Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator Polityczny on Google+RSS Feed

17 grudnia 2018

Czy potrzebujemy armii europejskiej?


fot. red. MSPO 2017

Czy potrzebujemy armii europejskiej? Czy taka idea w ogóle ma sens? Czy jest realna? Na jakie zagrożenia ma odpowiadać? W jaki sposób byłaby zarządzana i kontrolowana? Kto będzie za to płacił? Ostatnie pytanie – kto się będzie czuł zagrożony europejską samodzielnością militarną? Te pytania można mnożyć dalej, jednak te są kluczowe dla zrozumienia możliwych skutków, jak również poznania struktury tej koncepcji, ponieważ to one mogą być decydujące dla tej idei. Co więcej, sama koncepcja jest czymś epokowym i przełomowym, ponieważ Europa ostatnio miała wspólne siły zbrojne za Napoleona Bonaparte. Spróbujmy więc zaproponować kilka możliwych i oczywiście subiektywnych odpowiedzi na postawione pytania.

Czy potrzebujemy armii europejskiej?

Zdecydowanie tak, ale powstaje pytanie czy byłaby to struktura „obok” armii narodowych? Czy inkorporowałaby te armie? Czy też istniałaby sobie, tak po prostu jak różne unijne inicjatywy? Wariant inkorporacji byłby szaleństwem i w praktyce jest nie do wykonania, ponieważ jak miałoby wyglądać zwierzchnictwo nad takim tworem? Dlatego najprawdopodobniej to będzie struktura „obok”. Jeżeli byśmy rozumieli to jako wartość dodaną do już istniejących sił, to zdecydowanie jak najbardziej należy to poprzeć. Przy czym jest oczywistością, że od razu trafilibyśmy na ocean problemów. Warto poczytać o armii Austro-Węgier, tam wystąpiły wszystkie możliwe problemy narodowościowe i religijne, jakie mogą wystąpić w takiej strukturze. Dodatkowo w naszym przypadku dochodzi problem wielości ośrodków politycznych sprawujących realną kontrolę.

Czy taka idea w ogóle ma sens?

Na pewno mogłaby być istotnym spoiwem Unii, drugim obok Euro. Z tego punktu widzenia, takie siły to istotna wartość dodana. Początkowo można byłoby zacząć od komponentów, które są za drogie dla pojedynczych krajów – wzorem NATO np. zakupić samoloty AWACS i flotę transportową. Dodatkowo powstają fantastyczne możliwości dla Marynarki Wojennej, przykładowo można sobie wyobrazić stworzenie floty kilku unijnych lotniskowców (zespołów uderzeniowych). To miałoby sens i byłoby istotną wartością dodaną do naszych zdolności obronnych. Europa najbardziej potrzebuje własnej logistyki, a jej podstawą są Materiały Pędne i Smary. Takie siły miałyby istotne znaczenie w przypadku katastrof naturalnych, a rezerwy miałyby znaczenie ekonomiczne. Przykładowo US Army posiada gigantyczne zapasy paliw płynnych, tak olbrzymie, że samo rozważanie uwolnienia ich części na rynek natychmiast przekłada się na ceny paliw.

Fundamentalnym pytaniem jest pytanie o francuski potencjał jądrowy? Jeżeli byłby włączony w jakiejś części do potencjału zjednoczonej Europy, to byłaby rzeczywista wartość dodana. Tylko kto miałby „guzik”? Pan Tusk?

Trzecią kwestią są służby specjalne i wywiad. O ile można sobie wyobrazić wywiad elektroniczny i dużo wielkich komputerów, obsługiwanych przez mądrych ludzi w okularach. To jak wyglądałaby działalność agenturalna?

Czy idea armii europejskiej jest realna?

Wszystko zależy od „kasy” i woli politycznej. Jeżeli ta pierwsza będzie dostępna, to natychmiast pojawi się okazja dla polityków, którą mogą zrealizować. Na pewno znajdą się kadry, jak znajdą się pieniądze. Pamiętajmy jednak – potrzebujemy modelu wartości dodanej, do istniejących struktur. Na początek duplikowania struktur NATO i uzupełniania ich. Pamiętajmy, że pewien polski polityk, w istocie wizjoner postulował opcję przesunięcia części pieniędzy z polityki rolnej na obronną. Tam są pieniądze.

Na jakie zagrożenia ma odpowiadać?

Pan Emmanuel Macron już zdefiniował, że chodzi o Rosję, Chiny i USA, jak również istotny jest Bliski Wschód i Afryka. Jeżeli Iran będzie miał atom, to zmieni zasady gry w regionie i Europa nie może się temu biernie przyglądać. Zdefiniowanie USA jako potencjalnego wroga jest bardzo wizjonerskie, a zarazem realistyczne. „Problem” rosyjski sobie darujmy, albowiem to już tak oklepana bzdura, że nie ma o czym mówić. Oczywiście należy brać pod uwagę zagrożenie rosyjskie, bo jeżeli w tym kraju nastąpiłaby destabilizacja lub zmieniła się władza na ludzi reprezentujących postawy agresywne. To rzeczywiście mielibyśmy problem. Chiny to osobne wyzwanie. Już konkurujemy z Chinami ponieważ ich koncepcja „Nowego Jedwabnego Szlaku”, to po prostu projekt ekspansji. Jak włączą komponent militarny, towarzyszący economic power, to obudzimy się w nowej rzeczywistości.

W jaki sposób armia europejska byłaby zarządzana i kontrolowana?

Biorąc pod uwagę sposób podejmowania decyzji w Unii Europejskiej, w praktyce o wszystkim decydowałyby Niemcy i Francja. Przy czym struktura kierowania byłaby tak udziwniona na samej górze jak większość instytucji unijnych. Z punktu widzenia państw narodowych jest oczywistością, że taka wspólna struktura byłaby przedmiotem infiltracji przez służby specjalne poszczególnych krajów.

Z punktu widzenia Żołnierzy sprawą fundamentalną byłby regulamin takiej struktury oraz komenda wojskowa, w tym przede wszystkim jej język. Czy warunkiem służby byłaby znajomość angielskiego? Czy czerpalibyśmy z wzorców francuskich – Legii Cudzoziemskiej? Prawie na pewno to dominujący język zdecydowałby o realnym kształcie takiej formacji.

