Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator Polityczny on Google+RSS Feed

11 grudnia 2018

DSRK vs KSDR – krótkofalowa strategia dryfu rozwojowego


 Zachęcony brawurową recenzją Krakauera, zdrowo podekscytowany i uzbrojony w szkiełko i oko, niezwłocznie przystąpiłem, sine ira et studio, do pogłębionych studiów zapisów Długookresowej Strategii Rozwoju Kraju (DSRK), jej wcześniejszych projektów, a także raportu z konsultacji społecznych. Ośmielam się skonstatować, że poprawność metodologiczna procesu formułowania „strategii”, połączona z zaklinaniem rzeczywistości, to jednak nie wszystko. To tylko prolog. Jak zawsze przy tego rodzaju dokumentach ich zawartość identyfikacja domen strategicznych i problemów wymagających rozwiązań – będąca wynikiem trafnego (bądź nie!) rozpoznania skali i wagi wyzwań cywilizacyjnych, analizy megatrendów i prawdopodobnych scenariuszy rozwoju, identyfikacji związków przyczynowo-skutkowych zjawisk i procesów społeczno-gospodarczych, antycypowania zagrożeń i szans rozwojowych – wybór celów (co?/ i dlaczego to a nie tamto?) i konkretyzacja działań/projektów strategicznych (jak?), jest niepomiernie ważniejsza. A w wypadku DSRK cele powinny dotyczyć, w głównej mierze, systemowych zmian strukturalnych organizacji i funkcjonowania państwa, m.in. zmiany kosztownej „architektury” administracji publicznej, zapewnienia stabilnych finansów publicznych w tym polityki podatkowej, transformacji modelu gospodarczego, racjonalizacji zagospodarowania przestrzeni i ochrony środowiska, zasad polityki inwestycyjnej i promocji eksportu, polityki energetycznej i zasad eksploatacji zasobów naturalnych, integracja systemów transportowych kraju, wprowadzenia inteligentnych systemów transportowych, etc. Nie bez znaczenia jest również stworzenie przejrzystego systemu wdrażania, monitorowania i ewaluacji DSRK. Nie można takiego postulatu skwitować, „słusznym” skądinąd, stwierdzeniem „realizacja zadań wymaga zasobów, odpowiedniego przywództwa, agendy działań” i oszukańczym – „Polska 2030. Trzecia fala nowoczesności. Długookresowa Strategia Rozwoju Kraju staje się rzeczywiście dokumentem gotowym do wdrożenia” ???

Nie będę powtarzał emocjonalnej acz trafnej, IMHO, oceny DSRK dokonanej przez niezastąpionego w tym dziele Krakauera, zaprezentowanej w jego w kolejnych publikacjach w naszym OP, rekomendującej skierowanie tego dokumentu jeśli nie na „ na śmietnik”, to do kosza. Absolutna zgoda co do kompletnego nieporozumienia by w ogólnej, systemowej strategii rozwoju kraju wpisywać kierunki działań o drugorzędnym znaczeniu, stanowiące swoisty „balast”, a które powinny się znaleźć w krajowych strategiach dziedzinowych, a najlepiej w ich lokalnych konkretyzacjach. Taki np. cel 6. Rozwój kapitału ludzkiego poprzez wzrost zatrudnienia i stworzenie „workfare state” (s.97-103), z takimi przykładowymi detalami: „zwiększyć zakres wsparcia (dopłaty, kredyty itp.) dla osób, które decydują się podjąć zatrudnienie poza miejscem zamieszkania” czy „zwiększenie dostępności i poprawa jakości opieki w przedszkolach i szkołach” – czy to jest domena strategiczna polityki państwa? Mydło i powidło. O wszystkim i o niczym. Czy ten kraj nie ma istotnych problemów do rozwiązania, czy ten kraj nie potrzebuje wstrząsu w sferze kultury zarządzania jego rozwojem czyli roztropnego wydatkowania dostępnych ograniczonych środków finansowych na niezbędne zmiany systemowe uwalniające potencjały rozwojowe w regionach i miastach?

