Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator Polityczny on Google+RSS Feed

17 grudnia 2018

Zbudujmy 1000 lokalnych elektrociepłowni kogeneracyjnych


By Jacek Halicki – Praca własna, CC BY-SA 4.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=34855991

Pomysł Unii Europejskiej, żeby przekształcić naszą gospodarkę w bez emisyjną jest niesłychanie szlachetny, bardzo potrzebny, jednak zupełnie niemożliwy do wdrożenia. Jest tak niemożliwy, że nie ma znaczenia w jakiej perspektywie czasowej, czy 2030, czy 2050 a nawet i może 2130 – to po prostu niemożliwe. Z tej prostej przyczyny, ponieważ przemysł emituje substancje szkodliwe, w tym przede wszystkim całą gamę gazów, które stymulują wzrost temperatury w atmosferze. To się nie zmieni, chyba że zrezygnujemy z nawozów azotowych, ciężkiej chemii, hutnictwa i produkcji energii elektrycznej z węglowodorów.

Oczywiście można sobie wyobrazić, że przeszlibyśmy na bez emisyjne źródła energii elektrycznej. Na dzisiaj musi to oznaczać renesans energetyki jądrowej, nie ma innego sposobu na zastąpienie energii z węglowodorów. Poruszanie pojazdów mechanicznych to osobny problem, co prawda są rozwijane pomysły na samochody ciężarowe z napędem elektrycznym i energią pobieraną z trakcji elektrycznej rozwiniętą nad autostradą. To jednak to jest dość daleka przyszłość. Pozostaje problem samochodów osobowych, które wszystkie nie staną się elektryczne, ponieważ to bardzo droga zabawa.

Nasz kraj obraził się na energię odnawialną. Funkcjonowanie wiatraków, najbardziej efektywnego źródła energii w naszych warunkach z całej gamy źródeł energetyki odnawialnej w naszych warunkach jest zagrożone. Przepisy zmieniono tak, że w praktyce wybudowanie najnowszych, największych turbin poza nielicznymi miejscami w kraju nie jest możliwe. Chodzi o szereg obostrzeń, w tym odległość od siedzib ludzkich. Wizja budowy energetyki na morzu jest słuszna i to doskonały pomysł, tylko trzeba pamiętać że takie wiatraki i cały system ich obsługi i utrzymania jest o wiele droższy, niż stawianie ich na lądzie.

Zupełnie uśmierciliśmy możliwości jakie daje nam nasze rolnictwo. Produkcja biomasy i roślin, z których można wytworzyć różne paliwa (płynne i gazowe), to kierunek który powinniśmy ekstremalnie rozwijać. Niestety nie robimy nic w tym kierunku, żeby nasze rolnictwo mogło zarabiać na naszych potrzebach energetycznych. Dostępne są różne prognozy, w chyba wszystkich autorzy twierdzą, że przy odpowiednim ustawieniu rynku, możemy sami zapewnić sobie paliwa płynne dla połowy gospodarki narodowej. Oznacza to, że moglibyśmy zmniejszyć ich import o połowę, o połowę bardziej bylibyśmy suwerenni, a pieniądze spalane w silnikach samochodów, wracałyby do naszej gospodarki przez łańcuch przetwórczy. Oczywiście byłoby drożej, mniej więcej o Złotówkę lub półtorej od obecnej przeciętnej ceny na litrze. Jednak tutaj można zdziałać klinem podatkowym w ten sposób, żeby pozwolić biznesowi na odliczenia podatkowe. W ten sposób można byłoby produkcyjną sferę gospodarki i transport przestawić na własne paliwa.

Jednak produkcja biomasy ma jeszcze jedną wielką pozytywną cechę, otóż sama w sobie zwiększa wytwarzanie tlenu przez zwiększenie ilości roślin. A dodatkowo, spalanie tych roślin jest istotnie neutralne ekologicznie. Najbardziej efektywne jest to w energetyce cieplnej, zwłaszcza w kogeneracji (równoległe wytwarzanie ciepła i energii elektrycznej w jednym procesie). Czy naprawdę problemem jest wybudowanie jednej instalacji w każdym mieście powiatowym? Zwłaszcza, że mamy w kraju firmy mające taką technologie – polskie i zachodnie działające u nas, których produkcja głównie idzie na eksport. Czy naprawdę problemem jest zorganizowanie produkcji rolnej w taki sposób, żeby rolnik zasadził wierzbę energetyczną na nieużytkach?

Nie mamy szans na elektrownie atomową, ponieważ jesteśmy zbyt źle zarządzani. Pieniądze by się znalazły, zwłaszcza przy takich cenach za energię jakie mamy płacić już wkrótce – cena energii z elektrowni jądrowej byłaby wybawieniem! Jednak przeprowadzenie stosownego procesu jest niemożliwe, to klasyczne polskie „nie da się”. Więc może zejdźmy na ziemię i zbudujmy 1000 lokalnych elektrociepłowni kogeneracyjnych, które zabezpieczą potrzeby energetyczne większych skupisk ludności? Kooperując w zakresie dostaw paliwa z rolnikami, czy raczej związkami producentów rolnych. Dzięki temu mielibyśmy energetykę rozproszoną, na pewno to mniej efektywne, niż wielka elektrownia jądrowa, ale rozruszalibyśmy gospodarkę i większość środków jakie wydalibyśmy na inwestycję i potem na paliwo, wracałaby do naszej gospodarki.

Nie jesteśmy w stanie zrobić jednej wielkiej inwestycji, ponieważ jesteśmy źle zarządzani. Jednak jesteśmy w stanie zrobić inwestycję w małej lokalnej skali. Do sukcesu wystarczy ją tylko 1000 razy powtórzyć. W wielu przypadkach wystarczyłaby modernizacja istniejących obiektów. Myślmy globalnie, ale działajmy lokalnie. Bo się da! To jest naprawdę możliwe! Żeby było opłacalne, państwo musiałoby dostosować przepisy i ukierunkować inwestycje w obiekty o takim profilu, oczywiście pomyślane jako sieć wykonaną w tym samym standardzie.

Tags: , , , , ,

30 komentarzy “Zbudujmy 1000 lokalnych elektrociepłowni kogeneracyjnych”

  1. Inicjator
    30 listopada 2018 at 05:10

    Po pierwsze – górnicy nie pozwolą, mimo stałych wielomiliardowych dopłat do kopalni i mimo zmniejszanego w nich wydobycia.

    15 czy 20 milinów ton węgla rocznie z Rosji ratuje już nasz bilans energetyczny.

    W dodatku jest to węgiel dający mniej zanieczyszczeń niż nasz polski.

    Po drugie – podatki i opłaty od energii są tak ustawione w całym łańcuchu jej produkcji, żeby kilkadziesiąt tysięcy górników miało 13-tą, 14-tą i “barbórkową” pensję.

    Po trzecie – 300 – 400 kogeneracyjnych elektrowni “powiatowych” na biomasę i gaz oraz gaz z oczyszczalni komunalnych, musiałyby być całkowicie zwolnione od podatków i opłat, żeby mogły powstać i funkcjonować.

    To się może udać, ale na przeszkodzie stoją interesy “czarnego” i “brunatnego” górnictwa.