Kto będzie za to wszystko płacił?

Jeżeli nie sięgniemy pod wspomniane powyżej fundusze rolne, to najprościej byłoby realnie opodatkować dochody z kapitału na terenie całej Unii oraz dodać 2% ceny do ceny paliw i innych nośników energii w każdym kraju unijnym. Zgromadzone środki byłyby wystarczające do sfinansowania około 100 tyś. etatów mundurowych w standardach zaopatrzenia dla armii niemieckiej. Inaczej nie można sobie tego wyobrazić, ponieważ trudno żeby w jednej jednostce służyli dwaj koledzy, a jeden zarabiał 3 tyś. Euro, a drugi 3 tyś. Złotych.

Kto się będzie czuł zagrożony europejską samodzielnością militarną?

Najbardziej zagrożone będą Stany Zjednoczone, które mają kuratelę militarną i polityczną nad Europą od końca II Wojny Światowej. Oczywiście nie mówimy o zagrożeniu w sensie, że mielibyśmy wysadzić desant na wybrzeżu Atlantyku. Jednak w wymiarze geostrategicznym, to Amerykanie najwięcej na tym stracą, oto ograniczy się ich imperium. Z punktu widzenia Chin, możemy oddziaływać jeżeli będziemy mieli silną Marynarkę Wojenną i siły cybernetyczne zdolne do osłony przed chińską penetracją. Dla Państwa Związkowego Rosji i Białorusi w żadnej mierze nie będziemy żadnym zagrożeniem. Ich potencjał jądrowy gwarantuje pełne bezpieczeństwo.

Reasumując jest to koncepcja ograniczenia amerykańskich wpływów w Europie. Z naszej perspektywy klaruje się perspektywa dwubiegunowego wyboru – albo będziemy klinem, albo państwem buforowym. Nie będzie innych opcji. To jest abstrakcyjnie wręcz przerażające, bo oto mamy powtórzoną sytuację z Września 1939, tylko w skali makro i z prawdopodobnym użyciem taktycznej broni jądrowej na naszym terytorium. Nie będzie miało znaczenia przez kogo…

Tags: , , , , ,

29 komentarzy “Czy potrzebujemy armii europejskiej?”

  1. Walery E.
    17 listopada 2018 at 05:07

    Niesłychanie interesujący sposób narracji widzę że autor trywializuje ale piszę w sposób naprawdę merytoryczne wywołując takie tematy o których politycy boją się mówić przyznam szczerze że to mnie trochę zdziwiło aczkolwiek biorąc pod uwagę kto jest podejrzewany o prowadzenie tego portalu to rozumiem jego wysoki poziom

  2. Chor.
    17 listopada 2018 at 06:25

    I niby kto miałby płacić te 3000 euro dla szeregowca? Już jestem chętny w tej chwili

  3. Inicjator
    17 listopada 2018 at 07:52

    Podstawowe pytanie: przeciwko KOMU mają być te WSPÓLNE siły UE?

    I dalej wiele innych pytań, które zasygnalizował Autor.

    Skończy się jakimiś dwoma – trzema EuroKorpusami po 60 – 80 000 żołnierzy, wspólnym rozpoznaniem, AWACS, 3-4 lotniskowcami, flotą tankowców powietrznych i ujednoliceniem infrastruktury militarnej na obszarze UE.

    A tak naprawdę to zyska Francja, bo to ona mając REALNĄ broń jądrową będzie nadawała ton i przewodziła.

    Do tego te siły mogą STALE nadzorować obszary w Afryce, zapewniające STABILNE zasilanie w rudę uranu do reaktorów francuskich i niemieckich oraz dostawy ropy i gazu z Libii oraz Algierii.

    I o to w tym wszystkim chodzi.

    A kwestie językowe?

    Angielski ustąpi miejsca francuskiemu w systemie dowodzenia, zresztą już jest DRUGIM oficjalnym językiem w NATO od lat.

    No i nie zapominajmy, że już istnieją zalążki takich wspólnych sił UE, nawet trwają dyżury Grup Bojowych UE w cyklu 6-ciu miesięcy.

    To są siły wielkości wzmocnionych Brygad, ale umiejętności współdziałania już istnieją, czego przykładem jest GB UE V4, gdzie siły czterech krajów (Polska, Węgry, Czechy i Słowacja) od czerwca przyszłego roku rozpoczynają półroczny dyżur.

    Zatem: są doświadczenia, tylko je poszerzyć i powoli odcinać NATO-wską pępowinę, co zajmie jeszcze 20-30 lat.

    A Nasze Nadwiślańskie Macondo?

    Jakby co, to wyślemy swoje Wojska Operacyjne i CAŁE lotnictwo (48 F-16) oraz nasz jedyny Lotniskowiec (ORP Czernicki) do działania np. w Afryce Północnej, a w Kraju pozostaną siły Wojsk Obrony Terytorialnej.

    I czy nie mamy za co być wdzięczni Panu Antoniemu?

    Amen!

  4. wlodek
    17 listopada 2018 at 08:58

    A czy potrzebujemy NATO?Czy warto utrzymywać bazy USArmy w Europie, czy warto płacić haracz za amerykańskie uzbrojenie czy zacząć produkować swoje, lub kupować taniej? Departament Stanu wyraźnie określił”Na dzień dzisiejszy w konfrontacji militarnej z Rosją i Chinami jesteśmy na przegranej pozycji”.A z drugiej strony jest to apel o zwiększenie potencjału USA i ktoś musi za to zapłacić!

  5. HGW
    17 listopada 2018 at 09:08

    W praktyce oznacza to podporządkowanie armii Niemcom musielibyśmy być skończonym idiotami żebyśmy coś takiego zgodzić pod tym względem Antoni ma rację

  6. Xun Zi
    17 listopada 2018 at 09:47

    Z perspektywy europejskiej rozumianej jako kontynent, a nie dziwaczny twór polityczno-ekonomiczny zwany Unią, byłoby dobrze, gdyby w Europie powstały siły zbrojne konkurencyjne wobec amerykańskiego NATO, które jest przeżytkiem Zimnej Wojny i powinno zostać już dawno rozwiązane. Samo powstanie armii UE mogłoby doprowadzić do rozpadu struktur NATO w Europie, np. Francja opuściłaby NATO jak to było w latach 60. XX wieku. Jednak z pewnością nie pozostałoby to bez reakcji USA.

