Polityka

ACTA, ustawa refundacyjna i droga benzyna ujawniły skalę społecznego napięcia

 Ludzie pragną wolności, w swojej historii Polacy nie raz dali dowód na to, że potrafią się o swoją wolność upominać. Zrobili to ponownie – pretekstem była ACTA, ludzie mają dość oderwania władzy od rzeczywistości – nie godzą się na jej ograniczanie w sferze prywatnej, a do tej sfery w Polsce wraz z seksem, stosunkami w rodzinie i pilnowaniem własnego talerza – Polacy zaliczają także Internet.
Rząd ma pecha, ale jest głównie sam sobie winny. Od początku roku spotkały się ze sobą trzy złe wiadomości, mające znaczenie dla poruszenia mas tzw. opinii społecznej. Pierwszym zagadnieniem problemowym była (jest) ustawa refundacyjna, drugim podwyżka cen paliw napędowych a trzecim nieszczęsne ACTA. Spowodowało to w stosunkowo krótkim czasie powstanie masy krytycznej wiadomości negatywnych, które przysłoniły rzeczywistość – nawet w mediach mainstremowych.
Społeczeństwo przyzwyczajone do podwyżek, wzrostu cen i ogólnej sytuacji porażki, mierności i bylejakości w przestrzeni publicznej zostało porażone trzema nowymi złymi wiadomościami. Polacy nie zaakceptują dalszego pogarszania i tak w praktyce dogorywającej służby zdrowia, Polacy nie zaakceptują wyższych cen paliw niż 5 zł – w skrócie, – dlatego ponieważ nie stać ich na utrzymanie się przy tym poziomie cen, Polacy nie zaakceptują wchodzenia przez rząd do ich domów – łóżek i na pulpity ich komputerów. NIGDY.
Rządzący tj. elita, która sprawuje władzę polityczną, ekonomiczną, duchową, socjalną, prawną i siłową stopniowo przez lata pod pozorami liberalizacji, prywatyzacji, powiększania przestrzeni wolności, konieczności równania do światowych standardów itp. – pozbawiała społeczeństwo wpływu na władzę i możliwość samookreślenia. Idealnym wzorcem społecznym jest jednostka, która w wieku około 30 kilku lat ma dziecko – niekoniecznie z aktualnym partnerem, wynajmuje mieszkanie lub spłaca je w wieloletnim kredycie – pracując na 1-2 etatach, równolegle dorabiając w tzw. wolnym czasie przy równoległym dokształcaniu się na płatnej uczelni – pełnym kredytowaniu konsumpcji.
Społeczeństwo składające się z takich jednostek to społeczeństwo niewolnicze, składające się z niewolników trzymanych kilkoma smyczami na raz: smyczą ekonomiczną, – bo utrata pracy przy braku oszczędności oznacza degradację, smyczą prawną, – bo w naszym systemie prawnym wszelkiego rodzaju regulacje i przewlekłość procedur powodują, że obywatel – jednostka nie ma szans w konflikcie z państwem, korporacjami, biznesem i osobami majętnymi (z elity); oraz smyczą obyczajowo-emocjonalną, ponieważ przeciętny Polak jest zmuszony żyć w realiach „dulszczyzny” i różnego rodzaju nacisków środowiskowo-rodzinnych zmuszających go do zachowania określonych przez międzypokoleniowo-społeczno-środowiskowo-moralne normy. Klasycznym przykładem jest stereotyp, że w przypadku rozkładu pożycia małżeńskiego winny jest z założenia mężczyzna, a matki lepiej opiekują się dziećmi… Powoduje to, że życie w Polsce jest trudne, ponieważ nie można ani zbyt głośno włączać muzyki, jeżeli się mieszka w bloku, ani nie można zbyt aktywnie bronić się przed napaścią – albowiem praktycznie zawsze jest tak, że pokrzywdzony ma rozważany zarzut udziału w bójce (!) – wystarczy sprytne i zgodne kłamanie napastników lub sprawny adwokat.
Władza – elita zorientowała się nagle, że społeczeństwo niewolników osiągnęło granice wydolności i nie da się go w sposób efektywny nadal eksploatować bez zwiększenia wydajności całości systemu. Oznacza to konieczność przekazania więcej własności i więcej wolności – natomiast nasz rząd proponuje społeczeństwu rozwiązania odwrotne. Władza chce bardziej ingerować w naszą wolność i dalej pozbawiać nas własności oraz uzależniać od systemu. Niestety ludzie widzą, że ten model funkcjonowania i rozwoju nie ma racji bytu, ponieważ podział tortu jest niesprawiedliwy dla tych uczestników systemu, którzy nie mają kapitału.
Dlatego obecne upominanie się o wolność to groźny pomruk ostrzeżenia przekazany przez społeczeństwo dla swojej elity – „mamy dość”, „nie wytrzymamy dalej”, „nie nie nie”. Rządzący muszą pamiętać, że ten protest jest rzeczywisty i naturalny a w swoim wymiarze oddolny i niesterowany, a także niesterowalny. Ludzi protestujących przeciwko ACTA, kierowców blokujących stacje, i rozżalonych pacjentów łączy to samo uczucie osamotnienia i sprzeciwu. To nie są „internauci”, to nie są „pacjenci”, to nie są „kierowcy” – to protestują wyborcy!!! Dla wyrażania sprzeciwu nie potrzebują lidera – odebrali politykom prawo do reprezentacji i wyrażania opinii, to konflikt na osi społeczeństwo – elita polityczna, w tym konflikcie ta druga jest zawsze na przegranej pozycji w długim okresie czasu. Dotychczasowy mechanizm polityczny zastępuje kontakt równoległy poprzez media społecznościowe.
Na to nakłada się kryzys zaufania i kryzys przywództwa, w efekcie w istocie stoimy na progu rewolucji, – której wybuch nastąpi w przypadku ziszczenia się negatywnego scenariusza ekonomicznego – albowiem to społeczeństwo nie wytrzyma żadnych trudnych decyzji. Nie, dlatego że nie chce (w 1990 roku także nie chciało!) – tylko i wyłącznie z tego powodu, – ponieważ nie ma już rezerw i amortyzatorów. Czekają nas ciekawe czasy – prawdopodobnie nastąpi swoista implozja a następnie pełen upadek tego antyludzkiego systemu, w którym bogaci robią się coraz bogatsi a wszyscy inni muszą pracować żeby przeżyć.
Społeczeństwo dojrzewa do powiedzenia politykom dość! „Mamy dość”. Mamy dość urzędów skarbowych zwanych stacjami benzynowymi! Mamy dość służby zdrowia, która jest ekstremalnie nieefektywna! Mamy dość prawa, które pozbawia nas wolności – nie gwarantując bezpieczeństwa! Polacy nie zgodzą się na naruszenie sfery ich najbardziej życiowych interesów.

