Paradygmat rozwoju

Bądźmy silni albo znowu będziemy niewolnikami!

 Świat się zmienia, zmienia się w stopniu niewspółmiernym do naszych wyobrażeń, napędzany przez globalizację i wzrost znaczenia krajów, których społeczeństwa do tej pory nie miały szans na udział w globalnym rynku. Dzisiaj wszystko pędzi do przodu, bez względu na to czy to się uczestnikom globalnej wymiany handlowej podoba czy nie, przegrywają słabsi, wygrywają silniejsi, mądrzejsi, lepiej zorganizowania. Najgorzej zarządzani i w skrajnych elementach najsłabsi – zostają niewolnikami, na różnych poziomach oddziaływania, ale zawsze zasada jest taka sama – zależą od decyzji podmiotów zewnętrznych, których osobisty interes nie jest związany z interesem podmiotów zarządzanych.

Niestety nasz kraj jest źle zarządzany, zdezorganizowany, słaby i zarządzany przez głupców, nie mających innej perspektywy niż perspektywa własnej odprawy, najczęściej na koszt podatnika. Tak jest od 23 lat przeklętej i nieludzkiej transformacji drenującej społeczeństwo z zasobów, sił witalnych i nadziei.

Polacy nie są właścicielami swojego kraju, nie mają władzy ekonomicznej. O dziwo – nie jest to kwestia braku kapitału, albowiem ten istnieje, ale zasad zarządzania nim i dopuszczania do nabywania własności przez jej ostatecznych beneficjentów, użytkowników i płatników. Nie da się tego zrozumieć, zwłaszcza w kontekście rzeczywistej wolności gospodarczej i osobistej. Jak to się stało, że do obywateli polskich nie należą największe banki, nie należą największe przedsiębiorstwa ubezpieczeniowe, fundusze leasingowe, przedsiębiorstwa o znaczeniu strategicznym oraz komunalnym – co staje się szczególnie ważne w świetle podnoszenia cen utrzymania gospodarstw domowych. Jak to się stało, że w wyniku transformacji – własność jest w cudzych rękach, a Polacy mogą co najwyżej wpłacić pieniądze na śmieciowy procent do obcych banków, które lokują te pieniądze – nie w gospodarce, ale w bonach skarbowych!

Polacy nie zarządzają własnym krajem. Rząd jest rządem w Polsce! Władza ekonomiczna jest w rękach obcych korporacji. Samorządy zawodowe – to swoisty fenomen, często prawdziwe pandemonium przeszłych bytów (zbyt wiele nie można napisać). Zostają jedynie samorządy terytorialne, ale te nie mogą zbyt wiele w praktyce, mogą tyle ile mają pieniędzy, a pod wpływem działań tego rządu nie mają ich zbyt wiele. No i wojsko – słabe, najsłabsze chyba w naszej historii i zdezorganizowane. To nie jest armia na potrzeby Rzeczpospolitej. O reszcie służb oraz sądownictwie nie ma co się wypowiadać. Słabość poszczególnych instytucji jest powszechnie znana i nie trzeba tego drążyć.

O zagrożeniu klasycznym musimy ciągle myśleć, nie można spokojnie spać w tej części świata, nawet jeżeli jest się członkiem sojuszu wojskowego i bloku gospodarczego. Po prostu nie można zapominać o historii, która powinna była nauczyć nas mniej więcej tyle, że możemy polegać tylko i wyłącznie na sobie, a ze względu na skalę dysproporcji potencjału naszego wobec tradycyjnych zagrożeń – tylko na tym co mamy we własnych arsenałach.

Jednakże o wiele groźniejszym zagrożeniem, jest stworzenie na terenie naszego kraju czegoś nowego, w czym dominująca większość obywateli nie będzie uczestniczyć. To powoli się dzieje, a to że przepustką do dobrej pracy jest znajomość języka angielskiego lub bycie żoną – szefa obcokrajowca, to w tym wszystkim najmniejszy problem. Chodzi o wiele bardziej o naszą tożsamość, która jest z kraju wymywana w imię zabawy elektronicznymi gadżetami, po ciężkiej pracy nie dającej szansy na normalne utrzymanie się i rozwój.

Mamy do wyboru – albo będziemy naprawdę silni, pożytkując tą siłę na rozwój cywilizacyjny naszego państwa i wzrost zamożności społeczeństwa, gwarantując sobie w ten sposób właściwe miejsce w wielkiej rodzinie Narodów europejskich, albo stan deprawacji państwa i upadku społeczeństwa się pogłębi. Nie można się łudzić tym, że jakoś tam będzie, ewentualnie że będzie po naszemu. Globalizacja wymusza na nas większą staranność, wrogiem nie jest dzisiaj sąsiad, ci przeważnie są równie biedni jak my – w znaczeniu sytuacyjnym, prawdziwym wrogiem i realnym zagrożeniem jest różnica pomiędzy tym czego potrzebujemy, żeby w rozwijającej się cywilizacji egzystować a naszymi kwalifikacjami warunkującymi dochody. Z pewnych rzeczy musimy po prostu zrezygnować, żeby było na nie stać kolejne pokolenia, pod warunkiem, że te w ogóle będą miały szansę się urodzić i wykształcić.

7 komentarzy

  1. znowu mocne, ale jakież prawdziwe słowa … skutki i przyczyny jasno i prosto zdefiniowane. ale gdzie rozwiązanie, gdzie lekarstwo na zło całego świata??? choćby zaświecenie kaganka na drodze do lepszego jutra? znowu brak i zaklinanie rzeczywistości… ja prosty i nieskomplikowany czytelnik … czekam….

  2. Ten moment, żeby o tym mówić – już minął.
    Już jesteśmy niewolnikami.
    Gra się powoli kończy.
    Jedyna nadzieja to akcja ChAL-W.

