Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator Polityczny on Google+RSS Feed

17 grudnia 2018

Zatrudnić syna każdy może


 Zatrudnić syna każdy może. Jednak nie każdy syn może być zatrudniony, w banku światowym na intratnym stanowisku. Ojcu można tylko gratulować latorośli. Synowi natomiast można by pozazdrościć ojca, gdyby nie był nazwijmy to tym kim jest. Więcej napisać nie można jeżeli chce się żyć w tym kraju w miarę spokojnie. Reszta więc będzie czystym rozważaniem modelowym, nie mającym w dominującej części znanego autorowi związku z rzeczywistością.

Zdaje się pierwszą osobą z naszych polityków i politycznych celebrytów która miała problemy wynikające z zatrudnienia dziecka był pan Aleksander Kwaśniewski. Jego córka była prześladowana przez media straciła zupełnie prywatność. Podobnie było z córką pana Donalda Tuska, którego również syn dostał się na celownik mediów i ówczesnej opozycji a obecnej koalicji rządzącej.

O ile do tej pory można było myśleć że najwięcej zdolnych dzieci jest wśród ludowców. To obecnie dobra zmiana zdaje się przebijać ich nawet najbardziej wybujałe wyniki. Skali zjawiska jeszcze nie znamy, ponieważ w kraju nie ma takich badań, ani danych. Można jednak w oparciu o własne rozeznanie, przykładowo w administracji publicznej w swoim regionie powiecie, czy mieście – wydać jakiś ogólny sąd. Będący odzwierciedleniem sytuacji jaka się klaruje. Oczywiście trzeba unikać spekulacji, jednak w każdej plotce jest odrobina prawdy.

Prawdziwym poligonem doświadczalnym dla oceny tego zjawiska będą samorządy województwa, w których władzę przejęły właśnie środowiska dobrej zmiany.

Niestety nepotyzm jest standardem w naszym państwie. Dotyczy nie tylko administracji publicznej i szeroko rozumianego sektora publicznego, w tym przede wszystkim niektórych spółek Skarbu Państwa i z jego udziałem. Ma również olbrzymie znaczenie w sektorze prywatnym. Nic nie liczy się tak bardzo jak plecy. Przed dobrą zmianą, dopóki nie rozmontowano Służby Cywilnej obowiązywały jakieś przynajmniej formalne kryteria. Jak również sam proces naboru był sformalizowany. W tej chwili dochodzi do komicznych sytuacji, gdzie przełożony bez kompetencji jest z mianowania politycznego, często po mieczu lub kądzieli. Natomiast jego merytoryczni pracownicy, odpowiadają na wyśrubowane ogłoszenia z wymogami „do nieba”. O równym traktowaniu ludzi wobec prawa oczywiście nie może tu być mowy.

Nepotyzmu nie wymyśliła dobra zmiana, on zwłaszcza w administracji publicznej i wspomnianych spółkach istnieje od zawsze. Wcześniej były jedynie nieco bardziej wysublimowane metody ustawiania procesów rekrutacyjnych. W wielu przypadkach jeżeli zna się kadry ubiegające się o stanowisko, to znaczy osoby którym może na stanowisku zależeć. To wiele można dowiedzieć się z samego przeczytania ogłoszeń o pracę. Przeważnie zawierają one jakiś element, który jest swoisty z punktu widzenia generalnej próby populacji. Natomiast może być właśnie tym elementem, który pozwoli określonemu kandydatowi lub nawet określonej grupie kandydatów spełniających dane kryterium, na skuteczne ubieganie się o posadę. Klasycznym przykładem jest wymóg kryterium zajmowania wcześniej określonej kategorii stanowisk. Jeżeli się chce zwiększyć czyjeś szanse, to odpowiednio wcześniej można go zrobić pełniącym obowiązki w zakresie danej funkcji. System jest doskonały i nie da się go podważyć.

