„Afera” meblowa w Ministerstwie Spraw Zagranicznych?

Prasa i niektóre media opozycyjne pieją z zachwytu, dzięki czujności Najwyższej Izby Kontroli oraz dzielnych parlamentarzystów opozycji wykryto „aferę” meblową w Ministerstwie Spraw Zagranicznych.

Otóż bowiem okazało się, że ministerstwo zamiast zamówić spawane taborety z prętów zbrojeniowych z metalowymi zydelkami i bez oparcia – pozwoliło sobie na odrobinę dyskretnego poczucia luksusu, w iście burżuazyjnym i nowobogackim stylu, w którym forma przerasta treść. Wielkie pieniądze – fotele obrotowe po około 3000 zł – jeszcze droższe krzesła do tego i inne tym podobne wynalazki współczesnego – o zgrozo designu!

Słusznym oburzeniem zapałała cała prawicowa blogosfera, wzburzyły się nawet media mainstreamowe, których dziennikarze swoje szanowne cztery litery sadzają na tańszych krzesłach – przez co czują się gorsi i niedowartościowani. Zgroza, masakra, płacz, zgrzytanie zębów, przerażenie – czyli marnotrawstwo publicznych pieniędzy w obliczu kryzysu przez „kolesi” zapewne z jakiegoś „układu”, no bo kto to widział, żeby za tyle kupować meble do biura.

Powszechnie wiadomo, że Polacy zazdroszczą wszystkiego wszystkim, co więcej od razu nienawidzą i czują się gorsi. Takiego newsa nie darują, on odebrał rządowi, który stoi za tymi zakupami (jest oczywistym, że winnym jest prawie na pewno osobiście sam Tusk!) kolejne około dwa procent poparcia – nie ma litości. To jest gra totalna, to jest gra o władzę, wszystko się liczy – jeżeli można zrobić użytek z designerskiego mebla dlaczego nie? Od razu można ładować w rząd ile wlezie – na zasadzie przećwiczonej już przy sukienkach dla małżonki pana premiera. Wszystko co pokazuje, że winny jest Tusk, czy też ludzie z jego bliskiego otoczenia jest warte wykrzyczenia w mediach. O to tutaj chodzi.

Ponieważ proszę państwa, na tym polega pewien cywilizowany standard, że do urzędów publicznych – służących do reprezentacji, a akurat tak się składa że Ministerstwo Spraw Zagranicznych jest jedną wielką wizytówką naszego kraju – kupuje się to co jest najlepsze a jest w zasięgu finansowym naszego państwa. Tylko w ten sposób można zapewnić pewien standard cywilizacyjny, do jakiego goście pana ministra – są przyzwyczajeni, jak również nawet tak banalne kwestie jak to co chwyci w polu kamera – nie będzie dla państwa upokarzające. Być może rzeczywiście to niewłaściwy moment, ale przecież tych krzeseł i foteli urzędnicy nie zaniosą panu ministrowi do jego dworku! One zostaną, będą służyły naszemu państwu w – podkreślmy to ponownie – kluczowym ministerstwie zajmującym się polityką zagraniczną. Naprawdę powinno zależeć nam, żeby co jak co, ale wizytówka naszego państwa – wyglądała na nowoczesną, właśnie designerską, może nawet ultranowoczesną i budzącą podziw!

Nie ma przy tym znaczenia, czyje cztery litery będą ostatecznym beneficjentem tych mebelków – w skali państwa takie kwestie w ogóle się nie liczą, to didaskalia, nie można do nich przywiązywać wagi, jakoby to było potężne marnotrawstwo i minister oczywiście powinien podać się do dymisji. Skandalem jest nie sam przetarg na te krzesła i koszt poniesiony na ich zakup, ale skandalem jest podnoszenie tego tematu jako czegoś nadzwyczajnego. Proszę sobie uświadomić, że ministerstwo spraw zagranicznych to jest pałac polskiej władzy i ten pałac musi wyglądać dobrze. Nie może być badziewny, i byle jaki – co więcej nie powinien być przeciętny w znaczeniu ogólnej polskiej biedy. Owszem, każdy wydatek trzeba uzasadnić, jednakże akurat to ministerstwo powinno mieć bardzo duże przyzwolenie na tego typu zbytek – ponieważ powtórzmy, jest to wizytówka państwa polskiego. Jeżeli tylko będzie robić dobrą politykę zagraniczną, niech sobie kupuje krzesła i po milionie złotych sztuka, jeżeli to miałoby pomóc w realizacji naszych interesów narodowych. To naprawdę nie może być problemem.

