A ty ile mogłeś mieć rodzeństwa?

Żyjemy w czasach obojętnych na śmierć. Po horrorze II wojny światowej, hitlerowskich obozach zagłady oswoiliśmy się z masową śmiercią. Bynajmniej okropieństwa wojny nie skończyły się – po terrorze niemieckim przyszedł terror stalinowski. tysiące, dziesiątki tysięcy, setki tysięcy ludzi mordowała bezpieka. W niechlubnym oku 56 minionego wieku poszerzono zakres śmierci wprowadzając ustawę dopuszczającą możliwość stosowania aborcji. Dotychczas masowo mordowano ludzi żyjących, niewygodnych dla systemu. Teraz cień śmierci padł na tych, którzy trudów życia zaznać nigdy nie zdołali. Nigdy nie dano im tej szansy.

1994-08-09
Łódź

Aborcja

Nie zabijaj mnie mamo
pozwól mi żyć jak
Tobie pozwolono
kochaj mnie mamo nawet
jeśli będę kaleką
to Bóg posłał mnie
do Ciebie
nie usuwaj mnie
ze swego łona
nie pozwól by mnie
zamordowano
mamo ja Cię kocham
proszę nie usuwaj mnie
słuchaj Boga głosu
i pozwól mi żyć
nie zabijaj mnie
ja tak bardzo
pragnę dla Ciebie żyć
kocham Cię mamo
pozwól mi być
dla Ciebie darem Bożym
nie zabijaj mnie
pokochaj sercem
i życie ofiaruj

Adam Gabriel Grzelązka

Jestem właśnie w trakcie lektury książki pt.: „Aborcja. Spojrzenie filozoficzne, teologiczne, historyczne i prawne” trojga autorów: Tadeusza Ślipki SJ, ks. Marka Starowieyskiego oraz ks. Andrzeja Muszali. We wspomnianej książce, we wstępie czytam następujące słowa:

Dziedzictwo stalinowskiego ustawodawstwa (a mówić ściślej bezprawia) położyło się cieniem na z górą 30 lat, przyczyniając się do uśmiercenia w Polsce ponad 20 mln istnień ludzkich w okresie prenatalnym.

Zatrzymajmy się przy tym cytacie. Nie podejmujmy teraz dyskusji o zasadności aborcji. Pomińmy tutaj wszystkie za i przeciw. Zatrzymajmy się na przytoczonych danych statystycznych. Zatrzymajmy się przy liczbie 20 mln ludzi nienarodzonych. Obecnie nasz kraj liczy coś koło 37-38 mln ludzi. Biorąc pod uwagę, że nasze czasy przyniosły liczną emigracje zarobkową, załóżmy, ze obecnie w naszym kraju przebywa 30-35 mln ludzi.

Zestawmy obie liczby. Z jednej strony obecnie żyje w Polsce 30 mln ludzi. Z drugiej strony 20 mln nigdy się nie narodziło. Tak w uproszczeniu i zgrubnym zaokrągleniu. Oznacza to, że na każdych 3 ludzi wokół nas, dodatkowych 2 nie ma i nie będzie już. Nigdy tych dwoje nie spotkasz. Nigdy z tymi dwoma się nie zaprzyjaźnisz, nie nawiążesz żadnej relacji.

Gdyby owe 20 milionów nienarodzonych nie zostało zgładzonych, w naszym kraju żyłoby obecnie nie 38, ale 60, a biorąc pod uwagę ich potomstwo, może nawet 70-80 mln ludzi. Jeszcze raz tyle, ilu nas obecnie jest. A wszystko to nie stało się tylko dlatego, że co roku masowo mordowano dzieci nienarodzone. Statystyki pokazują, że w latach 80 tych morderstw popełniano na poziomie 140 tys. rocznie. Takie są fakty.

Jaki to ma wpływ na nasz dzień obecny? Na naszą gospodarkę, politykę? Jak wyglądałaby ojczyzna, gdyby ci zamordowani urodzili się, żyli pośród nas, założyli swe własne rodziny i doczekali się licznego potomstwa? Czy nadal bylibyśmy w gospodarczej zapaści? Czy stalibyśmy jak dziś na krawędzi przepaści i narodowego bankructwa? Ilu wspaniałych ludzi się nie narodziło? Ilu wynalazków i odkryć my Polacy nie dokonaliśmy? Ilu książek nie napisaliśmy? Ile wierszy nigdy nie zaistniało, nie ubogaciło naszej kultury?

