Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator Polityczny on Google+RSS Feed

17 października 2018

Debaty o niczym – kampania o dajcie nam władzę


 To, co widzieliśmy w Warszawie, to debata o niczym. W ogóle kampania samorządowa toczy się dosłownie o „dajcie nam władzę”! Poza nielicznymi przypadkami samorządowców, cała reszta naszej sceny politycznej jest mniej więcej taka jak widzieliśmy w Warszawie.

Tych przypadków nawet nie ma po co opisywać, chociaż co ciekawe może być wśród nich nawet aspekt kryminalny. Najgorsze jest to, że to co było widać i słychać – to ludzie, którzy nie mają nam nic do przekazania. Być może dlatego główne telewizje ograniczyły im czas wypowiedzi do kilkudziesięciu sekund?

Generalnie jeżeli mielibyśmy zdefiniować jak nie powinna wyglądać debata polityczna, to ta, którą widzieliśmy w Warszawie jest idealnym wzorcem. Duża grupa ludzi mająca jeden cel, z czego na jego osiągnięcie realną możliwość ma najwyżej dwoje z nich, to środowisko specjalne. W którym większość to tło i hunwejbini głównych zwaśnionych obozów, szczujący na głównych adwersarzy. To było widoczne, podobnie jak stronniczość jednej z dziennikarzy prowadzących.

Skandalem są pytania w standardzie idio-tele. Na to zwrócili uwagę nawet liczni kandydaci. W ogóle robienie debaty, gdzie nie stawia się wyraźnie problemu po prostu jest głupią kpiną z widzów. Pozwoleniem politykom na zabawę w ich własnym sosie, gdzie wszystko co ma realną wartość, to ich własne ”ego”.

Szokuje skala sterowania mówcami, zamieniono polityków w kukiełki. Bezwolne po wyłączeniu mikrofonu. Ludzie chcą krwi na debacie, tutaj mieliśmy izolowanie kandydatów, którzy w ogóle mają cokolwiek do powiedzenia. Skrajnym idiotyzmem było sekundowe rozliczanie mówcy jeżeli, np. zostały mu 2 sek. z przydzielonego czasu. Jaką wartość ma taką informacja dla widza? Ujemną? Wielka strata czasu dla widzów i rozpraszanie biorących udział. Można powiedzieć triumf formy nad treścią.

To że telewizję robią z ludzi idiotów wiadomo od dawna, jeżeli jednak trzy największe stacje robią to solidarnie i spijają sobie z usteczek, to zdaje się potwierdzenie słów pana Morawieckiego o skuteczności reklamy jego dawnego banku…

Dwóch wiodących kandydatów również nie zachwyciło, zostali roztopieni w morzu innych, bardzo krótkich wypowiedzi. Pan Jaki próbował hamletyzować swoim wystąpieniem z partii i wręczaniem papierka dla pana Trzaskowskiego. W istocie to żałosne, ponieważ nikt rozsądny nie uwierzy w to, że oto właśnie ktokolwiek z tych ludzi stanie się bezpartyjny, zwłaszcza że partie polityczne wydają realne pieniądze na ich kampanie wyborcze.

Sondaże dostępne do dzisiaj wskazują na zwycięstwo pana Trzaskowskiego, przy czym nie jest brane pod uwagę to, co się może wydarzyć w kontekście II tury. A może się wydarzyć praktycznie wszystko, ponieważ należy spodziewać się każdego zagrania rządzących. Nie mówimy o działaniach poza prawnych, wręcz przeciwnie – możliwe jest wrzucenie pod uwagę opinii publicznej kwestii, które będą miały istotne tło prawne, obciążające rządzącą w Warszawie ekipę.

Skandalem jest wmawianie ludziom przez niektóre telewizje i dużą część elity, że jeżeli wygra kandydat inny, niż popierany przez rządzących pan Jaki, to Warszawa nie dostanie pieniędzy na rozwój itp. To coś więcej, niż nadinterpretacja, to po prostu zła wola i zaciemnianie obrazu przekazu politycznego. Co ciekawe, nie bardzo jest się przed czymś takim bronić, ponieważ marketing wirusowy raz puszczony w ruch jest nie do powstrzymania.

