Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator Polityczny on Google+RSS Feed

21 stycznia 2019

Trzy główne przyczyny problemów Wojsk Obrony Terytorialnej (cz.3)


fot. red. MSPO 2018

Nasze rozważania prowadzą do wniosku, że nie mamy innej możliwości na zapewnienie sobie bezpieczeństwa, niż armia masowa i czy to się nam podoba, czy nie – z poboru. Jednakże naszym obowiązkiem jako obywateli jest zrobić wszystko, w tym głosować na takich polityków, którzy sprawy obronności będą traktować jako NADRZĘDNY PRIORYTET. Inaczej tych spraw traktować nie można. Musimy sobie zdać sprawę, że albo będziemy w stanie sobie zapewnić bezpieczeństwo, albo będziemy znowu niewolnikami u obcych lub w skrajnym wypadku stracimy życie.

W jaki sposób spowodować, żeby sprawy obronne były traktowane z należytą powagą i były przedmiotem politycznego konsensusu? Przykład tego, jak część opozycji odnosi się do sprawy Wojsk Obrony Terytorialnej, jest dowodem na to, że bardzo nam daleko do stanu, który byśmy uznali za “normalny”.

Jeżeli już więc mówimy o poborze, to warto przygotować „furtkę” – najlepiej, żeby to była armia ochotnicza, oparta na dużym udziale Żołnierzy Zawodowych i ochotników służących w różnych formach. Jednak nie miejmy złudzeń i nie budujmy przyszłości na własnych życzeniach. Wojsko nie jest w stanie zaproponować takich stawek, jakie proponuje np. branża transportowa czy nawet branża budowlana dla osób z przeciętnymi kompetencjami! Dzisiaj kierowca samochodu ciężarowego, czy spawacz z uprawnieniami i umiejętnościami, może w Polsce zarobić przeciętnie 5000 zł netto, a jeżeli pojedzie do Niemiec lub dalej na Zachód, to można taką kwotę mnożyć przez dwa, trzy lub cztery. To są pieniądze, równoważne wobec przeciętnego wynagrodzenia oficera, mniej więcej pomiędzy Kapitanem a Majorem. Oczywiście wiele zależy od dodatków, jednak generalnie jeżeli chodzi o zarobki to szału w Wojsku nie ma i nie będzie. Pieniądze nie są najistotniejszym motywatorem, może być nim pewność ich wypłacania i pewność zatrudnienia w długim okresie służby, jednak jak to wygląda w praktyce na pewno pamiętamy np. na przykładzie służby kontraktowej. To są bardzo ważne sprawy, kadry a zwłaszcza kadry zawodowe – TO NAJWAŻNIEJSZA SKŁADOWA SYSTEMU jaki stanowi współczesna armia. Zawsze tak było, jest i będzie.

Oznacza to, że nie przyciągniemy do Wojska tylu ludzi, ilu byśmy potrzebowali. Nie jest to nic odkrywczego. Co więcej, trzeba pamiętać, że w Wojskach Operacyjnych może poza łącznością i informatyką, nie ma miejsca dla osób nie spełniających najbardziej wyśrubowanych norm sprawnościowych. Duża część populacji ma także różne wady rozwojowe np. układu kostnego, które eliminują ludzi ze służby, ponieważ wiadomo że warunki i wymogi są tak trudne, że np. osoba z nadciśnieniem lub uszkodzonym kręgosłupem – nie może bezpiecznie uczestniczyć w szkoleniu. To są kwestie bezdyskusyjne, a wypadkową czynników finansowych i zdrowotnych jest to, że nie mamy tyle osób, żeby zapełnić koszary i tych ludzi w warunkach normalnych nie będzie.

Jak widać po doświadczeniach z dotychczasowym rozwojem WOT, również nie ma co liczyć na ochotników w służbie ochotniczej w służbie ograniczonej do charakteru tej formacji. Nie pomaga także depopulacja i starzenie się społeczeństwa. Z tego względu, trzeba zmienić paradygmat podejścia do uzupełnień i szukania rekruta, na taki który będzie uwzględniał realia, w tym przemiany społeczne – co jest bardzo ważne (np. równość płci).

Są dwa rozwiązania problemu. Pierwsze miękkie – to obniżenie wymagań i wzmocnienie promocji oraz stworzenie systemu zachęt, którego przykłady szkicowaliśmy w poprzednich częściach. Drugi sposób, który możemy nazwać „standardowym”, czyli pobór.