    “albo będziemy klinem, albo państwem buforowym.”

    A powinniśmy być mostem, bo most łączy a nie dzieli, jest więc tworem pozytywnym, a nie negatywnym jak klin czy bufor.

  7. bob
    17 listopada 2018 at 10:18

    @wlodek a gdzie możemy kupić taniej np. samoloty bojowe? Rosyjskie odpadają bo to potencjalny przeciwnik. Europejskie(Rafale i Eurofighter) są droższe niż amerykańskie. Chińskie pewnie są najtańsze ale latają na rosyjskich silnikach więc też byłby problem z dostawą części zamiennych. Zostaje niby szwedzki Gripen ale on też tani nie jest a ma znacznie mniejszy potencjał bojowy niż np. F 16. Sami zaś takiego samolotu nie zbudujemy bo po prostu nie mamy technologii. Indie już 30 lat budują rodzimego Tejasa, ogromną kasę stracili a i tak trzon lotnictwa stanowią samoloty kupowane za granicą. A jeżeli chodzi o europejską armię to tak naprawdę prezydent Francji nie miał na myśli prowadzenia wojny przeciw Rosji, Chinom czy Ameryce. Chodziło mu raczej o Afrykę. Np. dziś w Nigerii mieszka 200 mln ludzi. I liczba ta rośnie. Wcześniej czy później Europa będzie musiała militarnie zabezpieczyć południową granicę. @inicjator, Polska nie wyśle F16 na służbę europejskiej armii bo w tej koncepcji chodzi aby używać uzbrojenia europejskiego a dokładniej francuskiego. I tu jest problem bo sporo państw UE własnie przechodzi na myśliwce F35. A to oznacza, że przez kolejne 30 lat nie będzie żadnej armii europejskiej.

  8. Chor.
    17 listopada 2018 at 11:09

    I niby kto miałby płacić te 3000 euro dla szeregowca? Już jestem chętny w tej chwili

  9. wlodek
    17 listopada 2018 at 11:38

    Bob,ja w tym temacie jestem laikiem ale znam i czytam w kilku językach a tam: 1/ Polska wyszła na zakupie F16 jak Zabłocki na mydle ( nawet najprostsze naprawy wszędzie tylko nie w Polsce).2/gdzie helikoptery? 3/ Indie zakupiły w ostatnim okresie rosyjskie SU,a Migi mają od lat.4/ Gripeny mogłyby być kupowane wraz z technologią i zakłady naprawcze w Polsce, one już są tańsze o 40%.5/ prawdopodobnie zamiast Fort Trump powstaną bazy sprzętu co w przypadku konfliktu z Rosją nasza sytuacja jeszcze się pogorszy.6/ gdyby nie licencja na Kałasznikowa to zakłady w Radomiu produkowałyby łuki i strzały.

  10. Miecław
    17 listopada 2018 at 11:44

    Armia UE jest potrzebna oligarchii finansowej, kapitalistom zachodnim do obrony ich interesów w przyszłości, bo na rozbite armie narodowe nie będą mogli co liczyć, jeżeli zechcą trzymać ludzi w niewolnictwie ekonomicznym. Ponadnarodowa armia dobrze opłacanych “najemników” może zapewniać utrzymanie władzy wewnątrz UE i realizowanie polityki “szerzenia demokracji” poza granicami. Gdy rozpocznie się budowa armii ponadnarodowej, armie narodowe siłą rzeczy będą marginalizowane i sprowadzane do roli strażaków miejscowych interesów. W perspektywie czasowej może to być koniec armii narodowych i wyzbycie się przez państwa ostatnich przejawów suwerenności i możliwości obrony interesów narodowych.
    Europa ojczyzn – jestem za.
    Europa multi-kulti pod zarządem feudalnym “jaśnie państwa” oligarchii – nie zgadzam się.

  11. bob
    17 listopada 2018 at 14:17

    @wlodek to fanie, że dużo czytasz i to w różnych językach ale trzeba jeszcze odróżniać fake newsy i nie być podatnym na negatywny PR. Jeżeli chodzi o F 16 to prawda, że nie mamy dostępu do serwisu. Gdy kupowaliśmy te samoloty była to najbardziej zaawansowana wersja i z jednej strony nie mieliśmy po prostu potencjału do serwisowania tych samolotów a z drugiej strony Amerykanie wciąż podejrzewali, że rosyjskie służby mają w Polsce niezłą agenturę i gdyby dopuścili Polaków do najnowszych technologii te bardzo szybko znalazłyby się w Moskwie. Z drugiej strony ograniczyliśmy zakup ze względu na pozyskanie trzydziestu Migów z Niemiec. Gdybyśmy kupili jak wcześniej planowaliśmy sto maszyn to na pewno offset byłby większy. A tak to najważniejszą inwestycją okazała się produkcja Opla Zafiry w Polsce. Co by jednak nie mówić dziś F 16 są najpotężniejszą bronią w polskiej armii. Więc nie jest tak tragicznie. 2. Helikoptery to oczywiście porażka. 3. Indie od dekad kupowały broń w ZSRR/Rosji. Kupują jednak także uzbrojenie zachodnie. Np. francuskie Rafale. 5. Gripen to składak. Silnik na licencji amerykańskiej, radar brytyjski a i wiele innych podzespołów nie pochodzi ze Szwecji. Tak więc kupując go moglibyśmy otrzymać maksymalnie składanie płatowca. Reszta byłaby produkowana w Szwecji albo innych państwach. Ponadto w tamtym okresie Gripen nie przenosił takiego arsenału rakiet i bomb jak F 16. Zresztą jeszcze dziś mimo integracji szwedzkiego samolotu z kolejnymi rodzajami uzbrojenia nadal nie dorównuje on naszym F 16. 5. Bazy sprzętu nie są złe bo sporo rakiet i amunicji pasuje do polskiej broni jak F 16, armatohaubica Krab 155mm a nawet armaty 120 mm czołgu Leopard 2(podobno w zakresie ich modernizacji do wersji 2PL ma być integracja systemu z amerykańskimi pociskami czołgowymi). 6. Podejrzewam, że za licencję zapłaciliśmy znacznie więcej niż np. Czesi, Bułgarzy czy Chińczycy. Tak więc nie ma się czym chwalić.

