Akumulacja kapitału z perspektywy klasowej a opodatkowanie własności

Wszystkie zmiany dokonujące się w naszym społeczeństwie od 22 lat mają za wspólny mianownik stosunek do własności. Zmiana generalnego paradygmatu prawa do posiadania była podstawą wszelkich zmian systemowych. Likwidując PRL, odeszliśmy od dominacji prymatu kolektywnej – państwowej formy własności w kierunku modelu klasycznego, zakładającego przewagę własności prywatnej w społeczeństwie i gospodarce. Jest to niezmiernie istotna zmiana, w swojej istocie bardziej fundamentalna i dalekosiężna niż mogłoby się nam z pozoru wydawać.

Stosunek do własności jest pierwotnym stosunkiem określającym związek człowieka z resztą wspólnoty już w momencie jego urodzenia. Mówienie o tym, że jesteśmy równi jest bzdurą. Osoby posiadające dostęp do pieniądza, mogące korzystać z jego dobrodziejstw – funkcjonują zupełnie inaczej od osób, które mają pieniądz za dobro rzadkie i w dostępie ograniczone. Możliwość dysponowania pieniądzem jest najważniejszą kompetencją człowieka, przy czym w naszym społeczeństwie nabywa się ją bardzo często nie tylko w wyniku własnych starań i pracy. Nie oznacza to, że jest coś złego np. w dziedziczeniu majątku, ale często bywa tak, że dostęp do majątku umożliwia zafałszowanie naturalnych procesów selekcji osób mniej i bardziej zdolnych i pracowitych. A to, jeżeli mamy z tym do czynienia na masową skalę jest już istotnym problemem społecznym, albowiem dotyczy najbardziej istotnego z procesów społecznych, jakim jest formowanie się elit.

Pieniądze oznaczają władzę, na początek władzę dysponowania nimi, która przeistacza się w różne postaci władzy prywatnej i publicznej, – z jaką mamy do czynienia, na co dzień w społeczeństwie. Zawsze jest tak, że osoby mające dostęp do pieniądza tworzą elitę, lub przynajmniej mogą mieć wpływ na jej tworzenie, – jeżeli tylko zechcą użyć w tym celu swoich pieniędzy. Nasza kultura oparta jest na takich mechanizmach funkcjonowania, że zawsze władza umożliwia większy dostęp do pieniądza. A także lepszą ochronę stanu posiadania. W ten oto sposób zamyka się krąg pieniądza – elity i władzy. Są to trzy nierozerwalne elementy składowe złotego trójkąta, na więzi tych spraw opiera się cała nasza cywilizacja.

W praktyce powoduje to, że elita się alienuję od reszty społeczeństwa zapewniając sobie bezpieczeństwo dzięki wpływowi na władzę, jaką zapewniają jej pieniądze. Przekłada się to na całe nasze życie, poczynając od ochrony praw własności a kończąc na prawie do życia realizowanym poprzez korzystanie z usług służby zdrowia w przypadku zagrożenia. Zawsze o kolejności „dziobania” decydują pieniądze, władza i znajomości – trzy wierzchołki znanego nam trójkąta. W efekcie podporządkowania całego naszego systemu społecznego i gospodarczego zasadom działania tego trójkąta – pieniędzy, znajomości i możliwości – przewaga dyspozycyjna pozostaje we władaniu tego samego kręgu osób, który w razie umocnienia się – utrwala się na kolejne pokolenia. W takich realiach żyjemy.