W interesie nas wszystkich jest wyeliminowanie nepotyzmu przynajmniej ze sfery administracji publicznej. Zarobki w niej są na tyle małe, że w ogóle o kandydatów jest trudno. Natomiast o kandydatów z kompetencjami, przeważnie bywa bardzo trudno lub są nieosiągalni. Prawdopodobnie mechanizm oparty na promowaniu stażu jest mechanizmem optymalnym. To znaczy mówimy o promowaniu w administracji osób, które mają dłuższy staż i oczywiście wymaganą wiedzę oraz dokonania. Takie kryterium ma oczywiście swoje wady, jednak można je zoptymalizować. Jego chyba największą zaletą jest zachowanie pamięci instytucjonalnej w ramach organizacji. Jedni pracownicy przekazują władzę i  wiedzę drugim którzy po nich przychodzą. Ścieżka awansu jest zrozumiała i przynajmniej w teorii nikogo nie wyklucza, kto bierze udział w grze. W praktyce niestety tak nie jest.

Na pewno politycy mają problem co zrobić z dziećmi? Zwłaszcza, ci najbardziej znani. To normalne, każdy rodzic stara się pomóc swojemu dziecku w starcie w dorosłe życie, jedni mniej inni bardziej. Jeżeli polityk nie dorobił się jeszcze pieniędzy, ale tak się złożyło że ma ważne stanowisko, to należy się zastanowić czy oferta pracy dla jego syna w określonej instytucji nie jest formą korupcji?

Powyższy akapit brzmi bardzo poważnie, nie odnosimy się tu do żadnego konkretnego przypadku tylko oczywiście omawiamy sytuację na modelu. Jednak jeżeli zdarzyłoby się, że członek rodziny na przykład wysokiego funkcjonariusza służb specjalnych. Otrzymałby jakieś intratne stanowisko w poważnej instytucji. To wątek korupcyjny, chociażby w aspekcie wyrażania „negatywnej wdzięczności”, przejawiającej się w powstrzymaniu się od czynności może być prawdopodobny. Jakby ktoś nie zrozumiał, to chodzi o taką sytuację w której – jest prawdopodobnie bardzo możliwe że, wdzięczny ojciec reprezentujący instytucje A nie zrobi “kuku” w instytucji B. Jeżeli wcześniej jej szef zabezpieczył intratną posadę dla jego syna. Mechanizm jest naturalny i nazywa się „nie gryzie się ręki która karmi”.

Najgorsze jest to że nie ma sposobu tego kontrolować. To pokazuje jak niesłychanie ważne są media, które nagłaśniając sytuację czynią ją politycznie kwalifikowaną.

Wnioski proszę sobie dopowiedzieć. Może pan prezes zachowa się “modelowo”?

Tags: , , , , , ,

10 komentarzy “Zatrudnić syna każdy może”

  1. Inicjator
    22 listopada 2018 at 04:56

    Pan Prezes nie ma dzieci, więc jego te przykłady nepotyzmu nie dotyczą.

    Co do reszty – to oznacza, że jesteśmy nadal biednym krajem, gdzie pensja 50 000 PLN na miesiąc – szokuje.

    Jeśli jest prawdą, że syn ważnego polityka tyle będzie zarabiał w instytucji Banku Światowego, to oznacza że musi mieć wysokie kwalifikacje.

    Jeśli ich nie ma, to oznacza, że w tym Banku Światowym nie nie dbają o pieniądze i ich reputacja spadnie.

    A syn gdzieś pracować powinien.

    Może będzie tam sprawował jeszcze INNE funkcje, przydatne dla NASZEGO interesu NARODOWEGO?

    Ale tego nie wie nikt.

    Tu jest Macondo i wszelkie układy są dozwolone.

    Amen.

    P.S.

    A co się stanie, jak za rok Tata tego syna straci posadę rządową w Naszym Nadwiślańskim Macondo?

    Czy Bank Światowy będzie nadal go zatrudniał?

    To będzie bardzo ciekawe..