    Chyba że ktoś naprawdę to wszystko policzy i zaczniemy od tego monopolu przysparzającego nam olbrzymich dopłat od emisji CO2 – odchodzić.

    Liczę na zdrowy rozsądek, do czego rosnące opłaty za energię – nas zmuszą.

    Efekty dopiero za 10 – 15 lat, w tym za 20 -25, te zapowiadane mityczne elektrownie jądrowe, których powinno być ze 4, z których dwie na północy.

    No i zaprzestałbym budowy nowej elektrowni w Ostrołęce.

    Już teraz, na dzień dobry.

    Ale to w Naszym Nadwiślańskim Macondo jest niemożliwe.

    Dlatego będziemy truć i coraz więcej za to trucie płacić.

    Karuzela “chocholego tańca”: czemuś biedny – boś głupi, będzie się nadal kręcić.

  2. ELWRO zniszczona potęga
    30 listopada 2018 at 06:10

    Świetny pomysł, czemu nikt na to wcześniej nie wpadł?

  3. Zbigniew
    30 listopada 2018 at 08:25

    Wiatraki? Naprawdę? Zbudujmy kogeneracyjne? Poważnie? A skuteczności ktoś słyszał? O Matematyce, Chemii, Fizyce? A może o Biologi albo Geografii?Na dziś, przy zasobach, środkach, Wiedzy i Nauce które są Nam dostępne oraz horyzoncie czasowym jaki pozostał jedynie mocno rozproszona i nowoczesna energetyka małych mocy wspierana przez gęstą i redundantną sieć ma jakieś uzasadnienie mimo że jest to wątpliwe “jakieś”. Napisałem (a właściwie napisaliśmy) już w tym zakresie trochę więc może w odniesieniu do pomysłów “debili funkcjonalnych” nie twórzmy równie debilnych wizji. Proponuję sięgnąć do starych komentarzy tym bardziej że nie jestem tu jedynym który wie z zakresu energetyki nieco więcej niż “euro durnie” i ma doświadczenie w odróżnieniu od “euro durni” którzy nie mają kompetencji w czymkolwiek bo nawet kłamać nie potrafią umiejętnie.

  4. Antyburak
    30 listopada 2018 at 10:21

    Tak naprawdę. Jak w Niemczech się da to u nas też powinno. To kwestia wyboru. Wolisz zanieczyszczenia z wągla?

  5. RGM
    30 listopada 2018 at 10:50

    @Zbigniew
    Świetnie podsumowane
    @Antyburak
    Niemiecka “eko” energetyka jest budowana za polskie pieniądze.

  6. Miecław
    30 listopada 2018 at 12:41

    Na co nam wiatraki, jakieś elektrownie? Więcej kościołów jest potrzebnych i kapelanów na stanowiskach w administracji, modlitw itd. W skansenie tyle wystarczy. Prawica w Polsce pragnie powrotu do średniowiecza więc nie myśli o nowoczesnych inwestycjach, bo i po co. W planach jest już powrót do lamp naftowych i świec. Nowoczesność to wymysł szatana, wg. XIX wiecznych wypowiedzi duchownych. 🙂

    Fakty są takie, że po 1989 roku nie ma odpowiedniego potencjału intelektualnego do budowy niezależnej gospodarki. Ten potencjał się skończył wraz z ze zwycięstwem prawicy i przegraną radykalnej lewicy laickiej, która stopniowo zanikała na skutek działalności wrogich sił wobec PRL.

    A o zasługach tej radykalnej lewicy tak pisze prof. Łagowski:
    “Partia radykalnej lewicy, która odtwarzała Polskę po wojnie, a następnie utrwaliła solidne państwo, stając się coraz mniej radykalną i z konieczności coraz mniej lewicową, ma historyczną zasługę wobec narodu polskiego, jakiej nawet w ułamku nie mają partie solidarnościowe, które przyszły na gotowe. Obóz solidarnościowy, niemający rzeczywistej opozycji, ulega procesom gnilnym, a sposobów na odnowienie swojej wyłączności na sprawowanie władzy szuka w pozorowaniu kosztownych przygotowań do wojny, której nie będzie, chyba że sam ją wywoła”.
    https://www.tygodnikprzeglad.pl/43297-2/

    Gdyby po wojnie zwyciężyła prawica, to bylibyśmy zacofanym krajem z feudalną strukturą, która jest dziś odtwarzana, więc od razu widać tego efekty w gospodarce.

  7. jerzyjj
    30 listopada 2018 at 12:47

    NP.FRANCJA POSIADA 70 REAKTORÓW ATOMOWYCH…

    W POLSCE koszty związane z realizacją “Programu polskiej energetyki jądrowej” wyniosły łącznie 776 mln zł.Pomimo przeznaczenia olbrzymiej kasy, do dziś nie udało się ustalić nawet ostatecznej lokalizacji w jakiej wspomniana elektrownia miałaby powstać (o rozpoczęciu prac budowlanych nie wspominając), a minister energetyki ciągle przesuwa termin ogłoszenie kluczowych decyzji.
    Jak wyglądała nieudolność obecnej ekipy rządzącej w zakresie decyzji o budowie elektrowni atomowej w Polsce? Już w kwietniu 2016 roku, a więc w kilka miesięcy po przejęciu władzy przez PiS, minister energii Krzysztof Tchórzewski deklarował publicznie, iż “Polska nie wycofuje się z budowy elektrowni jądrowej”, a jej lokalizacja ma być wybrana do końca roku 2017. Niedługo później, bo w sierpniu 2016 roku, w ramach tzw. “Planu Morawieckiego” Ministerstwo Rozwoju zadeklarowało kontynuację Programu polskiej energetyki jądrowej i powstanie dwóch siłowni o łącznej mocy 6000 MW. Co było dalej? W maju 2017 roku minister Tchórzewski zapowiedział, iż “decyzja w sprawie budowy pierwszej elektrowni jądrowej w Polsce może zapaść przed końcem 2017 roku”. Kilka miesięcy później ten sam minister twierdził, że rząd jest “blisko decyzji polityczno-gospodarczej w/s budowy elektrowni atomowej”. W marcu 2018 roku minister Tchórzewski mówił, że “decyzja o rozpoczęciu budowy elektrowni jądrowej może zapaść jeszcze przed Wielkanocą”.
    Minęła Wielkanoc, minęły wakacje a zapowiadanej decyzji jak nie było, tak nie ma…
    PS…
    Na realizację Programu polskiej energetyki jądrowej zdaniem kontrolerów NIK CODZIENNIE WYDAWANO PO 566,8 TYS. ZŁ!
    W tym kontekście pytania są dwa – gdzie ta kasa finalnie trafiła oraz ile jeszcze trzeba będzie wydać pieniędzy, aby rządzący w końcu zdecydowali się ruszyć z budową pierwszej polskiej elektrowni atomowej?

  8. jerzyjj
    30 listopada 2018 at 13:41

    OBUDŹ SIĘ POLSKO!!!

    ZBLIŻAJĄ SIĘ WYBORY 2019 A WIĘC POLACY W TRYBIE B.PILNYM POWINNI PIS POZBAWIĆ WŁADZY !!!

