Wojskowość

Afganistan – systemowa przegrana NATO?

 Zaangażowanie Sojuszu stworzonego do wygrania zimnej wojny w bieganie po górach w najbardziej nieprzyjaznym kraju świata od samego początku nie miało celów wojskowych. Wojnę w Afganistanie rozpoczęli Amerykanie – wykorzystując swoją potęgę do zdławienia rządzonego przez Talibów kraju. To się udało, zwłaszcza w mediach. Głównie o media zresztą rozpoczynającej wojnę administracji prezydenta Busha chodziło. Piękne wybuchy z piekła na ziemi jakie zgotowało lotnictwo strategiczne, szybkie operacje wojsk specjalnych, w końcu regularna inwazja w kraju bez dostępu do morza – w oparciu o transport lotniczy i wykorzystanie pomocy logistycznej sojuszników. Do tego zaproszono jeszcze nieprzygotowane do żadnych działań wojennych państwa NATO, poza nielicznymi krajami mającymi jakiekolwiek doświadczenie bojowe, w tym Polski (po jej udziale w okupacji Iraku).

Celem wojny była demokratyzacja państwa a przynajmniej coś co chociażby demokrację klanową mogłoby przypominać. Niestety nie można na tym polu odnotować sukcesu, ponieważ interesy istotnej części liczących się w Afganistanie przywódców religijnych i klanów są ukierunkowane inaczej niż chciałby tego zachód. Jednakże o tym, że nie da się wygrać wojny z ideologią amerykanie powinni wiedzieć z Wietnamu, a o wojowaniu z religią i całym systemem wartości w ogóle nie mają pojęcia – co widać po tym jak idiotycznie zepsuli Irak (i nie tylko).

Wojna w Afganistanie wg. oficjalnych szacunków kosztowała około 1,5 biliona USD (USA są zadłużone prawie na 17 bln USD), o ofiarach w ludziach – zarówno wśród żołnierzy koalicji jak i mieszkańców Afganistanu nie ma nawet co wspominać, ze statystykami ofiar można się zapoznać np. [tutaj]. Rząd w Kabulu posiada władzę jedynie nad własnymi budynkami, ale w nich także nie może czuć się w pełni bezpiecznie ponieważ zdrada to drugie imię walczącego za ojczyznę i wiarę Afgańczyka – taki kraj, taka kultura. Po odejściu wojsk zachodnich – zgodnie z planem w większości do 2014 roku – zobaczymy prawdziwą siłę armii i policji afgańskiej. Nie należy się tutaj spodziewać cudów. Już obecnie podział kraju – na prowincje z podwójnym systemem zależności a nawet dominacją talibów – przez wszechobecne struktury klanowe jest czymś zwyczajnym.

Ta wojna nie miała sensu, ponieważ została pomyślana jako wojna o sumienia, a takiej wojny nie da się wygrać jeżeli nie walczy się w imię Allacha, a tego trudno wymagać od „zachodnich krzyżowców”. Niestety przez długi czas nikt nie chciał przyznać się do systemowego błędu, albowiem sprawę można było rozegrać zdecydowanie inaczej. Po prostu panowanie nad terytorium w tym kraju, nawet za pomocą marionetkowego rządu i zwalczanie upraw maku na opium to nic innego jak postawienie się w opozycji względem najbardziej wpływowych osób i ich klanów. Ich odpowiedzią mogła być tylko wojna, należy się cieszyć że ograniczyli ją tylko do Afganistanu i przez ten cały czas żadna bomba adresowana „za Afganistan” nie wybuchła na zachodzie. Jednakże amerykanie mieli tutaj także pewien sprytny cel, o którym nikomu nie chcieli mówić a go zrealizować – otóż po cichu liczyli na to, że uda się im wziąć Iran w kleszcze. Z pewnością Afganistan nie stanowiłby głównego kierunku ataku, ale obecność potężnych sił NATO bezpośrednio za granicą lądową Iranu – musiała spędzać sen z powiek irańskich sztabowców.

Jednakże w tej klęsce o naturze systemowej, bo nie udało się na tyle wzmocnić tamtejszego rządu, żeby dawał rękojmię przetrwania i samodzielnego umacniania swojej władzy – uderza coś jeszcze. Mianowicie odsłonięcie totalnej słabości Europejczyków. Ten komponent NATO to totalna słabość i porażka. Nie potrafimy bowiem się na tyle zorganizować, żeby wielonarodowy komponent mógł samodzielnie walczyć. Logistyka leży, wywiad praktycznie nie istnieje (o naszym szkoda słów), wywiad elektroniczny – to Amerykanie, pasywne środki obrony – też Amerykanie, chociaż tutaj akurat nieco lepiej. W każdym bądź razie ostatecznym dowodem na naszą słabość niech będzie wykorzystywanie do łączności – rosyjskich satelitów! Oczywiście nie mamy nic przeciwko rosyjskim satelitom telekomunikacyjnym, ale jeżeli tak – to dlaczego nie poproszono Władimira Putina o bardziej konkretną pomoc? Przecież Rosjanie mają olbrzymie doświadczenia ze swojej wojny w Afganistanie, a nawet są tam przez część plemion dogłębnie szanowani, gdyż ilość inwestycji i szkoleń jakie realnie w ramach „bratniej pomocy” zrealizowali tam podczas swojego pobytu była olbrzymia.

