Armenia i Azerbejdżan – kogo popierać w tej wojnie?

759px-Caucasus-political_pl.svg By Jeroencommons, translated by Szczureq – Translation of File:Caucasus-political en.svg, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=19885736

Armenia i Azerbejdżan – kogo popierać w tej wojnie? Odpowiedź jest jedna – w tej wojnie można popierać tylko i wyłącznie Azerów i Ormian (kolejność alfabetyczna), którzy na jej skutek cierpią, tracą majątek i giną. Sama retoryka wojny azersko-ormiańskiej ma konotację narzuconą przez propagandę wpływowej diaspory ormiańskiej, albowiem – zgodnie z prawem międzynarodowym mamy do czynienia z wojną domową w Azerbejdżanie, którego część terytorium ogłosiła secesję i niezależność od władz w Baku. Na to nakładają się sprawy narodowe, historyczne i religijne, chociaż na szczęście ten ostatni aspekt, nie ma tutaj kluczowego znaczenia.

Na forach internetowych pod wpisami dotyczącymi tej tragicznej wojny pojawiło się wiele opinii, opowiadających się po jednej lub drugiej stronie. Nasz kraj, a właściwie nasze społeczeństwo ma historycznie ugruntowane przez pokolenia związki z obiema wielkimi i wspaniałymi narodami, a także ich państwowościami. Jako Polakom, jest nam tak samo blisko do Baku, jak i do Erewania. Nie ma czegoś takiego jak jasny wybór za dobrem lub złem, bo nie o dobro lub zło w tej wojnie chodzi, gdyż obie strony wzajemnie oskarżają się o atakowanie celów cywilnych. Pojawiają się zarzuty o masakry i czystkę etniczną. To wszystko powoduje dla nieznających tamtejszych realiów, że tu w tym konflikcie nie o opowiadanie się po jednej ze stron chodzi.

Nie ma odpowiedzi na tytułowe pytanie, nie można jej udzielić, bo samo pytanie jest sprzeczne z naszą racją stanu. W naszym interesie narodowym i państwowo-sojuszniczym, jest zachowanie status quo w tym regionie, ponieważ konsekwencje zmiany statusu pomiędzy istniejącymi tam państwami, może spowodować istotne zmiany w NATO. Natomiast zmiany w NATO, oznaczają urealnienie problematyki bezpieczeństwa regionalnego, na co nasz kraj nie jest gotowy, ani militarnie, ani intelektualnie w świetle sposobu postrzegania rzeczywistości i jej percepcji przez nasze niestety elity.

Ta wojna pokazuje geopolitycznie trzy ważne sprawy, dwie bezpośrednio a trzecią pośrednio. Po pierwsze widać, że Rosja prowadzi politykę stabilizacji i pokoju we wszystkich otaczających ją regionach. Rosyjska oferta pokojowa jest na stole i tylko wojska rosyjskie są zdolne do pokojowego rozgraniczenia stron tego konfliktu o tle etnicznym! Armenia nie zgadza się na rosyjską propozycję rozgraniczenia – istotnie salomonową, a jak widać – Rosja nie wywiera na Erewań żadnego nacisku. Armenia sama podejmuje decyzje i sama ponosi konsekwencje swoich działań i zaniechań.

Po drugie widać jak na dłoni, że nie ma już czegoś takiego jak „wspólnota zachodnia”. Wybory w USA i koronawirus na całym Zachodzie, spowodowały, że nie tylko nie ma żadnego zainteresowania dla tego, co się dzieje na południowym Kaukazie, ale po prostu nie ma tematu. Ten konflikt nie istnieje w agendzie zachodnich rządów. Wykorzystuje to Turcja, realizując swoją politykę oraz pewien mały bliskowschodni kraj (nie jest to Liban), który sprzedaje do Azerbejdżanu cały czas olbrzymie ilości śmiercionośnej broni ofensywnej. Jakoś nie słychać oburzenia „światowej opinii publicznej” z tego powodu. Co więcej, nie ma żadnej krytyki, nie ma mowy o żadnych sankcjach! Proszę na to zwrócić uwagę, bo jest to symptomatyczne dla tego dramatu.

