Ekonomia

A gazoport zbudowaliśmy dla zgrywy?

 W kręgach branżowców związanych z dobrą zmianą powraca stara koncepcja budowy gazociągu do Danii, za pomocą, którego moglibyśmy importować gaz z Norwegii. Nawet niektóre, co usłużne reżimowi media okrzyknęły tą potencjalnie planowaną inwestycję, jako – sposób rzucenia Gazpromu na kolana i adekwatną odpowiedź na gazociąg Nord Stream, czy też właściwie jego planowaną rozbudowę.

W lutym br., pani premier Beata Szydło była w Norwegii, gdzie prowadzono rozmowy na temat możliwości dostaw gazu z Norwegii, co ma tą dodatkową istotność, że jedna z polskich firm gazowniczych posiada tam stosunkowo liczące się prawa do złóż (jest współposiadaczem). Gaz do Polski miałby pochodzić ze zdywersyfikowanych źródeł w Norwegii, miałby tą wadę, że byłby dość drogi, a na pewno droższy od gazu rosyjskiego, być może jednak tańszy od gazu importowanego do gazoportu, – chociaż tutaj nie można sobie pozwolić na spekulacje, ponieważ ten gaz może być importowany po różnych cenach z różnych źródeł.

Formalnie ma chodzić o dywersyfikację dostaw gazu do Polski, jednak wszystko trzeba widzieć w kontekście ceny. Wybudowaliśmy za bardzo duże pieniądze gazoport, którym będziemy kupować jak na razie stosunkowo drogi gaz z Kataru. Później jest możliwe, że będziemy kupować również tańszy gaz dostępny na rynku na bieżąco. Powstaje pytanie – jaki sens, przy zabezpieczaniu przez gazoport prawie połowy naszych potrzeb na gaz – oraz przy tanich dostawach gazu z Rosji ma sens wchodzenie w droższy gaz norweski? Uwaga nikt nie twierdzi, że bezpieczeństwo jest za darmo. Jednak śmiało można uznać, że gazoport, a na pewno już po jego planowanej rozbudowie – bez najmniejszego problemu zapewni nam bezpieczeństwo gazowe. Przy czym uwaga będzie mogło się okazać, że znaczną część gazu do niego kupimy w Rosji, ewentualnie będzie to gaz rosyjski kupiony formalnie, jako gaz z innych źródeł, ale wymieniony przez pośredników na zasadzie swapowej.

Kwestią odrębną jest to, czy Norwegia w ogóle zdecydowałaby się wejść do Polski na poważnie – konkurując z Gazpromem. Trzeba, bowiem pamiętać, że przed obłożeniem Rosji niesprawiedliwymi i nielegalnymi sankcjami dotyczącymi m.in. sektora energetycznego – szereg wiodących firm norweskich – wysoko wyspecjalizowanych w zaawansowanych metodach poszukiwania i wydobycia ropy i gazu – pracowało wspólnie z Rosjanami na Dalekiej Północy. O dostęp do pola gazowego Stockman na Morzu Barentsa ubiegały się Statoil i Hydro, a w ewentualną obsługę wydobycia mogłoby być zaangażowane wiele innych norweskich firm z branży wydobywczej, świadczących wysublimowane usługi logistyczne w trudnych warunkach morskich i polarnych.

Polska już raz (zdaje się w 2003 roku) wypowiedziała umowę Norwegii, decydując się na zakupy tańszego gazu z Rosji. Wówczas Norwegowie przekonali się, że nie jesteśmy ani stabilnym politycznie partnerem, ani racjonalnym. Ponieważ trąbiliśmy o konieczności dywersyfikacji dostaw, a sami zrezygnowaliśmy z takiej możliwości, pozostając przy stałych źródłach, de facto istotnie się samodzielnie ograniczając, wręcz paraliżując podejmowanie decyzji. Wedle dostępnych z tamtego okresu informacji prasowych w norweskiej prasie – polski rynek było oceniany, jako mało perspektywiczny, ponieważ po prostu Polaków nie jest stać na gaz, jako palio powszechne. Budowa gazociągu do Polski z Norwegii/Danii była oceniana, jako niemożliwa do realizacji bez publicznego zaangażowania Warszawy, ponieważ norwescy partnerzy uznawali taką inwestycję za nieopłacalną w ramach biznesplanu.

Jesteśmy, więc w sytuacji trudnych wyborów strategicznych, w które się sami wpędzamy, prawdopodobnie pod naciskiem jakichś niezupełnie reprezentujących nasze interesy lobby. Być może nawet ktoś chce wykorzystać naiwność części naszych decydentów i spowodować, że zainwestujemy olbrzymie środki w dywersyfikację w drogi gaz.