Dodam jedynie swoje trzy grosze do zmiany wcześniejszego modelu „polaryzacyjno-dyfuzyjnego” wspierania rozwoju regionalnego i przyjęcia innego rozwiązania, jak określił to minister Michał Boni: „Chcemy rozwijać nasz kraj nie tylko w oparciu o wielkie miasta, ale o unikalną w Europie sieć dużych i średnich miast, rozłożonych równomiernie geograficznie. Dostrzegamy w tym duży potencjał dla zrównoważonego rozwoju Polski”. Można i tak, i inaczej – każde z tych podejść ma swoje pros i cons. Odnoszę jednak nieodparte wrażenie, że mimo wcześniejszej świadomości Autorów strategii, że dla awansu cywilizacyjnego kraju niezbędna jest bardziej radykalna strategia rozwojowa, prowadząca do istotnych reform i zmian systemowych, przyjęto rozwiązanie kompromisowe, które tak naprawdę nikogo nie zadowoli – ani tzw. polskich metropolii, ani kilkunastu czy kilkudziesięciu (?) miast średnich. Przyjęty model polityki regionalnej oznacza w praktyce rozproszenie interwencji publicznej i „sprawiedliwe” dzielenie biedy – rozdawanie darowanych funduszy rozwojowych Unii Europejskiej (póki są!?) i „janosikowego”… Żadnych „lokomotyw” i liderów rozwoju, żadnego wyrastania ponad niską przeciętność. Zaplanowany dryf rozwojowy. Do tego bezruchu zbędna jest jakakolwiek strategia czyli sterowanie rozwojem. Taki proces rozwoju ma charakter „naturalny”, zgodnie z cyklem życia organizacji czyli przedsięwzięć pod tytułem „miasto”, „region” czy „kraj”. Od narodzin czyli pierwotnego ufundowania/aktu założycielskiego poprzez dojrzewanie czyli wzrost i okres rozkwitu, po schyłek i upadek/ruinę organizacji. Wszystkie te naturalne stadia czy fazy życia miast i krajów mają swoje zróżnicowane okresy trwania i poziomy osiągniętych zdobyczy cywilizacyjnych oraz dobrobytu mieszkańców. Te atrybuty miast/krajów – poziom rozwoju i okresy trwania jego poszczególnych faz ewolucji – są, jak uczy doświadczenie i historia, sterowalne – wyłączając losowe katastrofy wywołane czynnikami zewnętrznymi – i zależą od mądrości, roztropności, inteligencji, kreatywności, aspiracji, skłonności do ostrożnego ryzyka czyli odwagi i pracowitości zamieszkujących je społeczności. To daje i, bywa, odbiera nadzieje na pożądany rozwój sytuacji.

Szkoda, że po wielu latach prac, przygotowano kolejny „dokument strategiczny” , a nie strategię działań – „mapę drogową” dla kolejnych rządów. Ale czy mogło być inaczej przy tak niskiej kulturze myśli strategicznej i tak licznych patologiach życia politycznego, społecznego i gospodarczego. Środowiskiem, które sprzyja formułowaniu takich nijakich i obojętnych antystrategii rozwojowych jest wszechobecny kryzys przywództwa, uwiąd czy nawet regres umysłowy, demoralizacja i zgnuśnienie tzw. elit politycznych, zatęchłe układy lokalnych i regionalnych lobbies oraz, last but not least, strach przed utratą władzy i płynących z niej przywilejów. Utrzymanie status quo, trwanie, wegetacja podtrzymywana kroplówką funduszy unijnychzmiana bez zmiany, to antystrategia na dzisiaj i cokolwiek dalej. Budowanie na ruinach, choć bolesne i kosztowne, nie jest niemożliwe, ale słaba to pociecha.

