Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator Polityczny on Google+RSS Feed

14 grudnia 2018

Sztuka przetrwania słabszych opiera się na podstępach


 Polityka międzypaństwowa ma wiele wspólnego z atawizmem, to rywalizacja w grze o wszystko, w której słabsi mają mniejsze szanse, silniejsi są uprzywilejowani, a wygrywają najsprytniejsi i najbardziej zdeterminowani. Silne państwa same wyznaczają kierunki swojej polityki i biorą udział w podziale najlepszych części globalnego tortu, najadają się, jako pierwsi z najlepszych kawałków i dzięki temu mają ponownie więcej przewag od innych. Słabsze państwa grają w kolejnych ligach, w pierwszej lidze najczęściej są rozgrywane – przez państwa silniejsze, albo w przypadku państw rządzonych przez obce lub głupie elity – same się rozgrywają nie mają z tego zupełnie żadnych korzyści. Państwa sprytne – dobrze rządzone potrafią wykorzystać każdą okazję do wzmocnienia swojego potencjału i zajęcia nieco lepszej pozycji lub – co jest wartością samą w sobie – uniknięcia konfliktu bez kosztów i strat. Jest to szczególnie ważne głównie, dlatego, ponieważ w geopolityce chodzi głównie o przetrwanie. Liczą się, bowiem tylko te państwa, które osiągają continuum w czasie i przestrzeni określonej na danym terytorium. Państwa wyrafinowane poszukują takich formuł współpracy, które wykluczają konflikty pomiędzy nimi ze względu na korzyści ze wspólnego interesu a zwracają swój potencjał przeciwko dotychczas niezwyciężonym.

Ta walka toczy się od początków cywilizacji ludzkiej. Jest prowadzona na różnych płaszczyznach, konflikt zbrojny jest jej skrajnym przejawem, przeważnie tymczasowym, w istocie krótkotrwałym, albowiem bardzo drogim i niesłychanie ryzykownym (ryzyko przegranej). O wiele bardziej opłaca się prowadzenie wielowymiarowej gry w realiach o wszystko, przy zachowaniu pozorów współpracy i normalności. Stawką w tej grze najczęściej są kapitały rozumiane, jako wszystko to, co służy do budowy i utrzymania cywilizacji – przede wszystkim surowce, żywność, technologia, coraz częściej także kapitał ludzki. Państwa wygrane mają większy udział w międzynarodowym podziale tych kapitałów, dzięki czemu ich społeczeństwa mogą żyć na wyższym poziomie cywilizacyjnym, umożliwiającym większą efektywność i większy zasięg działań. Przecież aspiracje państwa to nic innego jak suma aspiracji jego obywateli, nie ma znaczenia czy mamy do czynienia z plutokracją, klasyczną dyktaturą czy też jakąś udaną demokracją – zawsze decydują najbardziej wpływowi i to oni wyznaczają kierunki funkcjonowania, które przejawiają się w polityce zagranicznej państwa.

