Religia i państwo

Ateizm przeczy istnieniu Boga, czy przy tym obraża wierzących?

 Ateizm, oczywiście w istotnym uproszczeniu oznacza po pierwsze uznanie, że nie ma Boga, a w konsekwencji ateiści z założenia są osobami niewierzącymi, z tym zastrzeżeniem, że dla wielu ateizm jako postawa zaprzeczająca potrzebie istnienia religii – staje się quasi religią. Można być niewierzącym, nie będąc ateistą. Ateista nie wierzy w istnienie Boga i zaprzecza jego istnieniu (chociaż nie ma co do tego żadnych dowodów), agnostyk nie jest przekonany, co do istnienia Boga, ale co najważniejsze – nie zaprzecza jego istnieniu zgodnie z dewizą Sokratesa „Wiem, że nic nie wiem”. Ateista natomiast bazuje w swoich poglądach na wykładni osiągnięć naukowych, w tym w szczególności współczesnej fizyki, która podobno już „wyjaśniła” świat, w tym samo jego powstanie i na tej podstawie – w tym paradygmacie ateista godzi się na uznanie sił przyrody regulowanych właśnie m.in. prawami fizyki, odrzuca istnienie i wolę twórcy, w tym także pogląd jakoby to o mechanizmach tworzenia wszechświata mogły być ustanowione przez Boga. Problem „życia po życiu” dla ateistów nie istnieje. W czystym ateizmie, śmierć jest kresem istnienia.

W odniesieniu do religii objawionych, sam pogląd „że nie ma Boga” jest obrazoburczy i po prostu ohydny, takim może się przynajmniej jawić, albowiem wiara Żydów, Chrześcijan i Muzułmanów opiera się na świadomości istnienia Boga jako bytu nadrzędnego o charakterze w naszym rozumieniu – „osobowym” i „spersonifikowanym”. Żydzi i Chrześcijanie mają imiona Boga, ci drudzy wierzą w jego wcielenie i zmartwychwstanie. Muzułmanie żyją w przeświadczeniu potrzeby czystości wiary – “Islam jest drogą prostą”, wiedzie wprost do Boga. Na to wszystko łącznie ponad 5000 lat tradycji przychodzą ateiści i mówią, że nie ma Boga, Jezus nie istniał, a nawet jak istniał, to nie było wcielenia (no bo nie ma Boga), a Mahomet nie świadczył o Bogu. Dla wierzących w religie objawione stwierdzenie „no creo” jest jeszcze do przełknięcia, ale dlaczego od razu ktokolwiek rości sobie prawo do zaprzeczania wierze tak wielu, ugruntowanej przez tak niesłychanie długą tradycję?

W odczuciu wierzących – agresywny charakter ateizmu wyraża się właśnie nie poprzez postawę „braku wiary”, ale przez samo zaprzeczenie Sacrum. Przy czym, brak wiary w istnienie Boga, jest zarazem wiarą w jego nieistnienie, a cała otoczka naukowa jest fikcyjna i pozorna, albowiem nie ma “definicji Boga”, ludzkie słowa, zmysły, sposób pojmowania i wyrażania – nie są w stanie określić Boga inaczej niż człowiek potrafi określić np. „latający makaron”. W związku z powyższym nie ma możliwości opisać przymiotów Boga, ani w żaden sposób odnieść Go do znanego nam świata/wszechświata w istniejącym paradygmacie uwarunkowań pojęciami naukowymi, czy też w ogóle granicami poznania współczesnej nauki.

Ateista zaprzecza sensowi wiary podpierając się jednak nauką, której wcale do dowodzenia swoich twierdzeń nie musi rozumieć, wystarczy mu autorytet innych ludzi. Wierzący natomiast wierzy na podstawie własnego przekonania uwarunkowanego tradycją, poznaniem prawd objawionych jak również z potrzeby znalezienia odpowiedzi na pytania zasadnicze, związane ze śmiercią. Tych dwóch postaw nie da się pogodzić w sposób niekonfrontacyjny, ponieważ wojujący ateizm wchodzi z nauką trzymaną jak tarcza i mieczem w postaci braku argumentów za i przeciwko istnieniu Boga – na pole wiary opierającej się często na uczuciach.