Podstawową kwestią w przypadku odwieszenia poboru musi być równouprawnienie, oznacza to, że Kobiety również powinny być brane do Wojska. To są konsekwencje geneder i walczącego feminizmu. Na tym właśnie polega równouprawnienie, w prawach i OBOWIĄZKACH. Można by zwalniać z tego obowiązku Kobiety, które w określonym czasie byłyby w ciąży, jak również osoby, które wykupiłyby się od służby płacąc większy podatek od swoich dochodów – do końca życia. Nie powinno być żadnych zwolnień z wyjątkiem osób niezdolnych do służby z powodów zdrowotnych.

Jeżeli ktoś ze względu na przekonania np. religijne nie chce służyć lub ze względów narodowościowych, bezdomności lub orientacji seksualnej nie powinien służyć w zbiorowości rządzącej się określonymi zasadami – powinien być kierowany do Obrony Cywilnej, czy np. pełnić służbę w jakiejś Inspekcji lub Straży (Pożarna, Leśna itp.). W ostateczności bardzo by się nam przydały „wojska budowlane”. Mogą się tam zrealizować także np. osoby duchowne. Nie mówimy bowiem o „zabijaniu”, tylko o świadczeniu na rzecz obronności państwa poprzez pomoc własnym zaangażowaniem-pracą.

Mechanizm jest banalny: wszyscy mają służyć. Jeżeli nie możesz służyć, to jesteś zwolniony. Jeżeli jednak nie chcesz lub nie powinieneś – to masz obowiązek wywiązać się poprzez przyczynienie się do wspólnego wysiłku. Możesz po prostu zapłacić więcej, niż Ci którzy służą! A jeżeli Cię nie stać lub z innych przyczyn nie chcesz – powinieneś służyć w inny sposób wskazany jako służba zastępcza. NIE DA SIĘ TEGO INACZEJ ZORGANIZOWAĆ.

Chyba, że pozwolimy Ukraińcom zaciągać się do Wojska Polskiego? Są wszędzie, dlaczego nie mieliby służyć? Swoją droga, chociaż to smutny żart biorąc pod uwagę doświadczenia historyczne, jednak ciekawe ile osób by się zgłosiło jakby miało w zamian za służbę perspektywę obywatelstwa?

Na pewno Służba Wojskowa powinna być przepustką na studia płacone z państwowych pieniędzy. Chodzi o to, że młody człowiek, który znajdzie w swoim życiu czas na np. harcerstwo, służbę w Ochotniczej Straży Pożarnej, szkolenie z Obrony Cywilnej i potem szkolenie wojskowe – miał preferencje. W ten sposób, wszystkim młodym ludziom zależałoby na tym, żeby np. jedne, drugie czy trzecie wakacje – poświęcić na różnego rodzaju szkolenia, obozy, czy po prostu służbę. W momencie jak każdy miałby szansę zyskać „punkty promujące” za służbę, to każdemu by zależało i to byłby standard realizowany powszechnie w ścieżce życia. Być może to się komuś nie spodoba, może to kogoś zaskoczy – jednak coś takiego jak pewna dawka szkolenia wojskowego, w tym w zakresie dyscypliny i odpowiedzialności jaka się wiąże z podporządkowaniem regułom zbiorowości. Bardzo by się przydała w kształtowaniu postaw obywatelskich i w ogóle poprawiłoby kondycję moralną społeczeństwa. Wojsko jest bardzo ważnym elementem budowania Wspólnoty, a już samo zajęcie młodych ludzi i pozwolenie im na „hiperaktywność” w warunkach kontrolowanych i objętych metodyką szkolenia na pewno pomogłoby w kształtowaniu wielu charakterów.

Można się z powyższego akapitu śmiać, ponieważ on łamie uznawane standardy relacji społecznych i relacji na linii państwo – obywatele. Tylko, że tu chodzi o spojrzenie obywatel – państwo! To naszym obowiązkiem i zaszczytem jest możliwość służby dla Rzeczypospolitej! Byłoby idealnie, żeby obywatel miał prawo odsunąć się od tego zaszczytu – bo każdy powinien mieć prawo wyboru. Jednakże wówczas powinien przyczyniać się w taki sposób jaki potrafi, tylko użytecznie, w ramach większej całości.