    Widząc dramat energetyczny Polski nawet Białoruś chce nam sprzedawać =TANI !!! = prąd ze swojej atomówki!
    Powstająca w obwodzie grodzieńskim na Białorusi elektrownia atomowa Ostrowiec ma mieć moc 2,4 GW.

    http://niewygodne.info.pl/miejsca/ostrowiec-elektrownia-atomowa-mapa-550px.jpg

    Pierwszy blok zostanie uruchomiony już w 2019 r. Z tego względu białoruski wiceminister energetyki zaproponował, aby nadwyżki taniej energii sprzedawać Polsce. Co na to polski rząd? Jeszcze w ubiegłym roku Piotr Naimski (pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej) oświadczył, że nie będziemy kupować energii z Ostrowca, a połączenia z Białorusią zostaną rozmontowane.
    Czy obecny dramat energetyczny Polski wymusi zmianę tej decyzji?
    Sytuacja naszego kraju jest tragiczna. Nie dość, że polskie elektrownie nie mogą zaspokoić potrzeb gospodarki (bez importu energii groziłyby nam blackouty), to jeszcze produkowany w nich prąd jest obecnie zabójczo drogi.
    PS…
    Polska mogłaby importować z Białorusi energię elektryczną. Miejmy nadzieję,że kwestie ewentualnego eksportu nadwyżek z Białoruskiej Elektrowni Atomowej pod Ostrowcem ureguluje nie polityka, ale rynek, czyli konkurencyjna cena.

    Czy jest jakaś szansa na ocknięcie się Polaków z letargu? Czy małpa zrozumie podstęp z bananami i je odrzuci?
    .
    Czas pokaże!

  9. Ebenezar
    30 listopada 2018 at 14:41

    Autorze Drogi. Paliwo droższe o złotówkę załamie sprzedaż paliw w ogólności. Przerobił to rząd Tuska kiedy podniósł ceny paliw do 6 PLN i załamał się rynek paliw. Orlen i Lotos odnotowały spadek obrotów o 20%. Dzieje się tak dlatego, że spożycia paliw w Polsce nie napędza biznes, czy przemysł ale konsumpcja. Statystyczny Kowalski będzie mniej jeździł kiedy będzie za drogo. A to oznacza mniejsze wpływy do budżetu.

  10. wieczorynka
    30 listopada 2018 at 15:31

    Ja nie obraziłam się na energię odnawialną, tylko pytanie czy ona ma sens akurat w Polsce. Partner (wykształcenie techniczne z czasów PRL) przez rok kupował książki i szkolił się, czy nie postawić na naszej działce wiatraka) okazało się, że najtaniej wychodzi węgiel.

    Problem leży raczej w przeludnieniu planety Ziemia.
    O tym już pisano 50 lat wstecz.

  11. Anonim
    30 listopada 2018 at 18:02

    Co do elektrowni atomowej, to pod względem finansowym, obecnej energetyki polskiej, to raczej na nią nie stać.
    Zamierzając budować elektrownię atomową o mocy kilku tysięcy MW, trzeba liczyć, że 1000 MW to koszt 15-16 mld PLN (lub nawet już więcej).
    Taka inwestycja musi więc być realizowana z zewnętrznym wsparciem finansowy. Finowie i Węgrzy mieli w tym względzie bardzo korzystny układ z Rosją. Zanosi się na podobne wsparcie dla elektrowni jądrowej w Turcji.
    W przypadku Polski jest to raczej niemożliwe z uwagi na głębokie zależności polityczne i ekonomiczne kraju.
    Jeszcze 2-3 lata temu wykluczano budowę takiej elektrowni, ale ostatnio zaszły w tym względzie pewne zmiany. Nie sądzę, żeby taka decyzja zapadła przed przyszłorocznymi wyborami.

    Jeśli jednak budowa elektrowni atomowej w ogóle ruszy, to przypuszczam, że raczej wspólnie z Amerykanami. Do wyboru są: Westinghouse i GE-Hitachi.
    Ten pierwszy to w zasadzie bankrut. Toshiba go niedawno sprzedała kanadyjskiemu konsorcjum Brookfield (4.6 mld USD) taniej, niż w 2006 go kupiła (5.4 mld USD).
    Ten drugi ma większe szanse, bo radzi sobie lepiej, ale na wyższe kredytowanie też go nie stać (chyba przy “wsparciu” tamtejszej administracji, ale to będzie też sporo nas kosztować).

    Pomimo wielu zalet, w tym niskiej prognozowanej jednostkowej ceny energii, sprawa nie jest jednoznaczna, bowiem zwykle w prospektach przewiduje się długie lata korzystania z elektrowni jądrowych. Dotychczasowa praktyka pokazuje, że jest to naciągane, a więc jednostkowa cena energii jest faktycznie znacznie wyższa. No i jeszcze ryzyko, co nie jest sprawą bagatelną.

    Spalanie biomasy raczej nie jest opłacalne. Może lokalnie (na wsiach) jest to pewna alternatywa, ale jak zapewnić ciągłość dostaw energii? Kiedyś UE wspierała badania nad takim rozwiązaniem (z wykorzystaniem silników Stirlinga), ale wyników nie pamiętam. W każdym razie lokalnie może mieć to sens.
    Obecne dodawanie do paliw “biokomponentów”, tj. alkoholi lub estrów, daje niejednoznaczne wyniki. Takie dodatki obniżają wielkość jednostkowej energii uzyskiwanej z paliwa.
    Ponadto, uprawy pod biopaliwa przyczyniają się do wzrostu cen artykułów rolnych, co może być dwuznaczne moralnie.
    Nie zapominajmy też, że uprawy wymagają sporo nawozów i energii, co należałoby wliczyć do kosztów (zanieczyszczenia również).
    Aha, uprawy zwiększają ilość tlenu w atmosferze, ale spalanie z nawiązką ten efekt likwiduje.

    Na koniec coś pozytywnego: lokalne elektrociepłownie to świetne rozwiązanie w stosunku do palenia w piecach. Korzyści są wielorakie.
    W ogóle, lokalna produkcja energii elektrycznej jest korzystna (w porównaniu z centralną), z uwagi eliminowanie strat w sieciach przesyłowych i dystrybucyjnych.
    Ali

  12. krzyk58
    30 listopada 2018 at 19:17

    Mao mówił kiedyś o potrzebie budowy (więcej niż 1000) przydomowych dymarek…i co z tego wynikło?
    ————————
    …i przegraną radykalnej lewicy laickiej… Miecławie, w 89′ po krachu państwowców, do znaczenia doszła
    najszczersza postać kosmopolitycznej lewicy laickiej, oni jako mali
    chłopcy wręczali “cwietoczki” samemu tow. ‘Bolesławowi” :),
    Tak’że zachowano ciągłość pokoleniową z “wyciętym życiorysem” w latach 56-89 ( nie ich czas – przemiana duchowa w dysydentów, opozycję demokratyczną, emigracje, i stamtąd opluwanie Polski i Polaków) Baumany, Bermany, Brusy, Baczki, BA! 🙂 Już w 80’ gdy powstawała “Solidarność”
    zainteresowanie przejawiały “różne osoby” nie tylko w/w. wietrzące powroty
    być może na scenę polityczną, niegdysiejsi dysydenci(rewizjoniści)
    komunistyczni (unurzani po łokcie we krwi Polskiej) słali “już”
    pieniądze “na związek”. tymczasem to był jeszcze – falstart, ‘czapa” w postaci rewizjonistów komunistycznych (trockiści) nie nałożyła się jeszcze na Narodowy Związek – ‘Solidarność” – niestety w 81’ słowo stało się ciałem, skrzydło LEWICY LAICKIEJ zwyciężyło w ruchu związkowym,
    zapowiadało wkrótce ‘targanie po szczekach i palenie komitetów” (PZPR).
    81-89′ stan zamrożenia.
    …. 89’ (czerwiec) – pełne zwycięstwo LEWICY LAICKIEJ.
    NIESTETY.! Cd. znasz, lecz zapewne nie znasz treści kolejnego
    “pana N. “- Stalin. Jak rozpoznaje sie duchy. Pan Nikt – Tomasz Gryguć https://www.youtube.com/watch?v=3MDN_yrGRss
    Pozdro…