Z pozoru może wydawać się, że wszystko to, co się wydarzyło w naszym kraju po 22 lipca 1944 roku przerwało te trendy, jednakże nie było tak jak się okazuje do końca, albowiem przez cały okres socjalizmu w Polsce, który ostatecznie upadł – nie udało się doprowadzić do przemodelowania elity i odebrania jej funkcji oraz posiadanego majątku. Co gorsza, duża część nowej „czerwonej” elity z czasem przeistoczyła się w typowych kapitalistów, dążących do zachowania swojego stanu posiadania i prawa do partycypacji w ogólnonarodowym torcie na najwyższym poziomie. Nie ma już PRL, a wszystko, co charakteryzuje społeczeństwo kapitalistyczne oparte na indywidualnej własności – wróciło jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, i to przy akceptacji dominującej części społeczeństwa! Rozmiar dramatu, do którego doprowadziła Polaków Polska Zjednoczona Partia Robotnicza w pełni uzasadnia celowość zlikwidowania jej funkcjonowania i pogrążenia jej aparatu. Niestety instytucja ta i ludzie za nią stojący nie sprawdzili się w budowie socjalizmu, wywracając wszystko kompletnie do góry nogami. Czego konsekwencje ponosimy i będziemy jeszcze ponosić w postaci ogólnego niedorozwoju i utraconych możliwości alternatywnych.

Obecnie po tak długim okresie przemian, nadal jesteśmy w drodze. I co jest nadzwyczajne – nikt nie wskazuje celu, do którego zmierzamy, mówiąc mrzonki o budowie demokracji i dobrobytu na wzór państw zachodnich. Dlatego jesteśmy nawet nie w środku, ale ciągle na początku drogi przemian, której przebiegu i kierunku niestety dokładnie nie znamy – po drodze może wydarzyć się wszystko, w tym takie perypetie jak totalne wywrócenie regionalnego porządku, – na którym opiera się powszechny dobrobyt i bezpieczeństwo.

Jednakże najważniejszą płaszczyzną, na której należy rozpatrywać problem podstawowej akumulacji kapitału jest płaszczyzna klasowa. To właśnie z tej perspektywy widać sprzeczność interesów pomiędzy osobami utrzymującymi swój byt w społeczeństwie dzięki świadczeniu pracy, a osobami funkcjonującymi dzięki dysponowanemu kapitałowi. Problem polega na tym, że ci pierwsi chcieliby żyć tak jak ci drudzy, a ci drudzy im bardziej są bogatsi tym mają tych pierwszych w większej pogardzie klasowej – zupełnie odrywając się od realiów, w jakich funkcjonują, przez co zapominają, że wszystko to, co mają osiągnęli dzięki trwaniu umowy społecznej, której są beneficjentami. Problem polega na tym, że osoby pracujące w celu utrzymania się przy życiu nigdy nie mogą odwrócić proporcji w stosunku do osób żyjących z dysponowanego kapitału, albowiem cały system zależności i mechanizm akumulacji kapitału jest skonstruowany w ten sposób, żeby ci, co mają mniej – mieli akurat na tyle, żeby w normalnych warunkach egzystencji mogli funkcjonować na przypisanym im poziomie. Chodzi tu o problem dystrybucji dóbr w społeczeństwie, a w właściwie stopień krzywdzenia większości społeczeństwa przez elitę przy ustalaniu tego podziału. Zasadą jest, że podział ten nie jest równy – zawsze pracująca większość dostaje stosunkowo mniej w przeliczeniu na uczestnika niż rentierska mniejszość. Nierównowaga jest motywowana „zaradnością’, „ryzykiem” i innymi banałami uzasadniającymi predestynację szczęśliwców do większego udziału w podziale łupów.

Jeżeli system, jaki kształtujemy, będzie wzmacniał tendencje do akumulacji kapitału w orbicie tej samej grupy osób, to nigdy w naszym kraju nie będzie powszechnego dobrobytu, ponieważ osoby utrzymujące się z pracy własnych rąk – mają pewne granice wytrzymałości, poza które nie będą akceptowały dalszego stanu pełnej nierównowagi. Kwestią polityczną jest umiejętne zbadanie i określenie tej granicy.

W dugo okresowej perspektywie musimy w taki sposób skonstruować państwo, żeby bogatym opłacało się podejmować wysiłki w celu powielania stanu posiadania, a rzesza pracujących proletariuszy – była w stanie utrzymać się na powierzchni dzięki dochodom z pracy, posiadać dzieci, wykształcić je i stopniowo akumulować bogactwo w postaci np. praw własności do nieruchomości, rosnącej stopy oszczędności i nabywania wiedzy w procesach edukacji. W interesie nas wszystkich jest bardziej podnoszenie dolnych poziomów egzystencji niż umożliwienie bogatym kontynuowania w dalszym ciągu szybkiego akumulowania majątków.

