Ale fajnie! Będziemy mieli rząd blondynki?

Włosy, kluczowe z gamy atrybutów kobiecej urody mają swoje miejsce w kulturze popularnej, na szczególne miejsce zasłużyły sobie blondynki, dzięki licznym dowcipom, jakie nie bez pewnej autosatysfakcji można o nich opowiadać. W kulturze popularnej mieliśmy nawet „legalne” blondynki-prawniczki i innego rodzaju archetypy, które wykreowało, skrytykowało i w ostateczności zepchnęło w niebyt kino amerykańskie.

Nas prawdopodobnie czekają rządy kobiety, która o sobie sama mówi że nie jest politykiem. Jeżeli jest konsekwentna to nigdy nie powinna się zgodzić na objęcie teki premiera, albowiem jest to stanowisko wyjątkowo polityczne, tak bardzo polityczne, że w zasadzie trudno zaleźć coś bardziej politycznego. Jak zatem ktoś, kto nie czuje się politykiem może w ogóle rozważać taki krok? Wiadomo że władza kusi, władza deprawuje, władza niestety także ogłupia. Premier w Polsce to człowiek omnipotentny, nie ma nikogo kto chciałby mu się przeciwstawić. Uwaga nie mówimy o dyskusji w parlamencie, ale o realnym stanowieniu polityki poprzez podejmowanie decyzji. Przykładowo – Donaldowi Tuskowi starczyło woli i samozaparcia, żeby przeprowadzić Euro2012? Udało się! Natomiast, żeby zbudować elektrownię jądrową, gazoport lub chociaż stworzyć ustawę pozwalającą na rozwój zielonej energii – to można zapomnieć.

Na co będzie stać panią Bieńkowską? Tu właśnie wychodzi na jaw myślenie Tuska-technokraty, przyzwyczajonego do samodzielnego rządzenia, bez względu na to że swoim władztwem nie obejmuje więcej niż kilku procent właściwości państwa, będzie wolał to niż działanie w tandemie. Może tym razem jednak się podzieli? Z kobietą? Może traktuje panią minister jako mniejsze zagrożenie? Fakt, faktem że gejzerów intelektu to pan premier nie miał w swoim rządzie i niestety nie ma dalej. Jednakże pokusa powierzenia tak wygodnego fotela jak fotel premiera powinna wynikać z kalkulacji politycznej, a to oznacza możliwość poszukiwania kandydata poza parlamentem, żeby pozyskać głosy jego środowiska. Naprawdę polityka rządzi się swoimi prawami, a te są nieubłagane przed wyborami – masz 231? To wygrałeś, nie masz to kombinuj i główkuj tak, żeby mieć. Inaczej przegrywasz.

Być może to rzeczywiście jest pomysł na dokończenie drugiej kadencji, chociaż z pewnością większe prawo do władzy miałby lider partii koalicyjnej, gdyż jego premierostwo wynika z samej istoty bycia w koalicji, jednakże Piechociński jest zbyt inteligentnym politykiem, żeby się dać w takie maliny wpuścić. Z Bieńkowską u steru – rząd Polski będzie o wiele trudniejszy w atakowaniu, ponieważ wiedzy merytorycznej jej nie można odmówić, a cała wizja rozwoju to nadal transmisja wspólnotowych pieniędzy. Nic ponadto, niestety. Dlatego też, zarówno jako kobieta – odświeżająca wizerunek Platformy Obywatelskiej, jak również jako ekspert – ta pani ma wielkie szanse odmienić los tego rządu i przy dobrym wysterowaniu spraw – doprowadzić do zachowania zdolności koalicyjnej, może w trójkę po wyborach.

Samo zniknięcie Tuska uważanego za szatana przez dominującą większość zatrutych prawicowym jadem troglodytów to już dodatkowe punkty dla Platformy Obywatelskiej, oczywiście pod warunkiem że tej partii uda się zachować jedność pod rządami pani Bieńkowskiej. Właśnie z tym może być kłopot, aczkolwiek jest oczywistym że listy jeszcze zatwierdzałby Tusk – jako przewodniczący partii, dopiero z czasem jego pozycja by słabła, chociaż jako Przewodniczący Komisji Europejskiej – miałby siłę niepodważalną, byłby najwięcej znaczącym Polakiem od czasów Zygmunta I Starego. Tak, to zdecydowanie byłaby nowa jakość w krajowej polityce.

W ogóle trzeba się zastanowić, czy sam pomysł, żeby powierzyć ster władzy w tak seksistowskim kraju jak Polska – kobiecie jest szalony. Przecież krytyka będzie nie tylko totalna, ale w znacznej mierze seksualna. Trzeba o tym pamiętać, bo można stracić doskonałego fachowca, a nie zyskać „kobiety stanu”, uwaga – nie odmawiamy niczego pani Bieńkowskiej jednakże realia są takie jakie są. Do tej pory nie mieliśmy tradycji kobiecych rządów, pani Suchocka nie zapisała się dobrze na kartach naszej współczesnej historii. Po prostu kobiecie-premierowi będzie ciężej i może stracić zbyt dużo czasu na walkę z głupią seksistowską krytyką szowinistycznych malkontentów, zamiast po prostu rządzić. Małą próbkę mieliśmy w sprawie oszronionych przewodów trakcyjnych PKP. Więc czarny scenariusz jest prawdopodobny w tym znaczeniu, że za każdym razem będzie musiała udowadniać, że potrafi, podoła, że nie jest blondynką… Jakkolwiek by to smutno nie brzmiało, takie mamy w większości społeczeństwo. Po opozycji można się spodziewać – wszystkiego najgorszego.

Jedna myśl na temat “Ale fajnie! Będziemy mieli rząd blondynki?

  • 11 lutego 2014 o 18:39
    Permalink

    W czym @autorowi przeszkadzają blondynki?
    Do tego jak akurat są ładne.
    Premier Bieńkowska? Czemu nie?
    Na pewno nie będzie lepiej – będzie weselej.
    Skoro nasze państwo jest już DYSFUNKCYJNE i nie mamy elit, wystarczy dobre administrowanie, a w tym Pani B. jest akurat dobra.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.