    “Gdyby po wojnie zwyciężyła prawica, to bylibyśmy zacofanym krajem z feudalną strukturą”
    Naprawdę wierzysz w to co napisałeś? 🙂 Jeśli tak, to serdecznie
    współczuję percepcji poznawczej!

  13. fly
    30 listopada 2018 at 19:48

    Zbigniew , masz 1000 % racji . Większość z ludzi dziś obradujących w Katowicach to eko-świry lub lobbyści eko energii dobrze na niej zarabiający .
    Mamy dzięki PRL pokryte zapotrzebowanie na prąd i co elektrociepłowniane ( to w dużych miastach ).

    Gdy słyszę o ZEROWYM śladzie CO wymyślonym przez IDIOTÓW z UE to beret mi zrywa !!!
    Jak , k…a , gdzie ???

    Nie kwestionuję jakichś (!) ec kogeneracyjnych przy małych miasteczkach (!) , aby uwolnić je od niskiej emisji ( to w nich jest koszmar ). Rodzi to jednak szereg niedogodności . Kompostownie ŚMIERDZĄ – wiedzą to ludzie którzy mieszkają koło instalacji pilotażowych . Zastawianie wiatrakami naszych pól jest kretyńskie ( poza wielkimi po PGR-ach ) , dalej , znacznie kosztowniejsze niż z węgla , poza tym wiatr jest ulotny i zawsze jak dotychczas MUSI być normalna energetyka ! Więc NIC to nie daje , poza wyciąganiem kasy z budżetu i drożeniem prądu , bo normalna energetyka MUSI to bilansować !

    Proponuję za to pomyśleć o DUŻYCH miastach zasilanych przez EC ( elektrociepłownie ) w prąd i ciepło ( co )

    Mieszkam w Łodzi . To ca 750 tys. ludzi . Dwie ( kiedyś były trzy ) ale Łódź się zwija , elektrociepłownie . Z okien widzę piękne kominy Bełchatowa – 70 km. dalej ( w pogodny dzień ) . Daję Polsce masę prądu .

    Proponuję szaleńcom ćwiczenie . Wygaszamy Bełchatów i inn. podobne . Które już dziś mają minimalną emisję ( poza CO2 ) , wygaszamy elektrociepłownie i k…a co ?

    Pogadajmy tylko o cieple .

    Jest dzisiaj nocą -10 C . Co proponujemy ? Wiatrak za oknem ?
    Kompostownię ? Mogę dostać trochę prądu do jakiegoś LED !
    TYLKO ! Siedzę więc w JEDNYM pokoju przy LED i czytam książkę.
    Na nic innego nie starcza . Siedzę oczywiście w kożuchu nakryty kołdrą , bo ….

    Skąd wziąć to ciepło ?

    Farelek dla całego bloku i kuchni elektrycznych ( blok wysoki ) ŻADEN wiatrak nie zasili , nawet jakby akurat wiało i ludzie siedzieli w kożuchach tylko w jednym pokoju !
    A tych bloków w moim mieście są TYSIĄCE !

    Gorzko żartując , wiem – rozebrać wszystkie “komusze” magistrale CO . Rozebrać instalacje w blokach , tudzież kaloryfery . Sprzedać na złom , kupić wódkę i …zalać się na śmierć !!!

    Więc masz rację Zbigniew , zanim się zacznie obalać prawa fizyki i wygaszać kotły w turbozespołach proszę wziąć książkę , poczytać i policzyć !

    Aaaa , i jeszcze samochody mają być “na prąd” . Przyjmijmy , że jeden to tylko 50 kW . Tzw. “szybkie” ładowanie potrzebuję KILKUSET amperów prądu ! Proszę policzyć I

    Z czego to wszystko ? Nie chcę kląć , ale z ch…, sorry z wiatraka nie wytrzepiesz !

    Niemcy i Dania mają wielkie farmy wiatrowe na Morzu Płn. Zasilają
    tym prądem sieć ogólną mając działające elektrownie CIEPLNE lub wspomagające szybkie w rozruchu turbogeneratory gazowe ( z “ruskiego” gazu ) . Coś jak awaryjna hydroelektrownia szczytowo – pompowa wybudowana w Polsce np. pod Żarnowcem przez “podstępnych” komuchów .

    Nie chcę przyłączać się do @krzyka , ale to jakiś spisek ! Wiadomo czyj ( hehe ) żeby nas wykończyć !

  14. fly
    30 listopada 2018 at 20:24

    Abyśmy wiedzieli o czym mówimy . Uzupełnienie do mojego wcześniejszego komentarza .
    https://www.solarne.info/elektrownia-wiatrowa-2000w-kompletturbina-inwerter-on-grid-maszt-4m-p-123.html?gclid=EAIaIQobChMI0O6b9eb83gIVDOh3Ch3pKQi1EAYYAiABEgKBRPD_BwE

    Jak pisałem duży blok w mieście . 66 dużych mieszkań . CO , część kuchni elektrycznych. Gdyby był wybudowany ciut później nie mógłby posiadać gazu w ogóle . Obliczam , że KAŻDE mieszkanie bierze lekko licząc 10 kW ( wliczając w to moc CO ) z małym uwzględnieniem szczytowego zapotrzebowania na prąd w kuchniach i klimatyzatory latem .

    Na naszym wysokim punktowcu , mogłoby stanąć … no przyjmijmy 6 takich “ustrojstw” . Maszt 10 m z turbiną 2kW . Razem 12 kW !
    Kojarzycie ? 12 kW w IDEALNYCH ( bo w takich się podaje ) warunkach wiatrowych .

    Wychodzi na to , że pomijając straty na przemiennikach prądu itp. , zamiast 66 mieszkań byłoby zasilane 1 !!! JEDNO !!!
    Pozostałych 65 mieszkań …. , no co właśnie ???

  15. fly
    30 listopada 2018 at 21:01

    Jeszcze dwie rzeczy . Zwróćcie uwagę , jak drastycznie spada moc tych wiatraków ( tabelka ) w funkcji prędkości . Dziś akurat w porywach (!) mroźnego wiatru mamy te 13 m/s ( ok. 50 km/h ) zwykle u nas wieje słabo . Więc moc kręcioła to jakieś 400 – 600 W . Czyli NIC !