  12. Wierny czytelnik
    17 listopada 2018 at 15:37

    Mocne, nawet bardzo mocne. Powiedziałbym otrzeźwiające.

  13. Miecław
    17 listopada 2018 at 16:40

    @bob. 17 listopada 2018 at 14:17

    Aktualnie jest już pozamiatane, więc twoje analizy niewiele dają, bo nie mamy własnego przemysłu obronnego. Nie da się prowadzić nawet wojny obronnej bez własnego zaplecza militarnego.
    Przemysł i to zaplecze militarne istniał w PRL i można go było dalej rozwijać, modernizować, jako niezależny już kraj w latach 90-tych prowadząc dalej współpracę z Rosją, ale trzymając dystans polityczny. Na tej bazie można było zbudować względnie niezależny system obronny. Niestety ktoś się nieźle postarał, aby naszą niezależność obronną zniszczyć i oddać nasze bezpieczeństwo w ręce imperialistów zachodnich. No ale zwykle tak bywa, że naród otrzymuje to na co zasługuje, skoro zamiast myśleć w większości się modli i inwestuje w budowę instytucji nadzoru religijnego. Teraz to już pozostaje faktycznie tylko modlitwa o sprzyjające warunki geopolityczne do przetrwania i nic więcej.

    Generalnie każdy wybór i alternatywa z twojej analizy jest zła, bo uzależnia nas od naszych faktycznych wrogów, którzy mają swój udział w przejęciu i zniszczeniu naszego konkurencyjnego przemysłu obronnego. Gdy rozpoczęto transformację, przemysł obronny i techniczny powinien być z tego wyłączony i pozostać w zasobach strategicznych państwa. A teraz trzeba z powrotem wszystko odbudowywać, aby przynajmniej jakieś minimum niezależności osiągnąć. Przykład tu:
    http://www.niewygodne.info.pl/artykul9/04605-Krotka-historia-zakladow-Pronit-w-Pionkach.htm

    Ja tych wszystkich generałów i pułkowników, co to po 90-tym roku posłali wojsko na kolana i sami poszli się modlić, zamiast pilnować interesu obronnego kraju, posłałbym na zieloną trawkę i jeszcze obciął o połowę emerytury. 🙂 Tylko na to zasługują za brak wyobraźni i te modły oraz wpuszczenie kapelanów do wojska, zamiast dbania i obronność kraju.

  14. bob
    17 listopada 2018 at 17:50

    @Miecław, PRLowski przemysł zbrojeniowy utrzymałbym pod warunkiem, że nie trzeba byłoby do niego dopłacać. czyli, że sam na siebie by zarabiał np. eksportem. Niestety po upadku ZSRR na rynku dostępna była masa postsowieckiej broni za grosze ale w wersji bardziej zaawansowanej niż produkcja naszej zbrojeniówki. Ponadto nawet w Polsce nie opłacało się produkować na potrzeby armii bo po upadku bloku wschodniego groźba wojny minęła a wejście do NATO nawet jeszcze do dziś gwarantuje nam bezpieczeństwo. Tak więc naprawdę dopłacanie do zbrojeniówki w tamtych czasach wydawało się zwykłym marnotrawstwem. Z drugiej strony w naszych realiach geograficznych wojna oznacza szybkie unicestwienie przemysłu zbrojeniowego tak więc nic by nam on nie pomógł. No chyba, że toczylibyśmy wojnę z Ukrainą pozbawioną silnego lotnictwa i broni rakietowej. Ale i wtedy i tak mielibyśmy większe szanse posiadając nowoczesną broń zachodnią i zapasy środków rażenia do niej choćby na kilka dni. Przez te kilka dni zmusilibyśmy Ukrainę do kapitulacji a przynajmniej tak zrujnowali, że nie podniosłaby się przez długie lata. W naszej sytuacji aby uniknąć wojny nie jest nam potrzebny rozbudowany przemysł zbrojeniowy. Potrzebujemy zaś nowoczesnej broni w ilości pozwalającej nie tyle pokonać napastnika co zadać mu straty, które będą oznaczać długotrwałe osłabienie jego pozycji wobec innych rywali. Naprawdę rozbudowę zbrojeniówki przerabialiśmy w latach 30-tych. Za pieniądze np. zmarnowane na projekty polskich samolotów moglibyśmy kupić z kilkaset nowoczesnych myśliwców we Francji lub Wielkiej Brytanii. Nie byłoby wtedy dominacji Luftwaffe a więc Wermacht nie miałby tak łatwo i utknąłby nad Bzurą jak Rosjanie pod Warszawą w 1920. A wtedy Stalin na pewno nie zdecydowałby się na atak od wschodu. Naprawdę wolałbym aby polski rząd inwestował w produkcję cywilną a za dochody z niej kupował broń. Przecież do odstraszenia potencjalnego agresora nie potrzebujemy tysięcy czołgów i samolotów a ledwie kilkaset czołgów i z setkę samolotów. Tylko, że na najwyższym światowym poziomie.

  15. Mikolaj
    17 listopada 2018 at 19:11

    Pytanie: O co chodzi z tą armią europejską?
    Odpowiedz: To jest taki “czubek góry lodowej” przemian jakie zachodzą w Europie.

    Pytanie: A jak wygląda sama “góra lodowa”?
    Odpowiedz: Zapatrzeni we własną historię tracimy z oczu rzeczywisty obraz naszego kontynentu. A Europa stworzona przez jej rzeczywistą historię jest właśnie taką “góra lodową”.

    Pytanie: To może przypomnijmy na czym polega ten “rzeczywisty obraz” Europy.
    Odpowiedz: Dzisiejsza Europa była tworzona przez setki lat. Jest to bardzo skompilowany podmiot i przedmiot w jednym. W języku komputerowym cos takiego nazywa się “obiektem”.

    Pytanie: Czy można ten “obiekt” opisać w przybliżeniu, aby zrozumieć to co się dzieje?
    Odpowiedz: Musimy przypomnieć jak to z Europą było w okresie międzywojennym. Przed II WŚ w Europie były cztery państwa, które można było nazwać “mocarstwami”. Wielka Brytania nazywana Anglią, Francja, Niemcy i Rosja.