Nie da się racjonalnie planować rozwoju kraju, w którym około 15% społeczeństwa konsumuje około 60% PKB, a pozostałe 85% populacji musi się zadowolić około 40% PKB. Różnice między bogatymi a resztą społeczeństwa, które już dzisiaj widzimy w naszej rzeczywistości będą się nasilać i stopniowo coraz bardziej przybliżać nas do typowego podziału bogactwa dla państw trwale i strukturalnie ubogich, gdzie wąska klasa posiadająca – skupia w swoich rękach kontrolę nad czynnikami produkcji i nie pozwala reszcie społeczeństwa nie tylko na aktywną partycypację, ale także na godne życie. Oczywiście posługiwanie się tego typu pojęciami nieostrymi jest słabością prezentowanej retoryki, niestety nie ma żadnych miarodajnych badań reprezentujących stan spraw związanych z podziałem bogactwa.

Sposobem na odwrócenie istniejących trendów jest zmiana polityki podatkowej państwa, poprzez odejście od bronionego za wszelką cenę dogmatu finansowania państwa z podatków pośrednich na rzecz zwiększenia udziału podatków od własności. Wszyscy przeciwnicy podatku katastralnego oraz podatków od kapitałów, straszą społeczeństwo koniecznością ponownego wykupowana domów za życia itp. Oczywiście efekt podatku będzie zależał od przyjętej skali podatkowej i konkretnych rozwiązań. Przecież nikt nie każe nam opodatkowywać pierwszego mieszkania/domu – zidentyfikowanego przez podatnika, jako centrum jego interesów życiowych taką samą stawką jak kolejne nieruchomości we władaniu tego samego właściciela. Pierwsza nieruchomość może być opodatkowana śladowo, niewielkim ułamkiem procenta wartości rocznie np. 0,1% wartości rocznie dla pierwszej posiadanej nieruchomości w miastach – dla zabudowy wielorodzinnej i 0,2% wartości dla pierwszej nieruchomości w miastach – dla zabudowy jednorodzinnej oznaczałoby przeciętnie: około 300 zł podatku od wartości mieszkań przy założeniu, że wartość mieszkania nie przekraczałaby 300 tyś zł; oraz 1200 zł dla domów przy założeniu, że wartość domu nie przekraczałaby 600 tyś zł. Czy to naprawdę jest dużo? Czy nie da się oprzeć na tym podatków lokalnych? Zapewniając samorządom samodzielność finansową a zarazem porządkując kwestie podatkowe na rynku nieruchomości? W przypadku 40 lat płacenia tego typu podatku właściciel mieszkania zapłaciłby 4% jego wartości, jako podatek katastralny a właściciel domu 8% czy to jest naprawdę tak wiele, że nie da się tego poziomu przeskoczyć mentalnie i prawodawczo? Oczywistym jest, że kolejne nieruchomości byłyby opodatkowane wyższymi stawkami podatków, a dla wsi – stawki te należałoby obniżyć do poziomów adekwatnych do realnej wartości.

Gdyby dodatkowo udało się z tak określoną wartością nieruchomości dla celów katastralnych spoić system powszechnych ubezpieczeń nieruchomości, to mielibyśmy w kraju spójny system podatkowo-ubezpieczeniowy – będący błogosławieństwem dla samorządów oraz samowystarczalny w przypadku katastrof i nieszczęść losowych. Nikomu nie opłacałoby się obniżanie wartości domu do celów podatkowych, jeżeli nie mógłby ubezpieczyć swojej własności na wyższa kwotę niż wyznaczona przez rzeczoznawców – specjalistów od wyceny na rynku nieruchomości. Państwo zyskałoby na takim systemie znacznie więcej niż na obecnym, byłby to w istocie samograj, zapewniający stałe i stabilne dochody. Jeżeliby opracować do tego system ulg np. 50% dla rencistów i emerytów, 99% dla osób niepełnosprawnych itp. To mielibyśmy tym sposobem istotne narzędzie redystrybucji dochodu narodowego – za pomocą katastralnego systemu ubezpieczeniowego. O korzyściach z takiego mechanizmu można wiele powiedzieć, albowiem urealniłby on całość rynku – pokazując własność Polaków, a zarazem podatkując ją zgodnie z zasadą progresywną – więcej posiadasz, – czyli masz większy potencjał – płacisz więcej.

