Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator Polityczny on Google+RSS Feed

11 grudnia 2018

Jak pobudzić gospodarkę w kraju gdzie nie ma gospodarki?


 Czasami po prostu lepiej i łatwiej jest zaczynać od zera niż starać się mozolnie naprawiać zagadnienia tak skomplikowane jak funkcjonująca gospodarka. Oczywiście kosztem opcji zerowej jest marnotrawienie potencjału i utracone korzyści, jednakże wszystko jest w porządku, jeżeli opcja zerowa była jedynym rozsądnym wyborem ze względu na ograniczenia finansowe związane np. z koniecznością zachowania ciągłości funkcjonowania państwa na rzecz obsługi społeczeństwa w czasie transformacji. Właśnie z takim stanem mamy do czynienia w Polsce. Nasz kraj wypracował do końca PRL-u dość znaczny potencjał gospodarczy, który umożliwiał mu w wielu dziedzinach istotne konkurowanie na rynkach międzynarodowych, a przynajmniej produkcję alternatywną dla produktów wiodących, w zasadzie wystarczającą na własne potrzeby.

W większości ten majątek został zmarnowany, zaprzepaszczony, bandycko lub bardziej bandycko sprywatyzowany, przekształcony, zaprzepaszczony, pozbawiony zdolności produkcyjnych. Ocalały tylko najistotniejsze firmy, których styropianowi politycy bali się zaprzepaścić a kawiorowa lewica nie wpisała ich do najciekawszego w historii galaktyki programu prywatyzacji NFI. Cała reszta, w tym gałęzie gospodarki, z parkiem maszynowym, zapleczem technicznym, inżynierami, wdrożeniami, działami badawczymi, często rynkami zbytu – poszła pod nóż. W miejsce krajowej technologii przez lata PRL-u spłacanej tonami węgla i stali za dewizowe licencje – powstały w najlepszym wypadku montownie lub elementy ciągów technologicznych zachodnich konkurentów, którzy nie zmarnowali historycznej szansy – przejmując naszą ewentualną konkurencję.

Był to koszt, jaki trzeba było ponieść za transformację, oczywiście jego skalę powinna zbadać specjalna komisja, albowiem w wielu przypadkach jak np. – likwidacji polskiego przemysłu cukrowego po prostu przydałoby się kilkadziesiąt wyroków śmierci, albowiem skala marnotrawstwa i porażającej głupoty porażała a jest przemilczana do dzisiaj. O innych przykładach, jak chociażby ostateczne dorżnięcie stoczni za rządów obecnej ekipy nawet nie ma, po co wspominać, albowiem o tym się nie mówi w mediach mainstreamowych, to znaczy, że coś nie istnieje, a przynajmniej nie ma tego w świadomości opinii publicznej.

Z powyższych względów stan obecny trzeba traktować po prostu, jako zerowy, nie mamy w kraju prawdziwej gospodarki, mamy uczestnictwo w obcych procesach, troszkę wielkogabarytowego montażu i produkcji, którego nie opłaca się sprowadzać z Azji, nieco własnych rodzynków, które jakimś cudem przetrwały i to, co jest niezbędne, żeby kraj mógł funkcjonować – elektrownie, kopalnie i inne. Cała reszta to mielenie tej samej papki przez jakimś cudem działający sektor małych i średnich przedsiębiorców. Całość działa jak działa – nie zachwyca, albowiem nie potrafiliśmy zrobić nic konkretnego nawet w takiej dziedzinie jak produkcja i przetwórstwo rolnicze. Wielka szkoda, albowiem tutaj nikt by nam nie bronił się rozwijać, a dzięki możliwościom i unijnemu wsparciu dla rolnictwa – moglibyśmy bardzo wiele zaoferować światu.

Jak zatem w kraju gdzie nie ma gospodarki, a uściślając to, co działa to sieć montowni i zakładów produkujących na rzecz cudzych procesów, jak również nawet wielki handel jest obcy – pobudzić gospodarkę? Zwłaszcza, jeżeli ma się aspirację i mówi się o ambicjach budowy gospodarki opartej na wiedzy – z kręgów tzw. nowoczesnych technologii. Czy to jest możliwe w takim kraju jak nasz? Przy czym trzeba brać pod uwagę ograniczenia unijne dla wsparcia publicznego, które może nas słono kosztować, albowiem Komisja Europejska zawsze stoi na straży interesów mocniejszych partnerów, nikt nam nie pozwoli na zbytnią niezależność i budowę kolejnego Volkswagena! Jednakże, jeżeli uparlibyśmy się i naszym celem, byłoby stworzenie przynajmniej w kilku gałęziach poważnych podstaw dla zorientowanego krajowo przemysłu z prawdziwego zdarzenia, to powinniśmy przede wszystkim koncentrować się na współpracy z istniejącymi potentatami, w oparciu o ich technologię, jak najbardziej licencje, ale tylko i wyłącznie krajową własność jak również krajowe finansowanie. Wówczas udałoby się doprowadzić do przejęcia potencjału i wytworzenia w kraju ośrodków zdolnych do konkurowania – przynajmniej nadążnego, tzn. pożądanym byłby stan, w którym jeżeli ktoś chciałby bardzo dobry samochód – kupowałby niemiecki, w którym byłyby polskie podzespoły high-tech, a jeżeli chciałby dobry, ale tańszy samochód to kupowałby polski – w zasadzie w pełni spolonizowany.