Zapraszamy jutro na cz. 4 naszych rozważań o obronności, w kontekście paradygmatu konieczności służby i świadczeń, w tym Wojsk Obrony Terytorialnej, jako formy ochotniczego wzmocnienia wysiłku obronnego państwa.

Tags: , , , , , ,

14 komentarzy “Trzy główne przyczyny problemów Wojsk Obrony Terytorialnej (cz.3)”

  1. Krystian Chojnicki
    9 grudnia 2018 at 05:29

    Zgadzam się każdy powinien przyczyniać się do obronności.

  2. T34
    9 grudnia 2018 at 08:36

    Sprawa jest banalna nasz największy wróg rossija ma masową armié z poboru to i my powinniśmy coś mieć.

  3. krzyk58
    9 grudnia 2018 at 08:44

    “Są wszędzie, dlaczego nie mieliby służyć? ” Proszę odsłuchać
    fragment (w temacie) zaczynający się około 5:40min. do 09:57
    z naciskiem na sekwencje końcowe wskazanego czasu.
    “TEORIE SPISKOWE” – termin wymyślony przez …. – Alex Berdowic
    https://www.youtube.com/watch?v=WyFXZpl0YW8

  4. bob
    9 grudnia 2018 at 09:17

    Masowa armia bez lotnictwa, nowoczesnej obrony przeciwlotniczej i antyrakietowej to gwarancja masakry. Dziś operator drona bojowego jest więcej wart pod względem bojowym niż kilkuset chłopa z karabinami. A z tymi Ukraińcami to niezły odlot. Oni uciekają przed wojną u siebie a mieliby walczyć za Polskę? Nie, pewnie służyliby i brali kasę do wybuchu wojny. A potem uciekliby do Niemiec. Z drugiej strony Rosja jest tak słaba demograficznie, że milion profesjonalnych żołnierzy to max co mogą wyciągnąć. A z tego mogą wysłać przeciw nam góra 300 tys. Stu tysięczna zawodowa dobrze wyposażona polska armia byłaby więc nie do przejścia. Nawet nie ryzykowaliby akcji przeciw nam.

  5. Miecław
    9 grudnia 2018 at 09:21

    No zgoda, ale proszę uwzględnić jeszcze niechęć do służby z przyczyn ideologicznych, bo takie słuchy mnie dochodzą od młodzieży. Społeczeństwo jest podzielone, nie każdy pójdzie do WOT, jeżeli miałby przysięgać na sztandar z “wyklętymi” w tle służąc opcji politycznej, która ma wątpliwe zamiary wobec Polski, a ich morale budzi wątpliwości. Nie każdy zdecyduje się na służbę mając świadomość, że za chwilę może być wykorzystany w wojnie napastniczej pod auspicjami wielkiego brata.

    Od kiedy SLD wysłało wojsko do Iraku to ten problem zaistniał, bo Polacy nie akceptują agresji wobec innych narodów. SLD padło, ale problem ten został i mit Polaków herosów obronności i pokoju też padł, a wszystko przez ich prymitywną politykę. Wbrew pozorom młodzi ludzie dużo myślą kategoriami dobra i zła, honoru, więc nie chcą stać się tylko mięsem armatnim w rękach polityków i okupantów.

    Gdyby wojsko było budowane tylko na idei obronności kraju i nie było obcych baz oraz wyjazdów na misje “stabilizacyjne”, to sądzę, że z naborem do wojska nie byłoby większego problemu, jeżeli dodatkowo wojsko gwarantowałoby też wolność światopoglądową, a nie zmuszało żołnierzy do składania swoistej przysięgi religijnej przed kapelanami. Przykład w linku od 5.25 min.
    https://www.youtube.com/watch?v=KBVE19DE_l8
    Wbrew pozorom kapelani nie są mile widziani przez żołnierzy, bowiem ich stosunek do nich jest ambiwalentny, nawet jeżeli są osobami wierzącymi.

    W XXI wieku są to ważne czynniki, które mają wpływ na wybory młodych ludzi i trzeba to wprost zasygnalizować. Do obrony ojczyzny pójdzie służyć większość, ale musi być pewność, że nie zostaną wykorzystani w ludobójczej polityce.

  6. Inicjator
    9 grudnia 2018 at 09:36

    Ciekawe i słuszne.

    Czekam na fascynujący ciąg dalszy.

