Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator Polityczny on Google+RSS Feed

19 lutego 2019

Gilets jaunes et démocratie directe (cz.2)


graf. red.

Démocratie directe

Nie da się ukryć, że szwajcarski model demokracji bezpośredniej inspiruje Francuzów. W ramach protestów wysuwane są żądania, również przez partie polityczne, wprowadzenia inicjatyw obywatelskich i oczywiście związanego z nimi referendum. Macron, jak łatwo się domyśleć, nastawiony jest sceptycznie do tego pomysłu.

Czy Francja potrzebuje więcej demokracji? Czy potrzebuje demokracji oddolnej?

Te pytania stawiane są teraz w całej Francji i coraz częściej „właściciele żółtych kamizelek” spoglądają z zaciekawieniem i zazdrośnie w kierunku Szwajcarii.

Idea oddolnego kierowania państwem przybrała nawet wymiar konkretnie sformułowanego żądania, mianowicie wprowadzenia do francuskiego systemu decyzyjnego «Référendum d’initiative citoyenne» (RIC), a więc referendum na podstawie inicjatywy obywatelskiej. Nie trzeba tu dodawać, że to model szwajcarski. Dla przedstawicieli gilets jaunes jest jasne: w Paryżu przeciętni obywatele postrzegani są jako kłopotliwy balast, a nie jako suweren. Nadzieje związane z instrumentami demokracji oddolnej są tu oczywiste. Chodzi o zmianę układu sil we francuskim procesie polityczno-decyzyjnym i odebranie władzy oligarchom.

Ciekawe jest to, że tego typu debata nie jest wcale nowa we Francji. Wertykalny model scentralizowanego państwa francuskiego nie miał nigdy wiele wspólnego z demokracją oddolną.

Dlatego prawa obywatelskie wywalczane były w krwawych rewolucjach. Już Komuna Paryska w 1871 r. eksperymentowała z instrumentami bezpośrednio-demokratycznymi.

W V Republice Francuskiej zasadniczo tylko prezydent upoważniony jest do wylansowania referendum, co jest oczywistym zaprzeczeniem demokracji. Sarkozy co prawda zrobił w 2008 r. krok w kierunku Narodu i zezwolił na powszechne głosowania, ale tylko z inicjatywy parlamentu. Należy dodać, że parlament francuski w ostatnich 11 latach nie skorzystał z tego prawa ani razu.

W dzisiejszej Francji żądania wprowadzenia instrumentów demokracji bezpośredniej na wzór szwajcarski stawiają nie tylko przedstawiciele gilets jaunes, lecz również partie polityczne.

Lewica chce zapisu konstytucyjnego dotyczącego inicjatywy obywatelskiej – na zadanie 700’000 obywateli uprawnionych do głosowania.

Premier Edouard Philippe, aby uspokoić protestujący lud, wyszedł nawet naprzeciw tym żądaniom, ale od razu się asekurował, twierdząc, że powszechne głosowania powinny być obwarowanego „pewnymi” ograniczeniami.

Paradoksem francuskiego systemu politycznego jest to, że nikt inny jak sam prezydent decyduje w ostatniej instancji o udzieleniu elektoratowi prawa inicjującego referendum. Czy Macron podetnie sobie dobrowolnie gałąź, na której – niewygodnie – ale siedzi?

Obecnie jakiekolwiek referendum przerodzi się w plebiscyt dotyczący całokształtu polityki gospodarczej Francji i takie głosowanie oznaczałoby wyprowadzkę Macrona z pałacu elizejskiego.

Podobieństwa między fikcja francuskiej i polskiej demokracji oddolnej są olbrzymie. Również w naszym kraju istnieją zapisy konstytucyjne dotyczące inicjatywy oddolnej i referendum, co polskim obywatelom daje do ręki taka władzę, jaką mają Francuzi, czyli… żadną.