    @jerzyjj. Kochany , my , normalni ludzie mamy nadzieję , że rząd czegoś nie spieprzy . Ale nie , ta linia 220 KV , Roś – Białystok została ROZEBRANA z uwagi na konotacje polityczne .
    Rozumiesz – Łukaszenka , Putin i te rzeczy . Pierwsza zaczęła wyć Litwa . My , jak zwykle daliśmy ciała i ..rozebraliśmy ostatnią deskę ratunku ! To NIEWIARYGODNE !

    Dodam jeszcze , że JE Putin przechadzając się po molo sopockim złożył “Tusku” propozycję WSPÓLNEJ budowy elektrowni atomowej obwodzie kaliningradzkim . Sam widzisz co wyszło !

  16. Miecław
    30 listopada 2018 at 22:19

    @krzyk58. 30 listopada 2018 at 19:17

    Jeszcze masz wątpliwości, że po wojnie przy prawicowych rządach nie wyszlibyśmy z feudalizmu? To poczytaj sobie trochę mądrych ludzi, jakie były plany “jaśnie państwa”, tego które zdołało przetrwać wojnę. Oraz jak to wszystko wspomagał propagandowo kościół optując za własnością prywatną, aby burżuazji nie stała się krzywda.

    Doświadczenie rządów prawicowych w III RP powinno cię czegoś nauczyć. Podobnie wyglądałaby Polska po II wojnie światowej, jak obecna III RP, tylko dużo gorzej, bo nie byłoby PRL, który wprowadził Polaków w nowoczesną cywilizację.
    A do swojej analizy opozycjonistów dopisz jeszcze “jaśnie państwo” podczepione pod wszystkie możliwe opozycyjne struktury i nimi dowodzące, z reguły z drugiego szeregu za pośrednictwem PI, również w ramach liberalnej lewicy laickiej, tej kosmopolitycznej. Wtedy będzie część prawdy ukazana obiektywnie.

  17. Zbigniew
    1 grudnia 2018 at 13:23

    @wieczorynka
    Z przeludnieniem bym nie przesadzał. Raczej problem a właściwie wiele problemów się na to składa. Wszystko opiera się o celowe obniżanie skuteczności (kryterium jakościowe) celem maksymalizacji wolumenów (kryterium ilościowe) dla osiągnięcia większych zysków w “Świecie” zakłamanej ekonomii. Począwszy od wyżywienia gdzie produkty masowe nie mają wartości, poprzez zaplanowaną nieprzydatność produktów (od żywności po rozwinięte produkty najnowszych technologii) i masowy “przemysł” ogłupiając złożony z “prawa”, “edukacji”, “stylów”, “mody”, “reklamy i wprowadzaniu do spożycia środków wątpliwych dla rozwoju umysłu i ducha ludzkości.
    Rozwiązaniem byłyby wielkie migracje ale nie takie jak obecnie oraz PRAWDZIWA i powszechna Edukacja (ale czym ona jest to może jak będzie temat o Edukacji). Obie te rzeczy jako inicjator. Mówiąc o migracjach nie mam na myśli obecnej sterowanej na wszystkich frontach operacji celem podniesienia przyszłych zysków ale migrację taką gdzie ludzie przenoszą się do miejsc nie wymagających olbrzymich ilości energii albo dostarczających jej naturalnie w wystarczających ilościach. Podobnie ma się z wyżywieniem ludności. Można bez najmniejszego problemu wyżywić na tej planecie nawet 10 do 12 miliardów ludzi ale należy podnieść skuteczność i to nie przez chemię przemysłową ale przez naturalne i planowe uprawy odpowiednich gatunków w odpowiednich warunkach w odpowiednich miejscach na planecie. A tymczasem zamiast wykorzystać te najbardziej naturalne znane choćby z trójpolówki zasady uprawia się nie to co jest potrzebne ale to co się opłaca. Nie dba się ani o ziemię ani o Ziemię a już na pewno nie o ludzkość jako taką. I winni temu odmóżdżeniu są wszyscy “debile funkcjonalni”, i ci w “korporacjach” i ci “zieloni”, jak i ci którzy zajmują się “Nauką” (rzekomo).
    O przeludnienie bym się nie martwił. Wielu z nas dożyje czasów kiedy wszystko pieprznie i jeśli jakaś ludzkość ocaleje to z najmniej rząd mniejszą populacją “koło zacznie kolejny obrót”. Artefakty po czasach mitycznych czasem niemal wprost nam mówią że stało się tak już nie raz ale wolimy wypełniać historię i pamieć liniowymi teoriami że wszystko zaczęło się od jakiegoś wybuchu i liniowo szło tylko naprzód.
    Tylko jak wytłumaczyć że współcześni geniusze są durniejsi niż nawet nie geniusze czasów minionych: Artystoteles, Da Vinci, Leibniz, Berkeley, czy bardziej znani, jako współczesne “pop ikony Nauki”: Schrödinger, Heisenberg, Einstein, Bose, Tesla i wielu innych.
    Wypada zakończyć cytatem (Zajdel): “Idiota z natury rzeczy, nie jest w stanie ocenić stopnia swojego własnego zidiocenia, nawet przez porównanie z innymi, normalnymi ludźmi. A cóż dopiero, kiedy wszyscy nagle zaczynają idiocieć!”

  18. Miecław
    1 grudnia 2018 at 15:16

    @Zbigniew. 1 grudnia 2018 at 13:23

    No jestem dumny z ciebie, zaczynasz się uczyć korzystać z cytatów, super. 🙂 Teraz już mi chyba nie będziesz zarzucał nadmiernych cytowań? 🙂

    Cytat świetny i trafny naprawdę. Moja prośba, gdybyś podał mi dokładne źródło, bo ja po prostu zbieram aforyzmy i często korzystam z nich w dydaktyce.
    Pozdrawiam

  19. Zbigniew
    1 grudnia 2018 at 17:50

    @Miecław
    Przeczytaj po prostu “Limes Inferior” Janusza Zajdla. To trochę więcej niż fantastyka. Jak mówią “młodzi” – ta książka “ryje mózg” i można ją czytać w kółko i za każdym razem odkrywasz więcej. Może i Tobie “zryje” ;-). Ostatnie wznowienie (w tym roku) rozeszło się migiem.

  20. Miecław
    1 grudnia 2018 at 23:19

    @Zbigniew. 1 grudnia 2018 at 17:50

    O kurde, to może faktycznie warto przećwiczyć szare komórki. 🙂
    Dzięki.

  21. krzyk58
    2 grudnia 2018 at 10:39

    @Miecław. …może faktycznie warto przećwiczyć szare komórki. W społeczeństwie wyłoniły się liczne nielegalne profesje, związane między innymi z przenoszeniem osób pomiędzy klasami. Wśród nich można znaleźć lifterów, czyli osoby, które za odpowiednią opłatą pomagają ludziom, za pomocą różnych wymyślnych sposobów, w przejściu testów na inteligencję, co pozwala im na uzyskanie nowego, niższego numeru i tym samym przejście do wyższej społecznie klasy („lifting”). W „branży” działają też tzw. downerzy, czyli ludzie autentycznie mało inteligentni, którzy wykorzystują to, by odpowiednio zredukować klasę intelektu klienta.