    Pytanie: Co było dalej?
    Odpowiedz: II WŚ i włączenie się do wojny Stanów wyeliminowało ze sceny europejskiej trzy mocarstwa. Zostały dwa: Rosja i Stany.

    Pytanie: A jakie to ma znaczenie dla zrozumienia dzisiejszych wydarzeń?
    Odpowiedz: Trudno uwierzyć aby trzy byłe mocarstwa europejskie pogodziły się z faktem utraty mocarstwowości na stałe. Nie może odpowiadać im odgrywanie roli wiecznego junior-partnera Stanów. Przygotowywały się do przywrócenia sobie stanu przedwojennej “świetności”. Czejały na odpowiedni moment.

    Pytanie: Jak to było możliwe, że zostały tylko dwa mocarstwa?
    Odpowiedz: Myślę, że znaczenie NATO były sztucznie “nakręcane” przez Stany aby uzasadnić stała obecność wojskową Stanów w Europie. Obecność wojskowa służyła do pomniejszała międzynarodowego znaczenie państw, które były europejskimi mocarstwami. Znaczenie Unii na arenie międzynarodowej było i jest niewielkie

    Pytanie: A zagrożenia ze strony Rosji nie było?
    Odpowiedz: Jeżyli takie zagrożenie było to do momentu rozpadu ZSRR. Potem Rosja, słaniająca się na nogach gospodarczo i militarnie, takiego zagrożenia nie stanowiła.

    Pytanie: Czy było widać przygotowania Francji i Niemiec do powrotu na pozycje mocarstwowe?
    Odpowiedz: Myślę, że “wypchnięcie” Brytanii z Unii było zamierzone i miało na celu usunięcie z Unii głównego oponenta remilitaryzacji Niemiec. Na miejsce Brytanii w Unii wśliznęła się Francja.

    Pytanie: Coś jeszcze?
    Odpowiedz: Myślę, że “oliwy do ognia” do nadchodzących przemian w Europie dolał prezydent Stanów

    Pytanie: Jak to zrobił?
    Odpowiedz: Najpierw zaczął grozić Unii, a zwłaszcza Niemcom, sankcjami w postaci dodatkowych ceł na samochody eksportowane do Stanów. Następnie zaczął domagać się zwiększenia zakupów amerykańskiego uzbrojenia, a ostatnio próbowały blokować budowę gazociągu Nort Stream 2. Nowe sankcje nałożone na Iran mogły zablokować przepływ irańskich petrodolarów od Europy.

    Pytanie: To prawda. Było widać iskrzenie w relacjach Stanów z Niemcami. Jakie będą konsekwencje tych nieporozumień?
    Odpowiedz: Przypuszczam, że Niemcy i Francja uznały, że właśnie przyszedł odpowiedni moment na wyrwanie się z objęć Stanów i rozpoczęcie odbudowy swojej “mocarstwowości”.

    Pytanie: Czy tylko mocarstwowości?
    Odpowiedz: Mocarstwowośc to nie tylko siła militarna ale równiez gospodarka .A gospodarki Francji i Włoch “siadają”. Gospodarka Niemiec będzie siadała. Unia 27 państw niedziała jak należy., Tylko bardzo ścisła współpraca miedzy tymi trzema państwami będzie w stanie powstrzymać ich negatywne trendy gospodarcze.

    Pytanie: Jeżeli “górą lodowa” jest nowy obiekt w Europie: zalążek “mocarstwa” Francja-Niemcy(-Włochy) to “czubkiem góry lodowej” jest zapowiedz budowy wspólnej armii tych państw?
    Odpowiedz: Dokładnie tak. Początkowo będzie to się nazywało armią europejską. Ale będzie to zalążek armii nowego “mocarstwa europejskiego” pod tytułem Francja-Niemcy. Francja ma już broń atomową. Konwencjonalna broń dla tej armii będzie produkowana we własnych zakładach obronnych. Resztę dokupią w państwach trzecich.

    Pytanie: W państwach trzecich?
    Odpowiedz: Nikt nie wyjaśnił przyczyny dla której opublikowano zdjęcie na którym prezydent Rosji, kanclerz Niemiec, prezydent Turcji i prezydent Macron trzymali się za ręce. Przypadek?

    Pytanie: A co z innymi państwami europejskimi?
    Odpowiedz: Reszta państw europejskich będzie miała znaczenie przyczynkowe.

    Pytanie: A co z naszym wkładem do armii europejskiej?
    Odpowiedz: My, rok w rok, mamy budżet z deficytem. Jeżeli będziemy chcieli dokładać się do “czyjejś” armii, to będą dalej pożyczali nam pieniądze. Nie myślę, żeby byli chętni do pożyczania nam pieniędzy, które by były wydawane na nasze siły zbrojne.

  16. Anonim
    17 listopada 2018 at 21:47

    Dopiero teraz przeczytałem artykuł i komentarze do niego. Chyba najbardziej zaskoczył mnie #bob, bo takiej ilości fantasmagorii i półprawd dawno nie widziałem. Jest tego wiele, więc wytknę tylko niektóre, te najbardziej oczywiste.

    Zwycięstwo firmy Lockheed Martin w konkursie na wielozadaniowy samolot bojowy ogłoszono 27.12.2002, a 18.04.2003 podpisano kontrakt na dostawę 48 samolotów F16. Oprócz kontraktu głównego podpisano również trzy inne umowy, w tym offsetową. Przy okazji przetargu Amerykanie deklarowali bardzo duży offset (ok. 9,5 mld USD), ale w umowie było znacznie gorzej, bo kompensacja miała wynosić co najmniej 100% kontraktu, a inwestycje miały mieć miejsce bezpośrednio w polskiej gospodarce. Taka była umowa, a w rzeczy samej “umowa teoretyczna”, bo rzeczywistość okazała się znacznie gorsza.