Jest jeszcze trzecia okoliczność, chyba najciekawsza i dająca najwięcej do myślenia. Otóż, pomimo wielkich wysiłków propagandowych obu walczących stron, w tym przy olbrzymim wsparciu medialnym – niesłychanie silnych mediów z Turcji, o tym konflikcie nie ma informacji w mediach zachodnich. Najpełniejszy ogląd sytuacji oferują jak zawsze media rosyjskie, gdzie do programów publicystycznych na żywo, są zapraszani politycy z obu zwaśnionych krajów – przeważnie perfekcyjnie mówiący po rosyjsku, dzięki wielkiemu wysiłkowi edukacyjnemu państwa radzieckiego. Ten brak zainteresowania Zachodu, nawet na poziomie analitycznym widać i w naszym kraju, gdzie obficie sponsorowane przez rząd – niektóre – ośrodki zajmujące się czymś co przeważnie można nazwać „para-analityką” spraw wschodnich, generalnie zdawkowo odnoszą się do problemu.

Sprawę trzeba oceniać taką jaka ona jest. Ta wojna to wielki dramat dwóch narodów, wielki dramat, który dotyka bardzo wielu ludzi. W tym kontekście ta wojna jest niepotrzebna. Zwłaszcza, że dobrobyt można dzisiaj budować inaczej, niż poprzez zdobycze terytorialne. W tych procesach jednak było za dużo, wielowarstwowej polityki.

Należy mieć nadzieję, że jak się zacznie zima (w tamtych realiach z początkiem listopada), to prowadzenie wojny w tamtejszych górach będzie po prostu niemożliwe. Warunki będą zbyt ciężkie, zwłaszcza dla atakujących. Spowoduje to wygaszenie aktywności wojskowej i da czas na negocjacje.

Jeżeli już nasz kraj miałby się w coś tam zaangażować, to na pewno w pomoc humanitarną i to najlepiej na poziomie Unii Europejskiej.

Osobiście proszę się nie dać nabrać na propagandę – żadnej ze stron. To straszna wojna, a zmiana statusu quo – w którąkolwiek ze stron, zrodzi tylko więcej cierpienia, strat i ofiar. Jest to przykład wojny, która tylko pogorszy sytuację wojujących stron, tak naprawdę – chociaż to wygląda inaczej z ich narodowych perspektywy, to nie mają niczego do wygrania, mogą tylko przegrać, bardziej lub jeszcze bardziej.

Na przykładzie tej wojny widać,jak bardzo sytuację na świecie stabilizował Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich, którego z jednej strony potęga – odstraszała wszelkie próby ingerencji zewnętrznej i zamieszania wewnętrznego, a zarazem zdobycze socjalne – dawały ludziom pewien minimalny standard, pozwalający na koegzystencję.

23 thoughts on “Armenia i Azerbejdżan – kogo popierać w tej wojnie?

  • 22 października 2020 o 06:18
    Permalink

    Troska Pana, panie redaktorze, jest szlachetna i na miejscu. To wszystko dobrze o Panu świadczy.
    Zastanawia mnie tylko, dlaczego wszelkie konflikty wojenne mają miejsce w Eurazji ew. w Afryce, a ni cholery żadnego k***stwa nie uświadczy w obu amerykach?

    Trzeba zadać sobie pytanie, mając na uwadze uczestnictwo i wywoływanie konfliktów zbrojnych przez uSA (pogardzam, stąd mała litera), czy już jest to 139 konflikt i wywołanie wojny, czy ciągle ci hhhh mają 138 za sobą w niewiele ponad 200 lat swojego hhhh istnienia? Bo ja coś nochalem czuję, że oni te brudne i zakrwione nie swoją krwią paluchy także tu maczali.

    Czekam na na tyle mocny upadek uSA, aby w końcu pani Merkel uznała ten “kraj” za bandycki i wyniszczający już oficjalnie. A dlatego na jej zdanie, bo my jesteśmy mali. Nie mamy nic do gadania.

    I na marginesie. 7% Rosjan uważa nas za bandytów. Mnie to zadziwia mając na uwadze nasze 2555. To chyba powinno dać nam do myślenia, jak wielką rolę potrafi grać przyjaźń, niewidzialna (nie mylić z niewidoczną) solidarność ludu słowiańskiego.

