Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator Polityczny on Google+RSS Feed

19 lutego 2019

Istota przyszłej rewolucji (cz.2)


Barricade à l’angle des boulevard Voltaire et Richard-Lenoir pendant la Commune de Paris de 1871. Cliché pris à l’occasion de l’exposition “La Commune 1871, Paris capitale insurgée” à l’Hôtel de ville de Paris le 5 avril 2011. By Bruno Braquehais – BHVP/Roger-Viollet, Domena publiczna, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=14841641

Obecny francuski establishment, jest bezsilny wobec autentycznego społecznego buntu zwykłych Francuzów napędzanych biedą. Nie wiedzą w jaki sposób odwrócić trend narastający. Sytuacja w której protesty nie wytłumiają się z czasem, jest niebezpieczna z punktu widzenia ośrodka władzy. Ponieważ to zawsze prowadzi do eskalacji. Mechanika sporów społecznych i dużych wydarzeń publicznych jest znana i w zasadzie zawsze się sprawdza. Przynajmniej w kulturze zachodniej, na Bliskim i Dalekim Wschodzie te mechanizmy wyglądają nieco inaczej. Stąd nie dziwi próba przesunięcia protestu żółtych kamizelek przez protest czerwonych chust, czy czegoś tam czerwonego.

W ogóle sama idea demonstracji popierających władzę i system jest trudna do obrony w warstwie intelektualnej. Ponieważ ludzie w zasadzie nigdy nie demonstrują pozytywnych emocji. Dominującą formą wyrażania ich jest zwykła normalna codzienność, zwyczajny bieg spraw, akceptacja dla funkcjonowania systemu. Zadowoleni ludzie żyją w swoim zwykłym życiem, ewentualnie wyrażają uczucia patriotyczne z okazji rocznic narodowych lub innych specyficznych dla danego kraju lub kręgu kulturowego. Nigdzie poza Dalekim Wschodem, nie ma masowych wieców popierających władzę. Z jednym wyjątkiem to jest okresu około wyborczego. Jednak to jest oczywiste i nie budzi żadnego zdziwienia, ani nie wymaga interpretacji.

Jeżeli za występami „czerwonych”, kryje się inspiracja ze strony władz Francji, to znaczy że sytuacja jest o wiele gorsza, niż do tej pory myśleliśmy.

Problemy Francji są lustrzanym odbiciem problemów całego Zachodu. Poszczególne kraje są na różnych etapach postępującego kryzysu. Którego źródłem jest depopulacja wynikająca ze zmian ekonomicznych i obyczajowych. Gdyby Francuzi przeżyli taką transformację jaką przeżyli Polacy, to prawdopodobnie skończyłaby się ona zaraz po rozpoczęciu kolejną wielką rewolucją i zburzeniem jakiegoś wielkiego budynku w Paryżu. Skala odporności zachodnich społeczeństw na kryzys, czy nawet na zwykłe przeciwności losu jest praktycznie żadna. Każdy może wyrażać sprzeciw, bo nie stać go na wakacje.

Burżuazyjne społeczeństwo epoki postindustrialnej jest społeczeństwem biedniejącym. Dodatkowo państwa zachodnie muszą w tej chwili o wiele bardziej intensywnie konkurować o zasoby ze wschodzącym potęgami na Dalekim Wschodzie. To jeszcze bardziej wszystko komplikuje. Francja jako byłe supermocarstwo kolonialne przez lata czerpała olbrzymie korzyści ze świata który stworzyła. W tej chwili już nie jest tak łatwo, bo wszędzie są Chińczycy. W kolejnych latach będzie coraz gorzej sytuacja będzie się pogarszać.

To w jaki sposób Francja wyjdzie z tego klinczu lub nie wyjdzie, będzie decydujące dla przyszłości Francji, Unii Europejskiej i w dużej mierze także świata. Neoliberalne i konserwatywne elity zrobiły bardzo wiele, żeby wyrugować ze świadomości Proletariatu ten prosty i oczywisty fakt, że jest nadal proletariatem. Kolorowe gadżety, piwo i kiełbaski, czy nawet wakacje nad ciepłym morzem, to nie są realne wyznaczniki dobrobytu.