    Faktycznie twórczość powieściowa Zajdla to utwory o charakterze dystopii, dowodzące niemożliwości stworzenia społeczności doskonałej przez narzucone odgórnie reguły. Bez trudu można doszukać się też odnośników do współczesnej mu rzeczywistości
    😊
    co pozwala nawet uznać je za powieści polityczne w fantastycznym kamuflażu[4]. Jedna z najpopularniejszych jego powieści – Limes inferior – ukazuje Ziemię, której narzucono „jedyny słuszny” system i która jest pod stałym nadzorem „Wielkiego Brata”. W sposób jednoznaczny odwoływał się do antyutopii, np. jeden z bohaterów Paradyzji nosi nazwisko Nikor Orley Huxwell (anagram: Orwell + Huxley, klasycy antyutopii).

    “One tylko na to czekają: żebyśmy przestali obracać tymi pedałami w naszej podróży donikąd w ścianach mieszkalni, na smyczach jadłociągów i w hipnozie iluzora.”

  22. Miecław
    2 grudnia 2018 at 14:24

    @krzyk58. 2 grudnia 2018 at 10:39

    No patrz mości panie, nawet i tu kryją się Żymianie? Kto by pomyślał, jaka jest skala naszego zniewolenia? 🙂

    A kiedyś jak twierdziłem, że Polacy powinni zacząć czytać literaturę faktu to się krzywiłeś na taki pomysł, bo nóż by pospólstwo zaczęło myśleć i odkryło intencje ukrytego za prawicową retoryką “jaśnie państwa” marzącego o powrocie feudalizmu pod religijną kuratelą? A teraz ci się beletrystyka fantastyczna nie podoba? Zapewne dlatego, że mogłaby pospólstwo może pobudzić do myślenia o zniewoleniu przez “jaśnie państwo”, a nie ma nic gorszego niż świadome społeczeństwo, bo to już zagrożenie dla egzystencji wszelkiej maści macherów żerujących na nieświadomości ludzkiej.

    Obstaję przy swoim. Tylko gruntownie od dziecka studiowana literatura faktu gwarantuje samodzielne i krytyczne myślenie z różnych perspektyw. Zamykanie się w samej beletrystyce jest szkodliwe, ale poćwiczenie od czasu do czasu szarych komórek, nawet na literaturze Żymian, jest wręcz niezbędne.

  23. krzyk58
    2 grudnia 2018 at 16:26

    @Miecław. Tak, widzę wszędzie – dookoła, BO, mam pomimo wszystko (jeszcze) niezły wzrok i umysł nie przeżarty indoktrynacją/doktryną xxxxkomunistyczną.Ty nie widzisz stwarzasz
    pozory państwowości polskiej niczym xxxxkomuna do 56′, pozostań więc
    z Bogiem i wszystkimi świętymi.
    Do rzeczy – gdzie w rzeczonym poście zauważyłeś wzmiankę o żymianach? Rozczaruję srogo twoje (wybujałe) ego …motto zamieszone na finiszu posta jest cytatem z rekomendowanego
    przez @Zbigniewa autora – co mógłbyś łatwo sprawdzić – gdybyś nie grzeszył ‘cnotą lenistwa” BO o braki w ilorazie IQ nie posądzam,
    – gdzieżby tam… 🙂 MISZCZ! Guru lewicowe. 🙂
    “A teraz ci się beletrystyka fantastyczna nie podoba?”
    CO i DLACZEGO mi imputujesz? Wskaz mi paluchem moje
    ‘negatywne” (kwestia gustu) postrzeganie zawarte w moim poście?!

    “Bez trudu można doszukać się też odnośników do współczesnej mu rzeczywistości…” Końcówka Gierka – autor “strzela do Nas okiem”!

    Wiem,że jesteś fanem (czemu niejednokrotnie dałeś wyraz) portalu WPS: dlatego linkuję bliskie tobie
    tematy do analizy:
    https://wiernipolsce1.wordpress.com/2018/12/02/szowinistyczny-zyd-urzadza-prowokacje/

    https://wiernipolsce1.wordpress.com/2018/12/02/szalenstwa-zydo-mediow/

    Walczymy z MŻ, czyli komunistami “całego wolnego świata” – p. Miecławie, nieprawda’ż?
    I jeszcze migawkowa zajawka/reminiscencja – panowie (na Targach Książki) spotkali się, panowie minutkę (nawet krócej!) 🙁 porozmawiali… 🙂 Mocne! Ryszard Terlecki vs Pan Nikt
    https://www.youtube.com/watch?v=L0asW67xntM
    Pozdro….