Tymczasem trzeba zacząć liczyć. W ogólnym mixie gazowym Polski liczy się przeciętna cena, jaką za gaz płaci przemysł i jaka jest oferowana odbiorcom indywidualnym. W interesie naszej gospodarki jest spowodowanie, żeby te ceny były możliwie najniższe, przy czym żeby nawzajem się stabilizowały. Przemysł nie powinien subsydiować odbiorców indywidualnych, jak również na nich nie powinno się przerzucać ceny, jaką trzeba zapłacić żeby jeszcze produkcja chemiczna w Polsce, – bo o to idzie stawka w tej grze – była opłacalna.

Jeżeli odrzucimy zabarwienia ideowo-polityczne, bardzo szybko uświadomimy sobie, że po rozbudowie gazoportu i najlepiej jeszcze dysponowaniu własną flotą kilku gazowców – możemy bardzo efektywnie zarządzać dostawami, po prostu bazując własnymi możliwościami możemy kupować gaz, wówczas jak jest tani. Możemy go przechowywać w gazowcach, w gazoporcie, jak również gaz z gazociągu w klasycznych magazynach gazu, (które warto stale powiększać). W ten sposób o wiele bardziej opłaca się nam wybudować duże możliwości posiadania rezerw, pozwalających na rozłożenie w czasie efektu cenowego kupowanego gazu, niż inwestować w rurę, którą będziemy importować gaz z jednego kierunku, o którym wiadomo, że będzie zawsze drogi. Mamy gaz krajowy, mamy pewne nadzieje z gazem niekonwencjonalnym, mamy jak będzie potrzeba gazoport na Litwie, mamy także gaz rosyjski – najpewniejsze źródło tanich dostaw. Jeżeli chcemy być niezależni, a zarazem ma się to nam opłacać na tyle, że będzie nasz przemysł stać na używanie importowanego gazu, to lepiej jest inwestować w możliwości jego przechowywania, (co także kosztuje), jak również jego taniego pozyskiwania – niż w kolejne sztywne połączenie.

Gazociąg z Norwegii miałby sens tylko wówczas, gdybyśmy go realizowali w ramach jakiegoś europejskiego programu uwzględniającego więcej krajów z regionu, w tym także Niemcy. Wówczas przede wszystkim miałby inną wymowę polityczną, jak również mógłby być efektywniej wykorzystywany. Proszę sobie wyobrazić sytuację, w której – importujemy gaz do gazoportu, którego cena może być różna, importujemy gaz z Norwegii – nie wykorzystując ani pełnych możliwości gazoportu, ani pełnych możliwości nowego gazociągu. Tymczasem ze względu na import tego drogiego gazu z powodów ideologiczno-politycznych rezygnujemy z tańszego gazu z Rosji. Jako skutek mamy śmierć krajowego przemysłu chemicznego i importujemy nawozy azotowe… z Rosji, bo są dobre i tanie, albo nieco droższe z Niemiec.

Krajowy mix gazowy musi umożliwiać uzyskanie takiej przeciętnej ceny wynikowej za gaz importowany z wszelkich kierunków, żeby jego cena (tego zmiksowanego gazu w rozliczeniu generalnym), nie była wyższa niż około 20% kosztów zakupu gazu tylko z kierunku rosyjskiego średniorocznie. Prawdopodobnie to byłaby cena do zaakceptowania przez przemysł i do wytrzymania przez gospodarstwa domowe. Inaczej to się może nam wszystko nie opłacać.

Ciekawe? Może tutaj chodzi o to w inwestycjach gazowych, żeby były nieopłacalne? Mamy przecież węgiel, którego nie jesteśmy w stanie sprzedać? Czyżby to wszystko miało głębszy sens i na innym poziomie niż nam się wydaje? Gazoport zbudowaliśmy dla zgrywy? Teraz dodamy polityczną gazrurkę po dnie Bałtyku?

Wychodzi jak zawsze na to, że gaz z Rosji jest, jako dostępna opcja w realnym świecie – po prostu najtańszy, a Rosja jest najpewniejszym źródłem dostaw.

7 komentarzy

  1. Wszystko to prawda tylko że cena gazu z Rosji zależy od aktualnej polityki i na to trzeba się na wszelki wypadek zabezpieczyć

    • A może miast “zabezpieczać się” czy realizować chore
      pomysły – wystarczy prowadzić normalną politykę
      z Rosją,Białorusią a zarazem bacznie przyglądać się
      Banderostanowi i nazistowskiej Pribałtyce…jeden
      z kom. odzwierciedlajacy wielkie serce “Ruskich i STALINA” po wojnie ‘Ruskie to debile (;
      mieli ich na “widelcu” i mysleli ze sie ucywilizuja…
      Dzis najbardziej zawszale kanalie wychodza na swieczik w GLORII BOHATEROW
      – a mogli dawno ziemie gryzc…’

      http://cdn2.img.pl.sputniknews.com/images/230/31/2303191.jpg

  2. Gniewna Zjadaczka Ogórków

    Bajek o gazie to już nie mam siły, oni powinni pociągnąć gazociąg dookoła Warszawy i przepompowywać ręcznie tą samą ilość gazu. Być może nasz rząd chce zrobić dobrze Ukrainie a nie Polakom?