    Drodzy Rosjanie, przepraszamy do hjbbhbhhh, za naszą władzę.

    Odpowiedz
    • 22 października 2020 o 21:12
      Permalink

      grzegorz: tak jest, jak Pan napisał. usa strzałka turcja strzałka Azerbejdżan.
      Soros strzałka Armenia Paszyniana strzałka wojna w Górnym Karabach.

      Odpowiedz
  • 22 października 2020 o 06:44
    Permalink

    Rozsądnie napisane, ale życzyłbym sobie żeby Azerbejdżan odzyskał swoje terytorium bo takie jest prawo międzynarodowe.

    Odpowiedz
    • 22 października 2020 o 07:33
      Permalink

      A co z Kosowem panie Nabuchodonozor?

      Odpowiedz
  • 22 października 2020 o 08:55
    Permalink

    Można to ująć krótko:

    1-prawo do secesji mają tylko prozachodnie tereny
    2-prawo do zamachów stanu, mają tylko prawicowe i prozachodnie siły
    3-wszelkie dążenia autonomiczne czy wolnościowe będą potępiane przez Zachód- w ich strefie wpływów.

    Teoretycznie, w Karcie ONZ zawarte jest prawo narodów do samostanowienia.
    W praktyce, jest to martwy przepis.
    Tubylcy nie mają nic do gadania, o ile jest to sprzeczne z interesami mocarstw, czy rzadów krajowych.
    Żaden polityk nie pozwoli na oderwanie się jakiegoś terenu, dlatego tylko że mieszka tam jakaś mniejszość wyznaniowa, czy obcoplemienna, kulturowa.
    Kolonializm trzyma się mocno!!!

    Odpowiedz
    • 22 października 2020 o 10:54
      Permalink

      Niestety, nikt nie pisze o tym że Azerbejdżanie zostali deportowani przez siły zbrojne ormiańskie w 1989. mają 1 milion uchodźców i tylko z tego powodu większość mieszkańców Górnego Karabachu to Ormianie. Nie rozumiem, dlaczego pisząc artykuł, jest zbyt trudno przytoczyć kilka ważnych faktów

      Odpowiedz
      • 22 października 2020 o 12:43
        Permalink

        Bo tu nie chodzi o podsycanie nienawiści, tu nie chodzi o ząb za ząb. Tu chodzi o to, żeby spokojnie chodzić do pracy i płacić raty.
        Odbite tereny są w zasięgu ormiańskiej artylerii – nikt tam nie zamieszka przez kolejne 50 lat. Chodzi o to że ta wojna tylko zrodzi więcej krzywd, więcej pretensji i więcej dążenia do kolejnej zemsty…
        Głupia sprawa ale nie ma w ogóle znaczenia to co się stało 30 lat temu dla tych co żyją dzisiaj w strachu, aczkolwiek nie da się zaprzeczyć temu co piszesz. Ormianie przepędzili Azerów, doszło do czystek etnicznych na wielką skalę… warto to im przypominać jak mówią o ludobójstwie dokonanym na nich.
        Tylko czy nie lepiej byłoby wzajemnie handlować i się bogacić, a na weekend jechać do Bajku lub w piękne armeńskie góry ?

        Odpowiedz
  • 22 października 2020 o 09:05
    Permalink

    Jestem na tym forum pierwszy raz. Jeszcze nie ochłonąłem z szoku po przeczytaniu artykułu, takich treści nie widziałem w naszych mediach. Dlaczego nie wiadomo nic o waszym portalu? Dlaczego nie jesteście widoczni w internecie?

    Odpowiedz
    • 22 października 2020 o 10:09
      Permalink

      Panie @Kordianie

      Niech Pan się nie wychyla, na chusteczkę nam tu patologia? My już jednego WPK tu mamy, po co więcej?

      Pozdrawiam

      Odpowiedz
  • 22 października 2020 o 09:41
    Permalink

    Oba kraje są na dorobku i powinni się zająć rozwojem, otwierając granice dla wymiany gospodarczej.

    Ale na to się nie zanosi.

    Wolą wydawać pieniądze na broń i do siebie strzelać.

    Tak już mają i już.

    Oczywiście są w tle siły, co ich do takiej postawy – zachęcają.