5 komentarzy

  1. Fakt, że skala buntu społecznego jest ogromna i tylko dlatego, że nie przewodniczą temu zadymiarze ze związków zawodowych, to nikt kulturalny nie pali opon i nie rzuca kamieniami. Ciekawe jak długo się to utrzyma …
    http://www.kalbi.pl/Wielkanoc

    • Cóż, dzięki tym zadymiarzom ze Związków Zawodowych ja mam jeszcze normalna pracę – według Kodeksu Pracy, z nadgodzinami, urlopami, etc. Moja Pani – farmaceutka u prywaciarza (tak, pejoratywnie – o to chodzi) jest “walona w rogi” co chwilę… Błogosławię więc Związki i Układ Zbiorowy w moim zakładzie… Jak to się skończy – adieu, rozpoczynam życie od nowa, jednak nie w Banan Republic Of Poland. I to nawet pomimo zaawansowanej 40. na karku. Pozdrawiam!

      • hard_working_girl

        Hmmmm co za przykład samolubnego samozadowolenia… więc informuję pana że i ja i pana małżonka pracując “u prywaciarza” w tzw. sferze prawdziwej ekonomii pracujemy na ten pana pakiet socjalny same mając mniej praw niż przewiduje kodeks. I wszystko jedno czy się to odbywa poprzez przepłacanie za usługi publiczne – państwowego lub sektorowego monopolitsy czy też jest pan po prostu urzednikiem – fakt faktem że duża część społeczeństwa pasozytuje (tak pasozytuje) w mniejszej lub większej części kosztów swojego utrzymania na reszcie społeczeństwa…. Czas z tym burdelem skończyć – niech każdy (z wyjątkiem niepełnosprawnych i chorych na powazne choroby) płaci sam za siebie !!!!!!!!!