20 mln nienarodzonych. 37 mln żyjących. Jesteś jedynakiem? A może masz rodzeństwo? Może jednak nie masz. Może masz własne dzieci? Może jednak nie masz. Tak się zastanawiam – strach to trochę napisać – strach to trochę głośno wypowiedzieć… No ale trzeba. Trzeba to wyartykułować. Tak się bowiem zastanawiam, ilu braci i ile sióstr moja matka pozbawiła daru życia. Ilu spośród mojego nienarodzonego rodzeństwa zostało zabitych poprzez aborcję. A ty? Kto wie, może masz brata. Kto wie, może masz siostrę. Albo kilku braci lub sióstr. Tyle, że ich nie znasz, że nie są oni częścią twego dzieciństwa. Z jednego prostego powodu – twoja ukochana mama dokonała aborcji. Może nawet dokonała jej wielokrotnie. Nie masz pojęcia, jak wielkie spotkało cię szczęście. Ty bowiem żyjesz. Ciebie nie zabito. Z ciebie nie zrezygnowano.

20 mln aborcji nie dokonało kilka kobiet. Dokonało ich co najmniej kilka milionów kobiet. Załóżmy, że tych 20 mln aborcji dokonało 7 mln kobiet. Przy zaokrągleniu, że w Polsce żyje 35 mln ludzi, dochodzimy do prostej arytmetyki – co 5 Polak zamordował swe nienarodzone dziecko. Panie i Panowie – żyjemy pośród cichych zabójców. I powiedzmy sobie szczerze. To nie tylko nasze kobiety – matki, siostry czy żony są tutaj winne. My ich mężowie, bracia czy synowie też nosimy na sobie to piętno popełnionej śmierci. Nie doszłoby przecież do tych masowych zabójstw, gdyby owe kobiety miały w nas wsparcie. Gdyby były przez nas kochane, otaczane opieką. Ile kobiet zostało zmuszonych do aborcji przez własnego męża lub własną najbliższą rodzinę?

38 mln Polaków, w tym połowa, czyli 19 mln to kobiety. Jeżeli tych 20 mln aborcji dokonało 8 mln kobiet, to co trzecia Polka minimum raz zamordowała poczęte w sobie życie. Co trzecia kobieta w Polsce nie ma dziecka lub ma jedno. A prawdopodobnie mogła mieć o co najmniej jedno dziecko więcej – czasem o kilka – zależnie od tego, ilu aborcji dopuściła się w swoim życiu.

Pomyślmy – jeżeli w klasie mamy 30 uczniów – to 20 uczniów w niej nigdy nie było. Można by z tego zrobić dwie 25 osobowe klasy. Miliony nienarodzonych nie pracują z nami, nie studiują z nami, nie prowadzą własnych firm. My tymczasem martwimy się, że ZUS nie wyrabia, wiec wydłużamy czas obowiązkowej pracy dla kobiet i mężczyzn o kolejne lata, co w efekcie dla wielu z nas będzie oznaczać pracę za marne grosze, pracę ciężką,, niewdzięczną, pracę w której będziemy pomiatani i wykorzystywani aż do samej śmierci. A wszystko dlatego, że zabito nam 20 mln rodzeństwa. Że pozbawiono nas ich istnienia, relacji z nimi, ich miłości.

Nadal możemy zastanawiać się nad tym, czy aborcja powinna czy też nie powinna być dopuszczalna oraz w jakich warunkach. Prawda jednak jest taka, że dopóki będziemy zezwalać na aborcję, dopóki będziemy propagować prawo do masowych morderstw nienarodzonych, nie będzie nam lepiej w kraju. Będzie nas coraz mniej. Będzie nas ubywać. Będziemy narodem okaleczonym.

Kwestią każdego z nas z osobna, każdej kobiety i każdego mężczyzny jest spawa sumienia: jestem za życiem, czy przeciwko niemu. Czy nam się to podoba, czy też nie, czy jesteśmy wierzący, czy też uważamy się za niewierzących – każdy z nas u kresu życia zda przed Bogiem – w którego wierzy lub nie, któremu ufa lub nie – rachunek z własnego sumienia, rachunek z własnej postawy wobec nienarodzonych i ich życia lub śmierci. Z tego, czy popieraliśmy bądź zmuszaliśmy kogoś do aborcji, czyśmy sami się jej dopuszczali lub e niej pomagali. Także z ego, czyśmy ją odradzali, czyśmy odmówili pomocy matce, która dokonała aborcji tylko dlatego, ze nikt jej nie podał pomocnej ręki.

Mam nadzieję, że ty należysz nie tylko do tych szczęśliwców, którzy żyją. Mam nadzieję, że aborcja nigdy nie byłą problemem w twojej rodzinie. Że tobie nigdy nie zabito rodzeństwa. Ani nikomu z twoich rodziców. Ani ty sam czy ty sama nigdy aborcji sienie dopuściłeś czy dopuściłaś.

Ja tej pewności nie mam. Uniknąłem losu zamordowanych o włos. Żyję. Nie wiem ilu moich braci i ile moich sióstr zabiła moja matka. Nie mogę jej nawet o to zapytać. Nigdy bowiem jej nie znałem. Nigdy się z nią nie spotkałem. Odeszła od mojego ojca i ode mnie, gdy miałem coś koło roku i pół. Porzuciła mnie, porzuciła mojego rok starszego brata i rok młodszą siostrę. To, co nas łączy to nasza mama oraz owo szczęście bycia narodzonymi. To, co nas różni to różni nasi ojcowie oraz różne nasze losy. Losy nieznane zresztą, gdyż swej siostry także nie znam. Zaś relacji z bratem, gdy odnalazł się w jednym z łódzkich domów dziecka, gdy obaj byliśmy już nastolatkami – owych braterskich relacji nigdy nam już nie udało się odbudować i nasze drogi obecnie także się całkowicie rozeszły. To już jednak całkowicie odmienna historia.