Właśnie w tym znaczeniu wierzący bardzo często są prześladowani przez ateistów, których postawa społeczna wcale nie musi opierać się na prawdach objawionych i nakazach wiary. Ateista nie ma obowiązku nadstawiania drugiego policzka, oddawania cesarzowi co cesarskie, czy też bycia miłosiernym samarytaninem. Ateista to – uwaga – w ujęciu modelowym – może być – człowiek negujący rzeczywistość – w mniejszym lub większym stopniu, ponieważ jeżeli neguje Boga to oznacza że neguje także w naszym kręgu kulturowym np. Dekalog, a w tym momencie zaczynają się poważne problemy. Co prawda ateiści podnoszą, że czerpią z bogactwa filozofii wszelkich okresów, jednakże sama filozofia po zaprzeczeniu istnienia Boga nie ma żadnego sensu, ponieważ nie potrzebuje już szukać odpowiedzi na pytanie o jego istnienie lub zaprzeczenie, przecież odpowiedzi dostarcza sam ateizm. Tutaj pętla się zamyka, mamy standardowy błąd logiczny.

Ateizm oświadcza, że wie, że nie ma Boga, a na dowód jego nieistnienia wysuwa (przywołuje) teorie naukowe, których co ponownie podkreślmy – nie musi rozumieć, wystarczy mu autorytet innych – w istocie – stworzeń.

Wnioski: czy ateizm obraża wierzących? To zależy od retoryki jaką się posługuje i do kogo i jakimi kanałami, ją kieruje. Podstawowa argumentacja ateizmu jest błędna, być może dlatego wiele osób, które wpadają w tą pułapkę kończy jako wyznawcy innych egzotycznych religii, “para” religii lub członkowie sekt. W tym wszystkim stale odmawiając wierzącym prawa do ich wiary w Sacrum. To jest bardzo ciekawe dlaczego?

