Paradygmat rozwoju

Bądźmy konsekwentni – idźmy na wojnę ze złem w obronie naszych wartości albo…

 Odpowiedzialność przed Narodem, przed historią i dla wielu przed Bogiem zmusza naszych polityków do bycia konsekwentnymi. Przynajmniej do próbowania bycia takimi, w tym przede wszystkim w taki sposób, żeby to inni ponosili konsekwencje ich błędów, nieudolności, czy też tego, że po prostu pozwolili się wymanewrować jak małe dzieci. Jednakże po kolei…

Jeżeli przez ostatnie kilkanaście lat, bo sporo czasu już minęło od „pomarańczowej awantury” wspieraliśmy pewien kraj w jego dążeniach do autodestrukcji, a obecnie prawie się to udało, albowiem w tym kraju trwa w najlepsze wojna domowa, w której giną ludzie i spadają samoloty (przeróżne) – to idźmy za ciosem, będąc konsekwentnymi. Musimy zdyskontować owoce naszej polityki, naszych starań, tego wieloletniego partaczenia na pewnym kierunku geograficznym, gdzie swoimi nieodpowiedzialnymi działaniami postawiliśmy w dziwnej sytuacji całą Unię Europejską.

Po prostu bądźmy konsekwentni – jeżeli nasi „przyjaciele”, czy też nawet „bracia”, jak to wypowiadali się niektórzy (zaiste niesamowite), mają poważne kłopoty – to mamy dwa możliwe warianty zdyskontowania własnych dotychczasowych dokonań. Po pierwsze możemy wbić im nóż w plecy, albo możemy im wydatnie pomóc – nie zwracając uwagi na natychmiastowe konsekwencje. Nasz potencjał jest na tyle duży, że po odpowiedniej mobilizacji – możemy przy współdziałaniu wojskowym z tym państwem myśleć nawet o rozpoczęciu działań ofensywnych w kierunku stolicy państwa, które uważamy i my i oni za agresora. Co z tego wyjdzie – TO MNIEJSZA Z TYM – przecież, zgodnie z obowiązującą wykładnią polityczną naszej doktryny międzynarodowej – po Gruzji czas na Ukrainę, po Ukrainie czas na kraje bałtyckie, a potem na Polskę – czy jakoś tak. Dlaczego więc mielibyśmy przepuścić okazję do zadania „przeciwnikowi” wyprzedzających ciosów – gwarantując sobie i naszemu sąsiadowi – bezpieczeństwo? Jeżeli się powiedziało A, pajacując pod flagami organizacji historycznie obciążonych faszyzmem, to trzeba powiedzieć teraz tym ludziom B i to nie „Bujajcie się” (bo to im mówiliśmy w historii wiele razy), ale „Będziemy z wami”. Po coś przecież to wszystko zorganizowano, może zachód w trosce o swoją własność na terytorium naszego państwa – przyszedłby z pomocą? Wszystko jest możliwe naprawdę – to tylko kwestia prowadzenia umiejętnej gry. Uwaga – prowadzenia, a nie uczestniczenia w niej w charakterze kelnera donoszącego graczom napoje, bo przecież nawet nie pionka!

Co panowie „szlachta”? Brakuje odwagi? Może mamy świadomość mizerności i nędzy posiadanego potencjału – na tle super potęgi „przeciwnika”? Jeżeli tak, to jaką politykę prowadziliśmy, czy też raczej prowadzono rzekomo w naszym imieniu przez ostatnie kilkanaście lat? Panowie i Panie – oto okazja, najlepsza od lat – można zgodnie z prawem wojny wejść w konflikt z przeciwnikiem udzielając pomocy sojusznikowi. Po prostu! NATO to sojusz obronny, jeżeli wejdziemy w konflikt jako sojusznik strony wojującej – nasi „sojusznicy” będą zwolnieni z obowiązku niesienia nam pomocy, więc wojny światowej z tego nie byłoby. POWTÓRZMY ZASADNICZE PYTANIE – JEŻELI JEDNAK NIE DĄŻYMY DO KONFRONTACJI, CO WIĘCEJ NAWET CHCEMY JEJ UNIKNĄĆ ZA WSZELKĄ CENĘ, TO DLACZEGO PRZEZ LATA PROWADZIMY KONFRONTACYJNĄ I KSENOFOBICZNĄ POLITYKĘ WOBEC SĄSIADA? Kto za to odpowiada? W czyim interesie to było i niestety jest prowadzone? Naród? Dla Narodu? Przecież nie potrafimy się obronić przed akurat tym „przeciwnikiem”, a nawet nasz prezydent mówił coś niedawno o kategoriach członkostwa w Sojuszu i zdaje się nie wypadamy tam najlepiej…