Ty żyjesz. Ciebie nie zabito. Z ciebie nie zrezygnowano. Ale z twojego brata? Ale z twojej siostry? Tego nie wiesz i lepiej, byś się nigdy nie dowiedział czy nie dowiedziała. Nie jest bowiem z taką świadomością żyć łatwo. Nie jest łatwo przebaczyć własnej ukochanej mamie, ze dopuściła się aborcji pozbawiając cię rodzeństwa. Nie jest łatwo wybaczyć własnemu ojcu, który być może ją do tej aborcji przymuszał albo co najmniej nie odradził jej, nie pomógł, nie zatroszczył się o nią odpowiednio.

Śmierć jest blisko. Dopóki o aborcji mówi się jako o czymś, co mnie osobiście nie dotknęło, mówi się o niej bezosobowo. Mówi się o niej bez emocjonalnie. Jeśli jednak jest ona moim osobistym dramatem, dramatem mojej rodziny, dramatem moich rodziców czy dziadków – wtedy już nie jestem tylko obojętnym obserwatorem. Jestem w centrum wydarzeń.  W centrum dramatu. W centrum masowych mordów. Nadal więc jesteś za? Nadal zamierzasz ją popierać? Do niej namawiać? A jak odpowiesz swemu dziecku, gdy cię ono o nią zapyta: mamo, tato, czy miałem braciszka lub siostrzyczkę, czy wyście ją zamordowali? Dlaczego żyję ja, a nie on czy ona? Jak odpowiesz swemu dziecku? Co mu powiesz? Czy jakiekolwiek argumenty za aborcją będą wówczas miały znaczenie dla twego narodzonego dziecka?

Tymczasem zbliża się już powoli czas Bożego Narodzenia. Czas wielkiej radości. Ma to dla ciebie jeszcze jakieś znaczenie? A może i wiarę swoją poddałeś aborcji? A może nigdy nie zrodziła się ona w tobie? Może nigdy nie dane ci było nawiązać osobistej relacji z kochającym cię Bogiem? A może miałeś tę szansę, lecz ją odrzuciłeś? Z niej świadomie zrezygnowałeś? Pomyśl – nie przeżywalibyśmy tego święta, gdyby Bóg nie narodził się. Nie byłoby chrześcijaństwa, gdyby spotkał go los dzieci poddanych aborcji. A kim byłoby to dziecko, które właśnie dziś w Polsce zamordowano? Kim byłyby te 20 milionów nienarodzonych Polaków – naszych braci i sióstr, niedoszłych mężów, żon, niemożliwych do zaistnienia przyjaciół? A wszystko to się nie  stało z jednego powodu – aborcja położyła kres ich ledwo rozpoczętego życia. Mów co chcesz, ale ich nie ma. Oni sienie wypowiedzą. Nie opowiedzą ci o mękach umierania. Nie opiszą katuszy, jakim poddano ich przed śmiercią. Wierz mi – nie była to lekka bezbolesna śmierć. Była ona dużo gorsza, niż śmierć, jaka spotka mnie niż ciebie, jaka spotka większość z nas. Oni już nigdy nic nie powiedzą. Ty jednak możesz. Ty jednak jeszcze możesz. Ty jednak wciąż jeszcze możesz. Wybór należy do ciebie: dasz życie, czy je odbierzesz. Obronisz życie, czy zamordujesz poczęte istnienie. Będziesz obrończą czy mordercą. Mów co chcesz, krzycz, oburzaj się, kłóć ze mną – ty możesz. 20 mln naszych bliskich nie. 20 mln milczących śmierci nie powie nigdy ani słowa.

Nadchodzą święta. Nasz Bóg, nasz Przyjaciel, nasza miłość, dawca naszego istnienia, źródło życia będzie już niedługo obchodzić swoje kolejne urodziny. Zaproś go do swego domu. Zrób mu miejsce przy swoim stole. Pozwól, by nawiedził twe serce. Póki żyjesz – wszystko może siew twoim życiu zmienić. Daj sobie szansę. Szansę miłości. Szansę życia. Szansę wieczności.

1994-12-08
Łódź

Bóg się rodzi

nie tylko raz do roku
nie tylko w święto – nie

każdego dnia ktoś
puka do duszy
Matka o nocleg pyta

każdego dnia oddaję Bogu
serca Betlejem ubogą stajenkę
każdego dnia On
rodzi się tam na nowo
każdego dnia Bóg do nowego
rodzi mię życia w sobie

Adam Gabriel Grzelązka

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.