Dzisiaj już konsumpcjonizm nie wystarcza dla wszystkich. Zachód nie jest w stanie finansować swoich potrzeb i zapewnić sobie ilości dóbr adekwatnej do pożądanego poziomu konsumpcji, jeżeli już prawie niczego nie produkuje! Nowa rewolucja przemysłowa jeszcze nie nadeszła, a nawet jak będzie już miała wpływ na nasze życie, to barierą jest dostęp do energii i pełne koszty (w tym środowiskowe) jej pozyskiwania.

Jeżeli problemy Francji i innych krajów Zachodu, mające co warto ponownie podkreślić charakter wyjątkowo strukturalny mają być rozwiązane. To należy przeprowadzić zmianę organizacji życia społeczno-gospodarczego, potrzebna jest zmiana paradygmatu. Neoliberalny, w istocie konserwatywny – nie sprawdził się, prowadzi jak to kapitalizm do kryzysów. Dotychczasowy model neoliberalnego kłamstwa złodziejstwa i bandytyzmu, skończy się nieszczęściem dla nas wszystkich.

Zapraszamy 5 lutego 2019 r., na część 3-ią felietonu.

Tags: , , , , ,

9 komentarzy “Istota przyszłej rewolucji (cz.2)”

  1. SD
    3 lutego 2019 at 08:23

    Bardzo dobry cykl

  2. krzyk58
    3 lutego 2019 at 08:51

    Pro wyborów w Polskim mieście Gdańsk – “Generalnie mizerny ten program wyborczy Grzegorza Brauna i na wzór teologii św. Tomasza z Akwinu,w naturze swej negatywny: 😋

    – nie będzie zgody na Wolne Miasto Gdańsk

    – nie będzie zgody na publiczna promocję dewiacji (kto chce, może sobie prywatnie sodomię czy inną gomorię praktykować)

    – nie będzie podnoszenia danin miejskich.

    Mój program byłby stokroć lepszy, gdybym tylko kandydował, bo obiecałbym każdemu, że będzie młody, zdrowy, jurny jak Stefan po fasolce,bogaty i że jeszcze dostanie pół litra do obiadu, a jak kto lubi młode, jędrne mirabelki, to też na koszt miasta.

    Póki co z wystawienia własnego kandydata zrezygnował i PiS i PO i halucynogenny LSD, co tylko potwierdza zblatowanie tego dziadostwa, rzucającego się sobie do gardeł … delikatnie i na pokaz. Zapomnieli biedacy, że są jeszcze w Polsce siły nie potrzebujące założycielskiego błogoslawieństwa s.p. Cze-Kiszczaka.

    https://macgregor.neon24.pl/post/147486,macgregor-vs-grzegorz-braun-porownanie-programow-wyborczych

  3. Ali
    3 lutego 2019 at 09:14

    Ponieważ jest to część 2 artykułu, więc odszukałem i spojrzałem raz jeszcze do części pierwszej. Przeczytałem również późniejsze komentarze, i przykuł moją uwagę ekspresyjny wpis #krolowa_bona. Wydaje się, że powinienem na niego kilka słów odpowiedzieć.
    Najpierw odpowiem na postawione mi pytania:
    – Nie, nie jestem tu służbowo.
    – Nie, nie pobieram honorariów z Fundacji Konrada Adenauera.

