Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator Polityczny on Google+RSS Feed

18 lipca 2018

Polska w oczach polityków z innych krajów a gry geopolityczne


 Pochłonięci mitologią smoleńską i w zasadzie już czystą i bezrefleksyjną nienawiścią – sami względem siebie, w ogóle nie zastanawiamy się, – jako społeczeństwo prawie absolutnych ignorantów – jak nas widzą politycy z innych krajów? W jaki sposób wojnę polsko-polską relacjonuje się na salonach najważniejszych stolic politycznych współczesnego świata, w ciałach międzynarodowych i różnego rodzaju opiniotwórczych gremiach.

Co ciekawe, w naszych mediach w zasadzie nie ma o tym żadnych informacji, co więcej – w konsekwencji praktycznie w ogóle nie poruszają problematyki tego poziomu nasi rodzimi politycy. Jest oczywistym, że większość nie zna żadnego języka w stopniu umożliwiającym swobodne czytanie informacji z zagranicy, jednakże to akurat nie jest problem, jeżeli istniałyby w kraju odpowiednie jednostki analityczne – zdolne do przeprowadzenia odpowiednich prac badawczych (medioznawczych) i przygotowania z nich obiektywnej relacji.

Jest to niezrozumiałe, albowiem Polska być może i jest zieloną wyspą, – w co być może wierzy pan premier, ale z pewnością nie jest to wyspa samotna – znajdujemy się przecież w bardzo konkretnym otoczeniu geopolitycznym, które samo w sobie rządzi się prawami geopolitycznych zachowań – warunkujących dla nas od czasu do czasu jakiegoś rodzaju smutne zachowania, np. w formie znikania naszej państwowości z map Europy.

Nie jest możliwe, że to, co się dzieje w Polsce, a naprawdę dzieje się wiele – nie było bacznie obserwowane przez naszych wrogów, potencjalnych wrogów, przyjaciół i państwa na wszelki wypadek nas obserwujące. Wszędzie w nich rządzą politycy, w sposób demokratyczny lub autorytarny i podejmują decyzje względem naszego kraju, rozważając wśród scenariuszy decyzyjnych możliwe implikacje wewnętrzne określonych decyzji kierunkowych polskiego rządu – podejmowanych w reakcji na ich bodźce.

W grze politycznej nadrzędną zasadą jest, żeby grać samemu – to znaczy zadawać do systemu politycznego pewną wartość swoimi posunięciami, na które inne podmioty mogą zareagować. Możliwych wariantów jest tu cała masa, można np. wstrzymać się z grą, grać na niższym poziomie, udawać, że się zagrało, puszczać balony próbne, wyręczać się w grze kimś mocniejszym – popierając go w zamian za spodziewane korzyści – jest wiele możliwości – dla zainteresowanych warto polecić teorię gier. Zawsze jednak bezcennym politycznie jest zachowanie dla siebie prawa do inicjatywy wchodzenia w interakcje. Czyli liczy się to, czy musimy reagować, czy powinniśmy, co się stanie jak nie zareagujemy, albo z opóźnienie, ewentualnie wcale – jedynie mówiąc o tym, jaka stała się nam krzywda. Państwo, które inicjuje swoje zachowania polityczne jest państwem wolnym. Państwo, które ogranicza się jedynie do reagowania – tzn., jego inicjacje są głównie następcze i wynikowe, a te prawdziwie inicjatywne – są przez innych grających bagatelizowane – jest państwem o ograniczonym polu możliwych decyzji. Nie oznacza to państwa zniewolonego, ale jest to inny poziom wolności niż w przypadku państwa wolnego.

Przekaz prasowy jest zawsze intencjonalny, dlatego też w próbie oszacowania jak postrzegana jest Polska w oczach polityków z innych krajów prowadzących gry geopolityczne należy kierować się interesem tych krajów i katalogiem szans, jakie przed nimi otwiera w kwestii polskiej – nasza nieukrywana słabość. Musimy uświadomić sobie, że ze względu na w zasadzie stan preludium do wojny domowej, w jakim znalazła się nasza polityka – jesteśmy doskonałym poligonem doświadczalnym i miejscem do realizacji obcych interesów, nie koniecznie wbrew nam, ale zawsze zakładających jakąś formułę uwzględnienia stopy zwrotu dla rzeczywistych autorów działania. Prawdopodobnie sytuacja przypomina stan spraw sprzed upadku państwa polskiego, kiedy to wielkie dwory i wielcy tamtej epoki – licytowali się i bawili w podchody – rozgrywając sprawy polskie na sposoby dla siebie korzystne. Jeżeli myślimy, że inne państwa – patrzą na nas ze współczuciem i myślą jak tu bardziej „tym naszym ukochanym Polakom” pomóc to nie można tego nawet zakwalifikować, jako błąd. Polityką zawsze rządzi prawo dominacji, o nic innego w tej grze nie chodzi. Nie można dać się mamić nawet sojuszom – przecież nawet wielka idea Unii Europejskiej, z punktu widzenia teorii gier to nic innego jak mechanizm gwarantujący rozstrzyganie sporów z wyeliminowaniem wojen. Poza tym, w zasadzie wszelkie sztuczki i świństwa – standardowe w dyplomacji od czasów Fryderyka II Wielkiego (von Hohenzollern) i Katarzyny II Wielkiej wiadomo, czego imperatorowej są dozwolone.