  3. W Polsce interesy na inwestycjach z Państwem można zrobić niezłe pieniądze.

    Wystarczy tylko mieć DOBRĄ NARRACJĘ, najlepiej wystraszyć kilku polityków, że GAZU nie będzie, bo np. ktoś podpali gazoport i będzie topił nadpływające gazowce.

    Potem tworzy się konsorcjum, gdzie jakiś cwaniak zbiera chętnych zachodnich inwestorów.

    Wykonawcy zaraz się znajdą, jak zamierzenie ma rangę państwową w dodatku z wysokim priorytetem, bo tu chodzi o BEZPIECZEŃSTWO ENERGETYCZNE.

    Masę firm i ludzi zarobi niezłe pieniądze i nieważne że całość nie domknie się ekonomicznie, bo gaz z Norwegi będzie dwa razy droższy niż rosyjski.

    No ale RUSKI GAZ jest zły i podobno gotowane na nim potrawy są rakotwórcze …

  4. KTO ZABRONI POLSKIEMU GOŁODUPCOWI ŻYĆ BOGATO ??? NO KTO ???
    Polska kupuje gaz na Bliskim Wschodzie. Według wstępnych wyliczeń, gaz z Kataru będzie kosztował Polskę 2,5 raza drożej niż rosyjski gaz.Rosyjski gaz kosztuje Polskę 265 dolarów za tysiąc metrów sześciennych, a gaz z Kataru więcej niż 700 dolarów. Ponadto, na wniosek Warszawy, Moskwa daje jej zniżki, a do Kataru Warszawa nawet nie zwróciła się z taką prośbą. A i umowa z bliskowschodnim emiratem została zawarta na zasadzie „bierz albo płać”. A ponieważ według umowy Polska powinna była kupować gaz od 2014 roku, to już zmuszona jest do płacenia. W tej chwili Katar sprzedaje przeznaczony dla Polski gaz innym konsumentom po niższej cenie, a Warszawa płaci różnicę. W rezultacie płaci za gaz, który nie tylko do niej nie trafił, ale który płynie do innych klientów.
    Jednak kiedy drogi katarski gaz zacznie płynąć do Polski, to będzie to oznaczać tylko, że Warszawa obniży dolę taniego rosyjskiego gazu w imporcie z 80% do 60%. Trudno to nazwać osiągnięciem gazowej niezależności od Rosji.
    Amerykański gaz będzie dla Europy a tym samym i dla Polski droższy, niż rosyjski.Koszty wydobycia szacuje się na 180-200 dolarów za 1 tys. m sześc., to jest imponujące w dzisiejszej Europie, ale to dopiero połowa kosztów. Druga część to transport – bardzo wysoka w przypadku transportu morskiego. Trzeba więc dołożyć ponad 200 dolarów, by dostarczyć ten gaz do Europy. Oznacza to, że na dzisiaj nie będzie on konkurencyjny wobec gazu z Rosji”
    Amerykanie, wykorzystując napięcia między Ukrainą a Rosją, w doskonały sposób prowadzą akwizycję swojego gazu. “W atmosferze wojennej, z pocałowaniem ręki kupimy gaz, który utrwali jedynie konkurencyjne przewagi amerykańskich przedsiębiorstw zużywających gaz ziemny. Oni będą go mieli po 200 dolarów – w Europie zaś będzie on kosztował 400 dolarów”…
    http://www.lyudiipolitika.ru/news/foreign-policy-ssha-ne-hvatit-gaza-chtoby-zamenit-rossiyu-v-evrope
    Bezpośredni gazociąg z Norwegii to niezwykle kosztowny i długi w realizacji projekt. Dodatkowo wg obecnych szacunków gaz dostarczany z Norwegii byłby droższy od gazu importowanego z Rosji.
    P.S.
    NO I WSZYSTKO JUŻ ZOSTAŁO POZAMIATANE 12 LUTEGO 2016 r.W MONACHIUM.
    Podczas, gdy mocarstwa światowe USA,ROSJA i NIEMCY ustalały podział swoich stref wpływów – polscy polskojęzyczni politycy topili się w oparach absurdu i debatach bez najmniejszego znaczenia dla przyszłości kraju. http://wolna-polska.pl/wiadomosci/zdrada-w-monachium-2016-03

  5. Gazoport czy Europa?

    http://szczesniak.pl/2994

  6. Niesłychanie interesujący sposób myslenia. Proszę pana pan powinien być w zarządzie PGNiG – to co najmniej o ile nie w ministerstwie wyznaczającym kierunki myślenia o polityce energetycznej kraju. Przyznaje że siedzę w branży całe życie dość długie już, nigdy nie spotkałem się z takim myśleniem. Dobrze że wreszcie ktoś napisał prawdę. Dziękuję panu.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.