To oczywiście marzenia ściętej głowy, proces na kilka lat, któremu być może pomoże koncepcja na „Inwestycje Polskie”, tak wyniesiona na sztandary przez obecny rząd. Efekty będziemy bacznie obserwować.

W naszym interesie jest takie nastawienie tych wszystkich procesów, żeby efekty ciągnione inwestycji rozkładały się we wszystkich zaprogramowanych sektorach gospodarki przez lata. Ważne jest także stałe aktualizowanie listy przedsiębiorstw i wspieranie tych branż, które są ważne dla nas ze względu na elementarne kwestie rozumienia interesu narodowego. W pięć lat mądrej polityki można przygotować fundamenty pod coś większego, jak również mieć sukcesy w szeregu mniejszych kwestii, które jednakże w swojej masie liczą się w ogólnym wyniku ekonomicznym całej gospodarki, nie mniej niż wielkie przedsięwzięcia. Tu nie można mieć złudzeń albo budować zamków na piasku – dobra strategia, finansowanie, promocja i pilnowanie, żeby nie rozkradli – wszystko to powinno dać zamierzone efekty w ciągu kilku lat.

Tags: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

3 komentarze “Jak pobudzić gospodarkę w kraju gdzie nie ma gospodarki?”

  1. oświecony
    7 stycznia 2013 at 17:46

    Można by przedstawić więcej przykładów rozwalenia przemysłu w Polsce. Ostatnio na Mazurach (24% bezrobocie) sprzedano Niemcowi o polskim nazwisku (właścicielowi kilku fabryk odzieżowych) zakład odzieżowy zatrudniający 700 osób za podobno mniej niż 1 mln Euro …
    Nie ma tańszego sposobu pozbycia się konkurencji.
    Długo tak nie pociągniemy.

  2. v
    7 stycznia 2013 at 21:10

    Właśnie rozpie… tfu sprzedają HCP (Nie Huta Cegielski Poznań a Hipolit…).

  3. obser
    8 stycznia 2013 at 20:18

    Artykuł w krótki, acz w treściwy sposób przedstawia również moje odczucia dotyczące prywatyzacji majątku narodowego odziedziczonego po zmarłym w 1989 r. “wujku Peerelujku” wynikające z obserwacji polityki wewnętrznej rządzących dotychczas ekip i skutków dla Polaków pracobiorów i konsumentów.
    W swoim krótkim komentarzu chcę wskazać, z kolei inny aspekt zdobycia rynku przez obcy kapitał. Dotyczy on mianowicie jakości sprzedawanych nam Polakom towarów.
    Pierwszy z brzegu – proszki do prania. Te same proszki wytwarzane przez firmy obecne w Polsce, dla niemieckigo konsumenta są chwalone przez polskie gospodynie jako dużo lepsze niż takie same sprzedawane przez markety w Polsce. Ceny tych proszków tu w Polsce i w Niemczech wedle mojej wiedzy nie różnią się zbytnio.
    Ostatnio miałem okazję obejrzeć i skosztować kawę nauralną mieloną przywiezioną z Włoch. Podczas wsypywania kopiastej łyżeczki do ulubionego kubeczka stwierdziłem, że kawa jest drobniej mielona niż sprzedawana w polskich marketach. W smaku była delikatniejsza. Opakowanie włoskiej kawy nie było jakieś krzykliwe, a skromne – powiedziałbym przeciętne.
    I trzeci przykład – cukier, a raczej anegdotyczna ilość cukru w cukrze anegdotycznie pokazaną w filmie “Poszukiwany – poszukiwana”. O dziwo, my konsumenci nie zdajemy sobie sprawy że jesteśmy na słodko robieni w przysłowiowego konia. Znajomy wytwórca “szwędaczka” twierdzi, że podczas procesu destylacji otrzymywał produkt o stężeniu mniejszym o 10% gdy używał cukru z kampani cukrowej z ostatniego roku, po zmniejszeniu ilości cukrowni w Polsce. Po preanalizowaniu wszystkich aspektów produkcji doszedl do wniosku, że w cukrze nam sprzedawanym jest mniej cukru. Ostatnio zacząłem dokładniej przyglądać się temu co zostaje na dnie filiżanki po wypiciu herbaty i twierdzę, że coś w tym jest. Ale to są moje subiektywne odczucia.
    Pozdrawiam Autora i Czytelników

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Paradygmat rozwoju

Scroll Up