  7. Wojciech
    9 grudnia 2018 at 10:20

    Nie rozumiem dlaczego Pan Krakauer jest takim zawziętym militarystą? Po co komu w Polsce wojsko i inne maszyny do zabijania. Na pół godziny walki? Dłużej tym razem nie wytrzymamy. Ziemia Polska stanie się wałem ochronnym spalonej i promieniującej ziemi trudnej do przebycie resztkom ocalałych sił agresorów. Niezależnie kto nim będzie. To już lepiej myśleć i organizować ekipy grabarzy.

  8. wlodek
    9 grudnia 2018 at 10:26

    Podoba mi się pomysł oparcia naszych sił zbrojnych na Ukraińcach.Mają doświadczenie w walkach z cywilną ludnością Donbasu,jak do tego dodamy bojówki ONRu to nie ma na nas siły. W zanadrzu są jeszcze kibole a w rezerwie słuchacze Radia Maryja. Śmiać się czy płakać?

  9. jerzyjj
    9 grudnia 2018 at 12:54

    TRZECIA ODSŁONA BZDUR NAKRĘCANYCH PRZEZ ,,O.Polit.”.

    A PONIŻEJ PRAWDA O TWORZE ANTKA POLICMAJSTRA…

    https://pl.sputniknews.com/opinie/201805177986519-sputnik-obrona-terytorialna-olowiane-zolnierzyki/

  10. zółtakoszulka
    9 grudnia 2018 at 13:45

    Tak większa armia po co żeby bronić :.

    https://wiadomosci.wp.pl/mateusz-morawiecki-na-okladce-jerusalem-post-nasz-polski-sojusznik-6324975527426177a

    – prąd drożeje a wy sobie armijki wymyślacie.
    i tematy zastępcze.

    O tym problemów pisaliśmy już dwa lata temu. Polecam poszukać. Web. Joz.

  11. Anonim
    9 grudnia 2018 at 18:26

    Już pierwsze zdanie dzisiejszego artykułu robi wrażenie:
    “Nasze rozważania prowadzą do wniosku, że nie mamy innej możliwości na zapewnienie sobie bezpieczeństwa, niż armia masowa i czy to się nam podoba, czy nie – z poboru”.
    Od razu dodam, że bardzo negatywne wrażenie.

    “Armia masowa” niczego nie załatwia, bo ani nas, ani żaden normalny (cywilizowany) kraj na coś takiego nie stać. To po prostu “kamień u nogi”, którego finansowo/ekonomicznie nie da się udźwignąć. Można sobie o tym pomarzyć, ale to jest zupełnie oderwane od rzeczywistości. Relatywnie (do liczby ludności) dużą armię ma nasz hegemon, ale jest to armia głównie do pilnowania odpowiadającego mu ładu światowego (tj. zależności wasali i odstraszania potencjalnej konkurencji), i tym samym pośrednio przynosi mu korzyści. Jasne, że hegemon stara się jak najwięcej kosztów towarzyszących (np. infrastrukturalnych) przerzucić na wasali, i w naszym przypadku robi to bardzo skutecznie. Jeśli nie potrafimy zadbać o swoje interesy w relacjach z nim, to przynajmniej nie udawajmy, że jest to jakaś współpraca. On na nas zupełnie nie liczy, co jest całkiem sensowne, bo jaki idiota może tak pozwalać sobą manewrować i ściągać tyle niebezpieczeństwa na własnych obywateli. Jesteśmy traktowani przez niego po prostu tak, jak na to zasługujemy.

    O potrzebie i sensie utrzymywania sił zbrojnych napisałem w komentarzu do części 2 artykułu:
    https://obserwatorpolityczny.pl/?p=56056 (6 grudnia 2018 at 18:19)
    Przedstawiłem tam dwa końcowe wnioski, które przytaczam poniżej:
    #1 Regularna armia: sprawna, nowoczesna i nieliczna, a przez to niezbyt droga, o charakterze defensywnym.
    #2 WOT: o charakterze czysto destrukcyjnym, nie pozwalającym na czerpanie korzyści z potencjalnej okupacji.