Co brakuje argumentów? Ktoś wykopie trumnę Giedroycia i będzie opowiadał bzdury o sojuszach, globalizacji, powiązaniach, współzależnościach? Bzdury, bzdury, jeszcze raz bzdury! Tam, gdzie są czołgi nie ma miejsca na żadne papierowe gwarancje, a jeżeli popełnimy ponownie historyczny błąd licząc GŁÓWNIE na sojusze, co zdaje się robimy – to znaczy, że nie zasługujemy na dalsze trwanie jako wspólnota narodowa, albowiem historia jest podstawowym wspólnym czynnikiem budowy Narodu. Jeżeli jej nie ma, czy też nie jest rozumiana, to Naród traci jeden ze swoich filarów.

Polska w takim położeniu geostrategicznym jakie ma MUSI PRZEDE WSZYSTKIM – LICZYĆ TYLKO NA SIEBIE SAMĄ.

Oznacza to państwo na poważnie – czyli Bóg, Honor, Ojczyzna, królowie, powstania, bohaterowie, Giedroyć, i inni – a w konsekwencji – broń atomowa i ostatni gasi światło w razie agresji, wcześniej spalając w kuli ognia – jak będzie trzeba pół kontynentu, albo państwo inteligentne, czyli takie, które potrafi się wkomponować ze swoim paradygmatem istnienia i rozwoju cywilizacyjnego w warunki w jakich musi funkcjonować.

Jeżeli popatrzymy na nasze otoczenie – widać, że „państwa na poważnie” w zasadzie są dwa (w pobliżu) i wszystko, co można o nich powiedzieć opierając się na perspektywie historycznej to mniej więcej tyle, że polityka tych państw nie była dla nas przyjazna przez minione 300 lat. Dzisiaj pomimo doświadczeń historycznych antagonizujemy się z jednym z nich na siłę udowadniając, że chcemy być jego wrogiem. Natomiast w stosunku do drugiego ciągle patrzymy przez różowe okulary, wierząc w stałość wektorów jego obecnej polityki zagranicznej, chociaż pojawiają się już pierwsze poważne rysy na tej w istocie tylko fasadzie.

Byliśmy w historii przez „chwilę” państwem na poważnie, nawet na bardzo poważnie, jednakże całą swoją potęgę i bogactwo zmarnowaliśmy pozwalając na to, żeby sąsiedzi zrobili z nas niewolników.

Dzisiaj jesteśmy w sytuacji, w której ciągle liżemy historyczne rany, zmagając się z problemami bieżącego funkcjonowania i szklanym sufitem rozwoju, który wynika z modelu, który bezmyślnie zaakceptowaliśmy i implementowaliśmy przez niedouczenie i brak doświadczenia naszych elit „epoki” przełomu.

Mając na uwadze wszystko powyższe – po prostu bądźmy konsekwentni. Zdecydujmy się, co wybieramy, która droga jest dla nas lepsza. Jeżeli chcemy być państwem na poważnie – grającym w geostrategicznej pierwszej lidze regionu i rozdawać karty – wybierzmy wsparcie naszego nowego „przyjaciela”, czyli w konsekwencji wojnę. Prawdopodobnie lepszej okazji w najbliższym ćwierćwieczu nie będzie, a lepiej jest atakować (nawet formalnie w samoobronie), niż rzeczywiście kombinować jak się obronić, co jak wiemy z historii jest trudne.

Jeżeli jednak w naszym zmęczonym realiami codziennej walki o przetrwanie ekonomiczne społeczeństwie uda się obudzić ten wspaniały zdrowy rozsądek, który uratował nas przed rozlewem krwi i w okresie Stanu Wojennego i Okrągłego Stołu, to być może jest szansa na zmianę paradygmatu funkcjonowania państwa na ten, który określiliśmy jako „państwo inteligentne”, czy jak kto woli – dostosowujące się, albo mówiąc wprost – konformistyczne. Czy to się bowiem komuś podoba czy nie, JEŚĆ TRZEBA I PASOWAŁOBY, ŻEBY NASZE KOBIETY NIE RODZIŁY DZIECI W PIWNICACH, DO KTÓRYCH ŻOŁNIERZE OKUPANTA WRZUCAJĄ NP. GRANATY LUB WYPALAJĄ ZAWARTOŚĆ MIOTACZAMI OGNIA, tylko normalnie w szpitalach (najlepiej z asystą ginekologów bez silnych skażeń ideologicznych).