    To, co wówczas napisałem (31 stycznia 2019 at 15:42) o relacjach zamożności krajów bogatych (UE, USA, itp.) względem państw rozwijających się, jest prawdą. Nie chcę, żeby mi wierzono na słowo, więc na dowód przytoczę kilka faktów z wybranych (charakterystycznych) dziedzin.
    Najpierw informacje o rozwoju produkcji samochodów osobowych, jako pewnego miernika znaczenia państw w skali świata. Dane te zaczerpnąłem z:
    https://www.acea.be/uploads/publications/ACEA_Pocket_Guide_2018-2019.pdf
    Dodam, że jest to oficjalna strona European Automobile Manufacturers Association ACEA (skrót pochodzi od nazwy francuskiej).
    W roku 2002 wspomniana produkcja samochodów osobowych wynosiła procentowo (względem produkcji światowej): Europa – 33%, Chiny – 6%.
    W roku 2017, odpowiednio: Europa – 23%, Chiny – 30%.
    Udział Europy w produkcji światowej zmniejszył się (-10%), a Chin zwiększył się (+24%). Te różnice powinny mieć odzwierciedlenie w zamożności kraju producenta (i jego obywateli).

    Z tej samej publikacji widać również, że wielkość rejestracji nowych pojazdów nie odpowiada proporcjonalnie wielkości produkcji w Europie i Chinach. Po prostu Chiny są bardziej konkurencyjne – więcej eksportują i się bogacą. Robią tak, bo ich siła nabywcza jest mniejsza niż europejska. Tak więc, relatywnemu zmniejszaniu się udziału produkcji europejskiej w świecie, powinno odpowiadać tempo zmniejszania się europejskiej siły nabywczej. Ludzie we Francji nie chcą się na to zgodzić, ale nie wygrają, bo to niemożliwe, a co najwyżej zmienią swoje władze, ale czy na lepsze? Niemożność pogodzenia się z rzeczywistością nie spowoduje utrzymania dobrobytu. Zaklinanie rzeczywistości to droga donikąd, a na jej końcu będzie zapaść totalna. Im później przystosują się do rzeczywistości, tym upadek będzie większy.

    Dodam jeszcze jedną uwagę. To, że część chińskiej produkcji samochodów to produkcja marek europejskich, niczego nie zmienia. Zyski z tamtejszej produkcji nie należą do państw europejskich, ale do Chin oraz koncernów europejskich. Państwa europejskie mają z tego biznesu niewiele, ale dla ich firm jest to kwestia być, albo nie być na rynkach światowych. Zawsze to coś. Jest to dobre chociażby pośrednio, bo umożliwia współudział w decydowaniu o dalszych kierunkach rozwoju. Jeśli “przykręci się śruby” właścicielom koncernów, to zapewne bez większego żalu zmienią jurysdykcję na przyjaźniejszą dla nich. A wtedy już nawet nie będzie możliwości żadnego nacisku. I rządy zdają sobie sprawę z tego.

    A tak w ogóle, trzeba sobie zadać pytanie (retorycznie), czy Chiny (i cały Trzeci Świat) powinny pracować na dobrobyt Europejczyków, zamiast na swój? Co wtedy ze wzniosłymi ideałami, które w oderwaniu od rzeczywistości widzą ludzi równych (przecież Chińczycy to też ludzie)?

    Innym przykładem obrazującym zachodzące zmiany mogą być zmiany udziałów w produkcji energii elektrycznej. Można tę informację znaleźć w statystykach ONZ, ale również w bazie GUS: http://stat.gov.pl/statystyka-miedzynarodowa/porownania-miedzynarodowe/tablice-o-krajach-wedlug-tematow/przemysl-i-budownictwo/ (proszę otworzyć plik odnoszący się do produkcji energii elektrycznej). Procentowe udziały w produkcji światowej wynoszą:
    – rok 1995: Francja = 3.7%, Chiny = 7.5%,
    – rok 2015: Francja = 2.3%, Chiny = 23.9%.
    W przeciągu wskazanych 20 lat, spadek udziału Francji w światowej produkcji prądu jest ewidentny. Czy wobec takich faktów, jest uzasadnione utrzymywanie poziomu życia ludności Francji na poziomie znacznie wyższym niż ludności Chin? Można się burzyć, protestować, a nawet okopywać i barykadować, ale co to da? Nową ekipę u władzy, która “naleje z próżnego”? Marzenia. Może nowy system organizacji rządzenia? Nie wiem. Musiałby zmusić zgnuśniałe i przyzwyczajone do dobrobytu społeczeństwo do większej pracy, bez nadziei na szybką poprawę jego bytu. Sądzę, że to nie przejdzie. Pozostają więc protesty, które niczego nie załatwią i nic nie wyczarują. No, może przyspieszą koniec.