    Ale wojna się kiedyś skończy, a groby pozostaną.

    I wówczas zadadzą sobie pytanie: czy było warto?

    Ile w tym czasie i z pieniądze wydane na wojnę i odbudowę – można by zrobić dobrego?

    Odpowiedz
  • 22 października 2020 o 11:06
    Permalink

    W konflikcie tym najrozsądniej jest popierać Rosję. Trzeba postawić tamę w ingerencji CIA w Azji w celu okrążenia Rosji. W dalszej kolejności pójdą Kazachstan, Uzbekistan i Tadżykistan.

    Odpowiedz
  • 22 października 2020 o 11:25
    Permalink

    to prawda – w tej wojnie wszyscy tracą, ale oni myślą kategoriami terytoriów.

    Odpowiedz
    • 22 października 2020 o 21:15
      Permalink

      hakune matata nie wszyscy tracą, turcja i usa zyskują

      Odpowiedz
  • 22 października 2020 o 11:53
    Permalink

    Należy jednak spojrzeć z innej strony na ludzką psychikę i ten konflikt. Faktycznie ZSRR świetnie wszystko stabilizował, ale za ZSRR kryła się ideologia komunistyczna i to ona miała wpływ na to, że wiele narodów o różnej kulturze koegzystowało w ramach ZSRR i budowało swoje godne życie, rozwijało swoje kraje (republiki) gospodarczo i swoja kulturę, co jest fenomenem samym w sobie na skalę światową.

    Po upadku ZSRR i wprowadzeniu kapitalizmu odżyły dawne antagonizmy i problemy społeczne podsycane przez zachodnich szatanów.
    Należy więc zapytać, czy te narody niczego się nie nauczyły ze swej historii i komunizmu?
    Niestety odpowiedź jest smutna, te narody, podobnie jak nasz nie skorzystały z egalitarnego systemu społecznego, nie przeszły przemiany moralnej (Abramowski) i w efekcie gniją obecnie w systemie burżuazyjnej demokracji na usługach podżegaczy wojennych.

    Odpowiedz
  • 22 października 2020 o 13:24
    Permalink

    Szanowny Autor się myli, bo to nie jest wojna Armenia kontra Azerbejdżan, tylko to jest proxy wojna Turcja kontra Armenia. Turcja nie kryje się z tym, że chce się przebić do Morza Kaspijskiego [głosi przecież “Jeden Naród”]. W tym konflikcie agresorem jest Azerbejdżan, ale tak naprawdę stoi za tym Turcja. Bez pomocy Turcji Azerowie, mimo przewagi w sprzęcie, nie mieliby szans w walce z lepiej wyszkolonymi, a przede wszystkim lepiej zmotywowanymi Ormianami. Wojna “błyskawiczna” Azerom się nie powiodła, acz korzystając z przewagi technologicznej [tureckie drony i izraelska amunicja krążąca] zadali Ormianom poważne straty, sami pewnie ponieśli nie mniejsze. Sytuacja wydaje się patowa, to dlatego Turcja, która zresztą wspiera islamskich terrorystów, mających na rękach krew chrześcijan w Syrii i posługująca się nimi w Libii i Karabachu, straszy teraz Armenię bezpośrednim atakiem. Społeczność międzynarodowa w tej sytuacji powinna nałożyć na Turcję sankcje ekonomiczne, tyle tylko, że Turcja ma strategiczne położenie i znaczenie dla USA i Rosji [Bosfor]. Tak czy inaczej, to chrześcijańska Armenia powinna się cieszyć naszym poparciem, a nie wojujący Islam w wydaniu tureckim.

    https://www.defence24.pl/turcja-wsparcie-militarne-dla-azerbejdzanu-jesli-o-to-poprosi

    Odpowiedz
  • 22 października 2020 o 13:26
    Permalink

    W roku 1989 Górski Karabach zamieszkiwało 145593 Ormian (76,4%), 42871 Azerów (22,4%)[3], i kilka tysięcy Kurdów, Rosjan, Greków i Asyryjczyków. W okresie 1992–1993 większość Azerów i Kurdów uciekła z regionu. Głównym językiem Górskiego Karabachu jest język ormiański, jednak używany w nim dialekt jest znacząco różny od używanych w Armenii[4]. W 2001 roku 95% ludności stanowili Ormianie; obecni byli też Kurdowie, Grecy i Asyryjczycy[5]. W marcu 2007 roku władze podały liczbę ludności wynoszącą 138 000.
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Górski_Karabach
    ==============

    To tak w celu sprostowania……..
    Wygnano 42 ooo Azerów, nie milion…..