Nie ma znaczenia, że ktoś posiada np. nieruchomości niepracujące – jak będące tematem tabu „banki ziemi”, w których zamrożona jest olbrzymia część suburbiów w Polsce. Siłą podatku katastralnego byłaby jego powszechność oraz wnoszenie opłaty od potencjału, jaki stanowi wartość danego gruntu lub gruntu i budynku. W ten sposób zwiększyłby się ruch na rynku nieruchomości, albowiem wszystko, co nie pracuje – nagle stałoby się dla właściciela kosztem. Dlatego, żeby mogło zarabiać, należy daną nieruchomość wystawić na rynek – a to oznacza ogólny wzrost podaży i – w ujęciu generalnym obniżenie ogólne cen a nie ich podwyżkę.

Otwarcie dyskusji o podatku od własności nieruchomości – i jego mądre wprowadzenie, niekrzywdzące drobnych posiadaczy! Spowodowałoby, że państwo zyskałoby nowe źródła dochodów, dzięki czemu można by pokusić się o odblokowanie duszących konsumpcję podatków pośrednich. Zmniejszyć w ten sposób zwłaszcza koszty żywności i paliw. Na tym zyskalibyśmy wszyscy, a tak to w obecnym układzie za państwo płacą konsumenci serków homogenizowanych i nabywcy ubranek dla małych dzieci. A burżuazyjne tuzy napychają swoje portfele kasą z najmu lub co gorsza spekulacji na rynku nieopodatkowanych nieruchomości!

Reasumując, bardzo trudno jest rozerwać złoty trójkąt pieniądza – elit i władzy. Nie ma innego sposobu niż opodatkowanie progresywne podatków dochodowych oraz odpowiednio skonstruowany system podatków od wartości – nakładanych na własność. Wprowadzenie podatku katastralnego, może spowodować zwiększenie ruchu na rynku nieruchomości, – ponieważ nagle wszystkim przestanie się opłacać bezrefleksyjne trzymanie, (czyli blokowanie) nieruchomości. Wprowadzenie dodatkowych pozycji na rynek, musi spowodować ogólny spadek cen, czyli większą dostępność dla klientów. Korzyści podatkowe dla samorządów – naturalnych beneficjentów tego typu podatku, byłyby kolosalne. Zespolenie systemu podatkowego z obowiązkowym systemem powszechnych ubezpieczeń nieruchomości, spowodowałoby ogólną uczciwość w ramach systemu, ponieważ nikomu, komu zależy na ochronie własności – nie opłacałoby się ograniczyć wartości do celów ubezpieczeniowych w strachu przed niepokryciem strat w razie katastrofy. Zespolenie z tą wartością wartości do opodatkowania katastralnego, nawet w przypadku, gdyby wszystko było zaniżone o kilkanaście lub kilkadziesiąt procent – w skali ogólnej i tak przyniosłoby kolosalnie pozytywne rezultaty. Z czasem system doszedłby do równowagi, umożliwiając ubezpieczanie i opodatkowywanie wedle wartości odtworzeniowej. Z czasem wszystkim w naszym kraju zaczęłaby się opłacać uczciwość.

9 komentarzy do “Akumulacja kapitału z perspektywy klasowej a opodatkowanie własności

  • 8 marca 2012 o 17:22
    Permalink

    Niesamowite, czyli jednak Marks miał rację?