8 komentarzy

  1. Szanowny Autorze, co właściwie chciał Pan poprzez powyższy tekst przekazać ?
    – czy to, że ateizm wynika z wiary i w samej rzeczy jest jej odmianą?
    – czy to, że ateizm jest błędny, a prędzej, czy później jego “wyznawcy” kierują się w stronę jakiejś religii lub “sekty” (dla mnie to to samo!) ?
    Panie Krakauerze, jako ateista powiem Panu, iż interpretacja ateizmu, którą Pan przyjmuje z założenia jest nieprawidłowa.
    Ateizm to ani religia, ani wyznanie, a tym bardziej to nie jest ich PRZECIWIEńSTWO !
    Ateizm to po prostu śWIATOPOGLąD bazujący m. inn. na osiągnięciach współczesnej nauki, ale w głównej mierze na FILOZOFICZNO-LOGICZNEJ interpretacji otaczającego nas Swiata. Pana stwierdzenie, iż “sama filozofia po zaprzeczeniu istnienia Boga nie ma żadnego sensu, ponieważ nie potrzebuje już szukać odpowiedzi na pytanie o jego istnienie lub zaprzeczenie” jest totalnie błędne, bo za każdym razem zakłada Pan jakiegoś “boga”, a tak wcale być nie musi.
    Jako ateista, całościowo rozważam nad BYTEM I JEGO ISTOTą, a nie nad możliwością/niemożliwością istnienia (w moim odczuciu) wymyślonej/wyobrażonej bajkowej postaci.
    Poza tym, ateizm to nie “wiara w nieistnienie boga”, tylko PRZEKONANIE O BRAKU CZEGOś TAKIEGO W NATURZE.
    Tak, jak Pan przekonany jest o tym, iż Smurfy, czy inny Czerwony Kapturek, to bajeczki wymyślone dla istot o stosunkowo niskim poziomie wiedzy realnej i niemające nic wspólnego z rzeczywistością, tak ateiści przekonani są o tym, iż istota “boga” stworzona była kiedyś przez samych, wówczas jeszcze stojących na bardzo niskim poziomie wiedzy ogólnej, ludzi.
    W przeciągu tysiącleci stworzone postaci boskie zostały w sprytny sposób wykorzystane do utrzymywania pokaźnego odsetka Ludzkości (kościoły, kapłani itd) i dlatego, pomimo rozwoju nauki, tak długo mają rację bytu tzw. “tradycje”.
    Szanowny Panie, pomimo całego szacunku dla Pańskiej twórczości, w tym przypadku zmuszony jestem do polemiki z Panem, bo sugeruje Pan, iż ateiści “stale odmawiając wierzącym prawa do ich wiary w Sacrum” w jakiś tam sposób “narzucają” swoje poglądy wierzącym.
    Autorze, a w jaki sposób mianowicie się to odbywa…?
    – czy tym, że już w przedszkolach (o szkołach już nie wspominam!) odbywa się przymusowa edukacja z “ateizmu”…?
    – czy tym, że państwowa TV i Radio regularnie emituje programy “edukacyjne” z “ateizmu”…?
    – czy może tym, iż w każdej jednosce wojskowej, policyjnej, służb granicznych, straży poż. itp. jest “dyżurny ateista”…?
    Długo by tu wymieniać, ale chyba nie ma sensu. Jest Pan na tyle inteligentną osobą, iż rozumie Pan o co mi chodzi.
    Panie Krakauerze, a wierz Pan, czy Wy, tj. wierzący, wierzcie sobie nawet w latające święte hipopotamy, tylko nie wymagajcie od innych, by również w to uwierzyli…!
    A to, iż w wielu przypadkach Ludzkość postępuje zgodnie z logiką/nauką, zarazem przecząc wyimaginowanym “faktom” wierzących, to nie jest to żadna “walka”, tylko roztropne podejście do realnej rzeczywistości.
    Co z tego, że “wierzący” parlamentarzyści zapewnią nas, że wystarczy odprawić kilka mszy dziękczynnych w Sejmie i możemy spodziewać się “boskiej łaski”, więc nie musimy obawiać się kataklizmów.
    My, ateiści, zamiast tych mszy, wolimy jednak pobudować wały przeciwpowodziowe, systemy dystrybucji wody, zamiast ciężkich kropideł bojowych, wyposażyć armię w porządny sprzęt wojskowy itd.
    Moim zdaniem, stworzył Pan wspaniały portal. Pana tezy i interpretacja rzeczywistości nie ma sobie równych. Podziwiam Pana elokwencję i profesjonalizm.
    Takimi “drażliwymi” tematami, jak “wiara” i niewiara, proszę mi wierzyć, uszczupli Pan sobie grono swoich zwolenników. Sam jestem niemile zaskoczony (chyba drugi Pana artykuł) Pana “podejściem” do tych kwestii.
    Swiat współczesny inaczej podchodzi do kwestii wiar i kościołów. Właściwie, to tylko Polska jest jeszcze taką enklawą (oczywiście, pod uwagę nie biorę muzułmanów) wierzących (i przekonanych!). Technika i nauka zmieniła na tyle kwestie wiary, iż sprawy te właściwie są w zaniku. Młode pokolenia mają do tego co najmniej stosunek obojętny (jeśli nie negatywny).
    Dlatego też, niezależnie od miejsca, tematy te są właściwie tematami tabu, a propagowana jest tzw. świeckość, t.j. NEUTRALNOść.
    Osobiście jestem również zwolennikiem takiego podejścia do problemu, bo praktycznie, dywagacje, dyskusje, spory dotyczące istnienia “sił wyższych” doprowadzały, co najwyżej do wojen i tragedii. Od tysięcy lat problem nie został jednak rozwiązany…
    Pozdrawiam Autora

