Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator Polityczny on Google+RSS Feed

16 października 2018

Problem świąt Bożego Narodzenia a genderowy feminizm


 Święta, wyzwanie dla każdej szanującej się pani domu, okres w którym na skutek choinki, bombek, opłatków i owieczek miękną serca nawet zatwardziałym feministkom, które w tym okresie także zamieniają się w kobiety i podobno, chociaż w jedną noc mówią ludzkim głosem! Święta mają niesamowitą moc – koncentrowania ludzkiej uwagi na wydarzeniu, które jak zaświadcza czterech ewangelistów – miało miejsce w Betlejem, położonym w rzymskiej prowincji Judea, od którego w cywilizacji łacińskiej przyjęto liczenie czasu.

Rodzina, to ciągle przynajmniej zgodnie z wykładnią heteroseksualnych genderowych feministek – także mąż i być może dzieci, jeżeli takiej przedstawicielce płci najpiękniejszej chciało się zajść w ciąże, czyli poświęcić własną urodę no i oczywiście czas. Więc jeżeli nasza modelowa genderowa-feministka posiada rodzinę, tj. męża oczywiście jak najbardziej równoprawnego i wcale niestojącego w cieniu jej talentu, jej pasji, jej dążeń i jej prawa do samorealizacji – to naprawdę, często z przyczyn naturalnych zdarzy się, że posiada także dziecko lub dzieci. Na szczęście nawet genderowy-feminizm nie był w stanie wyprać kobietom do tego stopnia mózgów, żeby pozbawić je instynktu macierzyńskiego, przynajmniej w jego podstawowej formie – zakładającej tolerowanie okresu ciąży.

Jeżeli więc jest już ta rodzina, która oczywiście jest balastem no, bo trochę musi nim być, no bo inaczej się nie da – to jednak trzeba liznąć trochę świąt. Co bywa zadziwiające, genderowe-feministki, różniące się od zwykłych kur domowych umiejętnością czytania ze zrozumieniem innych tekstów niż książka kucharska – doskonale się w kuchni, czy też szerzej – w prowadzeniu domu sprawdzają. Zwycięża organizacja, ład, porządek, działanie etapami, realizowanie na raz kilku tematów – wszystko to, co pozwala genderowym-feministkom robić karierę „w prawdziwym świecie”, nagle doskonale się sprawdza na polu walki o to żeby makowiec się udał, karp nie zdechł w wannie, a pies nie pożarł świątecznego mięsiwa – przez nieuwagę.

Jednakże genderowe-feministki robią to wszystko bardzo niechętnie, podstawą jest kupowanie gotowych potraw, ciast i mięs – często modne jest wręcz ich zamawianie „u baby”, czyli u „zwykłych kobiet”, które posiadają tą cudowną umiejętność przetworzenia torebki mąki i woreczka rodzynek w np. pyszną babkę. No, ale do tego nie trzeba doktoratu z chemii – wystarczy umiejętne obserwowanie własnej matki i powielanie utrwalonych przez 1000 lat w robo-kobietach-kuchennych schematów, dzięki którym nasza cywilizacja przetrwała tak długo. Poza tym, z zasady – wyroby domowe smakują lepiej, aczkolwiek wszelkie próby nadepnięcia gen derowym-feministkom na odcisk ambicyjny w tej sprawie kończy się połajanką „a ty nie wiesz ile ja pracuję…”

Takie czasy, niestety skończyło się opłacać robić kompocik i go wekować czule na zimę, tak samo czas kobiety – bezcennej w swojej wymarzonej pracy jest o wiele bardziej ważny i efektywnie wykorzystywany w pracy, a nie w kuchni przy garnkach.

