Bezpieczna drabina?

Własnym uszom nie można do końca wierzyć. Rzeczywistość w naszym kraju naprawdę jest ciekawsza od fikcji. KRUS urządził rolnikom cykl szkoleń z korzystania z drabiny. Tak, to nie jest żart bez względu na to jak idiotycznie by to nie brzmiało. Ważna instytucja w polskim systemie ubezpieczenia społecznego, profilująca swoją statutową działalność na wsparcie polskiego rolnictwa – uczy tych, co nas „żywią i bronią” wchodzić i schodzić – bezpiecznie na i z drabiny!

Po prostu żal umierać w tym kraju! Przecież to jest niesamowite! Jaka troska systemu ogniskująca się na tak z pozoru drobnym i szczegółowym dla laika zagadnieniu. Tymczasem wypadki w rolnictwie to prawdziwy problem – proszę sobie wyobrazić, że właściciel gospodarstwa – w środku sezonu spada z „głupiej” drabiny, łamie nogę – wszystko leży i czeka! Syn musi przerwać naukę, albo trzeba kogoś wynająć, a wiadomo powszechnie, że nikt nie zrobi czegoś tak dokładnie jakby się samemu zrobiło. Dlatego też absolutnie nie można się prymitywnie nabijać nawet z takiej inicjatywy, jeżeli eksperci uznali ją za ważną.

Jednakże jest też druga strona medalu, którą możemy roboczo nazwać „zdrowy rozsądek”, bez wnikania w szczegóły czymże to dziwo jest i czemu służy. Otóż, więc tenże zdrowy rozsądek nakazuje jednak całą koncepcję tego typu szkolenia powiązanego z rozdawnictwem drabin aluminiowych totalnie skrytykować, gdyż czym innym byłoby np. BHP przy spawaniu a czym innym jest zagadnienie bezpiecznego używania drabiny. Będąc rolnikiem, czy też w ogóle pracownikiem – nawet pół fizycznym, co więcej nawet dorosłym człowiekiem – trzeba mieć pełną świadomość empirycznego potwierdzenia przez pana Izaaka Newtona zagadnienia grawitacji!

Nie można wyobrazić sobie sytuacji, w której w pracy rolnika zwycięża, na co dzień taka rutyna, że bezmyślnie wchodzi na rozrywającą się drabinę i namiętnie z niej spada. Ludzie o co w tym zatem chodzi? Może to jest jakiś sposób na wyrwanie odrobiny państwowej kasy przy tego typu szkoleniu? No bo przecież nie wypada powiedzieć, że ktoś robi z rolników „wiejskich głupków”, którzy nie umieją wchodzić na drabinę?

Może zatem pójdźmy tym śladem – zróbmy teraz szkolenia dla urzędników z unikania ryzyka skaleczenia się papierem. To poważna sprawa – skaleczy się człowiek rano przy otwieraniu korespondencji i klapa – pół dnia z głowy, piecze to, boli, nie jest przyjemne, człowiek traci ochotę na cokolwiek. Poszukajmy dalej może kursy dla gospodyń domowych z trudnej szkoły krojenia chleba? Z podziałem na noże manualne i elektryczne – no, bo idziemy przecież z postępem, a współczesne AGD są wszędzie. Co dalej? Warto pomyśleć o powszechnym przeszkoleniu obywateli w umiejętnym odkręcaniu wody. To także może być problem, bo po pierwsze obywatele, którzy mają mieszalniki w kranach – zużywają za dużo wody, a ci co mają osobno wodę ciepłą i zimną – stale się parzą. Jakiż brak satysfakcji o poranku! Wizja poparzenia rąk! Mało? Poszukajmy dalej – coś praktycznego – ufundujmy darmowe kursy dla kobiet z chodzenia na szpilkach. Bo dlaczego nie? Przecież to nie jest proste, a jest niebezpieczne, co potwierdzi każdy ortopeda. Wniosek? Jak najbardziej finansować z publicznych pieniędzy.

Chorzy na raka i inne rzadkie choroby mogą sobie umierać w zaciszu swoich mieszkań (jeżeli jeszcze nie zabrał im ich komornik), a my będziemy finansować rolnikom naukę bezpiecznego i higienicznego korzystania z drabin a reszcie społeczeństwa inne szkolenia z przystosowania do życia we współczesnej rzeczywistości.

Doszliśmy w ten sposób do sedna – może ta instytucja – KRUS po prostu ma za dużo pieniędzy? Powtórzmy – nie krytykujemy beznamiętnie pomysłu na szkolenie z używania i konstrukcji (zapewne) drabin, ale pokazujemy także inne możliwe pola interwencji publicznej. Przecież jeżeli nasze państwo ma tyle pieniędzy, że funduje podobno biednym rolnikom KRUS, m.in. po to, żeby tenże szkolił tych biedaków i nieszczęśników z wchodzenia po drabinie to znaczy chyba, że udało się nam już rozwiązać wszystkie ważniejsze problemy jak np. przywołane kwestie leczenia onkologicznego? Może o czymś nie wiemy? Chętnie się w redakcji dowiemy – ogłaszamy konkurs na najbardziej irracjonalne, ale dające się uzasadnić szkolenie, które można w jakiś sposób zakwalifikować, jako potrzebne dla rolników. Najlepsze – prześlemy, jako sugestię do KRUS a autor otrzyma drobną nagrodę niespodziankę (materialną).

Swoją drogą już tak na marginesie, ciekawe czy szkolenie różnicowało drabiny stalowe od aluminiowych i drewnianych? A także, czy osobno było parę słów o podestach? Fascynujące.

Jedna myśl na temat “Bezpieczna drabina?

  • 9 listopada 2012 o 11:02
    Permalink

    Ale komedia.
    Moze jeszcze szkolenie z ergonomii uzywania grabii, bezpiecznego siadania w traktorze, albo ekologicznego mycia gumowcow. 🙂
    A co tam podatnik zaplaci.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.