    Już po kilku latach dostrzeżono iluzje (a raczej fikcje) związane z umową. Proszę chociażby przeczytać artykuł (jest dość zwięzły) z 2008:
    https://www.polot.net/offset_za_f_16_z_perspektywy_5_lat_
    Bardziej pogłębione informacje można łatwo wyszukać na portalu: https://www.altair.com.pl/

    Dla mnie komiczne już było wliczenie do offsetu Opla z Gliwic.
    Po pierwsze, Opel AG był firmą niemiecką (zarejestrowaną w RFN), chociaż od lat przedwojennych (1929, 1931) akcje należały już do GMC. Inwestorem w fabrykę w Gliwicach był bezpośrednio niemiecki Opel AG, a nie amerykański GMC. Umowę o fabryce w Gliwicach podpisano 6.05.1996, a pierwszy pojazd wyjechał z fabryki 31.08.1998. A teraz pytanie: co miał do tego Lockheed Martin i w ogóle Amerykanie? To się nazywa “zrobić kogoś w balona”. Podziwiam z jaką pokorą to przyjęto. Niesamowite.

    Nie jest też prawdą, że kupiliśmy najnowszą wersję F16. Samoloty z nowszą wersją awioniki otrzymały już co najmniej dwa inne państwa.
    A podsumowanie nas przez Amerykanów, które #bob w pełni podziela (“… gdyby dopuścili Polaków do najnowszych technologii, te bardzo szybko znalazłyby się w Moskwie”) jest po prostu uwłaczające. Powiedzmy sobie szczerze, F16 nie był już wtedy żadnym “cudem technologicznym”, lecz rozwiązaniem z początku lat 70-tych, którego produkcję uruchomiono w połowie lat 70-tych, a więc 30 lat wcześniej, nim pojawił się w Polsce.

    Dodam, że odmówiono nam wtedy (inna firma, ale też amerykańska) sprzedaży nowocześniejszych F18, ale sprzedano je wówczas Finlandii. Ponadto, nie tak dawno sprzedano nam (do F16) rakiety JASSM, sprzedano je również Finom do F18. F18 nie był wcześniej przystosowany do przenoszenia wspomnianych rakiet, i w konsekwencji musiano (w ramach sprzedaży) dokonać większej modyfikacji jego awioniki. Proszę sobie teraz wyobrazić, że sumaryczny koszt jednostkowy rakiet do F18 okazał się znacznie niższy! Powtórzę: to się nazywa “zrobić kogoś w balona”.

    Wiem, że #bob w swoich wypowiedziach pełni rolę “nadwornego piewcy” amerykańskich militariów, ale bez przesady, nie należy przy tej okazji odlatywać w kosmos.
    Ali

  17. Miecław
    17 listopada 2018 at 22:46

    @bob. 17 listopada 2018 at 17:50

    Wybacz, ale nie zgodzę się z twoim stanowiskiem. Na bazie tamtego przemysłu zbrojeniowego moglibyśmy teraz rozwijać zaawansowane projekty, jak robią to Rosjanie i byśmy byli bardziej niezależni niż obecnie, nawet z nowoczesnym zagranicznym uzbrojeniem. Niestety pozbyliśmy się biur projektowych i kadry inżynierskiej. Sprzedaliśmy swoją inteligencję techniczną. Jest gorzej niż sobie wyobrażamy.

    Ty wroga widzisz tylko na wschodzie i to cię ogranicza. Ja dostrzegam potencjalnego wroga wszędzie, czyli dookoła nas, bo mam perspektywę co najmniej 50 lat wprzód, a nie teraźniejszość i w dodatku wrogą inspirację zachodnią. Naprawdę wolne i suwerenne państwa muszą mieć własny niezależny przemysł zbrojeniowy. Inaczej zawsze będzie nam grozić branie udziału w czyichś wojnach.

    W tym zakresie przykład niezależności trzeba brać z Rosji. Ludnościowo jest ich tylko ponad trzykrotnie więcej, w czasie porewolucyjnych wojen wewnętrznych stracili masę własnej inteligencji, ale potrafili się odbudować i utrzymać swoje zasoby militarne. A my co? Na garnuszku NATO i wujka sama? Wybacz, ale to dyshonor i wielki wstyd dla całej styropianowej polityki. W czym jesteśmy gorsi od Rosjan, czy Anglosasów? Uważam, że nie jesteśmy gorsi i mamy potencjał, ale on jest marnowany przez bogoojczyźnianych polityków, więc siłą rzeczy nasz potencjał intelektualny emigruje w poszukiwaniu lepszych warunków rozwoju.

    Podobnie było pod zaborami. Poczytaj sobie przykładowo o wynalazcy Julianie Ochorowiczu. https://pl.wikipedia.org/wiki/Julian_Ochorowicz
    W Polsce na uczelniach nie było dla niego miejsca bo zapyziała intelektualnie i religijnie kadra profesorska na usługach zaborców nie rozumiała jego postępowej myśli. Dopiero w Paryżu mógł rozwinąć skrzydła. Szkoda gadać, ręce opadają. Zacznij myśleć @bob a mniej ufaj propagandzie zachodniej.

  18. Knight
    18 listopada 2018 at 01:00

    Podoba mi sie Pana analiza.

  19. bob
    18 listopada 2018 at 10:18

    @Miecław, PRLowska zbrojeniówka była na niezłym poziomie ale tylko w technice radarowej. W innych dziedzinach Rosjanie przycinali nam skrzydła zmuszając ponadto do licencyjnej produkcji sowieckiego uzbrojenia ale w wersji zubożonej. Dlatego dziś modernizacja sowieckich T72 robi z tego czołgu groźną broń. A modernizacja naszych T72 nie powoduje takiego skoku potencjału bojowego. Aby dorównać zmodernizowanym czołgom rosyjskim musielibyśmy całkowicie wymienić wieżę z armatą. Ale wtedy taniej byłoby już zainwestować w nowe czołgi. Przykład Rosji jak utrzymać zbrojeniówkę nie jest przykładem dla nas bo oni finansowali przemysł zbrojeniowy dochodami z eksportu ropy, gazu i innych surowców. Zresztą posiadają własne złoża surowców w tym rzadkich potrzebnych do produkcji zbrojeniowej. A i tak sporo rosyjskiej kadry wyemigrowało do ośrodków naukowych w Ameryce i Izraelu. Oczywiście ja nie namawiam do likwidacji polskiej zbrojeniówki. Ale utrzymywanie jej na siłę to marnotrawienie pieniędzy, które mogłyby efektywniej wzmocnić polska armię. Przykład ORP Ślązak. Wpakowaliśmy sporo kasy a i tak zamiast korwety będzie bezbronny patrolowiec. A za te pieniądze na jego budowę mogliśmy kupić za granicą przynajmniej dwie dobrze uzbrojone nowe korwety tej klasy. Norwegowie np. posiadający bardzo długą linię brzegową nie budowali swoich fregat u siebie tylko zamówili je w Hiszpanii. jeżeli chodzi o wroga to ja nie tyle go widzę na wschodzie co widzę kruche podstawy stabilności państwa za naszą wschodnią granicą. A to powoduje, że rośnie ryzyko wojny z tamtej strony. Zachód tez ma problemy ale tamtejsze społeczeństwa jeszcze długo będą bierne jak tłusty leniwy kocur. Na wschodzie zaś emocje mogą być podgrzane przez tamtejsze władze właściwie w każdej chwili.