    • Skłonny jestem również podzielać tę opinię…
      – przykre, ale ma Pan chyba rację, zostaliśmy niewolnikami!
      I to nie tylko w Polsce, ale w całym tzw. “Zachodnim Swiecie”
      Niewolnikami posiadaczy, tj. banków i ogromnych korporacji, które do ochrony i obrony własnego stanu posiadania mają, począwszy od najnowszych osiągnięć techniki cyfrowej kontroli i przekazu informacji, poprzez polityków “sidzących w ich kieszeniach”, a na uzbrojonych po zęby armiach i lokalnych służbach porządkowych kończąc…
      I to wszystko za, przez nas, tj. masy, wypracowane środki finansowe!
      To, że w jednym kraju jest lepiej, niż w innym dla jego mieszkańców, to jest to tylko wina lokalnych elit rządzących pod dumnym hasłem “demokracji”…
      Po części winni są temu sami obywatele poszczególnych (bardziej uciskanych) narodów, bo przecież, pomiędzy “dwoma złami” za każdym razem wybierają to gorsze…
      Współczesny Swiat, to nic innego, jak współczesna forma feudalizmu. Powiedziałbym “feudalizm ekonomiczny”!
      Przeciętny, młody obywatel (dowolnego kraju!), by móc egzystować (dach nad głową, podstawowe i niezbędne wyposażenie itd), zmuszony jest do zaciągnięcia kredytu w takiej wysokości i na takich warunkach, iż decydując się na taki krok, skazuje siebie pod “dobrowolnym przymusem” na 20-30-, a nawet 40-letnią “pańszczyznę”.
      Zycie, wolność i cała jego egzystencja przechodzi w ręce i zależne są od nowego “pana” tj. w/w “posiadaczy”.
      Straszne jest to, że “feudalizowane” są nie tylko pojedyńcze jednostki, ale gminy, miasta i całe kraje…!
      Pod pozorem “dopłat” lub krycia “dziur budżetowych” poszczególnych krajów udzielane są kredyty, które pogrążają, a w końcu doprowadzą do upadku, lub wiernopoddaństwa całe narody!
      I nie wystarczą tutaj próby wzmocnienia militarnego Kraju (w tym momencie zwracam się raczej bezpośrednio do autora tekstu), bo “panowie” na to (dobrowolnie!) nie pozwolą i jedynym efektem będzie tylko pogłębienie rozwarstwienia lub rozczłonkowanie całego Narodu.
      Ostatecznie jest kilka grup etnicznych w Polsce i wystarczy tylko np. znaleźć kilku idiotów chętnych do oddzielenia np. Sląska od “Macierzy”, a powód do wprowadzenia “wojsk pokojowych” się znajdzie…
      Nie ujmuję autorowi niczego, ale widzę, że łudzi się naiwnie nadzieją, iż Polska (i nie tylko!) posiada jakąś autonomię wyboru…
      No cóż…
      – nadzieja i złudzenia nic nie kosztują…
      My, tzn. “szeregowi” obywatele wszystkich (feudalizowanych!) krajów mamy jedynie dwa rozwiązania:
      – albo pogodzić się ze stanem obecnym i kontynuować tę pogoń za środkami pozwalającymi przedłużyć egzystencję naszą i naszych najbliższych o jakiś czas, albo…
      – radykalnie zmienić system w którym żyjemy…!
      Do autora artykułu
      Przepraszam, że odpowiadam Panu w tym miejscu, ale łatwiej tutaj dopasować mi się do kontekstu…
      – komentując któryś tam artykuł, użyłem określenia “system”, ale w powyższym znaczeniu, a który Pan mylnie zinterpretował, co skłoniło Pana do napisania specjalnie oddzielnego artykułu.
      Na marginesie powiem, iż zawsze należałem do osób kontrowersyjnych. Widzę, iż tym razem również kogoś sprowokowałem. Oczywiście, nie jest to złośliwość z mojej strony, a jedynie “pobudzam” kogoś do analizy i logicznego rozumowania. Trochę mnie to “łechce”, bo cenię Pana artykuły… 🙂
      Wracając do meritum, Ma Pan rację (do “Cierpliwego”), tym momentem był rok 1989…!
      Wówczas powinniśmy reagować, bo mieliśmy jeszcze realne możliwości:
      – jednolitą armię (dobrze wyposażoną na tamte czasy),
      – osłabionych już wówczas, ale ciągle “wiernych” sojuszników (z potężnym zapleczem energetyczno-surowcowym),
      – samowystarczalny przemysł, i co najważniejsze,
      – jednolity, świadomy i wykształcony Naród…!
      Teraz, po ponad 20-laty, nie mamy nic, a zostaliśmy tylko lennikami nowego feudała (z potężnymi kredytami tak Kraju, jak i prywatnymi)…

  3. A moze przypomnijmy sobie od kiedy zaczęła sie równia pochyła ??Kto i kiedy nas Polaków do tego “chocholego tańca” zmusił, tak zmusił, nazywając ten obłęd “wartosciami europejskimi”.

  4. Świat się zmienia i to nazbyt szybko. Mamy ciepłą wodę w kranie, różne elektroniczne gadżety, markowe ciuch itd.., mamy przecież XXI wiek. Problem polega na tym, że umysł nie nadąża za rozwojem technologii. Pewne umysły pozostały w swoim rozumowaniu na poziomie wieku XVIII,XVII a nawet XIII. Ostatnie zdanie dedykuję politykom z prośbą aby wyciągali wnioski przy podejmowaniu decyzji dotyczących całego społeczeństwa.

  5. Hm nie ma opcji aby sie cos zmienilo.Czekamy na nowe rozdanie kart.Zeby obylo sie bez szkody dla RP.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.