  2. Zwolnić Kamińzskiego
    22 listopada 2018 at 05:26

    Prezes powinien zwolnikć Kamińzskiego

  3. Zbigniew
    22 listopada 2018 at 07:21

    “Zdaje się pierwszą osobą….”
    Oj nie nie :-D. Zaledwie być może pierwszą o której słyszeliście bo poprzednich nie pamiętacie albo niewystarczająco informacje o nich nagłośniono. Ja mam lepszą pamięć i lista jest długa od roku 52 a pewnie i przed wojną. Od setek i tysięcy lat było. Tatuś jak ma wpływy to pomaga dziecku i to najlepiej kiedy stoi w cieniu. Tutaj ktoś do cienia wrzucił granat błyskowy i sprawa z normalnej została obszczana przez hieny zwane (żartobliwie?) dziennikarzami które (UWAGA, UWAGA) dokładnie ten sam proceder stosują z własnymi dziećmi. Dokładnie ten sam!
    Dotyczy to nie tyle dowolnej grupy (gwarantującej zyski) ale niemal każdego człowiek (bo musi mieć i dbać o własne dzieci). I tak nie będziesz dorze zarabiał jak prawnik, lekarz, nauczyciel, dziennikarz, polityk, “służba
    ” jeśli jeden z rodziców nie jest osadzony (zwykle przez własnego rodzica i nie chodzi o osadzenie w “pierdlu”) dość wysoko jako prawnik, lekarz, nauczyciel, dziennikarz, polityk, czy jakaś “służba”.
    I mogą różne durnie opowiadać bajeczki że piekarz wybierze na czeladnika najlepszego ale w praktyce wygląda to tak że nieco gorszy też może być zwłaszcza że to syn kolegi, czy też kogoś kto może całe pieczenie albo biznes z tego pieczenia na danym obszarze znacząco utrudnić.

  4. Xun Zi
    22 listopada 2018 at 08:16

    Właśnie przez takie pomaganie elity potem wyrodnieją, ponieważ rodzice nieraz ciężko pracują, żeby coś osiągnąć, a potem dzieci mają już łatwo, bo przecież wszystko dziedziczą. Nie muszą więc już ciężko pracować na własny sukces. I chociaż często rodzice wysyłają je do normalnej pracy to one wiedząc, że rodzice i tak są bogaci i przekażą im majątek,są w tej pracy najzwyczajniej leniwi (poznałem kilka takich przypadków). Jedno z ciekawszych i dojrzalszych rozwiązań tego problemu pokazał aktor Jeckie Chan, który przyznał, że ze zgromadzonego majątku jego syn nie dostanie ani centa, a jeśli będzie chciał mieć taki majątek, to sam zarobi, jeśli będzie miał talent.

  5. Pozorovatel
    22 listopada 2018 at 08:51

    Dwa wieki postulowano przywrócenie w Polsce monarchii dziedzicznej. Nie powiodło, aż do rozbiorów. Wprawdzie dynastyczny charakter uzyskało Królestwo Kongresowe, lecz stanowi ono dzisiaj przedmiotu naszej dumy narodowej. Aż wreszcie współczesna partia (zwana przez złośliwych “Pychą i Szmalem”) postanowiła nagrodzić Pakom tę dziejową niesprawiedliwość. A że współczesna konstytucja stanowi już ustrój republikański, więc musimy zadowolić się substytutem w postaci dziedziczności urzędów państwowych. Intronizację nowej dynastii urzędniczej właśnie obserwujemy. Wprawdzie starszym Polakom literki NEP kojarzą się z doktryną ekonomiczną Rosji Radzieckiej, to młodsi mają inne skojarzenia. Otóż ich skojarzenie to łaciński “nepos”, a więc i średniowieczna doktryna nepotyzmu zapoczątkowana w łonie papiestwa. Do dzisiaj chętnie stosowana zarówno w dominium jak i “wsasalium” strefy Pax Americana.