    Karabach jest dla Ormian kolebką, siedzibą Patriarchy w czasach historycznych.
    Ma taką samą wartość jak Kosowo dla Serbów, czy Jerozolima dla kilku wyznań.
    Warto poczytać o tle historycznym.

    Trudno powiedzieć, w co gra Netaniahu, Nazarbajew, Erdogan, Paszynian.
    I w co zagra Rosja i USA.

    W tle są rurociągi z Kazachstanu i Kirgistanu, Jedwabny Szlak przebiegający przez tamten region, bazy wojskowe przydatne do ataku na Iran, odcięcie Ormian od Iranu, a więc całkowite zablokowanie kraju,
    koncepcja Erdogana- jeden naród dwa państwa……

    W Karabachu nie ma nic, poza strategicznym położeniem dającym wyjście do Azji Centralnej.
    “Miekkie podbrzusze Rosji” daje możliwość uderzenia, zgodnie z koncepcjami Mackindera- Brzezińskiego.
    W Afganistanie dającym takie same pozycje wyjściowe, sie nie udało.
    W Gruzji, również.
    Wspierając Azerów, USA trzeci raz rękami wasali usiłuje realizować stare plany.
    To jedna z możliwości do wykorzystania.

    Kilka ciekawych informacji:
    https://fakty-kontra-news.neon24.pl/post/158343,dlaczego-rosja-nie-kwapi-sie-z-pomoca-dla-armenii-czesc-2

    Odpowiedz
  • 22 października 2020 o 16:00
    Permalink

    1) Górski Karabach jest enklawą na terenie Azerbejdżanu zamieszkaną prawie w całości przez Ormian. W czasach, kiedy Armenia i Azerbejdżan były republikami wchodzącymi w skład ZSRR, Górski Karabach miał status autonomicznej enklawy.
    2) Po rozpadzie ZSRR, Baku zlikwidowano status autonomii.
    3) W odpowiedzi, dokładnie 26 lat temu, wojska Armenii rozpoczęły zwycięską wojnę i zmieniły Górski Karabach w uzbrojoną enklawę, która ogłosiła się niezależną od Azerbejdżanu. Nizinne obszary, otaczające właściwy Górski Karabach, zostały włączone do enklawy. Azerowie w większości zostali wysiedleni z tych obszarów.
    4) Od tego momentu enklawa przedstawiała się światu, jako niezależne państwo, z własną administracją i „własną” armią. Tyle, że żadne państwo, w tym również Armenia, nie uznały jej niezależności.
    5) Baku, po rozpadzie ZSRR i utworzeniu niezależnego państwa, przez bardzo długi czas prawie nie utrzymywało stosunków dyplomatycznych z Moskwą. Jeżeli były jakieś relacje to bardzo oziębłe. Kilka lat temu nastąpiło ocieplenie w strunkach Moskwy i Baku.
    6) W Armenii znajduje się rosyjska baza wojskowa, a w Erewaniu jest rosyjska baza lotnicza. Armenia i Federacja Rosyjska mają umowę o pomocy w razie ataku ze strony trzeciego państwa. Azerbejdżan dobrze wie o tej umowie i dlatego jego wojsk nie prowadzą i nie będą prowadziły działań na terenie Armenii.
    7) Po rozpadzie ZSRR Armenia była państwo bardzo prorosyjskim. Dwa lata temu w Erewaniu nastąpił „przewrót” podobny do tego, jaki odbył się na Ukrainie w 2014 roku. Został usunięty z urzędu prorosyjski polityk, a na czele rządu stanął premier Paszynian, polityk ostro prozachodni. Na ulicach demonstranci palili flagi rosyjskie i wzywali do wycofania rosyjskich wojsk z ich państwa.