  24. Zbigniew
    3 grudnia 2018 at 10:10

    @Miecław
    Nie ma czegoś takiego jak literatura faktu. To jest nowomowa mająca ukryć urojone perspektywy autorów owej literatury, ich jednostkowe narracje zbudowane z fantazmatów. Literaturą faktu są wyniki badań z kategorii Nauk klasycznych a i to są fakty jedynie do czasu ich obalenia. Literaturą faktu to można nazwać tablice Mendelejewa.
    Ta niby współczesna literatura faktu to jest dokładnie to samo co utrzymujące się dogmaty, niektóre nawet setki i tysiące lat, w rodzaju “ziemia jest płaska”, albo “jest jeden Bóg” czy “są trzy osoby Boskie”. Taką percepcje wprowadził zresztą na Wschodzie jeden z większych hochsztaplerów (jak nie największy), niejaki Budda, a na Zachodzie tego rodzaju “farmazonizmy” do spółki wprowadzili między innymi Luter , czy sekta która ukradła szyldy Judejczykom, w tych zarówno ty staro- jak i nowo- piśmiennym, A Ci zaś, jedni i drudzy oparli się o strzępy tego co zostało w pamięci po czasach zamierzchłych i czego większość odeszła w niepamięć.
    Literatura to po prostu literatura. Zapis tego o czym ludzie myślą albo nie myślą produkując jakiś bełkot, bo są n.p. chorzy na chciwość i/lub nienawiść. Czasem jest to jakieś analityczne ujęcie danej autorowi rzeczywistości, tudzież spekulacji o przyszłości. nierzadko ukryte za “poprawnym politycznie” parawanem, tudzież ubrane w niby to bajkową oprawę.
    Książki trzeba czytać. Niekoniecznie do końca i nie wszystkie, ale po samej okładce albo wyrwanych z kontekstu cytatach, czy też durnowatych recenzjach streszczeń z “wiki” czy innych miejsc dla intelektualnych impotentów, nie da się określić wartości książki dla samego siebie (bo dla innych zupełnie się nie da). Nie wszyscy mają jednak możliwość i umiejętność czytania jak i nie należy sobie samemu nadpisywać że ludzkość jako taka jest szczególnie rozgarnięta. Nie jest. Jednostki są rozgarnięte. Pozostała przytłaczająco większa cześć gdyby mogła, nie robiła by nic poza zajęciami ludycznymi i ostatecznie zeszłą by na jakąś chorobę tudzież z obżarstwa. Większość nie potrafi nawet dbać o higienę i pod pozorami jakim hołdują oprawionymi w garnitur, kostium czy uniform kryją się zwykle zaszczane i zasrane gacie oraz smród spod pach. Wobec tego jak wygląda znany nam “Świat” trudno postulować by każdy czytał książki. Edukacja wbrew idiotycznym opiniom ma wiele celów, bo zarówno tworzy system selekcji jak i system wsparcia jak pokierować dalej jednostką, ale również by przyuczyć najdurniejsze jednostki do elementarnych (a nie złożonych!) działań i interakcji w rodzinie homo rzekomo sapiens. Niestety obecna edukacja zajmuje się “robieniem dobrze” nawet “najdurniejszym małpom” bo jak tłumaczyć że podstawową edukację kończy się niemal obowiązkowo mimo kilku zdecydowanie negatywnych ocen z przedmiotów dość prostych i oczywistych jak język ojczysty (dla jednostki) czy rachunki.
    Ja rozumiem żeś “młody” i pokładasz WIARĘ w ludzkość (tak wynika z Twojej narracji) ale to tylko miraż, złudzenie. Ludzkość to większości “durnie”, nieco mniejsza cześć która obarczamy jakimiś funkcjami i tytułami to “debile funkcjonalni”, bardzo niewielka grupa jednostek (bynajmniej nie geniuszy) tak naprawdę utrzymuje Ludzkość na jako takim poziomie, choć prawa stworzone na potrzeby “debili funkcjonalnych” powodują że Ci ostatni rugują z rzeczywistości tych poprzednich, odsyłając do piekła ostracyzmu czy piętnując coraz to nowszymi zmyślonymi “chorobami czy defektami psychicznymi”.
    Wracając do książek. “Limes Inferior” warto po prostu przeczytać, bo to książka która “ma warstwy jak cebula”. Która swój fenomen pokazuje właśnie dziś/teraz, choć była pisana dawno i była odniesieniem do tamtych czasów. Niestety nie każdy dotrze do tych warstw. Bo to książka dla jednostek właśnie. Mimo pozorów nie kończy się dobrze. Stawiam tezę że orwellowski 1984 jest wobec tej książki zwyczajnie słaby jako całość.
    A wracając do “cytatów”, z mojej perspektywy mają one sens jeśli ktoś książki przeczytał, zrozumiał ich kontekst i miały one jakieś przesłanie, cel. Dzisiejsza przestrzeń jest pełna cytatologów którzy wręcz kopiują niczym przyuczone małpy, różne cytaty, nie tykając pozycji książkowych z których te cytaty pochodzą. Taki post-intelektualny (według nowomowy) trollizm. A już nieakceptowalne jest dla mnie cytowanie niby to Naukowców które prócz spłodzenia na potrzeby wypełnienie kryterium ilościowego pewnej ilości publikacji nic nie osiągnęli sprowadzając kryterium jakościowe do zera.
    Miałem całkiem niedawno polemikę z kimś określającym się jako Fizyk i twierdzącym że on się Fizyką zajmuje “już prawie 11 lat”. Piękne kryterium ilościowe tylko że przez te 11 lat właściwie nie zrobił nic, niczego nie odkrył, niczego nie opatentował, nawet jego badania do niczego się nie przyczyniły. Z drugiej strony znam osobiście kogoś kto ma cztery doktoraty z różnych dziedzin (w tym z Fizyki), pierwszą pracę doktorską obronił w wieku lat 19, dwie jego książki (obie z różnych dziedzin) po dziś są zalecane jako podręczniki i to w nie w jednym kraju. Ma kilka patentów i właściwie z nich żyje. I on mimo że zasługuje w pełni na miano Fizyka czy Matematyka, mówi że nawet jeśli 50 lat będzie się zajmował tzw Nauką, to nadal będzie tylko człowiekiem zaciekawionym chcącym zrozumieć i rozumieć, ale czy zostanie Fizykiem to już pewności nie ma. I tak już dla uzupełnienia żeby łatwiej złapać było kontrast. Problemami z Fizyki zajmuje się ok. 10 lat. Wiekowo obaj nie różnią się zbytnio (pierwszy jest 5 albo 6 lat młodszy).
    Paradoks jest taki że nazwisko tego pierwszego jest znane i “durnie” oraz “debile” posługują się jego cytatami. O drugim nie wiedzą wiele, choć pewna cześć uczy się z jego książek, a większość nawet nie wie że korzystają codziennie z czegoś co jest objęte patentem tego drugiego. 😀
    Tyle mam do cytatów, jak i do osób które się nimi posługują 😉

  25. wieczorynka
    3 grudnia 2018 at 15:55

    @ Zbigniew. 1.12.2018, 13.23

    W czasach gdy jeszcze zdobywałam wiedzę w szkole, było nas na planecie Ziemia około 3-3,5 miliarda. Obecnie prawdopodobnie jest nas powyżej 8 miliardów (różnie piszą).

    Więcej ludzi to więcej samochodów, więcej mieszkań itd. a produkcja tego zanieczyszcza powietrze.

    Opiszę eksperyment z myszami o którym kiedyś już pisałam, zaczerpnięty ze “Świata Nauki” .
    Otóż stworzono myszom idealne warunki do rozmnażania, ograniczono tylko przestrzeń. Myszy mnożyły się i mnożyły aż zabrakło przestrzeni. Finał był taki, że ten gatunek wyginął a jest to ogniwo w łańcuchu pokarmowym.

    Te badania przeprowadzili amerykańscy uczeni, tak aby nie było wątpliwości.

  26. wieczorynka
    3 grudnia 2018 at 18:53

    @ wieczorynka. Nie była bym sobą aby nie przypiąć łatki różnym modnisiom. Otóż produkcja modnych ciuchów niszczy na tyle środowisko, co wydobycie ropy naftowej ale to już informacja z sieci.

  27. Miecław
    3 grudnia 2018 at 18:54

    @krzyk58. 2 grudnia 2018 at 16:26

    Piszesz w sposób zagmatwany, nie podajesz źródeł cytatów, a ja z pośpiechu odbieram to jako zarzut, stąd to nieporozumienie. Ostanie zdanie mnie zmyliło “One …:-)

    @Zbigniew. 3 grudnia 2018 at 10:10

    Literatura faktu to są także opisy zdarzeń historycznych, a ponieważ są różne perspektywy widzenia tych samych wydarzeń historycznych z uwagi na różnice poglądów i postrzegania u ludzi, stąd i różne opisy tych faktów. Korzystanie z wielu źródeł pozwala zawsze względnie poznać dane zdarzenie, ale nigdy do końca, bo wiadomo, że prawda jest względna i każdy ma własną. Jednakże to pozwala ludziom na zachowanie względnej orientacji w historii, polityce, czy w interpretacji odkryć naukowych. To jest potrzebne do przystosowania się w środowisku.
    Nie można wszystkiego sprowadzać tylko do tzw. twardych faktów wynikających z nauk klasycznych, choćby z fizyki, ale jak wiesz i fizyka kwantowa ze swoją nielokalnością wymyka się twardym faktom.

    Chodzi o to, że wielu ludzi, których nazywasz “debilami funkcjonalnymi” nie ma żadnej orientacji i pojęcia o tym co się dzieje ze światem i polityką, którą się tu zajmujemy, mimo, że jest oczytana i inteligentna, a to dlatego, że ich świat zamknął się na beletrystyce i fantastyce. Ja wyprowadzam swoich uczniów z takich fantazmatów myślenia, po to, aby nie byli w przyszłości “pożytecznymi idiotami”, dla wszelkiej maści politycznych naciągaczy uprawiających politykę historyczną. Zasada jest prosta im więcej wiesz, tym bardziej twój umysł jest wyostrzony i dostrzega fałszywy przekaz. To chroni przed tzw. fałszywą świadomością, którą ma każdy z nas w obszarach na których się nie zna. Czytanie tzw. literatury faktu i doniesień naukowych z różnych źródeł niweluje do minimum jazdę intelektu na fałszywej świadomości. Oczywiście nie u wszystkich ze względu na różne ograniczenia poznawcze.