    Odpowiedz
  • 8 marca 2012 o 17:23
    Permalink

    jeżeli u nas wprowadza podatek katastralny, to niestety nie bezie to tak jak opisuje autor – po prostu nas wydrenują na maksa i jeszcze troche. Dlatego pomysł szczytny a realizacja bezie jak zwykle

    Odpowiedz
  • 8 marca 2012 o 17:25
    Permalink

    Widzę, że każdy artykuł jest lepszy, a problematyka klasowa koledze bardzo odpowiada. A to jest szczytne i potrzebne, trzeba otwierać ludziom oczy – tylko czy ktokolwiek jest w stanie jeszcze to zrozumieć? Wedle mnie trzeba pisać wprost używając słów – złodzieje, bandyci itp. Inaczej nie dociera do adresata…

    Odpowiedz
  • 8 marca 2012 o 17:27
    Permalink

    bez względu na szczytne cele pan autor pisze bzdury i nie zna życia… w teorii i modelowaniu jest dobry – ale co poza tym ? przecież to pachnie na kilometr utopią? a to jest Polska – TU I TERAZ

    Odpowiedz
  • 8 marca 2012 o 19:43
    Permalink

    Panie Krakauer, lubi Pan wsadzac kij w mrowisko, a widzac reakcje co niektorych dyzurnych “jedynie oswieconych” wyzywajacych od “komunistow”, robi Pan to skutecznie.
    Podoba mi sie ta skutecznosc niezmiernie.
    Nieco tez Panu pomoge. Otoz nie jest tak, ze badania na temat nierownosci spolecznych nie sa dostepne. Sa dostepne, tyle ze “posiadacze” niezbyt lubia wyniki tych badan, stad tez zamiataja je pod dywan.
    A poniewaz kontroluja tez przeplyw informacji za pomoca nalezacych do siebie mediow tym im latwiej.
    Na koncu podaje link do ciekawego opracowania (trzeba dodac 3xW na poczatku) i szczegolnie polecam zapoznanie sie z nim osobnikom plujacym “komunizmem” i wyznajacych model Anglo-Amerykanski jako jedyny sluszny.
    Pozwole sobie na dwa zdania opinii w tej kwestii.
    Blokowanie spolecznej mobilnosci wydaje sie po ostatnich protestach osiaga kres i albo zostanie to “odbetonowane”, albo w pewnym momencie Ci z “dolnej” czesci drabiny spolecznej po prostu wezma sila to co beda chcieli nie pytajac o przyzwolenie. Warto aby “posiadacze” ogrodzeni w swych luksusowych apartamentach o tym pamietali, bo problem dotyczy takze ich.
    Druga opinia to tlumaczenie jednego z wnioskow pojawiajacych sie w zalinkowanej prezentacji – “Jesli ktos w obecnych czasach chcialby realizowac american dream, powinien przeniesc sie do Danii” – jako, ze Dania to jeden z najbardziej opodatkowanych krajow w UE, ale takze z bardzo malymi nierownosciami spolecznymi, wniosek ciekawy.
    Wprowadzenie katastratu byloby krokiem we wlasciwa strone (wraz z proponowana obnizka podatkow posrednich), ale jest niemal nierealne do wprowadzenia przez Sejm – gdyz zasiadaja tam beneficjenci obecnego stanu rzeczy, a galezi na ktorej siedza nie beda podcinac.

    ted.com/talks/lang/en/richard_wilkinson.html

    Odpowiedz
  • 8 marca 2012 o 19:48
    Permalink

    Strasznie długie.
    Skończyłem na 15% tekstu.
    Obiecuję przeczytać SKRÓT, albo TEZY i WNIOSKI tekstu Krakauera.
    Proszę zastosować prawo przechodzenia ilości w jakość!
    Z tekstami odwrotnie niż u Marksa.

    Odpowiedz
    • 8 marca 2012 o 21:49
      Permalink

      Panie adler taki z pana adler jak z wielbłąda łódź! Co to za orzeł że nie może przeczytać więcej niż 15 5 tekstu? Proszę swoje ograniczenia zachować dla siebie – to jest portal dla myślących – są problemy z czytaniem – wracamy do przedszkola powtarzamy alfabet !!! każde słowo w tym artykule jest bardzo ważne i ma kontekst klasowy !!!!

