A dlaczego bezrobotni nie mieliby zbierać owoców i warzyw?

fot IG

A dlaczego bezrobotni nie mieliby zbierać owoców i warzyw? Mówimy o pracy społecznie użytecznej, mającej istotny gospodarczy charakter. Jeżeli ktoś chce zapłacić za zbieranie owoców lub warzyw, to w gospodarce rynkowej, powinien się pojawić ktoś, skłonny te pieniądze za odpowiednio wycenioną pracę przyjąć? W czym jest więc problem, że jedna z wypowiedzi pana Jana Krzysztofa Ardanowskiego – Ministra Rolnictwa, wywołała taką falę oburzenia?

Przypomnijmy, otóż pan Minister Ardanowski w jednej z wypowiedzi dla stacji radiowej miał zasugerować obywatelom pozostającym bez pracy, nie mają prawa do zasiłku, czy też nie będą pracowali – żeby przez kilka lub kilkanaście dni popracowali u rolników. W tym pan minister wymienił młodzież i nauczycieli, co zbulwersowało część z tego środowiska zawodowego.

Pan Minister ma absolutną rację – dlaczego osoby bezrobotne lub nie pracujące, ponieważ sytuacja z koronawirusem pozbawiła ich możliwości zarobkowania, nie mogłyby zarobić pieniędzy pracując w rolnictwie? Czy problemem jest bariera mentalna? A może po prostu ludzie przyzwyczajeni do pracy biurowej, nie nadają się do pracy na świeżym powietrzu lub w szklarni?

Na pewno praca w rolnictwie przy zbiorach owoców i warzyw nie jest prosta. Nawet ziemniaki trzeba umieć wykopać, jeżeli robi się to nieudolnie, niszczy się bulwy. Podobnie jest ze wszystkich, każda roślina wymaga pewnej wprawy i umiejętności, w tym odporności na warunki związane z nasłonecznieniem i przebywaniem w pozycji stojącej, ewentualnie pracą na drabinie itp. To nie jest proste o czym zaświadczy każdy, kto ma ogród, przy czym inaczej zbiera się owoce z własnego drzewa, a inaczej ogórki w szklarni – to zupełnie inna praca, mająca inne cele i inny reżim. Jednakże wielka chwała panu Ministrowi za to, że zwrócił uwagę na bardzo ważny problem, mający kolosalne znaczenie ekonomiczne i społeczne.

Postęp społeczno-ekonomiczny jaki dokonał się w naszej gospodarce spowodował, że odsunęliśmy się od produkcji prostej. Dzisiaj ludzie nie rozumieją, że pomiędzy tym, co widzą na regałach w sklepach – uganiających się od warzyw i owoców – a miejscem, gdzie są „produkowane” i przetwarzane jest bardzo daleka droga. Kiedyś żyliśmy bliżej natury, a ogórki w ogródku lub pomidory – były czymś powszechnym, normalnym – co więcej, powodem do dumy dla właścicieli. Dzisiaj jesteśmy niewolnikami systemu, który produkuje bardzo dużo, tylko – uwaga – potrzebuje rąk do pracy.

Jest niesłychanie ciekawe, ile kosztowałyby warzywa i owoce, gdyby ludzie zbierający je mieli otrzymywać średnią pensję krajową, za wykonywaną pracę? Średnia krajowa w marcu 2020 wyniosła ok. 5489 zł brutto, co daje ok. 3958 zł netto. Przy czym, trzeba wziąć pod uwagę, że ludzie pracujący w ten sposób, powinni być w stanie utrzymać się przez cały rok. Zbiory owoców i warzyw mają charakter co do zasady sezonowy – trwają 4 lub 5 miesięcy w roku w różnych częściach kraju (okresy wegetacyjne roślin). Do tego dochodzą całoroczne uprawy szklarniowe. Jednakże nawet prosta symulacja jest dowodem na to, że nie da się takich stawek płacić i utrzymać w ten sposób ludzi.

Jednakże taka praca jest niezbędna, bo inaczej na krzakach zgniją tysiące, a nawet setki tysięcy ton owoców i w ziemi zostaną miliony ton warzyw. Do tego każda gospodarka kapitalistyczna wymyśliła zjawisko „sezonowych robotników rolnych”. Którymi bardzo często są obcokrajowcy, ponieważ nie opłaca się tworzyć systemu pracy sezonowej dla młodzieży i aktywizować w tym zakresie bezrobotnych.

Powstaje jednak pytanie dlaczego? Ochotnicze Hufce Pracy nadal istnieją, mają się nawet doskonale – biorąc pod uwagę zakres prowadzonej działalności i kształcenia zawodowego. To doskonały przykład, że jak się chce, to się da.