Nasi partnerzy z Unii Europejskiej traktują nas po prostu, jako inwestycję, której dokonali w budowę naszego dobrobytu – żebyśmy byli w stanie na trwałe powiększyć ich potencjał. W związku z tym, wszystko, co jest w stanie zepsuć ich wzorzec odniesienia, – czyli gospodarkę rynkową i kapitalistyczno-feudalny model społeczny jest zagrożeniem. Dlatego raczej nie upatrują zagrożeń nawet w szefie jedynie słusznej prawicowej-prawicy, albowiem jego ekstremizm jest znany i już dawno wypracowano metody antycypowania jego ewentualnych zachowań skrajnych. Europejczycy są do tego stopnia kulturalni i wyrafinowani, że nie muszą mówić naszym politykom, wprost, że są np. debilami, idiotami, nieudacznikami (uwaga dwa pierwsze to terminy medyczne) i nie chcą z nimi rozmawiać – wolą o wiele bardziej cywilizowane metody, w szczególności wcielanie w życie sfery faktów dokonanych. Przykładów nie trzeba dużo szukać, wystarczy sobie przypomnieć „Niceę albo śmierć”, „wojnę o stołek” a przyjęcie przez Polskę jednym podpisem i bez jakiejkolwiek dyskusji z ekspertami – mordującej naszą opartą na węglu gospodarkę wytycznych w zakresie ochrony klimatu (ograniczenie emisji gazów). Nie trzeba było dużo, wystarczył artykuł w prasie, że ktoś jest polskim ziemniakiem a już mieliśmy obrażonych panów domagających się godnego traktowania! Szkoda słów, lepiej sobie tego nie przypominać.

Nasi partnerzy z NATO niebędący członkami UE, czyli głównie USA, albowiem o osąd elit tego kraju chodzi – raczej nas w ogóle nie zauważają. Polska w Waszyngtonie nie istnieje, jako zagadnienie, nic się u nas drastycznego nie dzieje, – o czym informowałyby media, więc administracja nie musi zajmować stanowiska. Natomiast, to, że zupełnie się dla Amerykanów nie liczymy – to głównie nasza wina, albowiem nie mamy im nic ciekawego do zaoferowania. Chyba tylko najwięksi fantaści liczą na to, że ktoś dostrzeże napisy „Made In Poland” na ukrytych pod maską lub w zawieszeniu częściach niemieckich aut – masowo kupowanych w USA. Nie liczymy się, nie istniejemy, a najlepszym dowodem tego jest osoba nowego Ambasadora tego kraju w Warszawie, który prawdopodobnie doskonale wiedząc, że Polacy lubią jak się do nich ciepło mówi i o nich mówi – rozpoczął urzędowanie od prawdziwego show w mediach. Proszę się zastanowić, czy widzieliście kiedyś w głównym wydaniu wiadomości – głównej mainstreamowej telewizji oraz telewizji reżimowej – jakiegokolwiek ambasadora innego kraju jak obejmował urząd? No może Watykanu! Jednakże ten sposób na autoprezentację zrobił nam z pana Ambasadora imperium – celebry tę, równego w odbiorze społecznym – występującym w kolejnych migawkach polskim politykom. Niestety jesteśmy właśnie na tym poziomie, że Ambasador – swoją drogą sympatyczny jest na poziomie naszych naczelnych władz państwowych, a te jak są u gospodarza Białego Domu – milczą podczas konferencji prasowych stanowiąc tło kadru, ponieważ nikt nie zadaje im pytań – nawet z formalnej grzeczności – czas Prezydenta USA jest dla amerykańskich dziennikarzy bezcenny.