Wojna w Afganistanie obnażyła słabość NATO, zwłaszcza jego europejskiego komponentu – pokazując niezdolność do samodzielnego funkcjonowania bez „wielkiego brata”.

Dla nas ta wojna nie miała już absolutnie i zupełnie żadnego sensu. Pomijając kwestię jakichkolwiek interesów narodowych w tamtym rejonie, których nie było, nie ma i nie będzie – po prostu zmarnowaliśmy kilkaset żyć (polegli i poszkodowani) i wydaliśmy olbrzymie pieniądze – udowadniając sami sobie, że nie stać nas na takie zabawy.

Wnioski z porażki Afgańskiej, której przypomnijmy – jako wojny z ideologią, biznesem i religią nie dało się wygrać – powinny być wyciągnięte. Przede wszystkim trzeba wyraźnie powiedzieć Amerykanom gdzie mamy ich PR-owe awantury w których nie ma żadnego sensu – także dla tych ludzi na miejscu, którzy nam zaufali. Jeżeli natomiast NATO ma mieć jakiś sens a nie być jedynie klubem dyskusyjnym panów w mundurach – trzeba wydawać na wojsko więcej pieniędzy i rozbudowywać unijny potencjał wojskowy. Mamy technologię, a pieniądze w dobie kreatywnego luzowania ilościowego nie są żadnym problemem dla Europy – zawsze można nacisnąć na tłuste brzuchy banksterów, dla świętego spokoju sypną groszem nie będą żałować nawet na bardzo nisko oprocentowane obligacje, ponieważ jeżeli nie będziemy mieli zdolności obronnych – to natychmiast pojawią się zewnętrzne niebezpieczeństwa dążące do zmiany rzeczywistości w imię odwiecznych tendencji.

4 komentarze

  1. Tworzenie armii europejskiej uwazam za pomysl chybiony. Po pierwsze, jest to pomysl lansowany przez Unie reprezentowana nieformalnie przez glownego rozgrywajacego, czyli Niemcy, ktore pretenduja do niekwestionowanego glownego szachisty w Europie. Nie trudno sie domyslec, ze sila rzeczy jest to oslabienie hegemonii Stanow Zjednoczonych w Europie Zachodniej, ktore na to Stany pozolic nie moga i prawdopodobnie nie pozwola. A gdzie dwoch sie bije, tam trzeci korzysta (np. Rosja), czesto kosztem czwartego, czyli np. naszego nieszczesliwego kraju. Skutkiem naszego strategicznego zblizenia z Niemcami (ktore od jakiegos czasu mozemy zaobserwowac) bedzie jeszcze wieksze oddalenie sie od Stanow Zjednoczonych, ktore za prezydentury Obamy i tak sie od nas oddalily rezygnujac z aktywnej polityki w Europie Wschodniej (gaszac nasze aspiracje do prowadzenia wlasnej polityki wschodniej za przyzwoleniem a reczej pod agenda USA, czyli w roli dywersanta – patrz: Kaczynski). A zrobily to sprzedajac oczywisie ta polityke Rosjanom za cos innego (Iran?). Obama postawil nas w klopotliwym polozeniu – zgoda. Jednakze, zamiast ostentacyjne znajdowac sobie kochanka (co moze prowadzic do rozwodu a przynajmniej do separacji), powinnismy raczej spokojnie przeczekac okres niesprzyjajacej nam prezydentury Obamy. A juz w zadnym wypadku nie powinnismy przyklaskiwac idei armii europejskiej, co moze ryzyko tego rozwodu znaczaco zwiekszyc.

    • Wręcz przeciwnie. W 100% nie można się z panem zgodzić. Nawet jeżeli miałby to być Eurowehrmacht! Będą tam Polacy, pod Polską komendą opłacani z pieniędzy unijnych i operujący na unijnym sprzęcie – co w tym złego?

      • Akurat?

      • Otoz, Polacy tam nie beda de facto pod polska komenda. Ani Niemcy sie na to nie zgodza ani np. Francja. Wodz moze byc tylko jeden. Kolejnym krokiem bedzie natomiast likwidacja armii narodowych. No bo po co Polska ma miec wlasne wojsko, skoro jest amia unijna? A tracac armie (byle jaka ale zawsze) stracimy resztki naszej suwerennosci i nie bedziemy mieli nic do powiedzenia. Obawiam sie, ze jest to ukryty cel tej idei. Odpowiadajac na ostatnie pytanie zapytam – po co w ogole nam wlasne panstwo? Po pierwszym rozbiorze takze nie brakowalo w Polsce jego entuzjastow.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.