  2. Ponieważ moje poglądy jak chodzi o wiarę i ateizm są diametralnie różne aniżeli Autora, zacytuję klasyka “Ateistą jestem z powodów moralnych, uważam, że twórcę rozpoznajemy poprzez jego dzieło. W moim odczuciu świat jest skonstruowany tak fatalnie, że wolę wierzyć, iż nikt go nie stworzył” Stanisław Lem.

  3. Cóż tu komentować, krakauer nie dość, że wymyślił sobie wroga, którego nazwał “ateistą” i obdarzył wszystkimi tymi przymiotami o których bredzi w tym artykule, a które z ateizmem nie mają nic wspólnego, to jeszcze w sposób widowiskowy tego wyimaginowanego wroga pokonał w słownej potyczce, w której jego biedny wróg nawet nie miał się szansy obronić, no bo jak, skoro po prostu nie istnieje? Brawo, szacun.

  4. Zgadzam się większością tez Autora. Ateizm i brak wiary to są dwie różne rzeczy. Ateista niekoniecznie wierzy w jakiegokolwiek boga ale moze uprawiać swój rodzaj religii lub wierzyć np. w bogów mitycznych: greckich, rzymskich, buddyjskich, voodo czy jakichkolwiek innych.
    Religie i wszystkie ideologie społeczno-polityczne jak rzymsko-katolicka, judeizm czy komunizm – żeby przytoczyć tylko kilka – mają za zadanie oprócz personifikacji i kultu boskiego dla osób wybitnych, konkretne zadania polityczne dla organizacji i ukierunkowania społeczeństwa danego kraju lub krajów, gdy religia jest międzynarodowa a państwo było lub jest imperialne. Spytałem się kilka lat temu pewnej Żydówki, co było przyczyną przetrwania narodu żydowskiego przez kilka tys.lat wygnania i braku asymilacji. Odparła z całą stanowczością: tylko religia judeistyczna i jej organizacja. Podobnym przypadkiem jest Polska jak i francuski Quebec, oczywiście z inną religią. Inaczej mówiąc: im rola organów polityczno-państwowych jest słabsza, tym większą rolę odgrywa organizacja kościelna.
    Dlatego tylko głupi politycy walczą z religią, bo nie rozumieją jej znaczenia. Mądrzejsi i bez żadnych skrupułów politycy, akceptują każdą religię, wykorzystując ją do swoich potrzeb politycznych. Ateistów i niewierzących jest garstka zaś około 30-60% społeczeństw ma swoje wierzenia religijne i walka z nimi jest walką z wiatrakami…
    Ja sam jestem amator polityk, niewierzący i niepraktykujący ale tolerancyjny dla innych
    wierzących inaczej.

    • To rozumiem, iż Pan, jako wierzący, wie lepiej w co, w jaki sposób i czy w ogóle, my, t.j. ateiści “wierzymy” i wyznajemy…?
      No popatrz Pan…, żyję ponad 50 lat na tym Swiecie, a do dzisiaj nie byłem świadom tego, w co ja właściwie wierzę…
      Ps – mam małą prośbę do Pana, jeśli już Pan taki świadomy tego, w co i jak kto wierzy, to proszę mi podpowiedzieć w co właściwie wierzy mój 2,5-letni Labrador, bo za diaska nie mogę się tego dowiedzieć bezpośrednio od niego…?

  5. Kochani komentatorzy! Zauważcie, że Krakauer nie podejmuje polemiki z nami w żadnym artykule. Facet po prostu wsadza kij w mrowisko i ma ubaw po pachy jak my się podniecamy. Ale to się nazywa kXXXXXXXXo…

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.