Realnie nie ma pełnej informacji – kilkunastu kandydatów się wypowiedziało w sposób ograniczony i sterowany, społeczeństwo dostało bardzo ograniczony przekaz z którego wiele nie wynika. Nadal nie wiadomo, jakie pomysły na Warszawę mają główni kandydaci, chociaż to co zadeklarował pan Patryk Jaki brzmiało najbardziej rzeczowo. Oczywiście osobnym problemem jest to, na ile można mu i rządowi ufać w sprawie stolicy? Pan Trzaskowski może być kontynuacją linii pani Hanny Gronkiewicz-Waltz, ale wcale nie musi nią być – może realizować własną wizję rozwoju lokalnego. Szkoda, że przed I – szą turą wyborów, mieszkańcy nie mieli szans, żeby posłuchać rzeczowej rozmowy o Warszawie, prowadzonej pomiędzy dwoma lub nawet czterema najbardziej prawdopodobnymi co do wyniku kandydatami!

Jeżeli w demokracji mamy do czynienia z inflacją przekazu, to nie ma przekazu. Ponieważ odbiorcy słyszą bzdury, a na zadawanie poważnych pytań nie ma ani czasu, ani możliwości. Gdzie w tej kampanii troska o sprawy ludzi i o to, czym żyją? Plusem przyjętej formuły było tylko to, że pan Piotr Ikonowicz mógł się zaprezentować i przypomnieć o realnym życiu ludzi w stolicy…

Tags: , ,

7 komentarzy “Debaty o niczym – kampania o dajcie nam władzę”

  1. Krystian Chojnicki
    14 października 2018 at 07:36

    Tylko Jaki,,….

  2. krzyk58
    14 października 2018 at 08:51

    WIECZOREK PORĘBA JABŁONOWSKI CZECZETKOWICZ SENDECKI O ROSJI, GEOPOLITYKA I WYBORY SAMORZĄDOWE 2018

    https://www.youtube.com/watch?v=CJXkZQIuI3w&t=1131s

  3. Inicjator
    14 października 2018 at 09:44

    Cyrk przyjechał i wystąpiły w nim tresowane małpy.

    Małpy były dobrze wytresowane i ustawione w bezpiecznych klatkach, a treserzy nie musieli nawet używać bata.

    Jakoś przetrwamy te igrzyska.

    Tylko co z widownią?

    Amen i Macondo.

  4. Xun Zi
    14 października 2018 at 09:52

    Całe te wybory służą jedynie temu, by pewne grupki ludzi mogły dostać się do władzy i po pieniądze, bo nawet jak będzie w opozycji, strumień kasy nie przestanie płynąć. Idąc na wybory wzmacnia się tylko kliki, które konkurują ze sobą, a nie kraj… Taka jest niestety smutna prawda. Demokracja to fikcja, kurtyna, za którą ukrywają się miernoty, które nie potrafią znaleźć w sobie żadnych talentów, więc rozwijają paplaninę, tragikomiczne aktorstwo i stwarzanie nowych problemów – bo ludzie władzy nie rozwiązali jeszcze nigdy żadnego problemu, oni tylko nieustannie stwarzają nowe, stary problem zastępują nowym. A za nimi siedzą prawdziwi władcy spokojnie liczący większe sumy pieniędzy. Ten wydmuszkowy system, który ludzie nazywają cywilizacją, a która to cywilizacja od początku swego istnienia rozwija jedynie nowe formy niewolnictwa, poprzez zastępowanie jednego systemu drugim, nigdy nie upadnie, dopóki ludzie nie przestaną wzmacniać tego samonapędzającego się mechanizmu. A to może zdarzyć się jedynie wtedy, gdy zrozumieją tą prostą prawdę, którą wyżej przytoczyłem – politycy nie są nam do niczego potrzebni, ponieważ oni nie rozwiązują problemów, tylko je stwarzają. Jednak na takie przebudzenie będzie trzeba jeszcze sporo poczekać…

  5. Miecław
    14 października 2018 at 09:53

    Nic dziwnego. To TELEIDIOKRACJA w całej okazałości. Ale cóż skoro naród tylko konsumuje lub się modli zamiast myśleć, to taki stan jest oczywistością.

  6. Fu Yo
    14 października 2018 at 14:18

    Też oglądałem ten horror. H…e

  7. jerzyjj
    15 października 2018 at 21:47

    JAKI – TO KOLEJNY SŁOIK PRZYWIEZIONY W TECZCE…
    PS…
    Słoik warszawski. Po czym można poznać przyjezdnych?
    Słoik warszawski – to dobrze już ugruntowane w naszym języku określenie na osoby, które pracują, mieszkają ale nie pochodzą z tego miasta i najczęściej nie są zameldowane w stolicy. Postanowiliśmy na nich – w tym na samych siebie! – spojrzeć z przymrużeniem oka i poszukać kilku najważniejszych cech, po których zawsze poznacie słoika na ulicach Warszawy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Polityka

Scroll Up