Polityka

Bezczelność sytej kawiorowej elity przekracza granice tolerancji

 Bezczelność, z jaką jeden z czołowych przedstawicieli opowiadał głupoty o jedzeniu przez niego w młodości szczawiu celem dezawuowania tezy o głodzie codziennym 800 tyś polskich dzieci przekracza granice zdolności do oceny towarzyskiej. Mówiąc językiem prostym – nie jest znane autorowi tak obraźliwe słowo w języku polskim, którym należałoby taką bezczelną postawę określić, dlatego lepiej jest przemilczeć. Jednakże zarówno ta wypowiedź jak i oddźwięk mainstreamu na temat tej konkretnej tezy jednoznacznie wskazują, że nasza elita zasługuje już tylko na unicestwienie – bezczelni, chamscy, syci i spasieni na krwawicy ludu burżuje – żyją w swoich kawiorowo-luksusowych światach niskiego opodatkowania i niewielkich ciężarów publicznych. Zupełnie nie przyjmując do wiadomości, że w pobliżu czai się bieda, czai się strach, czai się zupełnie inny świat, w którym puszeczka po kawiorze może być przydatna w ramach gospodarstwa domowego!

Nasi bogacze, w tym osoby nami rządzące prawdopodobnie nie uświadamiają sobie skali biedy, beznadziei i codziennych dramatów egzystencjalnych milionów zwykłych ludzi. Naszą polską specyfiką oprócz osób żyjących w nędzy i skazanych na pomoc społeczną są tzw. biedni pracujący, – czyli osoby, których dochody uniemożliwiają im usamodzielnienie się i życie zgodne z modelem dorozumianym, jako wynik społecznej gospodarki rynkowej i wspierania rodziny, jako związku mającego na celu prokreację i wychowanie dzieci. Nikt dramatu tych ludzi nie zauważa, nie są uwzględniani w oficjalnych statystykach – nie jest problemem rangi państwowej dylemat setek tysięcy polskich matek – czy dać dziecku chleb z masłem czy z margaryną, dodajmy tylko z masłem lub tylko z margaryną i to często chleb „wczorajszy” kupiony za połowę ceny u zaprzyjaźnionego piekarza.

Warunki egzystencji w naszym kraju są trudne – ludność tutejsza nie może się utrzymać z wykonywanej pracy, jeżeli do tego dołączą się jakieś czynniki wykluczenia – mamy w efekcie gotowy problem a często dramat społeczny, który rozgrywa się po cichu, często po sąsiedzku. Ludziom wstyd jest się przyznać, jacy są biedni i jak jest im ciężko, a dodatkowo formalnie wypełniają wszystkie wskaźniki uniemożliwiające ubieganie się o pomoc socjalną. Często są nawet zbyt biedni, żeby skorzystać z ulg i odpisów podatkowych. Kręgi niemocy, spirale biedy, nieudolności, wyuczonej, wychowanej, nędzy strukturalnej – pełne wykluczenie społeczne, ekonomiczne, socjalne i często intelektualne – oderwanie od głównego nurtu życia – to dramatyczna rzeczywistość wielu polskich rodzin.

Biednymi i wykluczonymi tak naprawdę nikt się nie interesuje, ponieważ nie są groźni i nie są nikomu potrzebni. Często nie biorą udziału w wyborach, więc nie są istotni, jako elektorat, a to już doskonały powód wykluczenia zupełnego – nie funkcjonują w obrocie spraw publicznych, poza statystykami policyjnymi, które zapełniają, jako wdzięczne przypadki patologii – idealne pole do wszelkiego rodzaju interwencji.

Dotychczas nikt w naszym kraju się tymi ludźmi nie interesował – żyli na uboczu społeczeństwa, biorąc w sklepach na przysłowiowy zeszyt a latem zarabiając na budowach na zaległe rachunki za prąd. Jakoś udawało się wielu wiązać koniec z końcem, to codzienność naprawdę olbrzymiej – milczącej grupy społecznej! Jednakże obecnie problem okazał się nie do przezwyciężenia, albowiem kryzys zrobił swoje. Wiele rodzin nie stać nawet na zwyczajowe regulowanie opłat po terminie, zaczynają się dramaty z komornikiem w tle i bezdusznością całego sytego aparatu państwowego, który tylko czeka na ludzki błąd.

Należy się zastanowić nad tym, w jaki sposób poinformować naszą elitę o realiach funkcjonowania w naszym społeczeństwie, w którym prawo do egzystencji mają także ci o mniejszych dochodach! Może jakieś wycieczki poglądowe? Może obowiązek życia razem z ubogą rodziną przez jakiś czas? Ewentualnie dyżury w ośrodkach pomocy społecznej? Cel jest jeden – chodzi o to, żeby bogaci i syci zetknęli się z odczuwalnym prawdziwym światem nędzy i biedy, która otacza ich w około.