Nasze państwo pomaga bardzo wielu ludziom – za darmo, bez żadnego zobowiązania do świadczenia zwrotnego, dlaczego nie mielibyśmy jako społeczeństwo nie domagać się od osób otrzymujących np. zasiłki dla bezrobotnych i zasiłki socjalne – a zdolnych do pracy, do spełnienia obowiązku pracy w zamian za otrzymywaną pomoc? Co więcej, dlaczego nie domagamy się jako społeczeństwo pracy w zamian za świadczenia 500+? W czym jest problem, żeby w każdej gminie stworzyć rejestr ludzi gotowych do pracy w określonym czasie i w określonej branży, w ramach obowiązku „odpracowania” uzyskiwanej pomocy?

Jeżeli podzielimy 500 zł przez stawkę minimalną – 17 zł – mamy 29 roboczogodzin. To są trzy dni pracy = 24 roboczogodzinom i jeszcze zostaje 5 godzin, ewentualnie mamy 7 dni po 4 roboczogodziny i jeszcze jedna w zapasie. Czy zorganizowanie systemu, który byłby w stanie agregować taką ilość pracy przekracza nasze możliwości? Oczywiście, byłoby politycznie niebezpieczne, ale przecież jak ktoś nie chce – zgłosić gotowości do pracy, nie musi brać 500+.

Problem jest poważny, chodzi o aktywizację zawodową kilku milionów ludzi, to są dziesiątki milionów roboczogodzin, na które jest w gospodarce zapotrzebowanie. Wiadomo, że do pracy można kierować tylko ludzi zdrowych i tych, którzy chcą, co więcej – przymus w tym zakresie nie ma sensu, bo powoduje sabotowanie wyników. Jednak czas rozdawania pieniędzy za darmo już przeminął, nie ma niczego za darmo – to podstawowa zasada kapitalizmu, trzeba o tym pamiętać.

Problem polega na tym, że wielu ludzi nawet jakby chciało pracować przy zbieraniu warzyw lub owoców, to nie ma takiej możliwości, bo koszty czasu związane ze znalezieniem odpowiedniej oferty są dla nich zniechęcające. Gdyby istniał krajowy system, pozwalający na kojarzenie zainteresowanych stron, co więcej – rezerwację czasu pracy, do tego jeszcze gwarantujący ubezpieczenie i wypłatę wynagrodzenia (rola państwa), to można byłoby osiągnąć wspaniałe efekty w postaci kilkuset milionów roboczogodzin w ciągu roku. Dodatkowo, praca na świeżym powietrzu – jeżeli jest realizowana zgodnie z zasadami BHP, jeszcze nikomu nie zaszkodziła i może tylko pomóc dla zdrowia.

15 myśli na temat “A dlaczego bezrobotni nie mieliby zbierać owoców i warzyw?

  • 5 czerwca 2020 o 05:02
    Permalink

    Autor ma częściowo rację.

    Tylko zapomina, że żyjemy w neoliberalnej gospodarce, chociaż częściowo regulowanej.

    No i wprowadza, proponuje wprowadzić PRZYMUS świadczenia pracy – jako warunek otrzymywania świadczeń, czy to zasiłku dla bezrobotnych czy 500+.

    To mogą być równoległe sprawy, świadczenia tak, ale podwyższone o 10-15% – jak podejmiesz pracę np. sezonową i przepracujesz 2-3 miesiące w roku, tydzień w miesiącu, itp.

    Z drugiej strony zatrudniający do pracy czasowej powinni mieć zachętę państwa, żeby płacili więcej.

    Jakaś forma dopłaty do produkcji rolnej czy świadczonych usług.

    Tylko to zjadłoby ewentualne korzyści z aktywizacji i uruchomienia ŁAŃCUCHA pracy i zbytu towarów oraz usług – o koszty administracyjne.

    Te rzesze NOWYCH ETATÓW urzędniczych do SPRAWDZANIA działania systemu …

    Tu jest problem, że gdyby zatrudniający do zbioru np. truskawek płacił 30 złotych brutto za godzinę EFEKTYWNEJ PRACY, a nie POBYTU na plantacji – to mogłoby inaczej wyglądać.

    Do tego tani lub darmowy dowóz pracowników z ustalonych miejsc w danej gminie – na pole lub do szklarni …

    A że owoce i warzywa byłyby droższe?

    Od czego są Agencje Rolne i instytucje okołorolnicze, których pełno, a których pracownicy będą wkrótce szacować wartości OCZEK WODNYCH, dla dopłaty 5000 zł do oczka, na co Prezydent Duda obiecał około 100 000 000 złotych.