Nasza sytuacja jest, co najmniej podwójnie złożona. Geopolitycznie jesteśmy ciągle rozpatrywani na trzech równoległych poziomach. Pierwszym jest poziom naszych standardowych strachów umotywowanych historycznie – boimy się Rosji, która nas przez ostatnie 300 lat zdominowała, boimy się Niemiec, które całkiem niedawno, bo w latach 1939-1945 realnie groziły nam biologicznym wytępieniem i eksterminacją. W tym kontekście podejmujemy decyzje strategiczne, które mają przeciwdziałać i niwelować nasze nieszczęsne położenie geopolityczne – pomiędzy Rosją i Niemcami. Drugim jest poziom wyznaczony przez nasze aspiracje do struktur zachodnich, – do których weszliśmy, ale ciągle jesteśmy jakoś bardziej w przedsionku niż w salonie. Nie chodzi tylko o to, że jesteśmy ubogim krewnym, ale głównie o to, że nie jesteśmy przy stole, jako równolegle rozgrywający. Ciągle nam czegoś brakuje (np. waluty Euro), albo partnerzy odbierają nas, jako niewdzięcznych awanturników (era polskich kartofli), ewentualnie najbogatsi i najpotężniejsi kombinują coś na boku bez uwzględniania nas wśród zaproszonych. W tej grze niestety także nie potrafimy się odnaleźć, albowiem Unia Europejska i NATO to nie tylko smaczne kolacje i przyjęcia oraz robienie sobie ładnych zdjęć – to taka sama walka o interesy i zasoby jak każda inna, z tą różnicą, że do siebie nie strzelamy i wiemy, że nie będziemy strzelać nawet, jeżeli ktoś na przekór interesów kogoś podciągnie sobie po dnie morza kawałek rury! Trzecim poziomem niestety jest nadal nasza niestabilność – ze względu na konflikt polityczny w kraju, ponownie jak w XVIII wieku możemy być postrzegani, jako pole do działania dla obcych sił, miejsce rozgrywania wpływów – najprościej i najhigieniczniej jak się da, – czyli naszymi własnymi rękami. Niestety nie udało się nam zachować pragmatycznej mądrości z okresu Okrągłego Stołu, która pozwoliła na dokonanie cudu, jakim była transformacja i to bez rosyjskiej interwencji!

Dzisiaj nasi wrogowie nie muszą wysyłać do nas czołgów, wystarczy, że trzymają pewien wrak lub będą go wydzielać po kawałku! Niczego więcej nie trzeba, żeby doprowadzić do wrzenia w kraju, w którym jedna z dominujących sił społeczno-politycznych w kraju – sparaliżuje wszystko, co będzie w stanie – do progu wprowadzenia stanu wyjątkowego włącznie!

Dlatego nie dość, że musimy prowadzić politykę, która wpycha nas w ramiona zachodu, to jeszcze musimy być wobec jego sposobów na funkcjonowanie bezkrytyczni! Nie mamy alternatywy, ani miejsca na popełnianie błędów, albowiem stare zagrożenie pierwszego typu – może w sposób banalny rozgrywać nasze wewnętrzne piekło – wyciągając nas za uszy ze struktur zachodnich przy pomocy fabrykowania bzdur na tematy w istocie niemające żadnego znaczenia, gdyż nawet, jeżeli przyczyną słynnego wypadku był zamach – to, co mamy zrobić? Wypowiedzieć mocarstwu termonuklearnemu wojnę? No właśnie! Dokąd prowadzi ta spirala? Kierunek jest jednoznaczny i nie ma tu przypadków.

Chcąc przetrwać musimy w sposób pragmatyczny przełamać tą nieszczęsną spiralę polskiego dramatu, w którym pchamy się w objęcia „odwiecznego” wroga. Musimy bardzo sprytnie zaskakiwać naszych partnerów, konkurentów, przyjaciół i wrogów podejmowanymi nieszablonowymi decyzjami – być przewidywalni, racjonalni aż do bólu i patrzeć realnie na swoje możliwości – wyznaczając cele na pięćdziesięciolecie i je stopniowo powoli, krok po kroku realizować. Inaczej dajmy sobie spokój, nie przetrwamy, jako wspólnota narodowa – od naszych sojuszników zależy, czy będziemy ich niewolnikami, czy partnerami. Ciekawe, jaką podejmą decyzję przy stale ograniczających się zasobach? Musimy być wyrafinowani i podstępni żeby przetrwać w tym otoczeniu. To nie jest świat dla romantycznych idiotów!

Tags: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

2 komentarze “Sztuka przetrwania słabszych opiera się na podstępach”

  1. oświecony
    6 stycznia 2013 at 13:50

    Słuszne spostrzeżenia. Popieram!

    • zdziwiony
      6 stycznia 2013 at 16:06

      Powinniśmy kierować się brytyjską zasadą, że nie ma wiecznych sojuszników ani odwiecznych wrogów.
      Odwieczne są interesy danego kraju.
      Interesy kraju rozumiane jako dobre warunki rozwoju dla jego obywateli.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Paradygmat rozwoju

Scroll Up