Federacja Rosyjska prawdopodobnie po zniecierpliwieniu i kolejnym utwierdzeniu się, co do naszej polskiej niewdzięczności – obecnie robi się już trochę zaniepokojona kierunkiem naszego wewnętrznego sporu. Jesteśmy dla Rosjan zmarnowanym potencjałem, wypadliśmy z ich strefy wpływów, izolujemy się gospodarczo, równo ich obrażając i posądzając o spisek i zabicie naszego Prezydenta. Takiego stanu niechęci – nie musi tolerować termonuklearne i bogate imperium i nie będzie go tolerować w nieskończoność. Kwestią załatwienia sprawy polskiej będzie – telefon do naszych patronów i sponsorów z prośbą, żeby opanowali polskich wariatów, ewentualnie jakiś scenariusz pokazowy, – kto ma rzeczywistą siłę i dlaczego Polacy powinni milczeć a nie mówić głupoty i stale uznawać Rosję za wroga. Jeżeli do tego dodamy fakt, że Rosjanie generalnie są od nas odporniejsi i brutalniejsi, nie możemy mieć pretensji, że jak w końcu nam coś odpowiedzą to naprawdę nas bardzo zaboli. Z pewnością jest to kraj, któremu zależy na pewnym wpływie na sytuację w Polsce, albowiem takie były cele imperium przez prawie 300 lat! To się nie zmienia, po prostu od zawsze droga do Moskwy wiodła przez Warszawę, jeżeli ktoś tego nie rozumie – to traci na możliwościach.

Tego jak nas widzą w innych krajach nie ma już, po co rozważać, albowiem kraje te nie stanowią dla nas bezpośrednich zagrożeń. W każdym bądź razie – musimy mieć świadomość, że zachodowi jest obojętne, kto u nas rządzi – pod warunkiem, że trzyma zadany kurs. Być może jakieś skrajne zachowania jedynie słusznego lidera jedynie słusznej prawicowej-prawicy, w rodzaju faktycznego zagrożenia wmanewrowania Polski w konflikt z Rosją o np. godność ofiar zamachu, wrak Tupolewa, i inne równie ważne kwestie – spowodowałoby, że czynniki zachodnie zaczęłyby dawać jasno do zrozumienia, być może także działać – jasno sugerując, że z Polską o obliczu pewnego pana nie chcą mieć nic wspólnego a art. 5 traktatu zobowiązuje do obrony! A nie pomocy w ewentualnej agresji! Rosja, jeżeli już zareaguje to w sposób totalny, w jej interesie leży właśnie taki stan, jaki jest, – kiedy można stosunkowo banalnie wyeliminować jednego z głównych polityków np. odsłonięciem nagrań z pokładem samolotu z chwili przed katastrofą – przechwyconych przez doskonały rosyjski wywiad elektroniczny. Alternatywnie, można takiemu panu jak zostanie premierem – złożyć propozycję nie do odrzucenia, a potem znowu 38 mln Polaków będzie się cieszyć, że ma, co prawda bardzo drogie, – ale pewne i w zasadzie ilościowo nieograniczone (względem potrzeb) dostawy ropy i gazu.

Z powyższych względów, warto żeby nasi politycy dogadywali się w gabinetach, ewentualnie kłócili się w Sejmie i to bardziej na komisjach, – bo tam wykuwany jest kształt prawa, a nie na sali plenarnej, gdzie, co prawda można efektywnie toczyć jad na premiera (z zasady winnemu całemu złu – jak wiadomo „zdrajcy…”), dzieląc w ten sposób bardzo skutecznie nasz Naród.

Tags: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

2 komentarze “Polska w oczach polityków z innych krajów a gry geopolityczne”

  1. wojtek
    7 grudnia 2013 at 00:44

    czytajac ten tekst to chyba debil takie wnioski wysuwa,no i mamy w polsce to co mamy,opinie debili i rzadzacych a reszta nasuwa
    sie sama

    • krakauer
      7 grudnia 2013 at 07:22

      Szanuję opinię bo teoretycznie każda myśl ludzka jako cząstka człowieczeństwa jest cenna, ale czytając ją mam przemyślenia własne-poranne, którymi przecież mam prawo się podzielić, więc: to chyba “chujek” ją napisał, no i mamy w “polsce” (przez małe p – już trzymam się konwencji) to co mamy, opinie chujków a reszta, to znaczy np. że ktoś takiego małego chujka posuwa od tyłu nasuwa się sama, ponieważ jakby posiadał chociaż umiejętność chujkowej indukcji lub chujkowej dedukcji to by napisał – dlaczego uważa autora za debila. Ma do tego pełne prawo, redakcja przyjmie, przedrukuje – wyświetli co prawda nie wiemy, czy nasz komentujący chujek jest biegłym lekarzem psychiatrą, ale przyjmujemy na wiarę że to domorosły fascynat i ma talent – może chujek potrafi po tekście rozpoznać chorobę psychiczną… Więc każda opinia jest cenna – nawet domorosłego chujka parapsychiatry.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Soft Power

Scroll Up