    To wszystko można rozkręcić i uczynić opłacalnym.

    Warunek końcowy: musi być zbyt na zebrane produkty rolne i z ceną zawierającą dopłatę systemu państwowego.

    Ale tu już wkraczamy w obszary realnego socjalizmu, dlatego byłbym ostrożny do wpuszczania państwa i jego urzędników do systemu produkcji rolnej.

    NOBLA się za ten NOWY system nie uzyska, ale skoro opłaca się (opłacało?) wyjeżdżać na zbiór szparagów do Niemiec czy Francji z Polski – to coś musi być na rzeczy.

    Wszystko jest kwestią KALKULACJI z poziomu pracownika: czy to mi się opłaci?

    Pozdrawiam główkujących czytelników Obserwatora, może któryś coś wymyśli i pomoże dosyć prostackim propozycjom Ministra od Rolnictwa w III-ej RP.

    Odpowiedz
  • 5 czerwca 2020 o 05:46
    Permalink

    Zaczęło się pięknie a na koniec takie głupoty?
    “do pracy można kierować tylko … i tych, którzy chcą”
    Ci którzy chcą pracować mogą to zrobić w każdej chwili i włos im z głowy nie spadnie, nawet zasiłku nie stracą (jeżeli go mają).

    Odpowiedz
  • 5 czerwca 2020 o 08:13
    Permalink

    Nauczyciele do łopaty! Wykształciuchy do kopalni!

    Odpowiedz
  • 5 czerwca 2020 o 10:06
    Permalink

    Pan Ardanowski powinien wziąć łopatę i zaprezentować nie tylko jak się zarabia, Panie redaktorze, ale także jak wspiera naród. Z pozycji pensji kilkunastu tys. złotych miesięcznie wyganiać do kopania warzyw (ziemniaki kopie kopaczka) to łajdactwo i bezczelność.

    Odpowiedz
  • 5 czerwca 2020 o 10:08
    Permalink

    Nie godzi się podejmować “takiej pracy” – onym i wykształciuchom, ci co zorganizowali możliwości zarobkowania po 89′ u ‘niemieckiego bauera” też ‘tam” nie pojadą, oni zrobili to dla ‘naszego dobra”, gdyż oni predysponowani są z racji pochodzenia i urodzenia do wyższych celów, sprawowania władzy
    nad “tym narodem”.
    “Luksusów to każdy by chciał, a robić nie ma komu” – F. Kiepski.

    Odpowiedz
  • 5 czerwca 2020 o 13:32
    Permalink

    APECT! У ПЛАТОШКИНА ТОЖЕ ЕСТЬ КОЗЫРЬ В РУКАВЕ (05.06.2020) ПЛАТОШКИН НИКОЛАЙ НИКОЛАЕВИЧ https://www.youtube.com/watch?v=Fv3yB1CWDRo&t=690s

    https://www.youtube.com/results?search_query=APECT%21+%D0%A3+%D0%9F%D0%9B%D0%90%D0%A2%D0%9E%D0%A8%D0%9A%D0%98%D0%9D%D0%90+%D0%A2%D0%9E%D0%96%D0%95+%D0%95%D0%A1%D0%A2%D0%AC+%D0%9A%D0%9E%D0%97%D0%AB%D0%A0%D0%AC+%D0%92+%D0%A0%D0%A3%D0%9A%D0%90%D0%92%D0%95+%2805.06.2020%29+%D0%9F%D0%9B%D0%90%D0%A2%D0%9E%D0%A8%D0%9A%D0%98%D0%9D+%D0%9D%D0%98%D0%9A%D0%9E%D0%9B%D0%90%D0%99+%D0%9D%D0%98%D0%9A%D0%9E%D0%9B%D0%90%D0%95%D0%92%D0%98%D0%A7

    No i abarotno Miecławie (i nie tylko – Miecławie) musi pojawić się w twojej percepcji taki nieprzyjemny dysonans poznawczy, BO przyjąć musisz ‘którąś narrację” – niech żyje i rozkwita (liberalno demokratyczna) ekipa kremlowska, dołoj komunistów…albo przyjmiesz za własną narrację
    przeciwników Kremla ( jak widzisz to nie tylko “długie nosy”- liberasty), nie da rady siedzieć jednocześnie na dwu zaprzęgach jadących w przeciwne strony. Zbyt duży szpagat, co podkreślałem
    niejednokrotnie… Inny wariant TO ustawka między stronami… mająca na celu zwiększenie popularności Płatoszkina w narodzie, a w perspektywie kontrolowany “powrót w proszłoje”.