  20. bob
    18 listopada 2018 at 10:38

    @Anonim, sprostuję informacje o samolotach. Oczywiście Amerykanie dostarczyli innym państwom F 16 w lepszej niż nasza wersji ale ponad dziesięć lat później. To Korea Południowa i Tajwan plus jedno państwo arabskie, które de facto sfinansowało opracowanie nowej wersji. Tą wersję dostaną wkrótce także Słowacy. My raczej będziemy czekać na F 35 chociaż ze względu na ostatnie wypadki Migów to powinniśmy kupić jedną eskadrę F 16 w najnowszej wersji. Gdy my kupowaliśmy F 16 to była wówczas najbardziej zaawansowana wersja. Po nas taka wersję dostali Grecy, Turcy i chyba Pakistan. Izrael zaś też dokupił wtedy F 16 ale Żydzi wstawili własną awionikę aby ich szesnastki wykorzystywały rakiety produkcji izraelskiej. Jeżeli chodzi o fińskie F 18 to były one kupione tuz po upadku ZSRR. Wcześniej Finowie nie mogli kupować innych samolotów niż sowieckie albo państw neutralnych więc głownie ze Szwecji. Te fińskie f 18 nie są nowocześniejsze niż polskie F 16. W manewrach polscy piloci zawsze pokonują fińskie F 18. Gdy Polska ogłosiła przetarg F 18 stanął do walki razem z Gripenem, Mirage i F 16. jednak to samolot dwusilnikowy i nasi eksperci uznali, że koszt jego eksploatacji jest zbyt wysoki. Zresztą w tamtych czasach sytuacja w regionie była spokojna, Rosja nie wykazywała agresji wobec sąsiadów więc jednosilnikowy myśliwiec wydawał się najlepszym rozwiązaniem. Jeżeli chodzi o JASSMy to nie wiem czy przypadkiem te koszty nie dotyczą dwóch różnych typów. Bo my kupiliśmy także jassmy w wersji o wydłużonym zasięgu chyba prawie trzykrotnie do tysiąca km. A to jednak droższa zabawka.

  21. wlodek
    18 listopada 2018 at 12:49

    Bob,kręcisz jak PIS w kwestii KNF i Smoleńska! Anonim pokazał twoją postawę “Bo białe jest czarne a czarne białe”.Sojusz z Turcją, Szwedami i Rumunią legł w gruzach teraz wymyślasz kolejne! Czekam na San Eskobar!

  22. bob
    18 listopada 2018 at 14:18

    @wlodek, sojusz ze Szwecją i Rumunią jest krok po kroku budowany. Nie bez przyczyny te dwa państwa i Polska kupiły niedawno zestawy Patriot. Turcy trochę się wyłamali i chcą prowadzić politykę stref wpływów a nie obrony przez takimi strefami. Ale to nie oznacza, że automatycznie wchodzą na listę naszych wrogów.

  23. wlodek
    18 listopada 2018 at 14:41

    Bob,logika nie do pozazdroszczenia !Kto kupił Patrioty to sojusznik! Czekam na San Eskobar!

  24. Miecław
    18 listopada 2018 at 17:54

    @bob. 18 listopada 2018 at 10:18

    To co proponujesz i za czym obstajesz to nic innego jak pozbycie się suwerenności obronnej. Zawsze przemysł zbrojeniowy jest dotowany w warunkach pokoju, ale to zapewnia utrzymanie miejsc pracy i potencjału intelektualnego, projektowego, naukowego itd. A taki wtedy jeszcze mieliśmy i na początku transformacji, gdyby nie zdrada elit, dałoby się z Polskiej gospodarki zrobić kraj dynamicznego rozwoju i utrzymać suwerenność.

    Warunkiem było ogłoszenie neutralności, którą proponowało wtedy wielu myślących ludzi oraz rezygnacja z grabieżczej prywatyzacji z ochroną naszego rynku. Ja pamiętam, jaki był dynamiczny rozwój naszej gospodarki w latach 1988-91, zanim wprowadzono drastyczne reformy obliczone na zniszczenie gospodarki pod sztucznie kreowanym powodem zatrzymania inflacji itd. Wówczas jeszcze jako młody pracownik administracji niewiele się znałem na polityce gospodarczej, ale intuicyjnie wyczuwałem, że ci co nie chcą reform i optują za neutralnością po prostu mają rację. Ich argumenty były rzeczowe. Szkoda, że nie zachowałem sobie tamtych publikacji na ten temat.

    Dotowanie przemysłu obronnego społecznie de facto jest tu opłacalne, taka zrzutka na wojsko i jego techniczny rozwój. Dużo by pisać o zaletach takiego systemu i podtrzymywania potencjału militarnego, ale jak widać nie dane ci myśleć kategoriami prawdziwego patriotyzmu.

    Na upadek Rosji bym na twoim miejscu nie liczył, ponieważ wszystkie dane wskazują na ich rosnący potencjał niemal w każdej dziedzinie. Przy czym im więcej ukazuje się publikacji z przecieków medialnych o rzeczywistych zamiarach zachodu wobec Rosji i dawniej ZSRR to tym bardziej wygląda mi to na upadek kontrolowany tamtego systemu, aby zbudować nowy system gospodarczy konkurencyjny wobec zachodu. Dlatego aby ratować Rosję odrzucili dawne idee i poświęcili zależne politycznie demoludy. Ja też pod koniec lat 90-tych już myślałem, że koniec z nimi, a tu nagle jak feniks z popiołów powstali i zachód robi w gacie na widok nowoczesnego potencjału militarnego. Aż trudno uwierzyć, że w tak krótki czasie, czyli 1,5 dekady postawili wszystko na nogi, ale to było możliwe tylko dlatego, że strategiczny potencjał został “zamrożony” a następnie uruchomiony w warunkach już rynkowych.