Największa szkoda w tym wszystkim oczywiście dzieci, albowiem na samą myśl, że są w naszym kraju dzieci naszych rodaków, które jedzą tylko jeden posiłek dziennie – można się załamać i zwątpić w sens wszelkich działań reformujących naszą gospodarkę, zmieniających kraj, czy też porządkujących rzeczywistość. Nie może być mowy o budowie nowoczesnego kraju, gdzie kilkaset tysięcy – tak potrzebnych przyszłości Narodu – nie dojada! To wstyd dla rządzących i establishmentu oraz dla środków masowego przekazu. Pierwsi nie robią z tym problemem nic lub prawie nic a drudzy go nie zauważają. Ta sytuacja musi się zmienić!

5 komentarzy

  1. Wierny_czytelnik

    Nadejdzie dzień kiedy wywleczemy tych bydlaków z ich jaguarów i zapchamy kawiorem ich bezczelne i kłamliwe gardziele.

  2. Ewa Gąsowska

    Krakauer, jest Pan łaskawy dla elit politycznych, nie wiedzą? Wiedzą i robią to świadomie i bezwględnie. Nie mogę przyjąć, że krajem rządzą ludzie, którzy nie mają wiedzy, nie potrafią podejmować decyzji, czy nie potrafią wyciągać wniosków, bo musiałabym przyjąć, że rządzą, by być poprawną politycznie, ludzie mądrzy inaczej. A przecież tak nie jest. To świadome działanie elit politycznych, problemem jest tylko, i tu należy postawić pytanie, w czyim imieniu działają? Na razie nikt takich pytań nie stawia, bo nie ma jeszcze elit intelektualnych czy innych autorytetów politycznych, które ujęłyby się za wykluczonymi czy głodnymi. Nikt nie pisze o krzywdzie prostych ludzi, nikt nie ujmuję się, i nie przejmuje się tragicznymi ich losami. Tu nie chodzi o los jednostkowy, tu chodzi o los 10 mln obywateli, żyjąch w sferze ubóstwa, i jeszcze paru milionów zbliżających się do tej granicy. To ludzie, którzy całe swoje życie zawodowe przepracowali, a po 30, 35 lub 40 latach pracy mają emerytury w wys. 1.100 – 1.600 zł netto, a na utrzymaniu swoje niepracujące lub pracujące dorywczo dzieci i wnuki. Ci ludzie, to nie margines społeczny, którym nie chciało się pracować, wręcz odwrotnie, to pozytywne jednostki, które osiągnęły średni status, niestety nie materialny, a przez system zostały wyautowane na granicę nędzy. Byłam ostatnio na spotkaniu z Józefem Oleksym, to erudyta, o wielkiej wiedzy, inteligentny i błyskotliwy człowiek. Na pytanie co partia i on sam może zrobić dla ludzi wykluczonych, odpowiedział, że ich los jest przedmiotem wielkiej troski partii. Koniec, kropka, nic więcej. Nie mogę przyjąć, że nie zna, lub nie wie jak żyje ta znaczna grupa społeczna, wie i godzi się on sam, jak i partia, na na taki system społeczny, który powoduje wykluczenie z życia społecznego, politycznego czy kulturalnego znaczącej części społeczeństwa. Dlatego ludzie, których dotknęła nędza, starają się przetrwać za wszelką cenę, zamykają się w sobie, i nie uczestniczą w publicznej przestrzeni. Nie mając oparcia w żadnej partii politycznej, odwracają się od polityki, chociaż ona o nich nie zapomina, i odbiera im wszystko. Co jeszcze musi się stać, jakie jeszcze okropności muszą się dokonać, by zrodził się bunt i sprzeciw? Myślę, że będziemy jeszcze świadkami takich zdarzeń, o których dzisiaj boimy się nawet pomyśleć, bo burzy nasz spokój i zadowolenie. A może nic nas to nie będzie obchodziło?

    • Szanowna Pani

      dziękuję za te nadzwyczajne słowa, które redakcja powinna raczej opublikować jako równorzędny artykuł a nie tylko komentarz, albowiem napisała Pani coś absolutnie unikalnego – mianowicie – ludzie odwracają się ponieważ nie mają reprezentacji – a to już jest najlepszy dowód na to że w tym kraju nie było (po 1905 roku) NIGDY prawdziwej lewicy!

      Serdecznie pozdrawiam z Krakowa,
      k. (przepraszam że tak enigmatycznie ale ukrywam się przed siepaczami systemu).

    • wieczorynka

      Stawiam to samo pytanie, w czyim imieniu działają polskie elity polityczne? Komentarz odzwierciedla moje poglądy.

  3. Świetny artykuł i równie piękna wymiana opinii.
    Pozdrawiam.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.