    Wracając do dzisiejszej, części 3 artykułu, uzupełnię jeszcze swoją wypowiedź o kilka uwag bezpośrednio odnoszących się do tekstu artykułu:
    1.
    WOT może liczyć co najwyżej na ludzi młodych i entuzjastów, ale nie na żadnych fachowców. Autor wspomina o kierowcach ciężarówek i spawaczach, ale chyba nie wie, że takich “za byle co” nie znajdzie. Kierowców autobusów miejskich to sprowadzamy (np. z Indii), a kilkuset spawaczy na budowę elektrowni Opole również sprowadzaliśmy (też z Indii). Można sobie wiele wyobrażać, ale za brak realizmu przyjdzie płacić, bo tworzona organizacja padnie zanim powstanie.
    2.
    Ludzi młodych jest w naszym społeczeństwie relatywnie mniej niż dawniej, a ponadto nie są zbyt sprawni fizycznie (np. otyłość, czy wady postawy) i psychicznie (np. infantylność i beztroska, żadnej odpowiedzialności). Jak więc zmontować groźną “masową armię”? – Nawet nie ma sensu próbować. Postulować można, ale to nie zadziała.
    3.
    Zapewnienie “masowej armii” przez przymusowy pobór, to liczenie na cud. Ludzie wyjadą “w nieznane”, zmienią obywatelstwo, albo nawet zaciągną się do innej armii, gdzie lepiej płacą (kontrakt). W dodatku, jeśli i tak brakuje ludzi młodych w gospodarce i trzeba sprowadzać migrantów, to będzie to oznaczać, że migrantów potrzeba będzie jeszcze więcej. Kto powie to otwarcie?
    4.
    “Punkty premiujące”, “przepustki na studia” i inne zachęty mogą niekiedy zadziałać, ale nie liczyłbym na cud. Studia są akurat bezpłatne (dzienne) i tak masowe, że skutecznie ciągną poziom w dół. Studia “zaoczne” są wprawdzie odpłatne, ale czy ktoś, kto z tytułu studiowania w tym trybie ma mało czasu (np. dla rodziny) to zapisze się jeszcze do jakiejś organizacji zbrojnej (paramilitarnej). Tylko wtedy, jeśli miałby z automatu zapewnione wszystkie zaliczenia i egzaminy. Czy nie byłby to już świat fikcji i urojeń?
    Ali

  12. krzyk58
    9 grudnia 2018 at 19:14

    @Wojciech.. “Nie rozumie….” A, szkoda! Otóż, dawne staropolskie powiedzenie
    jasno mówi “strzeżonego – Pan Bóg strzeże” oznacza to w łopatologicznym tłumaczeniu z polskiego na nasze ni mniej ni
    więcej jak Pan Bóg ochrania tylko tych, którzy sami siebie ochraniają.
    I tylko tyle, albo – aż tyle…
    Albo: “parasol noś i przy pogodzie”. Pozostawiam mądrość bez rozwijania “efektu końcowego”.

    “Parasol noś i przy pogodzie,
    nie tylko gdy deszcz pada,
    choć to dzisiaj nie jest już w modzie,
    parasol noś i przy pogodzie…
    I przy najczystszym nieb obwodzie,
    wypełza chmur gromada –
    parasol noś i przy pogodzie,
    nie tylko gdy deszcz pada. (Remigiusz Kwiatkowski)

    Włodek, tradycyjnie już miesza ‘goowno z miodem” ( do beczki naszego polskiego miodu “spadziowego”, dorzuca “łyżkie” dziegciu) z czego TO wynika? Z komunizowania, indolencji, a może zwykły ignorant? Włodku ‘stoisz tam” gdzie jest lewicowe podwórko gazety.
    Gratuluję doboru toważystwa… 🙂 albo : za klasykiem gatunku, Włodku, – nie idź tą drogą…

    Jerzyjj – Nie masz nic konkretnego do przekazania? Lepiej byś
    pomilczał. “Lepiej jest nie odzywać się wcale i wydać się głupim, niż odezwać się i rozwiać wszelkie wątpliwości.’ Amen.
    Pozdrawia autor “Przygód Tomka
    Sawyera”

    TO właśnie “nasze sojuźniki” w niedalekiej przyszłości stanowić
    będą dla Najjaśniejszej śmiertelne niebezpieczeństwo, i pasuje TU jak ulał następna sentencja – a brzmi mniej więcej tak: “strzeż Nas
    Panie przed przyjaciółmi, BO, z ” wrogami” jakoś ułożymy się”.
    Reasumując: Przysłowia są mądrością …. Polaków, należy je (tylko)
    właściwie interpretować. Niby nic – nowego…pod słońcem. 🙂
    Nieprawda’ż?