Można powyższe sprowadzać do prześmiewczego ujęcia dylematu – czy lepiej jest być martwym orłem, czy żywym „czymkolwiek”? Proszę bardzo – mamy wolność słowa, jednakże znowu odwołania do historycznych doświadczeń, nawet w postaci przekazów ostatnich żyjących Powstańców Warszawy, dowodzą tejże oczywistości, że lepiej jednak jest przeżyć. Życie jest w sumie całkiem fajne, nawet w naszym klimacie i nawet przy naszym nastawieniu ciągle niezadowolonych, kontestatorów wszelkiej rzeczywistości, upatrujących winę wszędzie, ale tylko nie u siebie samego.

Obserwując działania naszych polityków, którzy chyba zorientowali się, że nie tylko nie mają żadnej mocy sprawczej, ale jeszcze są bezbronni wobec dziejącej się akcji w rzeczywistości – nie można mieć złudzeń. Żadnych złudzeń. Nawet nie powinniśmy mieć marzeń. A przede wszystkim nie ma co wierzyć we własną propagandę, to przecież zgubiło i I – szą i II-gą Rzeczpospolitą.

W naszym naglącym interesie jest NATYCHMIASTOWE i trwałe wyjście z tego kryzysu suchą nogą, bez zrażania do siebie kogokolwiek i obiecywania komukolwiek, czegokolwiek. Docelowo musimy naprawić stosunki z państwem, które prawie wszystkie media głównego nurtu i znaczna część polityków chce nam przedstawić jako wroga i najważniejsze zagrożenie dla naszego istnienia. Tymczasem, czas na poważnie poszukać pluskiew w gabinetach, tak jak zrobili to nasi zachodni sąsiedzi (zawsze się od nich uczmy). Być może okaże się, że w wyniku przeszukiwań wydalimy z kraju… no już dobrze, dobrze… ale dylemat – czy nie mamy się czego obawiać (jak twierdził premier) czy też jednak mamy (jak twierdzi jego niestety pewien minister sami państwo wiecie który) rozstrzygnijcie sobie państwo sami. Chyba, że wolicie pewnego dnia „ponieść konsekwencje” o których wspomnieliśmy na początku…

7 komentarzy

  1. Zdecydowanie lepiej milczmy. Mam pytanie z innej beczki – w jaki sposób mogę wesprzeć państwa inicjatywę? Jestem w Niemczech i nie mam polskiego konta i nie mogę zrobić przelewu przez ten system płatności. Czy da się wam normalnie wpłacić pieniądze na konto? Najlepiej w Euro?

  2. “Docelowo musimy naprawić stosunki z państwem, które prawie wszystkie media głównego nurtu i znaczna część polityków chce nam przedstawić jako wroga i najważniejsze zagrożenie dla naszego istnienia”.

    Zgadza się,MUSIMY bezwarunkowo…tylko że nie dokona
    tego zbożnego, wielkopomnego dzieła drużyna
    solidarnościowo – katolicka. Oni niszczyli i palili
    wszystkie w zasięgu wzroku “mosty polityczne”,zresztą jak zwykle na przestrzeni dziejów i “wzajemnych kontaktów.”
    Potrzebne NOWE ROZDANIE.
    ONI są niewiarygodni w Moskwie…oni,”solidarnościowcy”
    włącznie z Millerem i Kwaśniewskim są newiarygodni
    w “kraju nad Wisłą”.
    Federacja Rosyjska NIGDY nie będzie rozmawiać
    na poważne tematy z “lokajami Zachodu”, “etykietą
    zastępczą”, z powodu braku wiarygodnej “reprezentacji”
    w Warszawie, Moskwa będzie rozmawiać będzie O NAS w Berlinie, Brukseli.
    Tak zwykle kończą się solidarnościowo – katolickie
    szaleństwa, no chyba że mamy “u sterów”, ludzi
    którzy JESZCZE nic nie zrozumieli z lekcji “ukraińskiej”
    do której WALNIE przyczynili się…dyletanci…

    • Dopowiedzenie w wymienionym temacie, w ujęciu
      bardziej okrągłym…a także “zimne” spojrzenie,
      bez emocji, na aktualne problemy Noworosji.

      ” Pytaniem dla Polski jest czy w porę złapie się za ręce z tymi, którzy już zastanawiają się co będzie dalej, kiedy ze spekulacyjno-petrodolarowego balonu w całości zejdzie powietrze. Czy ktoś w Polsce będzie w stanie wyjść poza dyktat mikroekonomiki, badania wskaźników modelu, który już przestaje działań, czyli gapienia się na zegary, które już dawno nie pokazują prawdziwych wartości.”

      http://chart.neon24.pl/post/111293,cena-pokoju

  3. ostani_raz_tu_zaglądam

    i co Panie Krakauer ? w obliczu nowych faktów dalej Pan miesza w głowach ludziom twierdząc ze to Ukraińcy zestrzelili samolot… ?

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.