Społeczeństwo

W biegu własnych myśli…

 Ostatni dzień tegorocznego lata. Warszawa. Słońce świeciło niemiłosiernie. A my jak to latem. Biegliśmy, a nasze myśli po aktywnie spędzonym tygodniu pracy wskazywały tylko na jedno. Kupić, zjeść i jeszcze raz kupić nową rzecz. Nie, nie. Nie chodziło tutaj o kupienie czegoś konkretnego, ale o oczyszczenie umysłu. Roześmiani, zadowoleni i gotowi do podboju sklepów. Tak właśnie wyglądaliśmy. A tu jeszcze kawa, a za rogiem ciastko, bo przecież śniadanie w stolicy zawsze smakuje najlepiej. Beztrosko szliśmy dalej. Rozmawialiśmy akurat o wakacyjnych planach i celach, które chcielibyśmy zrealizować jeszcze do końca tego roku. Z jedno tematu płynnie wskakiwaliśmy w drugi. Z drugiej strony znamy się już jakiś czas i oboje nigdy nie potrafimy siedzieć cicho.

Kiedy nagle zauważyliśmy grono ludzi na chodniku stojących niedaleko Placu Zbawiciela. Pewnie ktoś udziela wywiadu dla stacji telewizyjnej, bo wcześniej również widzieliśmy taką sytuację – pomyślałem najpierw i dalej szliśmy w kierunku dużego zbiorowiska.

Rzeczywistość była jednak zupełnie inna. Bardziej drastyczna i nie tak kolorowa i beztroska jak nasze wcześniejsze rozmowy. Jednym słowem został na nas wylany kubeł lodowatej wody, po którym z trudem się otrzęśliśmy. W moim oczach zmienił się obraz całego dnia. Uśmiech uciekł w niepamięć, a roześmiane oczy zamieniły się w strugi płaczu. Na środku chodnika leżał mężczyzna. Nie był to jednak alkoholik jak to zdaje się nam z początku wnioskować. Od razu było można spostrzec, że ten człowiek potrzebuje pomocy medycznej. Miał przy sobie czarną teczkę, a jego strój wskazywał na pracę w biurze. Obok niego klęczeli ratownicy, a dookoła wcześniej wspomniany tłum ludzi. Nie było oklasków ani kamer, ale za to metoda usta – usta, która wskazuje na szczególnie krytyczny stan osoby poszkodowanej.

Przystanęliśmy na chwilę i zupełnie nie wiedzieliśmy co powiedzieć. Ten człowiek z pewnością szedł do pracy. Nie wiem czy z uśmiechem czy obrazą na samego siebie, że musi swój obowiązek wykonać, ale jedno jest pewne. Tego dnia już tego obowiązku nie zdążył wypełnić. Nie wiadomo czy na drugi dzień ubrał się i poszedł do miejsca pracy. Nie wiem nawet czy w ogóle on żyje i czy ratownikom udało się go uratować.

Nie odzywając się do siebie, wróciliśmy do mieszkania. Każdy z nas był w szoku, bo przecież taka sytuacja mogłaby spotkać i nas. Wyszlibyśmy rano aby zapomnieć o problemach, ale już bez powrotu do domu.

Po tym zdarzeniu każdego dnia o różnej porze staram się szukać chociaż kilku minut dla siebie aby móc celebrować chwilę. Chwila czyli sekunda, minuta, kwadrans, godzina a może nawet cały dzień. Odnaleźć w zabieganym grafiku chociaż cząstkę siebie i skierować w ten jeden punkt wszystkie swoje myśli. Nie chodzi tutaj nawet o zakup czegoś bezużytecznego, a o wypicie herbaty w pojedynkę i z pięknym widokiem zza okna. O zaparzenie pysznej kawy lub poznanie zupełnie innego smaku niż dotychczas. Przeżycie, doznanie i zarejestrowanie w naszej pamięci na długie lata, a może nawet do końca naszych dni. Życie nie jest po to, żeby wiecznie się umartwiać i wyszukiwać problemów tam gdzie ich naprawdę nie ma. Jest ono po to aby je przeżyć. Oczywiście każdy może mieć na to swój indywidualny sposób.

Dla mnie jest to również założenie rolek na stopy i pojechanie przed siebie chociaż na dwadzieścia minut. Chodzi o coś osobistego i zarezerwowanego wyłącznie dla nas samych. Bo życie to nie tylko nieustanny bieg i pogoń, ale przede wszystkim postoje. Zatrzymanie się na kilka chwil i możliwość podjęcia próby refleksji. Tak to również może być przykład celebracji życia.

Od kiedy zacząłem od spostrzegania rzeczywistości dookoła siebie przez inny pryzmat niż dotychczas to od kilku dni widzę już efekty swojej pracy. Wygospodarowałem czas dla najbliższych gdzie wcześniej nie widziałem takiej możliwości. Mój dzień mija równie szybko jak wcześniej, ale z kilkoma przystankami.

Nigdy nie możemy być pewni w jaki sposób zacznie się nowy dzień, jakie doznania nam dostarczy i w jaki sposób się zakończy.

Kamil Brzozowski

4 komentarze

  1. O pan Kamil wrócił! pamiętam pana fenomenalny tekst o pudlu lub jamniku w przedziale pociągu!

    • Tak, prosimy częściej!

      A co do tekstu, faktycznie – takie momenty pozwalają nabrać innego spojrzenia na codzienność…

      I zaczynamy cenić smak każdej kawy, każdy zapach, szum liści, rażace słońce… każda chwilę życia zaczynamy smakowac i cenić…

      Dzięki!

  2. Ważne jest zauważać to, co nas otacza i nie być obojętnym.

  3. Życie to krótki moment na znalezienie odpowiedzi po co jesteśmy. Nasza obecna wiedza na kluczowe pytania dotyczące naszego istnienia jest mizerna. Jedyne co możemy robić to poznawać i jak najwięcej przekazywać kolejnym pokoleniom aby były o mały kroczek do przodu względem nas. Przedstawiona strategia nie gwarantuje rozwązania zagadki naszego życia ale czy jest jakaś rozsądna alternatywa? Może kiedyś dojdziemy do tego, że nie ma sensu drążyć tego tematu ze względu na nasze fizyczne i biologiczne ograniczenie. Pozostanie nam wtedy trwać i mieć nadzieję, że ktoś tym światem steruje i kiedyś nam ujawni po co jesteśmy lub byliśmy.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.