    Co do reszty i oceny poziomu uprawiania nauki zgadzam się z tobą. Niestety odkrywców można w polskiej nauce prawdopodobnie policzyć na palcach, większość prowadzi nic nie wnoszące badania i pisze “streszczenia” innych publikacji. Taka fikcja goni fikcję.

  28. Zbigniew
    4 grudnia 2018 at 09:21

    @Miecław
    Moim zdaniem historia to tylko narracja. Wiele różnych perspektyw historycznych w żaden sposób nie można powiązać ze zbliżeniem się do faktu. Po prostu wszystkie mogą być nieprawdziwe a to wiąże się właśnie z warstwą opisu która niestety skutecznie niweluje patrzenie na obiekt przez pryzmat logicznych narzędzi i metod badawczych. Dodam: bardzo niewielu narzędzi i metod które mają jakikolwiek sens.
    Powtórzę naczelną zasadę dotyczącą faktów: Kwestionuj WSZYSTKO, nawet jeśli kolejne wyniki badania potwierdzają tezę.
    Bez tej zasady “Im więcej wiesz” zamienia się w “tym większy śmietnik będziesz miał w głowie”. Ważnym elementem na drodze “do oświecenia” jest nauczyć się… zapominać. Bez zapominania (celowego) nie będziesz w stanie czegokolwiek kwestionować. Bez takiego celowego zapominania łatwo dojść do momentu w którym o dobrze argumentu “z głowy” często ze zbioru przeciwstawnych decydują emocje.
    To jest moja teza robocza: Ludzkość przeniosła emocje na wszystko co emocji nie wymaga i odwrotnie: to co wymaga emocji (i uczuć) dziś próbuje ubrać w równania i teorie.
    “Szukanie równania na miłość i emocji przy sr..niu” – do tego doszliśmy. Konsumpcja i hedonizm ubabrany w iluzje emocji, opatrzone ceną kumulujące się w prosty “co mi się bardziej opłaca”. Literatury jak to nazywasz faktu również to dotyczy. Ludzie piszą różne brednie bo lubią bredzić i to bredzenie jest dla nich zyskowne. Idealizowanie (posługiwanie się ideami) to przejaw emocji nie racjonalnego myślenia, nie poszukiwania faktów.

  29. Zbigniew
    4 grudnia 2018 at 10:33

    @wieczorynka
    “Więcej ludzi to więcej samochodów, więcej mieszkań itd. a produkcja tego zanieczyszcza powietrze.”
    Ale wypada też zauważyć że te więcej samochodów to nie przejaw racjonalnego myślenia a zwykłej głupoty. Podobnie jest z z samą produkcją która jest taka a nie inna bo jest uwarunkowana iluzorycznym zyskiem a nie skutecznością ogólnie rozumianą jak najlepszym wykorzystaniem dostępnych środków, metod, z najmniejszym szkodami, przy osiągnięciu jak najlepszego kryterium ilościowego i jakościowego.
    Bo skąd się biorą “góry” odpadów (zanieczyszczenie powietrza to też odpady)? Ano z tego że nie staramy się nawet tworzyć procesów które tworzyłyby “zamknięte koło”. Dzisiejsza filozofia to “do celu po trupach”. Ilość trupów nieistotna. Z jednej strony zachwycamy się coraz nowszym smartfonami, “komunikacją”, “internetem” i elektrycznym “wszystkim” a z drugiej mamy w dupie że ekologicznie takie auto nie zwróci się nawet w 20 lat (o ile dożyje tego wieku) a telefon praktycznie “wypieprzamy” na “śmietnik” co roku. A co zrobiliśmy z tzw “chemią” gospodarczą? Mało kto rozumie że te miliardy litrów płynów do mycia, prania i płukania to jest prawdziwy problem dla środowiska a nie ilość wody którą zużywamy. Ale najlepiej się doi ludzi i wmawia im ekologiczność każąc płacić za wodę a nie za jej zanieczyszczanie. Tymczasem woda, może być lekko podgrzana z octem z cytryną, octem sprawdza się dużo lepiej niż zmywarka która nie tylko wbrew obiegowej opinii zużywa więcej wody niż ręczne mycie ale czyni spustoszenie w środowisku zarówno w czasie użytkowania ale przede wszystkim na etapie produkcji od wydobycia kopali począwszy bo wszystko co jest do niej dodawane po kres jej życia.
    O ile jest mnóstwo dziedzin gdzie technologia jest nam potrzebna by przenieść się na wyższy poziom o tyle znacząca reszta tego nie wymaga, z wymienioną przez ciebie “modą” włącznie i “modnisiami” które dla mnie zwyczajnie są ilustracją znaczącego przerostu formy nad treścią.
    Można tak (ja mogę) rozbierać każdą dziedzinę. Choćby takie zasiedlanie innych planet które przy obecnym a nawet przyszły poziomie technologii zwyczajnie jest bez sensu bo zniszczymy prędzej własną planetę niż osiądziemy na innej. Zanim pojawi się tzw technologiczna osobliwość miną pewnie setki lat i o ile ludzkość przetrwa, to może wtedy będziemy mieszkać w innych “światach” ale nie dlatego że zniszczyliśmy swoją planetę ale dlatego że byliśmy ciekawi nowych możliwości, nowej harmonii.
    Wszystko musi się zacząć od myślenia i niestety przymusu. Czas wszystkie idiotyzmami z ideologiami włącznie wyrzucić “na śmietnik”. One przynajmniej wyrzucone niczego nie zanieczyszczą. Te wszystkie “prawe” i “lewe”, “demokratyczne” i “komunistyczne”, “przemysłowe” i “zielone” bzdury czas powyrzucać. Emocje przydają się do tego byśmy byli ludźmi, tworzyli związki, rodziny, społeczności i wspólnoty. Reszta musi być tryumfem rozumu, nie tego co się “opłaca” ale co “opłaci się wszystkim i wszystkiemu” pozwalając na pełną harmonię.
    Niestety takie podejście ma jedna poważną wadę. Ale o niej w innym czasie

  30. Miecław
    4 grudnia 2018 at 10:42

    @Zbigniew. 4 grudnia 2018 at 09:21

    No zgoda, faktycznie tak jest. Ale niestety człowiek jakoś musi żyć w tym świecie i się do nie przystosować, więc nasza pamięć zawsze będzie zaśmiecana przez różne interpretacje. Natomiast cała sztuka polega na tym, aby wykształcić w sobie mechanizmy krytycznej oceny docierających opisów, interpretacji o faktach i wyselekcjonować te, które są bliższe prawdy. Jest to cechą ludzi inteligentnych. Niestety wszyscy możemy działać na fałszywych świadomościach, jeżeli np. taką wdrukowano na w dzieciństwie podczas nauki w szkole.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Paradygmat rozwoju

Scroll Up