Cała nadzieja w regionalnych strategiach rozwoju poszczególnych województw czy makroregionów. Tam gdzie światłe, roztropne i odpowiedzialne przywództwo oraz tam gdzie stworzono aktywne zaplecze eksperckie: obserwatoria rozwoju regionalnego, prowadzenie systematycznych analiz i studiów regionalnych itp., tam jest szansa na przygotowanie trafnych i praktycznych strategii rozwojowych, będących odpowiedzią na wyzwania czasu i służące budowaniu warunków dla rozwoju nowoczesnej gospodarki oraz atrakcyjnych warunków dla życia ludzi.

I musimy czekać na kolejną czwartą „falę nowoczesności” – tylko wtedy długofalowe planowanie przyszłości Polski może nie mieć już dla nas sensu i znaczenia. Bo kto to wie, które czynniki sprawcze dziejów będą determinowały bliższą i dalszą przyszłość świata?

8/2/2013 Marcel Flanerski

Tags: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

2 komentarze “DSRK vs KSDR – krótkofalowa strategia dryfu rozwojowego”

  1. oświecony
    9 lutego 2013 at 09:34

    Drugi kandydat do aresztu wydobywczego – obok @krakauera się tu pojawia.
    Marcel Flanerski się zwie i naraża się, krytykując jedynie słuszne strategie Naszego Rządu.

    A słuszną linię na Nasza Władza!

    Skoncentrowanie się ICH na dostarczaniu NAM ciepłej wody powinno wystarczyć.
    Przecież tam są (w tej WŁADZY) sami zasłużeni BOJOWNICY.
    W ich wykonaniu 1km autostrady kosztuje średnio w Polsce 9,6 mld Euro.
    Przy czym w Niemczech, Dani – oscyluje wokół 4-6 mln Euro za kilometr.
    Więc nim Ci wszyscy geniusze z RZĄDU zaczną cokolwiek robić – nie lepiej przestaną.
    Niech sobie siądą i odpoczną.
    Niech pograją w piłkę.
    Potem znowu odpoczną.
    W takim reżimie wyrządzą nam mniej szkód i przyczynia się do mniejszych strat.
    STRATEGIĄ narodu jest PRZETRWAĆ do końca obecnej kadencji tego rządu.
    No i żeby Sikorski jakiejś wojny z Burkino Faso nie wywołał.
    AMEN.

  2. Marceliński
    10 lutego 2013 at 00:38

    @oświecony
    myślę, że wspieranie się argumentem wysokości kosztów budowy autostrad, by dołożyć temu rządowi, jest wobec innych indolencji tego rządu, tanim, demagogicznym nieco, chwytem.
    1. Sadzi pan kapelucha pisząc, że w Polsce to 9,6 mld Euro (???), a w takiej Dani 4-6 mln Euro. Rozumiem, że to nieumyślna pomyłka rzędu 1K (‘000).
    2. Operowanie średnim kosztem budowy autostrady może być zwodnicze – średnia z ilu i których lat budów autostrad w porównywanych krajach? średnia z ilu km wybudowanych autostrad?, czy porównania kosztów (chyba w cenach bieżących?) uwzględniają PPS (parytet siły nabywczej)? etc.
    3. Polecam analizę wielu źródeł informacji, zanim wyda się sąd. Oto wyjaśnienia i dane wg GDDKiA http://www.euroinfrastructure.eu/infrastruktura/za-ile-budujemy-autostrady-w-polsce/
    Podają tam jakąś średnią dla Polski 9,61 mln Euro/1 km,
    Dani – 5,89, dla Węgier – 11,87, a Holandii – 50 mln Euro/1 km…
    4. Z pewnością ktoś zrobił życiowy interes na kosztownych ekranach dźwiękochłonnych i przy okazji zeszpecił kawał Polski!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Paradygmat rozwoju

Scroll Up