Są jeszcze inne podobieństwa miedzy obydwoma państwami: celebryci, wizyty, uroczystości, medale i pomniki, rocznice, afery, nominacje i dymisje, zakłamanie i… pogarda dla szarych obywateli…

Czy do tego można się przyzwyczaić? Ruch gilets jaunes pokazał we Francji, że to raczej trudne.

Mirosław Matyja

Tags: , , , , ,

6 komentarzy “Gilets jaunes et démocratie directe (cz.2)”

  1. Inicjator
    8 lutego 2019 at 04:47

    Ciekawe.

    Ale z punktu widzenia każdej władzy wynika, że gdyby nie było obywateli – to by nie było kłopotów.

    Może idźmy w tym kierunku?

    Zmniejszajmy zatem liczbę obywateli, aż do niezbędnego – dla obsługi samej WŁADZY – minimum …

  2. krolowa bona
    8 lutego 2019 at 07:29

    @Incjator..mam dokladnie te same spostrzezenia i postulaty….

  3. Miecław
    8 lutego 2019 at 14:27

    Bogate zachodnie elity zarządzające nie mają zamiaru ustąpić i nie wypuszczą ze swoich łap władzy. Zobaczymy jakiego respiratora ekonomicznego użyją, żeby się utrzymać. Chyba, że już straciły instynkt samozachowawczy, ale wtedy może się to dla nich źle skończyć, na co wskazuje historia.

  4. wieczorynka
    8 lutego 2019 at 14:42

    Od samego początku pisałam, że politycy, którzy wcześniej terminowali w bankach nie budzą mojego zaufania (w Polsce też mamy takich).

    Nie łudźmy się, liczba człowieków do obsługi polityków będzie stale rosła i ponownie nastąpi przesycenie.

    Proponuję (jest w sieci ) przeczytać eksperyment z myszami może człowieki też to czeka?

  5. Ali
    8 lutego 2019 at 18:17

    Osobiście nie mam przekonania do demokracji bezpośredniej (oddolnej, referendalnej).
    Wprawdzie ten rodzaj demokracji, a raczej stanowienia prawa, a w konsekwencji rządzenia, można uważać za bardzo demokratyczny, bo wszyscy obywatele decydują, ale nie jest to (tak do końca) cała prawda. Ludzie zwykle nie mają wystarczająco wiedzy, zdolności i czasu, aby rozważyć wszystkie kwestie dokładnie, a jeżeli nawet to się uda, to nie są w stanie przewidzieć wszystkich konsekwencji swoich wyborów dla działania państwa jako takiego.

    W artykule wspomniano o inspiracji szwajcarskiej “żółtych kamizelek” na postrzeganie demokracji oddolnej, jako lekarstwa na wszystkie bolączki systemu. Według mnie jest to tylko zauroczenie szwajcarskim poziomem życia, i przekonanie, że jeśli zostanie to wprowadzone we Francji, to automatycznie wszystkie problemy zostaną rozwiązane, a to jest jedynie ułuda. Mogliśmy się o tym przekonać w Polsce, gdzie wszyscy chcieli kapitalizmu, bo miało to sprawić, że z automatu poziom życia będzie wtedy zachodni. Niestety, samo się nic nie zrobiło, bo po prostu to tak nie działa.

    W Szwajcarii referendów jest sporo, ale nie wiem, czy można powiedzieć, że decyzje (głosy) poszczególnych osób są merytorycznie przemyślane. Moim zdaniem, wyniki referendów są raczej efektem wpływu mediów, czyli po prostu efektem propagandy. To widać ewidentnie w przypadku tych najistotniejszych głosowań. Poniżej podam przykłady.

    Przykład 1: Inicjatywa “Ratowanie naszego szwajcarskiego złota”.
    Harmonogram i wyniki tego referendum można znaleźć tu: https://www.bk.admin.ch/ch/d/pore/vi/vis415.html
    Podsumowanie referendum jest zawarte w linku oznaczonym: BBl 2015 1813 (wystarczy kliknąć – wyświetli się stosowny dokument w pdf).
    Wynik: Szwajcarzy zrezygnowali ze sprowadzenia swojego złota (w 2 lata) i z odbudowy jego zapasów do poziomu co najmniej 20% aktywów SNB (w 5 lat).