Jeżeli myślelibyśmy kategoriami totalnych oszczędności, to trzeba wprowadzić powszechną standaryzację, mówiącą co można kupić – do jakich pieniędzy i w jakim standardzie na określonym poziomie władzy publicznej. Nie stoi nic na przeszkodzie, żeby minister – zapewne spraw wewnętrznych wydał na początek niezobowiązujący okólnik, w formule jakiegoś wzorca z tabelą, mówiący jaki samochód jest optymalny na jakim stanowisku i szczegółowo rozpisał – do krzeseł obrotowych włącznie. To jest w zasięgu naszych możliwości, a nawet prawdopodobnie bardzo by się administracji spodobało, albowiem za każdym razem spoglądano by do tabeli i z niej kopiowano opis przedmiotów wykorzystywany w procedurze zamówień publicznych.

Póki co jednak, nie dajmy się zwariować. Nie głupiejmy, nie róbmy afery z absolutnych banałów. Jest w tym jeszcze jeden wątek – szanowni państwo, urzędnicy to specjaliści, a przynajmniej chwialibyśmy, żeby nimi byli. Ci ludzie mają pełne prawo domagać się od pracodawcy, jakim w tym przypadku jest rząd – właściwe ministerstwo – zapewnienia warunków pracy na odpowiednim poziomie komfortu. Naprawdę około 3000 zł za krzesło biurowe, obrotowe – to szału nie robi, są droższe na rynku, o wiele droższe. Można powiedzieć, że to jest próg cenowy gwarantujący zakup produktów dobrej jakości. A to, że nie stać na to większości Polaków i oczywiście polskie dzieci krzywią sobie kręgosłupy na krzesłach gorszej jakości to inna kwestia. Tylko pamiętajmy, że myśląc redukcyjnie – w końcu zadamy pytanie – po co nam jest w ogóle to państwo? Nie ma od tego nic gorszego. Dlatego trzeba myśleć aspiracyjnie – dążyć do ogólnej poprawy, a że „władza” ma lepiej… tak było zawsze, jest i będzie. Tak jest skonstruowany świat. Można zmusić urzędników, żeby sobie sami kupowali to na czym siedzą, jednakże czy o to chodzi?

Ministerstwu spraw zagranicznym można tylko gratulować dobrego gustu i dobrego wyboru, bo zakupione meble to doskonałe produkty – wysokiej jakości, świetnie wykonane, warte polecenia. Może producent zadowolony z reklamy wypuści serię – „ministerstwo”?

2 thoughts on “„Afera” meblowa w Ministerstwie Spraw Zagranicznych?

  • 20 sierpnia 2013 o 12:04
    Permalink

    Ale czepialstwo!
    A niech sobie siedzą na czym chcą i jak chcą.
    Byleby się do polityki zagranicznej nie wtrącali.
    Jeszcze jakaś wojnę wywołają, zgodnie z oczekiwaniami WIELKIEGO BRATA i jego czołowego przedstawiciela w MSZ …

    Odpowiedz
  • 21 sierpnia 2013 o 12:18
    Permalink

    A czy to nie jest tak, że 300 tyś. za 28 krzeseł == 10,714zł za krzesło?
    Te krzesła za 3 tyś zł. to oni kupili chyba ze 3 lata temu.
    No i zdaje mi się, że problem w tym, iż rok temu próbowali kupić 500 krzeseł po 8 tyś. każde.
    500 to dużo, nawet jeśli byśmy mieli gości z Ameryki.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.