Anatomia kryzysu

Obecny kryzys ma przyczyny tkwiące głęboko w globalizacji, celowe zepsucie mechanizmów rządzących alokacją dóbr w najbogatszej i najważniejszej gospodarce świata – w USA wywołało falę, która stała się impulsem sprawdzającym trwałość finansowych, gospodarczych i społecznych powiązań w „globalnej wiosce” wspólnotach ponadnarodowych, krajach, firmach, regionach, miastach, a w ostateczności rodzinach i naszym indywidualnym podejściu do rzeczywistości.

Można uznać, że w bardzo krótkim czasie świat się zmienił, jednakże o wiele bardziej uprawnione będzie twierdzenie, że w ekspresowo krótkim czasie nastąpiła weryfikacja całej nadbudowy nad bazą globalnej ekonomii. Wszystko, co nie było wystarczająco trwałe – realne, policzalne, co nie służyło celom weryfikowalnym – zostało zdmuchnięte w niebyt, z tą małą niespodzianką, że jeszcze przed upadkiem ta nadbudowa kazała za siebie zapłacić, żeby mogła „bezpiecznie” upaść lub przestać być nadbudową i zając się sferą realnej gospodarki.

Kryzys przechodząc do kolejnego etapu tj. od kryzysu finansów, poprzez kryzys gospodarczy, społeczny, instytucjonalny i jednostkowy – dotyka różnych sfer funkcjonowania człowieka we współczesnym społeczeństwie, co jest o tyle zaskakujące dla zwykłych ludzi – albowiem nagle dowiadują się, że znaczna część otaczającej ich rzeczywistości ich nie dotyczy, ale muszą za nią zapłacić. W ten sposób kryzys ujawnia paskudną wadę kapitalizmu, jaką jest rozwarstwienie społeczne i bezwzględne pasożytowanie warstw uprzywilejowanych na szerokich rzeszach społeczeństwa, którym jak mają 10 letnie auto z Niemiec to się wydaje, że chwycili pana Boga za nogi!

Prawda jest niestety o wiele bardziej złożona, a w swojej złożoności śmiertelnie brutalna, – kto inny zyskiwał prawdziwe pieniądze w czasie prosperity, a kto inny ubezpiecza te pieniądze na czas kryzysu i płaci długi podczas kryzysów. Aspekt klasowy kryzysu jest u nas jeszcze nie odczuwalny, jednakże zwłaszcza w krajach południa Europy – na dodatkowy konflikt pokoleń nakłada się aspekt klasowy żywcem przeniesiony z realiów jeszcze feudalnego kapitalizmu, bo o erze przemysłowej nie można tu mówić, gdyż przemysłu w zasadzie poza Niemcami nie ma. Społeczeństwa biedniejącego południa właśnie zaczynają przecierać oczy ze zdumienia, nie mogąc zrozumieć jak to się stało, że „fiesta” już się odbyła i nie pozostały po niej nawet odpadki. Zanim masy uświadomią sobie w zakresach jednostkowych percepcji, co takiego się właściwie stało upłynie jeszcze sporo czasu. Współczesne media zrobią wszystko z pokazywaniem genitaliów celebrytek i celebrytów włącznie, żeby tylko uniknąć mówienia o realnych sprawach. Nie ma na to zgody ich politycznych i finansowych mocodawców, albowiem cały system opiera się na kłamstwie i kreacji fikcji, którą przez lata były karmione kolejne pokolenia obywateli.

Niestety, ponieważ na istniejące problemy nie ma łatwej – systemowej – recepty, a na cięcia i oszczędności nie ma przyzwolenia społecznego, jak również elity same nie są gotowe do poświęceń – nie ma sposobu na zaradzenie problemowi w sposób systemowy, czyli np. receptę polityczną. Nawet, jeżeli zażegnamy wyzwania ekonomiczne dzisiaj, jutro mogą powrócić ze zdwojoną siłą po kolejnym impulsie politycznym. System gospodarek zachodnich opierających swój wzrost na długu się zaciął. Amerykanie, jeżeli popełnią jakikolwiek błąd naruszając fikcję wolnorynkowości i globalizacji, jaką sami wyreżyserowali – natychmiast staną przed problemem konfrontacji z Azją, która posiada ich obligacje, kupione za miliardy godzin ciężkiej i upokarzającej pracy w uciążliwych warunkach. Bańka pęknie, a w raz z nią traktowanie się w rękawiczkach. Jednakże, czy Chińczycy pożyczą Amerykanom ich własne dolary na ewentualną wojnę z nimi samymi? Wiadomo, że tąpnięcie ekonomiczne będzie porażające a jego naturalną konsekwencją zachwianie się dolara, które wyniesie na piedestał chińską walutę wymuszając jej natychmiastową aprecjację!