    Widzę natomiast ogromny strach u polityków i oligarchii zachodu wobec rosnącego potencjału Chin i Rosji. Stąd ta retoryka rusofobiczna i wojenna. Zachód wie, że zapędził się w kozi róg z tymi podbojami i globalizacją pogrążając w długach własne gospodarki. Ja widzę odwrotnie niż ty, na wschodzie ciężką pracę nad zrównoważonym rozwojem, a na zachodzie wojny domowe tłustych kotów przeciwko własnemu biedniejącemu stopniowo społeczeństwu o marniejącym potencjale gospodarczym.

    To jest perspektywa następnych 50 lat, pod warunkiem, że Chiny i Rosja nie dadzą się wciągnąć w żadne wojny. A brak wojny to de facto koniec zachodniego imperializmu i upadek lub przebudowa totalna zachodnich społeczeństw. Oby skończyło się tylko na totalnej przebudowie. My musimy trzymać dystans, aby nie dać się wciągnąć w ich destrukcyjne multi-kulti i imperializm. PiS chyba sobie z tego zdaje sprawę i stara się taką zdystansowaną politykę pro-suwerenną prowadzić i nie jest tu ważne, że przy okazji marzy im się dyktatura.

  25. wlodek
    18 listopada 2018 at 20:53

    Miecławie,ostatnie zdanie twojego( słusznego zresztą) komentarza do mnie nie przemawia!Ostatnie wydarzenia wokół KNF jednoznacznie mówią że chodzi wyłącznie o zabezpieczenie sobie kasy, a reszta to bajki o suwerenności i sprawiedliwości dziejowej. Jak wyraził się Kołodko jest kilku ideowych a reszta to żołdacy którzy mają lub liczą na łupy! Pozdro!

  26. Anonim
    18 listopada 2018 at 22:28

    Widzę właśnie uwagi #bob (18 listopada 2018 at 10:38) do mojego wpisu.
    Nie zdołam teraz do wszystkiego się odnieść (wymaga to sprawdzenia kilku źródeł), ale przynajmniej o jednej sprawie mogę napisać od razu – chodzi o JASSM (Joint Air-to-Surface Stand off Missile).
    Sprawa ich zakupu budziła wątpliwości odnośnie funkcjonalności tego uzbrojenia, jak i sensu ekonomicznego. Funkcjonalność wynika nie tylko z samych możliwości pocisków, ale również z dostępności do kodów umożliwiających ich wykorzystanie. W tym kontekście uzbrojenie to stawało się iluzoryczne i jednostronne.
    W kontekście ekonomicznym pociski te są znacznie przepłacone (względem cen w USA).
    Polecam przeczytanie chociażby dwóch poniższych publikacji:
    http://www.altair.com.pl/news/view?news_id=14664
    http://www.altair.com.pl/news/view?news_id=15054
    W grudniu 2015 zawarto kontrakt na 40 JASSM (+ 2 szkolne) z realizacją dostawy w 2017. Cena jednostkowa ok. $1.5 mln, gdy cena jednostkowa dla USA ok. $0.8 mln.
    Wersja JASSM-ER (Extended Range) to odrębna sprawa, bo cena była około dwa razy wyższa.
    Ali

  27. Miecław
    18 listopada 2018 at 23:19

    @wlodek. 18 listopada 2018 at 20:53

    Faktycznie może i nadzieje mnie poniosły za bardzo w tym ostatnim zdaniu, więc przyznaję ci rację. 🙂 No bo jak niby teraz mogą cokolwiek poradzić, gdy jest już pozamiatane, a inteligencji u nich brak na większe i niezależne projekty! Pozdr!

  28. jerzyjj
    19 listopada 2018 at 13:06

    I W KOŃCU CO ? JEWROKOŁCHOZ POTRZEBUJE ARMII CZY NIE ???

    NA DZIŚ TO…
    Rosja w ciągu dwóch dni może wdrożyć na terytorium krajów NATO kontyngent z dziesiątkami tysięcy żołnierzy przy wsparciu lotnictwa i floty, podczas gdy Sojusz będzie na to potrzebować miesiące, uważa generał Barrons.
    Zdaniem brytyjskiego wojskowego, jeśli tak się stanie, NATO straci część terytorium, a także straci kontrolę nad przestrzenią powietrzną i wodami terytorialnymi, zanim wszyscy jego 28 członkowie dogadają się, co przedsięwziąć.

  29. jerzyjj
    19 listopada 2018 at 13:23

    A KRAKAUER JAK ZWYKLE W OPARACH ABSURDU…
    JAK GŁÓWNY KROWOPAS SIE ZGODZI TO BĘDZIE A JAK NIE TO NIE BĘDZIE…
    KIEDY TO WRESZCIE DO WAS DOTRZE,A???!!!
    (Rodzinni potomkowie majątkowi pro-nazistowskich bankierów (Rockefellerowie) przewodzą CFR i tym samym sterują polityką KROWOPASÓW. Do CFR przez kilkanaście do kilkudziesięciu lat przynależeli prezydenci KROWOPASOWA, oraz zanim jeszcze “zostali wyniesieni” na owe stanowisko. Media, Departament Stanu, agencje wywiadowcze, centralna bankowość, Biały Dom, siły zbrojne KROWOPASÓW, edukacja KROWOPASÓW, przedsiębiorstwa i koncerny są po brzegi wypełnione członkami CFR, włączając w to również kongres KROWOPASÓW, na szczycie potężnej piramidy tego “niewidzialnego rządu” stoi nikt inny jak David Rockefeller – senior rodu finansującego CFR od samego początku jej istnienia: Te same korporacje kontrolują nie tylko KROWOPASOWO poprzez CFR, ale również JEWROPĘ poprzez zbudowany przez siebie JEWROKOŁCHOZ.)

    PS.
    TYLE WASZEGO,ŻE SOBIE POGDYBACIE…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Wojskowość

Scroll Up