Polityka

Aksjologia Unii Europejskiej a kandydaci na europarlamentarzystów

Moralność, wartości, wiedza, mądrość, przewidywalność i trwałość w obranych poglądach – to podstawy fundamentalne do tego, żeby być wartościowym europarlamentarzystą. W tym także sceptycznie nastawionym do samej konstrukcji wspólnej Europy, jednakże zawsze przekonania polityczne muszą opierać się na wartościach, które mieszczą się w kanonie szeroko rozumianej aksjologii Unii Europejskiej.

Traktaty wyznaczają bardzo szerokie pole do interpretacji wartości europejskich, wiele na ten temat napisano więc nie ma najmniejszej potrzeby się powtarzać, liczy się natomiast to, że niektórzy uważają się za mądrzejszych od całego wspólnotowego dorobku, potwierdzonego zresztą w dokumentach rangi globalnego i regionalnego bezpieczeństwa. Być może niektórzy politycy, nawet z Polski – rzeczywiście widzą dalej niż cały świat przez blisko 70 lat swojej ostatniej historii, jednakże nie można dać się łatwo zwieść retoryce negującej tą powszechnie uznawaną za uniwersalną aksjologię!

Unia Europejska pomimo wielu swoich wad, w tym w szczególności problemów z podejmowaniem decyzji i wynikających z tego komplikacji związanych ze sprzecznościami pomiędzy interesami poszczególnych krajów – jest największym strażnikiem wolności od czasów, kiedy w Stanach Zjednoczonych to mniejszość wybiera prezydenta (z pewnym poparciem władzy sądowniczej). W tym właśnie sensie – Unia – chociaż naprawdę niedoskonała, pełna sprzeczności, słaba, niezdolna do działania – jest najlepszym domem na jaki nas stać, nic lepszego jak dotychczas nie wymyśliliśmy i prawdopodobnie nie wymyślimy.

Wielu co sprytniejszych wrogów wolności – zaprzeczających w jakiejś części wspólnotowej aksjologii – kieruje spór w kierunku zdefiniowania tego co trzeba w Unii zmienić, a jaki sposób pokierować dalszą integracją, tak żeby nic nie uszczknąć z ich rozumianych państwowo/narodowo partykularyzmów. Każdy postulat skierowany przeciwko wartościom Unii Europejskiej jest w istocie również skierowany przeciwko obywatelom Unii Europejskiej – trzeba umiejętnie rozpoznawać tego typu postulaty i najlepiej eliminować je z wyborczej percepcji.

Wielką wadą wyborów do Parlamentu Europejskiego jest to, że są one ograniczone do paradygmatu narodowego, co siłą rzeczy trąci partykularyzmem. Jednakże jest to konsekwencja konstrukcji Unii Europejskiej jako wspólnoty samodzielnych podmiotów państwowych. Jakże wspaniale byłoby, gdyby polscy wyborcy mogli głosować na kandydatów bezpośrednio popieranych np. przez panią Merkel! Taka lista wyborcza – budowana horyzontalnie przez Europę, to byłoby coś rzeczywiście realnego – łączącego w sobie zabiegi polityków o głosy bez względu na barwę narodową oraz budowę wspólnego interesu wraz z budową poczucia wspólnoty. Języki nie są problemem – tłumaczy nie brakuje, a na to akurat można sfinansować w tym znaczeniu, że koszty tłumaczenia na języki w których krajach się kandyduje powinno być kwalifikowanym wydatkiem na kampanię wyborczą, w jakiejś mierze zwracanym każdemu kandydatowi, który zdobył określony poziom poparcia. Prosty, bardzo realny sposób i mamy rzeczywiście coś więcej niż prymitywne wysyłanie partyjnych okrajków na unijne listy.

W naszych realiach niestety mamy co najmniej trzy partie, które moglibyśmy uznać za euro-sceptyczne i chętne do zmiany formuły funkcjonowania Unii Europejskiej, przez co może być niebezpiecznie. Najciekawiej zachowa się wieś. To wieś polska zdecyduje o ostatecznym obrazie naszego przedstawicielstwa w Parlamencie Europejskim. Dlatego to właśnie działaniom kandydatów adresujących swoje przesłanie do wyborcy wiejskiego należy poświęcić maksimum uwagi, ponieważ ich aksjologia powinna co najmniej nawiązywać do tego, co przeciętni wyborcy wiejscy i małomiasteczkowi uważają za poglądy mieszczące się na ich skali wartości. W konsekwencji przy dobrze skrojonej kampanii możemy mieć do czynienia z sytuacją, w której zwyciężą ludzie popierający lokalność.

Głosowanie jest przed nami – kampania będzie się nasilać. 25 maja jest naprawdę blisko. Lansowanie się kandydatów zabiegających o wyborców będzie fascynującym festynem, gdzie jak można było się przekonać – lecą głowy filozofów…

2 komentarze

  1. inicjator_wzrostu

    Odeszliśmy od wartości i to się teraz mści.
    Będziemy mieli lansowanie się polityków i to nawet dotychczas poważnych, co potrafią Q…WĄ nazwać Panią polityk z sąsiedniego kraju. Kto mu podpowiedział taki sposób zwrócenia na siebie uwagi?

  2. “Kiedyś”, czyli nie tak dawno, wyraziłem swój pogląd
    na “obywatelski obowiązek”.
    www. wiernipolsce.wordpress.com/2014/04/05/eurowybory-nie-maja-sensu-zostanmy-w-domu

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.