    W zasadzie nawiązując do uwag #krolowa_bona, odniosłem się również do niniejszej (drugiej) części artykułu. Na koniec więc konstatacja: jak dotąd, każda wielka cywilizacja upadała przez nieumiejętność odpowiedzi na zmieniające się warunki otoczenia, z których wynikała potrzeba “zaciśnięcia pasa” i wzięcia się do roboty. Oczekiwania z okresu dobrobytu były jednak zawsze inne, i nie pozwalały na to. Sądzę raczej, że teraz nie będzie inaczej. A jeśli tak, to tylko czekać aż się “nasz świat” zawali, przy okazji robiąc sobie jakieś iluzoryczne nadzieje, że są inne środki ratunku. Jak to nie pomoże, a nie pomoże, to zawsze można sobie powiedzieć “a po nas choćby potop”.

  4. Zdooping
    3 lutego 2019 at 10:11

    Kwintesencja rzeczwistości Dzisiaj już konsumpcjonizm nie wystarcza dla wszystkich. Zachód nie jest w stanie finansować swoich potrzeb i zapewnić sobie ilości dóbr adekwatnej do pożądanego poziomu konsumpcji, jeżeli już prawie niczego nie produkuje! Nowa rewolucja przemysłowa jeszcze nie nadeszła, a nawet jak będzie już miała wpływ na nasze życie, to barierą jest dostęp do energii i pełne koszty (w tym środowiskowe) jej pozyskiwania.

  5. Inicjator
    3 lutego 2019 at 10:26

    Popieram Autora.

  6. Bible Freak
    3 lutego 2019 at 11:29

    Ali: “potrzeba zaciśnięcia pasa i wzięcia się do roboty”

    Znaczy się jest Pan za odtworzeniem sieci transportu publicznego i skróceniem wakacji aby zlikwidować bezrobocie?

    Czy też redukcji majątków najbogatszych? (To też zaciskanie pasa)

  7. Miecław
    3 lutego 2019 at 17:22

    No to czekamy na tą rewolucję we Francji, zobaczymy co przyniesie?
    Po 90-tym roku był czas, że Polacy wrzuceni na bezrobocie i pozbawieni zasiłku musieli zacisnąć pasa i żywić się tylko pyrami (znam takie przypadki z lat 90-tych), zapewne podobnie jest obecnie w wielu rodzinach i u samotnych emerytów, więc przeszedł czas, aby karma wróciła na zachód.
    Nic nie może wiecznie trwać.

  8. Ali
    3 lutego 2019 at 22:37

    @Bible Freak (3 lutego 2019 at 11:29)
    Właśnie zajrzałem ponownie, i zaraz odpowiem na wpis.
    Wydaje mi się, że to co wymieniłeś, to są detale, które w istotny sposób nie wpłyną na podniesienie konkurencyjności.
    Pomóc może jedynie gruntowne wymuszenie efektywności (i to na każdym poziomie).
    Wymienię hasłowo (w kontekście Polski):
    – zmniejszenie biurokracji do rozliczeń formalnych,
    – uproszczenie systemu podatkowego i zobligowanie administracji skarbowej do rzeczywistej pomocy, a nie tylko kontroli,
    – upublicznienie wszystkich prac naukowych na stopnie oraz sprawozdań z prac zamawianych (w nauce),
    – zmiana charakteru wspierania nauki (powiązanie z efektami wdrożeń), a nie tylko pseudo kontrola finansowa i sprawozdawczość,
    – rozwój systemów wspierania zaangażowania pracowników,
    – zwiększenie odpowiedzialności poszczególnych pracowników, a nie tworzenie sztucznych komisji o rozmytej odpowiedzialności,
    – lepsza informacja naukowo-produkcyjna dla przemysłu,
    – system ulg powiązany z rzeczywistymi efektami,
    – sensowny wpływ na warunki wymiany (kursy walutowe), w zależności od potrzeb gospodarki (a nie konsumpcji),
    – długoletnie planowanie przedsięwzięć z zakresu energetyki (z rachunkiem korzyści a bez różnych “idee fixe”),
    – itd., bo możliwości działań wspierających efektywność jest mnóstwo.

