Anihilacja w płomieniach sprawiedliwości

Korea Północna nie próżnuje, władze w Phenianie a właściwie władca umiejętnie skraca dystans, nie pozwalając światu odetchnąć po wprowadzeniu nowych sankcji przez ONZ. Biuletyn nr 1021 Sekretariatu Komitetu ds. Pokojowej Reunifikacji Korei zawiera mrożący krew w żyłach komunikat, którego oryginał można przeczytać w kilku wersjach językowych [tutaj].

Generalnie nie ma tutaj nic nowego poza pewnym zaostrzeniem języka w stosunku do USA w kontekście parasola nuklearnego, czego dotychczas raczej unikano – zadowalając się wylewaniem hektolitrów jadu na „marionetki” i „zdrajców narodu” z południa. Pewną ciekawostką może być zamknięcie jedynego przejścia granicznego oraz zerwanie linii telefonicznej – używanej do wyjaśniania sytuacji kryzysowych. Teoretycznie w każdej chwili może nastąpić atak z północy – zagrożenie jest realne jak w każdej chwili, z tym, że w tym momencie znacznie intensywniejsze.

Oba kraje półwyspu są uzbrojone po zęby i przygotowane do prowadzenia wojny w sposób doskonały, przez ponad pięćdziesiąt lat rozejmu nie marnowano czasu – uzbrojenie było i jest najwyższym priorytetem dla Korei Północnej, której potęgi militarnej nie można lekceważyć. Ewentualny atak na południe będzie bardzo krwawy, będzie wyczerpujący i jeżeli nie zachwieje się morale żołnierzy północy – nie dać rozstrzygnięcia. Przy czym prawdopodobne jest pokonanie armii południa, ponieważ przewaga ilościowa północy jest znaczna, jak również, o czym często zapominamy – o wiele wyższy jest tam stopień brutalizacji.

W razie wojny – jej konsekwencje odczuje cały region i świat, albowiem dostawy elektroniki z Korei Południowej mogą być zachwiane o ile ten kraj przetrwa zmasowany atak. W scenariuszu użycia broni jądrowej przez północ – Amerykanie nie mają tam zbyt wiele do powiedzenia, chyba, że naprawdę zdecydują się na poważnie zaangażować.

Cała sytuacja może być rozgrywana przez gracza zewnętrznego – mającego na celu upokorzenie i osłabienie pozycji USA w regionie. Chiny wiedzą jak się prowadzi politykę, jakimi metodami należy się posługiwać i na co „zachód” jest wyczulony. Prowokacja ze strony Korei Północnej, – której inspiratorem byłby Pekin – jest jak najbardziej możliwa, zwłaszcza, że Chińczycy nic w tej konfrontacji nie tracą, natomiast Amerykanie muszą naprężyć się tak bardzo aż coś im pęknie. To wspaniały sposób na pokazanie, kto rządzi w regionie, gdy jedno mocarstwo nie musi się w ogóle angażować w ryzyko konfliktu zbrojnego – mogąc zupełnie na poważnie wciągnąć do niego konkurencyjne super-mocarstwo!

Pamiętajmy, że w tle jest spór terytorialny Japonii i Chin. Być może działania Koreańczyków mają być zasłoną dymną umożliwiającą osiągnięcie tutaj jakiegoś konsensusu? Nikt w Pekinie raczej nie będzie skłonny do zaryzykowania wojny z „zachodem” na poważnie, albowiem wówczas nigdy nie odzyskają swoich pieniędzy, a nowa „zimna wojna” wykończy w końcu i ich państwo – wcale nie wolne od konfliktów wewnętrznych i kłopotów.

Jeżeli doszłoby do takiego nieszczęścia, że w wyniku celowego ataku jądrowego ucierpiałoby terytorium Japonii, można by wówczas spodziewać się totalnego przewartościowanie politycznego i strategicznego w tym kraju.

Przy adekwatnym zaangażowaniu się Amerykanów – Korea Północna nie ma szans przetrwania Amerykańskiej riposty, zwłaszcza, że jej armia jest, co prawda niezwykle silna ilościowo – jednakże pod względem nowoczesnych rodzajów uzbrojenia – nie mają się, czym pochwalić. Przy czym trzeba wyraźnie stwierdzić, że na Półwyspie koreańskim – kwestie ukształtowania terenu powodują, że zwaśnione strony czeka powtórzenie wojny, którą znamy z lat 50-tych. W górach walczy się bardzo trudno – zwłaszcza, jeżeli przeciwnik miał ponad 50 lat na przygotowanie swojej obrony! Doskonale wiedzą o tym sztabowcy obu stron konfliktu.

My oceniając tamtejsze wydarzenia powinniśmy pamiętać, że dowództwo nad Armią koreańską sprawują Amerykanie, co niekoniecznie do końca podoba się nacjonalistom z południa. Jeżeli atomowa bomba z północy zamieniłaby Seul w gruzowisko – nie byłoby alternatywy innej jak wojna totalna na wyniszczenie do pełnego pokonania wroga. W ich kulturze nie wybacza się słabości. Jedną ze stron czeka anihilacja w płomieniach sprawiedliwości.

One thought on “Anihilacja w płomieniach sprawiedliwości

  • 9 marca 2013 o 09:08
    Permalink

    Azjatyckie widzenie świata jest inne niż nasze.
    Stąd zagrożenie.
    Dodawanie do tego ideologii lewicowych nie ma tu większego sensu.
    My nie rozumiemy istoty czucia azjatyckiej WSPÓLNOTY wynikającej z tamtych obyczajów, kultury i pozostałości dawnych religii.
    Studiujmy tę ich odrębność, żeby nie było konfliktu na skutek prostych nieporozumień co do INTENCJI.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.