Prawdopodobnym problemem warunkującym niespójność Świąt Bożego Narodzenia z ideologią genderowego-feminizmu jest genetyczna niezgodność tychże z tą współczesną ideologią, która w swojej istocie jest głęboko niechrześcijańska. Przecież narodzony Jezus – był mężczyzną, a jego matka nie dość, że rodziła w dramatycznych warunkach, to jeszcze – wedle przekazów – była dziewicą, pomijając już kwestię jej nieletniości, – jako element różnić międzykulturowych. Po prostu genderowy-feminizm nie może uznać za potrzebne święta, którego istota jest niepokalane macierzyństwo, – bo wiadomo, że kobieta ma nie tylko prawo, ale wręcz roszczenie o orgazm! A co to za ciąża była? Ze zwiastowania? To się przecież nie mieści w głowach współczesnych apologetyk doktryny uwielbienia wściekłej macicy! No i oczywiście ci złośliwi i zapewne „zapruci ziołem” – cytując klasyczkę – starożytni pisarze – musieli w centrum swojej opowieści umieścić chłopczyka. Jakby tego było mało, tenże bohater słynnej książki – przez całe swoje życie – stronił od kobiet, generalnie chodził i się mądrzył, na szczęście dla niego okazał się tolerancyjny dla cudzołożnicy, jak również przebaczył pani lekkich obyczajów, jednakże każda kobieta, która miała kiedykolwiek do czynienia z mężczyzną obrzezanym wie, – że na pewno nie miał łatwo! Tym bardziej genderowe-ferministki – jak ich czołowa krajowa przedstawicielka – bywają niewierzące, no, bo jak można wierzyć, że mężczyzna ani razu do 33-ciego roku życia – nazwijmy to najdelikatniej jak można – nie współżył? To przecież już byłoby zupełne kobiety i sprowadzenie jej do samarytanki myjącej mu nogi swoimi włosami! Taki obraz kobiety jest oczywiście nie do zaakceptowania!

Gdyby, chociaż Jezus miał żonę, jak to swego czasu zasugerował pewien bardzo znany pisarz, znany głównie dzięki powieści dotyczącej m.in. tego zagadnienia. A tu nic! Chodził, nauczał, pisał po pisaku, modlił się, pościł, przepędzał złe duchy, leczył, uzdrawiał, ba nawet zdarzało mu się ożywiać! Co więcej – wszystko na to wskazuje, że był nawet tolerancyjny dla osób kochających inaczej (Setnik), albowiem nie poskąpił im łaski, – jeżeli wierząc prosili o nią. To wszystko jednak przekreśla jego zadeklarowany „afeminizm” – albowiem nic nie wiemy na temat żadnej kobiety, wykluczając oczywiście pisma apokryficzne, jako nieuznawane przez nurt powszechnie dominujący nie mówiąc nawet o ortodoksji. Bo gdyby jednak miał kobietę, nawet nielegalną – to chyba tym lepiej, albowiem stanowiłby doskonały archetyp związków na kocią łapę i nieodzownej roli kobiet. Czy możemy sobie wyobrazić Mistrza – przemierzającego przez karty Ewangelii z kobietą i gromadką dzieci? No właśnie, jak to ktoś zrozumie – natychmiast pojmie jak zajadle szkodliwą i w swojej istocie antychrześcijańską doktryną jest wojujący genderowy-feminizm!

Nie można wszystkiego wkładać do jednego worka, na świecie, – chociaż to nie w smak genderowym-feministkom, żyją i mają się całkiem dobrze mężczyźni, którzy nie oszaleli na punkcie ich ciał, nie wspominając nawet o domniemanych intelektach. W tym świecie wszystko ma swoje miejsce i nic nie umniejsza kobietom, to, że jedna z ich przedstawicielek wytarła nogi mężczyzny własnymi włosami!

Nie można także rozpatrywać spraw odwiecznych za pomocą – jak się wydaje nowoczesnych doktryn, albowiem zatraca się nie tylko ich treść czy sens, ale w ogóle nawet zasadność komentowania, czy też rozpatrywania. Dlatego warto zostawić pewne sprawy takimi, jakie one są, albowiem w ich stratyfikacji nie należy upatrywać odwiecznych dążeń do upodlenia, uprzedmiotowienia i zniewolenia kobiet…, ale po prostu zapisu rozwoju naszej cywilizacji.

Z powyższych względów – genderowy-feminizm, jako ideologia dążąca do unicestwienia naszej cywilizacji powinien być konstytucyjnie zakazany, albowiem w przeciwieństwie do swoich przeciwników – komunizmu i faszyzmu, jest niesłychanie groźny i rośnie w siłę.

PS. Autor nie wie, czy to prawda, że na genderowo-feministycznych choinkach wiszą wibratory!

Tags: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Społeczeństwo

Scroll Up