    Powyższe działania wymieniłem tak ad hoc, ale warto to dogłębnie przemyśleć. Zresztą inne działania też.
    Tym, którzy będą coś takiego przygotowywać, radzę “podnieść tyłki z foteli”, pojechać (np. do RFN, Japonii, Korei, Chin,…) i podglądać organizację wielu działań, uczyć się od lepszych, a nawet zatrudniać (dobrze płacąc) ludzi stamtąd, którzy potrafią efektywnie organizować działania o różnej specyfice i z różnych dziedzin.
    To nie są zadania “od wyborów do wyborów”, lecz działania na lata, a nawet pokolenia. Proszę popatrzeć z jakiego poziomu startowała Japonia, Korea czy ostatnio Chiny. Przyjrzeć się temu jak ustawiali i sterowali swoim przemysłem, dbali o rzeczywistą opłacalność i konkurencyjność, a nie tylko o propagandowe słowa-klucze.
    Tutaj 30 lat minęło i co? Miano jakąś myśl przewodnią działań, czy tylko myślano o tym jak się uwłaszczyć, albo się sprzedać. Niestety, wielkie patriotyczne deklaracje w tym nie pomagają, a tylko skłaniają ludzi do niekończącej się walki między sobą (nie tylko na słowa) o władzę i pieniądze. Zideologizowanie wszelkiej działalności jest sposobem na upadek, natomiast proste (gospodarczo-finansowe) oszacowanie przedsięwzięć (bez żadnej ideologii) jest koniecznym punktem wyjścia do działań. Żadne walki o coś-tam (demokracja, odstraszanie, przedmurze, 3-morze, anty-coś itp.) nie powinny być motywem jakichkolwiek działań, jeśli nie dają przeliczalnych korzyści.

    A wspomniana przez Ciebie “redukcja majątków najbogatszych” też jest możliwa, ale nie przez okolicznościowe podatki, lecz raczej poprzez prawa spadkowe. Bo kto się dorobił dzięki swojej własnej inicjatywie, może być nawet wzorem, ale wcale nie musi dotyczyć to nieudolnych następców (spadkobierców) – rentierów.
    Na koniec przepraszam za nieco chaotyczny wpis, ale to temat obszerny i wielowątkowy, że trudno jest w kilka minut zebrać wszystko “do kupy”.

  9. Bible Freak
    4 lutego 2019 at 08:20

    Ali: “A wspomniana przez Ciebie “redukcja majątków najbogatszych” też jest możliwa, ale nie przez okolicznościowe podatki, lecz raczej poprzez prawa spadkowe. Bo kto się dorobił dzięki swojej własnej inicjatywie”

    Panie Ali, nie bardzo Pan zrozumiał. Wielkie majątki nie powinny być wyłączone z “zaciskania pasa”, niezależnie jak wiele inicjatywy przejawił jakiś Chodorkowski, WIśniowiecki czy wybitny handlarz niewolnikami. Także kolekcjonerzy cudzych patentów i zręczni monopoliści.

    Tak czy inaczej liberalne państwo – “stróż nocny” powinno być utrzymywanie przez tych co stróża najbardziej potrzebują. Dlaczego biedak co nic nie posiada i żyje z pracy swoich rąk ma utrzymywać straż dla bogacza?
    Jeśli magnaci potrzebują lotniskowców aby broniły ich majątków, niech sami za nie płacą, a nie zwiększają pańszczyznę swoim chłopom.

    Zaciskanie pasa liberałowie powinni zacząć od siebie. Otyłość nie jest zdrowa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Paradygmat rozwoju

Scroll Up