Sytuacja jest naprawdę trudna a w ramach istniejącego systemu społeczno-gospodarczego utrzymującego globalny podział pracy i dochodów nie da się jej rozwiązać i uporządkować za życia jednego pokolenia, może nawet dwóch pokoleń, których po prostu nie da się przekonać do oszczędzania w imię przejedzonych przez ich dawne elity kapitałów.

My Polacy mamy o tyle trudną sytuację, że tak naprawdę to, co uznajemy za naszą „małą stabilizację” trudno jest nazwać nawet niedostatkiem w świetle standardów bogatych krajów Europy lub USA albo Kanady. Nasz stan posiadania uniemożliwia jakikolwiek manewr, albowiem nie mamy wystarczającej ilości kapitału żeby móc o sobie samo-stanowić i musimy być podpięci – powiązani z bogatym zachodem. Niestety oznacza to już, a jeszcze bardziej po przyjęciu Euro, że będziemy w ramach logiki i mechanizmów funkcjonowania spójnego systemu – dokładać się do długów bogatych społeczeństw zachodnich. Polska będzie systemowo więcej wytwarzać, ale zdecydowanie mniej konsumować, ze względu na konieczność np. stałego spłacania rat kapitałowych i innych zobowiązań względem naszych zachodnich kredytodawców. W ostateczności całość, jako rachunek ciągniony nie będzie się nam opłacać tak bardzo jak myślimy obecnie, kiedy to otrzymujemy sowite subwencje. Z pewnością ogólnie zyskamy, jednakże zawsze będziemy czymś na kształt nowoczesnej kolonii gospodarczej, z której się transferuje zyski w postaci kapitałowej lub przenosi, jako wartość dodaną w ramach wspólnego rynku tam gdzie wskażą właściciele a nie inwestuje i rozwija całość systemów na miejscu.

Wnioski? Zdecydowanie smutne, albowiem nic nie możemy poradzić na to, co się dzieje i czego jesteśmy mimowolnymi uczestnikami. Powinniśmy jednakże starać się ograniczać straty na tyle na ile to jest możliwe, a najprościej można to osiągnąć uczestnicząc w procesach, będąc najlepiej w ich centrum, jednakże bezwzględnie chroniąc to, co jest dla państwa najcenniejsze, – czyli ludzi. Chodzi przede wszystkim o ochronę przed biedą i nędzą, rozpadem rodzin w wyniku biedy, brakiem dostępu do edukacji, bezdomnością, chorobami itp. Musimy wymóc na naszych partnerach przynajmniej taki pakiet „odpuszczenia” ogólnej dywidendy z Polski rozumianej, jako inwestycja obarczona ryzykiem, żeby móc finansować tak potrzebny „socjal” na poziomie umożliwiającym egzystencję i rozmnażanie się społeczeństwa na poziomie lekkiego przyrostu statystycznego ponad zastępowalność pokoleń. Tak należy kształtować cele strategiczne w czasie kryzysu, nie można oszukiwać społeczeństwa wizją ciągłego – liniowego wzrostu, postępu i ogólnego rozwoju cywilizacyjnego. Nawet, jeżeli ten będzie postępował, nie będzie już udziałem wszystkich, a bez egalitaryzmu nie obronimy demokracji, gdyż zawiść i zazdrość szybko, czy wręcz bardzo szybko zrodzą nam jakiegoś nowego demona totalitaryzmu, który odziany w nowoczesny PR sprowadzi nad do połowy XX wieku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.