  2. Stach Głąbiński

    Protesty dzielimy na podejmowane “przeciw” i “za”. Różnica polega na tym, że w drugim przypadku manifestanci potrafią wskazać, co ich zdaniem należy zrobić, by poprawić sytuację. Niepokojący jest fakt, że we wszystkich trzech wymienionych protestach nie tylko nie ma mowy o określeniu sposobów uzdrowienia sytuacji, lecz nawet nie podejmuje się objaśnienia przyczyny zła poprzestając na stwierdzeniu, że winien jest rząd. Jest to w pewnym stopniu usprawiedliwione złożonością sytuacji w przypadku krytyki sytuacji służby zdrowia, czemu zresztą towarzyszą formy protestu ograniczone do sensownej skali. Gdy mowa o protestach przeciw ACTA, nie sposób domyśleć się, czy chodzi o to, by działalność w Internecie w ogóle nie podlegała regulacji, czy o zmianę konkretnych przepisów (których?), czy o brak konsultacji społecznych. Nieco lepsza pod tym względem sytuacja jest u kierowców, którzy wskazują na nadmierne opodatkowanie paliwa. Nie zmienia to jednak faktu, że jeśli zmniejszyć te obciążenia, to trzeba wymyślić inne źródło dla już obecnie zbyt skąpych funduszy na budowę i remonty dróg. Wracając do poruszonej kwestii winy rządu, to jeśli manifestanci wyobrażają sobie, że zmiana władz coś pomoże, należy współczuć ich naiwności. Sytuacja jest trudna, rządzili Polską (i to niedawno) gorzej niż aktualni ministrowie do tego przygotowani osobnicy – wtedy był właściwy czas na domaganie się zmian. Teraz bezmyślne zadymy tylko mogą pogorszyć stan gospodarki.

  3. Do trzech wymienionych przez Pana elementów: ACTA, afera refundacyjna i ceny paliw, dodałbym sprawy emerytur. W ten sposób Pański tekst byłby pomostem pomiędzy wkurzonymi z wielu pokoleń. Zachęcam do napisania poprawionego tekstu poszerzonego o arbitralne wprowadzanie wieku 67 lat dla wszystkich (bez uwzględnienia gospodarczych polskich realiów) oraz waloryzacji kwotowej, która w mojej opinii pozwoliła zaoszczędzić rządowi ok. 900 mln zł. Licząc uśrednione świadczenia i liczbę świadczeniobiorców ZUS, nawet ta kwotowa powinna wynosić 81 zł, zamiast 71 uchwalonych w epizodycznej ustawie sejmowej.
    W ten sposób pozbawiono emerytów i rencistów ok. 120 zł rocznie, przy kwotowej. Przy utrzymaniu dotychczasowej, procentowej – tym mającym wyższe niż 1690 zł brutto świadczenie, zabrano więcej.
    Tak samo niższe będą tzw. kwoty bazowe, które będą istotne w przyszłym roku przy waloryzacji już procentowej, ale to nie jest pewne – bo jak przegramy EURO 2012, to wiele może się w naszym jakże umęczonym kraju zmienić.
    To nie ciekawe są sprawy dla młodych te emerytury, ale każdy z obecnie młodych też kiedyś nim zostanie. Składa coś tam na ZUS i OFE, ale od momentu rozpoczęcia pobierania świadczeń (w wieku 67 lat) – jest już zakładnikiem rządu, bo to on ustali waloryzację.
    I co z tego, że obecnie młody i prężny człowiek odkłada sobie na przyszłą emeryturę maksymalne kwoty, gdy przyszły rząd 97 letniego Dożywotniego Premiera RP Donalda Tuska, wprowadzi kolejną waloryzację kwotową świadczeń? I zamiast oczekiwanej podwyżki kilkaset PLN (taka będzie wówczas inflacja) dostanie swoje 73 zł, bo ma być “po równo”.
    Dlatego nie można zasklepiać się w interesach swojego pokolenia.
    Młodzi to przecież emeryci, tylko za kilkadziesiąt lat …

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.