    Przykład 2: Inicjatywa: “Pieniądz odporny na kryzys: kreacja pieniądza wyłącznie przez Bank Narodowy (Vollgeld)”.
    Harmonogram i wyniki tego referendum można znaleźć tu: https://www.bk.admin.ch/ch/d/pore/vi/vis453.html
    Podsumowanie referendum jest zawarte w linku oznaczonym: BBl 2018 7755 (wystarczy kliknąć – wyświetli się stosowny dokument w pdf).
    W referendum chodziło o rezygnację z bankowej rezerwy cząstkowej. Moim zdaniem, nie do przyjęcia we współczesnej “wirtualnej” bankowości. Zresztą, nawet gdyby referendum było na TAK, to tekst tej inicjatywy wyglądał tak, jakby napisali go sami bankierzy, czyli tak żeby nie zrobić sobie żadnego problemu.
    Przytoczę niektóre sformułowania tejże inicjatywy, pasujące bankierom (to cytat z internetu):
    – rząd federalny zyskuje prawo do odejścia od pryncypiów gospodarki wolnorynkowej,
    – SNB zyskuje prawo do decydowania o minimalnych okresach ważności ofert inwestycyjnych na rynku finansowym,
    – wydrukowane przez SNB franki mają być rozdawane pomiędzy rząd federalny, kantony i obywateli,
    – salda na wszystkich kontach w momencie wejścia inicjatywy w życie stają się żądaniami ciągnienia waluty względem SNB,
    – ale jednocześnie wszystkie umowy kredytowe pozostają ważne.
    To wystarcza, żeby stwierdzić, że inicjatywa szczytna, ale dużo by nie zmieniła.
    A wynik? Oczywiście: NIE (podany w art.2).

    Wniosek mój jest taki, że demokracja bezpośrednia to szczytna rzecz, ale wynik powinien być WŁAŚCIWY.
    Zwykli obywatele nie rozumieją wszystkich niuansów światowej polityki, i ktoś musi czuwać nad tym, aby nie zniszczyło to samego państwa. Naiwność i prostolinijność obywateli może być szkodliwa, a więc nie zawsze jest potrzebna. Zawsze natomiast potrzebna jest HIPOKRYZJA, która pozwala rządzącym (przy pomocy mediów) przekonać rządzonych do tego, co jest właściwe. Tego trzeba się uczyć, do tego potrzebne są “elity” myślące w kategoriach państwa. Tego ani u nas, ani we Francji nie ma. To trzeba wypraktykować przez lata. Zresztą (jak przykłady pokazują), nawet gdyby referendum zakończyło się wynikiem TAK, to musi być tak spreparowane, aby rząd swoje możliwości zachował. Może nie jest to całkiem demokratyczne, ale za to życiowe. Do tego trzeba dorastać latami, aby przy pozorach demokracji oddolnej robić to, co służy interesom państwa.

  6. Miecław
    9 lutego 2019 at 10:16

    @Ali. 8 lutego 2019 at 18:17

    Słuszne uwagi. Ja dodam jeszcze jedno, że Szwajcarom z nowelizacjami prawa schodzi jeszcze dłużej, bo nawet do 10 lat. 🙂
    Zyskują jednak stabilność tego prawa i systemu społecznego, mniej więcej taką jak my mieliśmy w PRL.Gdyby nam zachodni imperialiści nie mieszali w naszym kociołku, to byśmy sobie nadal udoskonalali system.

    A co do wypaczeń demokracji przedstawicielskiej, to wszystko zależy od klas posiadających, bo to one wykorzystują ten względnie mobilny system do własnych nikczemnych celów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Polityka

Scroll Up