Ekonomia

Nie będzie Quantitative easing QE4?

 Nie będzie Quantitative easing QE4, czyli luzowania ilościowego w czwartej odsłonie? Federal Open Market Committee, FOMC – Federalny Komitet ds. Operacji Otwartego Rynku przemówił i nie dostrzega potrzeby kontynuowania programu luzowania ilościowego [tutaj], ponieważ inflacja w USA zaczyna zmierzać w kierunku celu, a rynek pracy uległ poprawie i taką też wykazuje tendencje. Program i tak jest zredukowany z 85 mld USD miesięcznie do 35 mld USD miesięcznie, z czego 20 mld szło na obligacje skarbowe, a 15 mld na obligacje funduszy hipotecznych.

To dobra wiadomość dla świata, ponieważ Amerykanie zmniejszą presję finansową na rynki, mówiąc w wielkim uproszczeniu – prawdopodobieństwo funkcjonowania w obrocie wolnych funduszy zdolnych do pompowania baniek spekulacyjnych będzie o wiele mniejsze. Amerykańskie pieniądze będą się wycofywać z zagranicy, zwłaszcza z rynków wschodzących i uznawanych ciągle za nie w pełni bezpieczne, ponieważ – po prostu nie będzie nadmiaru kapitału, w którym właściciele lub zarządzający byliby zdolni do ponoszenia ryzyka w zamian za rentę odsetkową wyższą niż w bezpiecznych papierach na rynkach dojrzałych, w tym w szczególności amerykańskich.

Co to będzie oznaczać dla Dolara? Jest bardzo prawdopodobne, że amerykańska waluta w długiej perspektywie czasowej będzie się umacniać, ponieważ popyt na Dolary jest mniej więcej stały a źródło jest jedno, jeżeli nie wydarzy się nic nadzwyczajnego w globalnej gospodarce – po prostu prawo popytu i podaży spowoduje stopniową aprecjację kursu.

W przypadku Euro będzie to miało znaczenie neutralne, to znaczy wahania wartości Dolara do Euro pozostaną takie same jak obecnie, przy czym o ile nie zmieni się sytuacja w Europie – Dolar może się stopniowo umacniać kosztem Euro, jednakże tylko w takich widełkach, na jakie pozwolą Amerykanie – wyjątkowo niezainteresowani wzrostem wartości swojej waluty (chodzi o wysokość odsetek płaconych od gigantycznego długu). Dla USA tak jak jest teraz – jest bardzo dobrze.

Powstaje natomiast pytanie o konsekwencje dla rynku ropy naftowej i generalnie wszelkich innych aktywów, czyli o wpływ tego procesu na rynki. Jak wskazano powyżej – maleje prawdopodobieństwo tworzenia baniek spekulacyjnych. W przypadku ropy naftowej zawsze jest tak, że drożeje jak dolar się umacnia. Jak będzie w tej chwili trudno jest to ocenić, ponieważ rynek ropy nie zachowuje się normalnie od mniej więcej pół roku prawdopodobnie z powodów politycznych mających na celu zaszkodzenie gospodarcze Federacji Rosyjskiej.

Z naszej krajowej perspektywy oznacza to, że zmniejszy się ilość amerykańskich „łatwych” pieniędzy na giełdzie i na przetargach papierów skarbowych. Może to mieć wpływ na cenę naszych papierów dłużnych, jednakże raczej nie będzie tutaj szaleństw, ponieważ prawie zawsze kupuje je ten sam krąg podmiotów – inwestorów instytucjonalnych. Jest jednak szansa na lekkie przewietrzenie giełdy, co na pewno jej nie zaszkodzi.

Generalnie pieniądz będzie dobrem nieco bardziej poszukiwanym, będzie o niego trudniej, a ilość kapitału skłonnego do ponoszenia ryzyka ulegnie zmniejszeniu w skali globu. Wielu poszukujących finansowania nie będzie miało szans na jego otrzymanie, więc generalnie oprocentowanie wzrośnie, a to już oznacza nie tylko dążenie do celu inflacyjnego, ale jakąś próbę wyprzedzenia inflacji. Może się, bowiem okazać, że pieniądza jest za dużo i albo trzeba go wydać na broń przy okazji jakiejś nowo wymyślonej wojny, albo pogodzić się z tym, że przez pewien okres czasu możemy mieć do czynienia ze wzrostem inflacji. Dla dłużników będzie to oznaczać wzrost wydatków na utrzymanie długów – w tym dla dłużników publicznych, natomiast wierzyciele będą otrzymywali przez pewien czas więcej pieniędzy, które następnie będą mogli reinwestować lub wydawać na konsumpcję. Być może uda się rozpędzić gospodarkę światową, powodując jej wzrost umożliwiający utrzymanie poziomu zadłużenia? Wojna w tym sensie byłaby „pozytywnym” sposobem pozbycia się nadmiaru pieniądza, że nie zostałby on skierowany na rynek, ale po prostu zostałby „zmarnowany”, przy czym znaczna część posłużyłaby na finansowanie badań nad postępem technicznym, co samo w sobie dla gospodarki jest dobre.

Realnie – dobrze się stało, że Amerykanie nie chcą już więcej drukować, jeżeli teraz nie zaleje nas inflacja, to będzie tak jak było, tylko bogatsi są jeszcze bogatsi.

2 komentarze

  1. Amerykanie stworzyli światową gospodarkę, całą ta globalizację pod siebie i pociagają za sznurki. Nie odpuszczą, na pewno coś szykują w tym sensie, że to nie jest koniec pewnego procesu – musimy na to patrzeć jak na początek kolejnej formy dojenia zasobów ze świata

  2. inicjator_wzrostu

    Zgadzam się z dr 44 w pełni.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.