  13. Zbigniew
    10 grudnia 2018 at 07:44

    Widzę że żelastwo dominuje. Obniżanie wymagań też. A antagoniści koncepcji forsują koncepcję zbrojnego ramienia tyranów.
    To do niczego nie prowadzi.
    Proponuję zapoznać się z innymi danymi. Z poziomem wiedzy, umiejętności (i edukacji mającej na nie wpływ), z poziomem zdrowia, sprawności fizycznej i umysłowej.
    “Z pustego i Salomon nie naleje”.
    I nie ma znaczenia czy przyjmiemy drogę koncepcji en masse czy też gwardie pretoriańską. Kiedyś już wspomniałem o ilości Polaków posiadających zaświadczenie o niepełnosprawności. Dużo większa liczba to Ci (w tym Ci najmłodsi) którzy już legitymują się (również “dzięki” rodzicom) różnymi zaświadczeniami typu dys- coś tam, od wymyślonych bzdur w rodzaju dysleksji czy “dyskalkulji” (co to w ogóle) przez rzekome i zmyślone upośledzenia w rodzaju ADH czy jakiś tam bliżej niezbadanych form Aspergera, bo chyba “dysmózgię” i “dysodpowiedzialność” za cokolwiek.
    Wszelkie tematy związane z Państwem i emanacją państwowości można dziś między bajki włożyć. Takie fantazjowanie o wielkiej armii czy też małej ale mądrej jest o tyle groźne że ludzie którzy forsują takie pomysły w swoim oderwaniu od rzeczywistości są niezwykle niebezpieczni kiedy w ręku mają narzędzia decyzyjne.
    Z tego “salomonowego pustego” już usiłujemy “nalać”: do przedstawicieli, do mediów, w medycynę, w edukację, i w Naukę. Za elitę uznajemy tzw “prawników” (czy “lekarzy”) a to przecież jednostki jeszcze “trudniejsze” niż “tępe osiłki w wojsku”. “Trudniejsze” bo z kondycją u nich jest zwyczajnie marnie a i z psyche, zgodnie ze zmyśloną (nie napiszę przez kogo) terminologią, lokują się między zbiorem zaliczanym do psychopatów (politycy, menadżerowie) a zbiorem opisywanym jako socjopaci (artyści, media, edukacja).
    “Z pustego i Salomon nie naleje”.
    To nie jest to tylko Nasz problem. To nie jest nawet problem też rzekomo rozwiniętej części cywilizacji. To jest problem globalny. Niemal wszyscy (poza jakąś garstką daleko poza granicą błędu statystycznego) żyjemy wypierając niewygodne fakty, wyrzucając je niczym te śmieci o których napisałem wcześniej, poza miejsce zamieszkania. W miejsce tego produkujemy jakieś wydumane fantazmaty i z premedytacją kłamiemy nazywając to literaturą faktu. Tworzymy armie, partie, i państwa na tych fantazmatach na “przywódców” czy “nauczycieli” wysuwają bynajmniej nie najlepszych z Nas ale tych najgorszych, czasem nawet najpodlejszych.
    Kogo ma bronić “obrona terytorialna”? Teoretyczne “państwa oderwane” od Narodów? Jakieś “pożalsięboże” “elity”?
    Może w obronie życia (czyli Nas) i tożsamości (czyli Naszej Polskości) powinniśmy zacząć wspierać się wzajemnie, bronić jeden drugiego, szanować innych? Kto tego nie rozumie ten nie rozumie Esencji Polskości. Nie rozumie tego co mamy w spadku po Ojcach i Dziadach (dla porządku po Matkach i Babkach też). Nie rozumie że te wszystkie durnowate idee i ideologie, jakieś -izmy i -acje to nie jest coś co ma z nami cokolwiek wspólnego.
    Jeśli więc mówimy o obronie terytorialnej to najpierw musimy zrozumieć co znaczy słowo OBRONA. A za chwilę później uświadomić sobie że w tyglu pojęciowym “terytorialna” oznacza ziemię a “cywilna” oznacza Naród.
    I jeśli już to powinniśmy być Wszyscy jednym i drugim bo taki jest nasz spadek.
    Tak jak częścią tego spadku jest to że wzajemnej obronie powinniśmy być coraz mądrzejsi i coraz sprawniejsi.

  14. wlodek
    10 grudnia 2018 at 08:13

    krzyku,lepiej z mądrym stracić niż z głupim zarobić, z twoją prawicową stajnią nie po drodze, śmiech i zgroza!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Wojskowość

Scroll Up