiedliwych ocen w historii.

Samo przemówienie pana premiera to było prawie mistrzostwo świata. Lekko ruszał palcem wskazującym lewej dłoni, może odrobinę skubał blat swojej mównicy – poza tym, nawet był w stanie jak to ma w zwyczaju żartować z dziennikarzami, którzy w przeważającej większości byli negatywnie nastawieni. Pomimo tego premier poradził sobie – REWELACYJNIE, to wielki mówca, sprytny, inteligentny, ważący słowa, potrafiący walczyć słowem, w sposób zjednujący mu sympatię – nawet w przegranej wizerunkowo sprawie. To naprawdę było jedno z najważniejszych przemówień pana premiera. Wielka szkoda, że ten człowiek marnuje tyle energii na gierki, zabawy i bzdury, zamiast zmieniać kraj.

Oczywiście premier ma rację, że sprawę trzeba wyjaśnić, ponieważ jest to w istocie próba zamachu stanu, czy też raczej próba wywołania medialnego piekła mającego na celu doprowadzenie do przesilenia politycznego. W tym zakresie premier powinien mieć wsparcie wszystkich obywateli, włącznie z opozycją, NASZE MA! Nie można bowiem pozwolić na to, żeby przestępcy działający z sobie tylko znanych pobudek dopuszczali się takich czynów! Nie można tolerować zamachu na Rzeczpospolitą! Mowy nie ma, żebyśmy pozwolili się w taki sposób pozbawić władzy posiadającej mimo wszystko – demokratyczny mandat.

Prawdopodobnie dalsze nagrania już wiele nie zmienią, w zasadzie, ponieważ są parszywą prowokacją i stanowią dowód naruszenia prawa – dysponująca nimi redakcja pewnego czasopisma, powinna je przekazać prokuraturze do zbadania. Nie chodzi bowiem w dziennikarstwie o to, żeby szkodzić własnemu państwu. W kontekście wagi problematycznej tych zagadnień – tylko o tym możemy mówić. Dokonano przestępstwa, przestępców należy schwytać i postawić przed sądem. Dowody ich procederu – przekazać właściwym organom. Tak powinna się zachować każda redakcja mająca na uwadze realną służbę społeczeństwu. Chyba, że w nagraniach są dowody na zdradę stanu, przestępstwa kryminalne, przestępstwa urzędnicze – i inne, to co innego, jednakże to również należy przekazać prokuraturze, albo przynajmniej posiadać ekspertyzę oryginalności, bo publikowanie jako rzekomych nagrań może się skończyć dezinformacją.

Wszyscy krytycy pana premiera – doszukujący się niezgodności w sekwencji prezentowanych przez niego dat muszą pamiętać, że nie mają żadnych dowodów, a w razie wątpliwości sprawę trzeba interpretować w sposób pozytywny. Proszę zwrócić uwagę, że główną osią działania tych nagrań jest podminowanie zaufania do władzy. To w znacznej mierze udało się osiągnąć, jednakże na tym polega „bycie świadomym obywatelem”, żeby odrzucić totalne kłamstwo, które w tym przypadku mówi – „Tusk jest zły”, „Tusk chce źle dla kraju”. Tak nie jest, co najwyżej stoimy na stanowisku, że premier jest nieudolny i mu się wiele rzeczy nie udaje, a jeszcze więcej tematów nie podjął, a niektóre sprawy po prostu popsuł – co jest jak najbardziej uprawnioną krytyką polityczną. Jednakże nie można zarzucać premierowi kraju, że świadomie i z premedytacją chciałby działać na szkodę państwa i społeczeństwa. Owszem, taki może być skutek jego działań, jednakże to wszystko już zależy od polityki, czyli czy się ma 231 szabel w Sejmie, czy się nie ma.

Reasumując – dymisja ministra, którego głos słychać na nagraniach uzdrowiłaby sytuację. Nie chodzi o to, że byłaby to dymisja w wyniku nagonki medialnej, albowiem to zwykła cena polityczna jaką się płaci za bycie w polityce. Pan Tusk już tylu współpracowników zmienił z błahych powodów, że jeszcze jeden by mu nie zaszkodził…

3 thoughts on “Jeden błąd premiera Tuska w rozegraniu sprawy nagrań

  • 18 czerwca 2014 o 05:45
    Permalink

    Nasz Premier jest wielki i zawsze ma rację.
    Nawet wtedy gdy jej nie ma.

    Odpowiedz
  • 18 czerwca 2014 o 09:14
    Permalink

    Bardzo trafna ocena sytuacji powstałej w związku z podsluchami.Niezupełnie słuszne natomiast jest imputowanie premierowi błędu, polegającego na nie zdymisjonowaniu ministra BS. Coprawda słusznie zauważa Autor, że nie ma ministrów niezastąpionych i że osoba ministra w tej chwili stanowi obciążenie dla rządu a w szczególności dla premiera, który już od dłuższego czasu znalazł się na celowniku mediów i stojących za nimi grup nacisku i to wcale nie za zaniechania, czy będy polityczne, ale raczej za ich przeciwieństwo, ale minister BS stał się po odejściu z rządu p.Rostowskiego największą podporą premiera, choćby ze wzglądu na swą wiedzę i kompetencje.Ponieweaż nadarzyła się okazja do uderzenia w ministra, której ten w żaden spoób nie spowodował, wykorzystano ją, mierząc w premiera.
    Autor wielokrotnie pisał, że w polityce liczy się przede wszystkim skuteczność. To prawda! Ale i przyzwoitość oraz loyalność nie są też bez znaczenia. Według mnie premier zachował się w tym przypadku i loyalnie i przyzwoicie, za co mu chwała. A minister napewno sam poda się do dymisji, jeśli organa ścigania udowodnią mu, że postąpił w jakimkolwiek stopniu nagannie. Do tej pory nie widać, aby rzeczywisście tak było, więc pan premier chroniąc swego ministra, broni swego urzędu i broni jakże słabego naszego państwa.

    Odpowiedz
  • 18 czerwca 2014 o 13:20
    Permalink

    Pomnę, jak niejaki xxxxxxxxx(ten od MSWiA),
    wyrzucał, wypominał policjantom plebejskie
    pochodzenie, tzw.brak ogłady, niewłaściwy
    zakres i dobór słów, zwrotów i wyrazeń…
    noooo i “wyszedł” z szefa “policjów” tajnych
    jawnych,(różnopłciowych), “menel z pod budki z piwem”…
    któż z nas nie zna “zakresu łaciny”, ale znajomość
    nie upoważnia nas do rzucania ‘mięsem’, na prawo
    i lewo.No,ale czy możemy liczyć na jakiś zakres
    zwykłej przyzwoitości, po “działaczach w brudnych
    sweterkach”…

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.