    W ciągu ostatnich kilku lat Azerowie nadspodziewanie dobrze przygotowali się do wojny. Kilka tygodni przed rozpoczęciem działań wojennych, przeprowadzili na swoim terytorium wspólne ćwiczenia z nowocześnie wyposażoną i bardzo dobrze wyszkoloną armią turecką. Turcja jest członkiem NATO i posiada drugą, po stanach Zjednoczonych, liczebnie armię. Nie ma pewności, że cały sprzęt i wszyscy wojskowi tureccy zostali po ćwiczeniach wycofani do swojego kraju.
    Górny Karabach, a właściwie obszary nizinne „zdobyte” przez Azerów 26 lat temu, zostały zaatakowane od wschodu oraz południa. Armia Azerbejdżanu osiąga sukcesy głównie dzięki prowadzeniu ataków za pomocą nowoczesnych dronów, uzbrojonych w rakiety do niszczenia czołgów i artylerii przeciwnika. Uważa się, że Azerowie są wspierani, nie tylko moralnie, przez Turcję, ponieważ stwierdzono użycie przez nich pocisków, które nie były na wyposażeniu ich wojska. Drony to bardzo nowoczesny sprzęt produkcji izraelskiej, lub produkowany na izraelskich licencjach. Mistrzostwo w posługiwaniu się dronami wskazuje na stosowanie bardzo nowoczesnych systemów elektronicznych oraz udział specjalistów wojskowych, prawdopodobnie przeszkolonych w NATO.
    Fotografie potwierdzają, że razem z żołnierzami azerskimi walczą bardzo doświadczeni „żołnierze-najemnicy” z Idlibu.
    Na początku konfliktu, Moskwa oświadczyła, że nie popiera żądanej walczącej strony. Oprócz wezwań do szybkiego zakończenia konfliktu podkreśla, że jest i chce pozostać przyjacielem obu narodów. Systematycznie zgłasza chęć odegrania roli rozjemcy.
    Stany Zjednoczone, Francja, Niemcy, Polska i inne kraje również wzywały Erewań i Baku do zaprzestania walk i powrotu do stołu negocjacyjnego.
    Jedynie Ankara zadeklarowała, że będzie wspierać Azerbejdżan „zarówno w rozmowach, jak i w walce”. Przypuszcza się, że Turcji angażując się po stronie Baku liczy na wzmocnienie na tym obszarze swoich wpływów politycznych i wojskowych. Tyle, że bByłoby to równoznaczne z przesunięciem na ten obszar, państwa-członka NATO. A jest to obszar, który jest w bezpośrednim sąsiedztwie Federacji Rosyjskiej i Iranu

    Czym skończy się krwawa wojna?
    Według mojej opinii, ten konflikt nie może być rozwiązany ani na drodze wojskowej, ani na drodze politycznej. Jedynym rozwiązaniem jest ponowne „zamrożenie” konfliktu poprzez wprowadzenie do Górskiego Karabachu sił pokojowych. Enklawie powinien zostać przyznany status autonomii na obszarze Azerbejdżanu.

    Odpowiedz
    • 22 października 2020 o 21:22
      Permalink

      Nie wszystko, drogi Mikołaju, ująłeś w swym komentarzu. Otóż w Armenii jest 2 500 żołnierzy ameryckich i dwa biolaboratoria (byc może nowy koronawirus). A więc Turcja nie odważy się zaatakować Armenii.

      Odpowiedz
    • 22 października 2020 o 19:50
      Permalink

      Dwie jaskółki wiosny nie czynią. W FOX o tym nie ma, nie ma o tym w BBC, nie ma o tym na RTL, ani w Le MOnde, a jak coś jest to zdawkowo dla elit. Pamięta pan jaka panika była jak Irak rzekomo zaatakował Kuwejt?

      Odpowiedz
  • 22 października 2020 o 19:43
    Permalink

    Pmmmmme pseudoerudycji, wojna domowa – koń by się uśmiał…

    Odpowiedz
  • 31 października 2020 o 06:02
    Permalink

    Armenia i Azerbejdżan walczą ze sobą tak zawzięcie, że gotów byłbym przypuszczać, że to walka z Covid-19, gdyby nie 🙁 obrazy. A, że ostatnio częściej w domach, to… Domowa. Ładniej brzmi, tak cieplej nieco, skoro już jesień.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.