Polityka

Czy będziemy opłacać się lobbystom?

 Mamy właśnie za sobą dwie wizyty w Ameryce najważniejszych pod względem formalnym polskich polityków. Najpierw pani premier Beata Szydło odwiedziła USA, gdzie spotykała się głównie z polonią. Brak zainteresowania jej wizytą, ze strony administracji amerykańskiej pokazuje, jak poważnie jesteśmy traktowani przez USA jako państwo. Zwłaszcza w przededniu ważnego szczytu międzynarodowego, którym ma być spotkanie NATO w Warszawie. Można powiedzieć, że to świetnie, że nawet nikt kurtuazyjnie nie widział potrzeby uściśnięcia dłoni pani premier. Musi to oznaczać, że jest tak dobrze że na pewno nie ma żadnych problemów i w kwestii szczytu NATO i w relacjach polsko-amerykańskich. Po prostu jest super, wręcz cukierkowo.

Gdyby było mało tych sukcesów, po sukcesie pani premier w USA, no bo przecież nie śmielibyśmy nazwać tego inaczej! To okazało się, że amerykańską ziemię zaszczyca także nasz pan Prezydent. Tenże jednak odwiedza samą północ kontynentu i piękną Kanadę, której władze w tej chwili są zajęte katastrofalnymi pożarami, ale jednak charyzmatyczny premier pan Justin Trudeau znalazł czas na krótkie spotkanie z panem Andrzejem Dudą. To miło świadczy o Kanadyjczykach, przynajmniej nas minimalnie szanują. Można powiedzieć, że jest dobrze, chociaż formalnie premier w Kanadzie, to poziom pani Szydło, a nie pana Dudy, jednak nie ma co się spierać o szczegóły, ważne jest to, że w ogóle wizyta została zauważona przez tamtejsze środowiska polityczne. Pan Prezydent spotkał się nawet z żołnierzami z Kanady, których pytał o doświadczenia, czy też wspomnienia z Polski. Oczywiście po angielsku, co bardzo dobrze o nim świadczy.

Pytanie zasadnicze brzmi – w jakim celu nasi wysocy przedstawiciele pojechali do jakże bliskich nam krajów sojuszniczych? Jaki był powód ich wizyty? Co wniosły one dla kraju? O ile poprawiły się relacje? Co szczególnego załatwili? Bardzo małostkowe te pytania, jednak wypada je zadawać w trosce o pieniądze publiczne, bo jak wiadomo oboje szanowni państwo podróżują na nasz rachunek!

Szczególnie dziwi ta wizyta pana Prezydenta, ponieważ wypadła w dni bardzo ważne dla nas Polaków, jak również chyba i wszystkich ludzi w naszym kręgu kulturowym, albowiem chodzi o rocznice zakończenia II Wojny Światowej. Wizyta pana Prezydenta w Kanadzie, może być traktowana jako próba ucieczki od potrzeby zaznaczenia rangi tego wydarzenia. Uwaga, nikt tutaj nawet w pijackim widzie, nie spodziewałby się pana Prezydenta w Moskwie na trybunie honorowej. Takimi optymistami, to nawet my nie jesteśmy. Chodzi jednak o to, żeby uhonorować naszych polskich kombatantów, bo przecież jeszcze żyją ludzie, którzy przeszli szlak Ludowego Wojska Polskiego i szturmowali Berlin. Dlaczego nasze państwo w żaden istotny sposób nie szanuje ich wysiłku wojennego? Poza tym, czy to nie jest śmieszne, że w kraju w którym wojna się zaczęła, nie świętuje się jej zakończenia? Gdzie tutaj logika?

Dobrze, że przedstawiciele naszych władz są jeszcze wpuszczani na Zachód, zwłaszcza do USA, bo być może właśnie w tym kontekście należałoby szukać źródła problemu w niezauważeniu wizyty pani premier Szydło w USA? Być może pani premier nie ma u urzędników administracji pana Baracka Obamy wystarczającej rangi, żeby się kwalifikowała, do zauważenia? Dziwne, pozornie drugorzędne, ale tak naprawdę fundamentalne dla postrzegania państwa w ogóle.

Chodzi przecież o relacje! Traktaty i umowy ktoś negocjuje, ale pozytywny klimat dla nich, wolę polityczną itd., żeby się w ogóle było nad czym zastanawiać, załatwia się zawsze poprzez bilateralne lub multilateralne relacje polityków! Może z wyjątkiem lobbingu największych firm globalnych, jednakże to od tego jakie relacje z kolegami mają politycy, zależy pozycja kraju. Ponieważ w przypadku braku akceptacji dla danej osoby, w ogóle nie może być mowy o żadnych poufnych rozmowach. Relacje interpersonalne ludzi na szczytach władzy są podstawą, zresztą zawsze były i będą. Bez tego nie ma nawet po co zabierać się za poważne uprawianie polityki, tylko rzeczywiście trzeba będzie płacić lobbystom. W świecie zachodnim, jest to jedyny realny sposób dotarcia do polityków, co więcej spowodowania, żeby chciało się im zająć określonego typu inicjatywą. Pod tym względem tak samo jest w Brukseli jak i w Waszyngtonie.

One Comment

  1. krolowa bona

    Zaczynajac lekture powyzszego felietonu nurtuje mnie jak praca mlita pneumatycznego po jakie kpy pojechala tam broszka i prezydent, mysle mieli z pewnoscia zaproszenie i nie mozna z kurtuazyjnych powodow dyplomatycznych takiego zaproszenia. odrzucic, po zajeciu przez prezydenta i broszke swoich urzedow po wyborach nalezy dla zaciesnia kontakow przedstawic sie ……a tu autor wygarnia, ze byly to wycieczki krajoznawcze i to na wlasne zyczenie i bez obligatoryjnych terminow panstwowych, rokowan w jakies sprawie czy wspolnych konsultacji …prisze mi wybaczy, ale to wrecz smieszne, ze jada na leb na szyje polscy dygnitarze zza icean i nawet nie sa sa tam przyjmowani przez oficjalne gremia.czy urzednikow.tamtych panstw …do tego te wyczieczki placi zgrzytajacy zebami polski podatnik ….komplex nizszosci pomieszany z komplexem wyzszosci uderza w twarz…takie przedstawienie, taki cyrk …gdy tymczsem takie znamienne rocznice i 9 maja jako Dzien Europy swieca pustkami…glupie to i bardzo niedyplonatyczne…samego wujka zza oceanu musialo to tez smieszyc i tak on traktuje on cala Polske…niepowaznie ( = smiesznie )…nie ma Broszka i prezydent doradcow ……nie slyszalam, by male panstwa, takie jak np.Finlandia ciagle pchaly sie na pierwszy front..dystans i ostroznisc cechuje ich polityke, warto brac z niej przyklad…

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.