  6. wlodek
    22 listopada 2018 at 09:27

    To nie temat na rozważania poważnego O.P.Warto byłoby się zastanowić dlaczego”bohaterski PIS””skulił ogon przed E.U?I co na to żelazny lektorat pisomatołkow? A z drugiej strony zmiana barw partyjnych na Śląsku pokazuje że dżuma PO niczym się nie rożni od cholery PIS!

  7. Miecław
    22 listopada 2018 at 09:35

    Nic dziwnego, że tak się dzieje. Przecież po 1989 roku odtworzono stosunki feudalne z II RP a post-sanacja jest na topie, więc rolę dawnego “jaśnie państwa” predysponowanego z “krwi” do zajmowania najbardziej intratnych i decyzyjnych stanowisk w państwie zajęli politycy z rodzinami oraz najbardziej ustosunkowani i bogaci biznesmeni wspomagający władze.

    To już nie PRL, gdzie syn chłopa i robotnika mógł doznać awansu społecznego i zostać nawet dyplomatą, jeżeli oczywiście znał dwa języki obce, bo teraz dla nowego “jaśnie państwa” obniżono wymagania i wystarczy podobno już znajomość tylko jednego języka obcego. Tacy są zdolni, że dawne PRL-owskie wyśrubowane wymagania uznali za przeżytek historii. A więc, czy ma jeszcze ktoś wątpliwości, czy z nowym i starym “jaśnie państwem” (gdzie nawet profesorami tytułuje się ludzi bez prawdziwej profesury), Polska ma jakieś szanse w polityce na arenie międzynarodowej? I dlaczego nasza sytuacja jest jaka jest?

    Niestety inteligencja nie przechodzi w tak prosty sposób z rodziców na dzieci, o czym zdaje się politycy nie mają pojęcia, a wypowiedzi rzecznika prasowego o wybitnych uzdolnieniach dzieci polityków są chyba kawałem roku. Gdyby zrobić prawdziwy niezależny konkurs, gdzie na równych zasadach niezależna komisja zbadałaby predyspozycje, to dopiero wtedy naga prawda by wyszła na jaw.

    Dlatego zmieniono awanse w służbie cywilnej, bo niewiele osób rocznie mogło zdać trudne testy państwowe i teraz obsadza się stanowiska z klucza partyjnego i kumoterskiego a nie wg kompetencji potwierdzonych trudnym egzaminem. No ale wszystko zgodnie z prawem, bo przecież prawo można zmienić tak, jak władzy pasuje, a nie po to, aby budować potęgę intelektualną narodu.

  8. Wojciech
    22 listopada 2018 at 10:47

    Wszystko to budzi obrzydzenie. Starsi i ci co chcą pamiętają slogany o życiu wreszcie we własnym domu lub, że wreszcie będzie inaczej. I jest inaczej, a własny dom przypomina religijną republikę bananową kierowaną przez amerykańskich oligarchów. Mój czas, to czas Polski Ludowej. Życie było w miarę normalne, ludzie także korzystali z układów lub koleżeńskich znajomości. Ale nigdy nie gwarantowały one fortuny. Dziś dochody większości społeczeństwa mieszczą się w granicach 1500 – 2000 zł/mieś. Szef mojego banku, w którym z dnia na dzień tracę swoje oszczędności zarabiał jeszcze nie dawno 54 tysiące dziennie. Przeciętny złóg solidarnościowio-kościelny mierzy dziś co najmniej w 10 tysięcy, nie mówiąc o europosłach za 70 tysięcy lub tusekach za 105 tysięcy, plus zasobne emerytury. Normalnemu człowiekowi, który to widzi i klnie pozostaje tylko wyrażenie życzenia, aby to wszystko trafił szlag.

  9. Nabuchodonozor
    22 listopada 2018 at 19:31

    Osobiście jestem ciekaw jak to sięrozwinie, myślę że ręka rekę myje i nie ma tematu.

  10. Patryk jaki
    22 listopada 2018 at 21:32

    Rozumiem że syn szefa służb specjalnych musi gdzieś pracować. Tylko jakie ja miałem szanse na to stanowisko – teżznam angielski?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Polityka

Scroll Up