      Odpowiedz
  • 9 marca 2012 o 22:16
    Permalink

    Mam mieszane odczucia w sprawie podatku katastralnego.
    Próbuję analizować zagadnienie przez pryzmat swojego rolniczego podwórka. Jednym z hamulców rolnictwa w Polsce jest fakt, że rolnicza wartość ziemi (rozumianej jako podstawowy środek produkcji rolnej) jest najczęściej znacznie niższa, niż jej wartość jako obiektu spekulacji, tezauryzacji walorów, czy środka do bezproduktywnego wyłudzania płatności obszarowych lub świadczeń społecznych (np. KRUS zamiast ZUS). Prowadzi to do sytuacji, w której często ziemia rolna jest, paradoksalnie, za droga dla rzeczywistych rolników, co skutkuje w niektórych rejonach faktycznym wyłączeniem znacznych areałów z produkcji przy jednoczesnym głodzie ziemi. Jeśliby taką nieużytkowaną ziemię rolną obłożyć podatkiem katastralnym o wyższej stawce, przy obniżeniu jej dla gruntów rzeczywiście użytkowanych – mogłoby to spowodować dobry skutek; jak pisze Krakauer prowadziłoby to do uwolnienia zablokowanych gruntów, przy jednoczesnym urealnieniu ich ceny. Tylko przyklasnąć.
    Niestety, wysoce prawdopodobna jest realizacja takiego pomysłu fiskalnego w „nieco” innej wersji:
    Podatek dla wszystkich wg. tzw. „cen rynkowych” (jak i przez kogo ustalanych?), do tego szereg luk w prawie zostawionych mniej czy bardziej celowo dla beneficjentów ze „złotego trójkąta” (Żelazny Ludowy Koalicjant ma w tym wielkie doświadczenie i kreatywność ocierającą się o geniusz) – i już mamy skutek dokładnie przeciwny do zamierzonego.

    Dobrym przykładem takiej antyskutecznej reformy może być sprawa modulacji płatności w rolnictwie.
    W wyniku „przeglądu zdrowia” unijnej Wspólnej Polityki Rolnej postanowiono okroić nieco płatności dla największych latyfundiów (3% nadwyżki ponad 300 000 euro) i pieniądze przesunąć na inne cele w ramach WPR. Można się z tym zgodzić, amerykański „przemysłowy” model rolnictwa wielkoobszarowego nie jest dobrym pomysłem dla Europy, a gigantyczne płatności dla brytyjskiej królowej źle się sprzedają propagandowo.
    Jak to zrealizowano w praktyce w Polsce?
    Otóż redukcja wynosi nie 3%, ale 10%, i dotyczy płatności powyżej 5 000 euro.
    W praktyce uderza to w gospodarstwa od 20 ha wzwyż.
    Czyli omija 1,3 mln karłowatych, fikcyjnych, drobnych „gospodarstw socjalnych” (elektorat Żelaznego Ludowego Koalicjanta), natomiast dość boleśnie uderza tych, którzy coś naprawdę produkują i mają szansę na rozwój. Dziwnym zrządzeniem losu cięcia (choć mierzone od całości płatności) prowadzone są jedynie na części pochodzącej z krajowego budżetu. Towarzyszą temu „ błyskotliwe” wyjaśnienia, ze w wyniku modulacji polskie płatności zaczynają być wyższe niż w starej UE (w rzeczywistości mamy jakieś 55 – 60% płatności niemieckich czy francuskich), w związku z czym należy je obniżyć.
    No palce lizać!

    Konkluzja jest taka, że projektując najlepsze możliwe rozwiązania (co jest wysiłkiem i chwalebnym i koniecznym) musimy pamiętać, że jeśli ich realizacją zajmie się aktualny establishment, to na pewno wyjdzie w najlepszym wypadku karykatura, najpewniej jednak będzie to jeszcze jedno narzędzie do umacniania przywilejów „złotego trójkąta” kosztem dalszego psucia państwa.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.