    https://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%9F%D0%BB%D0%B0%D1%82%D0%BE%D1%88%D0%BA%D0%B8%D0%BD,_%D0%9D%D0%B8%D0%BA%D0%BE%D0%BB%D0%B0%D0%B9_%D0%9D%D0%B8%D0%BA%D0%BE%D0%BB%D0%B0%D0%B5%D0%B2%D0%B8%D1%87

    Ps. Czekam na cd. anonsowanej rozprawy, “na argumenty” N. Michałkowa z “liberastami”. 😉

    Przegląd sytuacji politycznej w FR z pozycji do przyjęcia ( moje zdanie) dla zdecydowanej większości Ruskich i Rosjan – https://www.youtube.com/channel/UCntRxAkmPc8ne5O75HXY3CA/videos

    Odpowiedz
  • 5 czerwca 2020 o 17:25
    Permalink

    Właścicielom latyfundiów marzy się darmowa siła robocza, czyli powrót pańszczyzny. Dziwię się autorowi, że popiera taką ideę.

    Odpowiedz
  • 5 czerwca 2020 o 18:41
    Permalink

    No cóż, politycy krajowi i lokalni powinni dać dobry przykład i w czynie społecznym pomóc swoim kapitalistom, czyli wielkotowarowym plantacjom, które zamieniły się już w zasadzie w folwarki, po zniszczeniu opłacalności drobnotowarowej produkcji rolniczej, jaka miała miejsce w PRL-u.

    Wtedy każdy rolnik prowadzący tzw. produkcję specjalną planował ją tak, aby sam z rodziną i niewielką pomocą sąsiadów lub pracy najemnej mógł zebrać i sprzedać plon. Zwykle młodzież, także z miasta zarabiała sobie na wakacje, śpiąc u rolnika na sianie lub pod namiotem z darmowym całodniowym wyżywieniem i zapłatą, która starczyła na wakacje. Sam jako dzieciak pracowałem i zarabiałem sobie na wakacje szczególnie przy zbiorze truskawek. Wtedy też rolnicy nie stosowali tyle oprysków, więc zarabiało się także na mechanicznym, czyli ręcznym pieleniu truskawek. A jakie były zdrowe!!! Dziś już takich plantacji nie ma, chyba że przydomowe w ogródku. W tamtych czasach były ich miliony i rolnicy odwozili do skupu, zaś produkt były samym zdrowiem, ekologiczny z natury.
    I komu to przeszkadzało? Jakim trzeba być durniem, aby rozwalać coś co daje także wartość dodatkową, jaką było przyzwyczajanie młodzieży do zarabiania na własne przyjemności, ubrania itd. Kultura pracy i odpowiedzialności za własne życie została właśnie zniszczona.

    https://demotywatory.pl/4651042/Zadzwonilem-5-zlotych-za-godzine-albo-15-zlotych-na-akord-za

    Odpowiedz
    • 5 czerwca 2020 o 23:08
      Permalink

      Pozdrawiam Cię Miecławie. Wspominasz i moją młodość. Tatrzańska w wspinaczka i nocleg w Dolinie 5 Stawów były nam dostępne pod warunkiem oczywiście pożytecznej pracy.

      Odpowiedz
      • 6 czerwca 2020 o 09:34
        Permalink

        No właśnie pożytecznej pracy, a nie jak teraz młodzież siedzi w domu na strzelankach przed kompem i nawet kanapki nie potrafi sobie zrobić, bo nadopiekuńcza mamusia poda pod nos. Jakoś sobie nie wyobrażam dzisiejszych dzieciaków, 12-13 letnich chłopców w rurkach i dziewczyny w umalowanych paznokciach jak zbierają truskawki na słońcu przez cały dzień. Przecież to udaru by dostało od razu, nie wspominając o połamanych plecach. 🙂

        No i zapewne pamiętasz, jak się wtedy ceniło te własne ciężko zarobione pieniądze! Jak odpowiedzialnie je człowiek wydawał, aby nie przepuścić na głupoty! No i ta bezcenna świadomość, że potrafię zarobić już na siebie choć trochę i mogę sobie wyjechać za własne pieniądze na obóz pod namiot. Rewelka.

        Ale teraz podobno młodzież nie może pracować, jakieś normy i takie tam, więc żaden rolnik nie swoich dzieci nie przyjmie do pracy bo zbyt duże ryzyko, a i rodzice nie puszczą bo niestety demoralizacji jest cała masa, więc ryzyko jest dla dzieci także ogromne. Ja wyjeżdżałem 50 km od domu na dwa tygodnie ze starszą co prawda młodzieżą z naszej wioski, ale jednak zaczynałem jak miałem 12 lat. Człowiek w szybkim tempie uczył się samodzielności, ale wtedy takiej demoralizacji nie było.
        Pozdrawiam serdecznie

        Odpowiedz
        • 7 czerwca 2020 o 01:12
          Permalink

          Jako 10-12-latek, by mieć trochę drobnych na odpust, chętnie “najmowalem” się do plewienia u pierwszych “badylarzy” (początek 70-ych lat)
          – chętnie brali takich młodzików, bo i palce sprawne i plecy nie bolały…
          Rzucanie snopków na wóz, przewracanie siana, załadunek i zwrot do stodoly też było.

          Już jako 15-18-latek dorabiałem sobie na prywatnych budowach. Praca była ciężka, ale z tego względu, że nie należałem do “cherlakow”, dawałem jakoś radę. Za to zarobków większość kolegów mi zazdrościła…
          – taki robotnik budowlany w tamtych czasach, relatywnie zarabial bardzo dobrze…
          Ba, a przy okazji tej ciężkiej fizycznej pracy, moje mięśnie i postura nabrały takich kształtów, że koledzy, by mi dorównać, zaczęli kulturystykę ćwiczyć 😀…
          – zapewne pamietacie Koledzy, jakie to było istotne w wieku dojrzewania 😉

          Interesowałem się wówczas m.in. fotografia, tak, że za zarobione ciężka praca na budowie pieniądze byłem w stanie kupić sobie sprzęt, zbudować ciemnie fotograficzna i już w późniejszych latach w ten sposób sobie dorabiac (chałtura na weselach, komuniach itp. imprezach)…
          W każdym bądź razie, dochody z tego chałturzenia były na tyle wysokie, że nawet w latach studenckich nie miałem jakiegokolwiek potrzeby, by wyjeżdżać na jakieś zagraniczne “saxy” (jak to wielu z naszego pokolenia robiło)…
          Co najwyżej, “wyskoczyło się” na kilkudniowy “szaber” do Czechosłowacji, Węgier, czy Rumunii, “przeszmuglowalo” jakiś kożuszek (pamiętacie, jakie miały wzięcie na początku lat 80-ych), to i starego Trabanta byłem w stanie sobie kupić…

          No cóż, pomimo już rozpoczynającego się wówczas kryzysu, pomimo braków, pomimo o wiele “niższego poziomu życia”, pomimo “nieztechnicyzowania świata”, człowiek żył pełnią życia, cieszył się z każdego “zdobytego” drobiazgu, cieszył się RZECZYWISTOSCIA, cieszył się z planów, które sobie mógł robić na następne kilka/kilkanaście lat. Żyliśmy w normalnym, nie “wykrzywionym”, zakłamanym i pol-wirtualnym świecie….
          Po prostu, czas, który był nam wówczas dany, w większości mogliśmy wykorzystać dla nas samych…

          Obecnie, młode pokolenia w większości tracą czas i swoje drogocenne życie na bezproduktywne przebywanie w jakimś wirtualnym świecie z ktorego, nie licząc jakiś pojedynczych “karier”, zupełnie nic nie wynika…
          – nie są nawet w stanie czasowo przyporządkować “pseudo-faktow” zaszłych w tym wirtualnym świecie, a co dopiero wspominać o jakichś przyjemnych przeżyciach, które zostawiły by jakiś ślad w pamięci na całe życie…
          Ani się ockną, a stwierdza, że pół życia już za nimi, a oni właściwie to jeszcze niczego nie przeżyli, bo większość dnia poświęcają na wygenerowanie dochodów na pokrycie marnej egzystencji, a pozostała część dnia, już dobrowolnie, ślęczą nad małym ekranikiem LCD i stukają mniej lub bardziej sensowne zdania, które i tak NIKOGO nie obchodzą i których i tak NIKT nie czyta…
          – jedyna korzyścią z tego, to napełnienie kieszeni kilku prywatnym firmom za mimowolne wyświetlenie reklam….

          A życie ma się tylko jedno…

          Odpowiedz
  • 6 czerwca 2020 o 03:20
    Permalink

    DALI IM ,,500+” A TERAZ BY CHCIELI ŻEBY POSZLI DO ROBOTY ? WBREW POZOROM BEZROBOTNI TO NIE DURNIE. PROŚCIEJ IM GRZEBAĆ W ŚMIETNIKACH…

    Odpowiedz
  • 6 czerwca 2020 o 15:26
    Permalink

    A dlaczego bezrobotni nie mieliby malowac trawy na zielono,zeby polska, byla polska, a ludziom,zylo sie dostatniej, w zamian za zbieranie owoców i warzyw?

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.